Portal informacyjno-historyczny

W historii Polski nie brakuje zdrajców. ,,Nie wyobrażam sobie, by w II RP premier porzucił urząd dla kariery międzynarodowej…”

w Wiadomości z Polski

Zachęcamy do obserwowania strony na Twitterze

Konfederacja targowicka, Targowica – takie epitety padają pod adresem osób, które oskarża się o zdradę. Niewątpliwie spisek z 1792 roku magnatów z carycą Katarzyną II jest symbolem zdrady narodowej. We współczesnych czasach także nie brakuje ,,targowiczan”.

Niewątpliwie wśród członków konfederacji targowickiej mamy do czynienia z postaciami, które zasługują na miano „podłych” zdrajców, jeśli można taką kategorią wprowadzić. Mowa o takich, którzy dla prywaty, ze świadomością popełnienia zdrady, decydowali się na nią. Trudno znaleźć usprawiedliwienie dla takich postaci jak hetmani Franciszek Ksawery Branicki i Seweryn Rzewuski, czy Stanisław Szczęsny Potocki, nawet jeśli będziemy ich postawę tłumaczyć niskim poziomem umysłowym – jak w przypadku ostatniego z nich

– powiedział prof. Radosław Żurawski vel Grajewski. Historyk Uniwersytetu Łódzkiego w rozmowie z www.fronda.pl tłumaczył jednocześnie, że wielu uczestników konfederacji targowickiej przystąpiło do niej z powodu słabego rozeznania i wiedzy o ewentualnych konsekwencjach.

Nie ma natomiast wątpliwości, iż kierownicy konfederacji targowickiej to ewidentni zdrajcy, którzy świadomie wzywali Katarzynę II i wojska rosyjskie, aby zdławić reformę uchwaloną przez sejm

– dodał Żurawski.

W późniejszych czasach, aż do współczesnych, nie brakuje podobnych przypadków. Zdrajców można znaleźć w czasie Nocy Listopadowej, gdy próbowali powstrzymać powstanie, chociaż profesor Żurawski zaleca w tym akurat temacie sporą ostrożność.

Wszyscy oni zatem, bez wyjątku, byli bohaterami walk o niepodległość i przez całe lata przelewali krew za ojczyznę. W trakcie Nocy Listopadowej zginęli z rąk Podchorążych starając się powstrzymać powstanie, opowiadając się po stronie lojalności wobec rzeczywistości politycznej, która panowała w Królestwie Kongresowym przed 29 listopada 1830 roku, gdyż nie wierzyli w możliwość zwycięskiej wojny z całą potęgą imperium rosyjskiego, a bunt młodzieży wojskowej uznawali za lekkomyślne szaleństwo grożące zagładą tej Polski (tj. Królestwa Kongresowego), którą oni wywalczyli swym znojem i krwią i (choć niedoskonałą, małą i pod wieloma względami ułomną) podnieśli z niebytu, w jakim znalazła się po trzecim rozbiorze. Decyzja którą podjęli, próbując zawrócić Podchorążych z drogi, jaką Ci obrali, motywowana była miłością do ojczyzny a nie do cara. Niemniej jednak z tego powodu ponieśli śmierć, nie jako bohaterowie (którymi dotąd byli), ale jako Ci, którzy bohaterów starali się powstrzymać. Później zresztą Rosjanie wystawili pomnik ku czci tych generałów, poległych – jak interpretowano – w obronie władzy cara. Poważnie zawahałbym się jednak, czy można ich oskarżać o zdradę

– stwierdził historyk.

Łatwiej było w czasach II RP i PRL.

Tych, którzy w 1920 roku stanęli po stronie bolszewików, maszerujących na Warszawę trudno nazwać inaczej, trudno znaleźć dla nich usprawiedliwienie i oceny ich postaw są bardzo klarowne i ostre. Ci, którzy tworzyli szczyty aparatu państwowego PRL, ewidentnie służyli obcemu mocarstwu. Cała czołówka PRL to ewidentni zdrajcy. Taki np. Bierut to agent NKWD jeszcze sprzed wojny, gen Świerczewski na własną prośbę zgłosił się do walki przeciw Wojsku Polskiemu w 1920 r. Tu zatem nie mamy wątpliwości z kim mamy do czynienia – powiedział Żurawski.

Współcześnie nie jest tak łatwo postawić oskarżenia o zdradę. Żurawski twierdzi, że np. wpływy rosyjskich służ specjalnych na pewno nie zniknęły z Polski, a wybranych przedstawicieli władzy można oskarżać o prywatę, głupotę, a nawet złodziejstwo, ale nie ma dowodów na świadomą zdradę.

Uważam, iż obecnie nie można formułować publicznych oskarżeń o zdradę wobec gremiów przywódczych konkretnych opcji politycznych. Jakkolwiek, ewidentnie mamy takie ugrupowania, które lekceważą interes Rzeczypospolitej i stawiają wyżej własne, prywatne ambicje polityczne. W tym miejscu powiem głośno o tezie, którą jak sądzę można bronić śmiało. Otóż nie wyobrażam sobie, by w II RP jakiś premier, obojętnie z jakiej opcji politycznej, któremu Rzeczpospolita powierzyła taką funkcję, porzucił ten urząd na rzecz robienia kariery w strukturach organizacji międzynarodowej i to wtedy, gdy u granic kraju rozpoczynałaby się wojna, wywołując przy tym kryzys gabinetowy i wprawiając w głęboką konfuzję swą własną partię

– zakończył profesor Żurawski, nawiązując do decyzji Donalda Tuska, który opuścił Polskę, by zostać przewodniczącym Rady Europejskiej.

(167)

Chcesz podzielić się z Czytelnikami portalu swoim tekstem? Wyślij go nam lub dowiedz się, jak założyć bloga na stronie. Kontakt: niezlomni.com(at)gmail.com. W sierpniu czytało nas blisko milion osób!
Dołącz, porozmawiaj, wyraź swoją opinię. Grupa sympatyków strony Niezlomni.com

Redakcja serwisu Niezłomni.com nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach użytkowników. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Jednocześnie informujemy, że komentarze wulgarne oraz wyrażające groźby będą usuwane.
Ładowanie komentarzy Facebooka ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*

Idź na górę