Andrzej Duda w wywiadzie dla TVP Historia powiedział wiele słów, które nie spodobają się dotychczasowym ,,elitom” III RP. Bez ogródek mówił, że dotychczasowa polityka historyczna mogła służyć temu, ,,żeby łatwiej było nad nami zapanować”. Podkreślił, że ,,bardzo wiele wpływowych miejsc we współczesnej Polsce zajmują osoby, których rodzice czy dziadkowie aktywnie walczyli z Żołnierzami Wyklętymi”.
Bo nawet nie chodzi o to, czy ktoś fałszuje historię, czy jej nie fałszuje. Chodzi o dwie rzeczy: w jaki sposób rozkładamy akcenty, pokazując tę historię – to jest jedno, i dwa – czy mówimy wszystko, a więc czy są takie elementy, które stanowią białe plamy w historii
– wyjaśnił Andrzej Duda.
Prezydent odniósł się również do kwestii polityki historycznej:
– W związku z tym my prowadźmy naszą politykę historyczną – o tym mówiłem w znaczeniu ofensywności. Pokażmy prawdę taką, jaka ona była z naszego punktu widzenia jako Polaków – apelował Duda. Wskazał tutaj m.in. na sprawę ratowania Żydów, czy konieczność walki z pojęciem „polskich obozów koncentracyjnych”. – To jest niezwykle ważne z punktu widzenia naszych interesów, a tego do tej pory w zasadzie nie było. To była cały czas jakaś pedagogika wstydu.
Wśród tematów, „o których możemy mówić razem”, wymienił odzyskanie niepodległości w 1918 roku, Bitwę Warszawską z roku 1920, budowę II Rzeczypospolitej.
Dotychczasowa kształtowała fałszywy obraz Polaków. Dlaczego uprawiano ,,pedagogikę wstydu”?
To, że dzisiaj młodzież jest dumna ze swojego pochodzenia, że ma tę wielką, polską historię to jest wspaniałe zjawisko i cieszę się, że w ten sposób zaprzeczamy tamtemu, co w tedy było realizowane, nie wiem po co. Po to, żeby łatwiej było nad nami zapanować w ramach jakichś wielkich organizmów międzynarodowych, żebyśmy byli pokorniejsi w ramach UE? Nie wiem, po co to robiono, ale fakt jest taki, że robiono
Jednak ta wypowiedź wzbudziła największe oburzenie w lewicowo-liberalnych mediach:
– Bardzo wiele wpływowych miejsc we współczesnej Polsce, niestety zwłaszcza także i po 1989 roku, w mediach i różnych innych wpływowych instytucjach, fundacjach itd. zajmują osoby, których rodzice czy dziadkowie aktywnie walczyli z Żołnierzami Wyklętymi w ramach utrwalania ustroju komunistycznego. Czyli krótko mówiąc: byli zdrajcami, dzisiaj byśmy tak powiedzieli wprost – ja w każdym razie bym tak powiedział. To ‒ powiedzmy sobie otwarcie – jest starcie również ideologiczne, to jest starcie historyczne, ale to jest starcie również o to, kto w naszym kraju ma sprawować rząd dusz, czy nadal ma być on w rękach postkomunistów. Ja takiemu czemuś mówię: nie
(7217)