Reporterskie podróże po szlakach pozornie znanych. Prawdziwe zwiedzanie to dostrzeganie tego, co mało kto potrafi uchwycić [WIDEO]

w Książki


Zachęcamy do obserwowania strony na Twitterze

Widzieć, to nie znaczy zobaczyć. Można być na końcu świata, zwiedzać wspaniałe miejsca i kompletnie ich nie poznać. Można robić zdjęcia, zaliczać kolejne punkty na mapie, ale nadal nie mieć świadomości, co się widziało i uwieczniło na fotografiach. Prawdziwe podróżowanie to dostrzeganie tego, co aparatem czy kamerą mało kto potrafi uchwycić: emocji, odmienności, zwyczajów i obyczajów. Z tego najpiękniejsze są właśnie dysonanse, których warto szukać, znajdować, ale przede wszystkim poznawać i szanować. I o nich będzie ta książka.

Reporterskie podróże Tomasz Bonka wiodą nas po szlakach pozornie znanych. Przecież to miejsca, gdzie codziennie przewijają się tysiące turystów! A jednak Bonek lubi skręcić w bok, zabrać czytelnika tam, gdzie ten z wykupioną wycieczką nie dotrze. Pokazać to, czego spieszący za grupą człowiek nie zauważy. Opowiedzieć o tym, co tak naprawdę stanowi esencję bycia Podróżnikiem.

Oto wyprawa po świecie niesamowicie ciekawym, fascynującym, a jednocześnie słabo widocznym zza szyb autokarów. Po świecie, który dziś coraz trudniej zobaczyć samemu, gdyż w ostatnich latach spowija go coraz większy mrok.

Fragment książki Tomasza Boneka, „Set Maat – siedlisko prawdy. Wędrówki po Egipcie, Izraelu, Jordanii i Maroku. Świat widziany oczami pasjonata świata”, Wydawnictwo Replika, Poznań 2016. Książkę można nabyć na stronie Wydawnictwa Replika.

Kiedy podczas jednej z kolejnych wypraw zamknięto mnie przypadkiem w przedziwnym grobowcu, myślałem że wszystkie demony, bogowie, stwory i potwory ożywają. Pojawiały się w strumieniach światła latarki i ginęły za rogiem.

Strajki, sądy i kłótnie.

Ale jaka była prawda o tych wspaniałych budowniczych grobowców z Siedliska Prawdy? Tak, jak już wspominał Ahmed, nie byli niewolnikami, a ludźmi wolnymi, z prawem do urlopu, sowicie wynagradzanymi. Władca, za pośrednictwem wezyra, opiekował się nimi tak bardzo, że stworzył dla nich nawet specjalny system opieki zdrowotnej, z czymś w rodzaju szpitala, płatnego zwolnienia chorobowego, opieki socjalnej. Taki był już w Egipcie zwyczaj, od wieków. Tak postępowali królowie – budowniczy piramid w Gizie i w Sakkarze, o czym świadczą znaleziska na tamtejszych stanowiskach archeologicznych: czaszki ze śladami po doskonale przeprowadzonych zabiegach trepanacji, zapiski na papirusach i glinianych skorupach np. o perfekcyjnie przeprowadzonych operacjach naprawczych kręgosłupa. Tych dowodów najwięcej jednak znaleziono właśnie w Deir el-Medina. Były ich tysiące.

Kiedy w 1922 roku Howard Carter szukał grobowca Tutanchamona, zespół, kierowany przez Bernarda Bruyère, pracował w ruinach Set Maat. Dzieliło ich tylko święte wzgórze przypominające piramidę Cheopsa z Gizy.

Wcześniej, w 1840 roku, w pobliżu osady odkryto bardzo duże skupisko papirusów, w tym plany i protokoły budowy grobowca Ramzesa IV. Kluczowe były jednak prace Ernesta Schiaparelli z lat 1904–1909, który zabezpieczył i opisał kilka tysięcy ostraków. Przez 50 lat opisywał je m.in. Jaroslav Černý, czeski archeolog z zespołu Bruyère’a. Według jego ustaleń, w szczytowym okresie rozwoju, kiedy panowała dynastia Ramesydów, wieś składała się z 68 domów i zajmowała 5600 m2. Średnio na każdą z rodzin przypadało 70 m2. Domy stały na kamiennych fundamentach, na których układano ściany z cegły mułowej (była to glina zmieszana ze słomą suszona na słońcu), które były dodatkowo pobielane, aby jak najbardziej odbijać palące tu jak nigdzie indziej słońce – tu bowiem zaczynała się już pustynia. Piętrowe, podpiwniczone domy miały 4-5 pomieszczeń, a w głównym pokoju znajdował się ołtarz lub nisza na święte posągi.

Mieszkali tu Egipcjanie, Azjaci, Nubijczycy, a wśród nich kamieniarze, tynkarze, przewoźnicy, kucharze, dekoratorzy, rzeźbiarze. Z analizy zapisków na skorupach rozbitych naczyń oraz papirusach wynika, że byli klasą średnią, dobrze opłacaną i traktowaną jak urzędnicy państwowi. Władze o nich dbały, a płacono im szybko. Kiedy jednak pensja się spóźniała, potrafili zastrajkować.

Pracowano w cyklach 8-dniowych, przez następne dwa odpoczywano. W okresie rządów Merenptaha wolna była w sumie jedna trzecia roku, bo tyle przypadało świąt w kalendarzu. Robotnikom przysługiwały też urlopy rodzinne i na kaca. Pijusy to były takie jak my – Polacy.

Naukowcy ustalili, że mieszkańcy wioski żyli w małżeństwach monogamicznych, niczym niezwykłym było tu posiadanie nawet sześciorga dzieci. Wszyscy lubili się napić alkoholu, nawet kobiety spotykały się na babskich imprezach, też suto zakrapianych. Taka była już wtedy ich emancypacja. Ale jednak szczególna – wprawdzie panie miały prawo do posiadania dóbr na własność, ale przysługiwała im tylko jedna trzecia małżeńskiego majątku.

Robotnicy mieli też jeszcze jeden bardzo ważny przywilej – w czasie dni wolnych mogli pracować przy budowie i zdobieniu własnych grobowców. Warto tu wspomnieć, że Egipcjanie nie mumifikowali wszystkich zmarłych – większości społeczeństwa nie było na to stać. Dla biedaków przeznaczone były więc tzw. pochówki nilowe – połączenie z bogami świętej rzeki. Grobowce mogli mieć tylko zamożni. Te w Deir el-Medina są wyjątkowo kunsztowne, bardziej bogato zdobione niż chociażby ten najsłynniejszy faraoński – Tutanchamona, który wykonano niedbale, w pośpiechu.

W wiosce działał też system sądowniczy. Łudząco podobny do współczesnego i dobrze nam znanego. Myślę tu o opieszałości spraw. Są papirusy, które potwierdzają, że w Set Maat sprawy prawne ciągnęły się przed państwową administracją nawet jedenaście lat. Szok i niedowierzanie, co? Zwłaszcza, kiedy do systemu sprawiedliwości dodamy magię i wyrocznie, które odgrywały rolę instancji odwoławczej.

Wezyr i faraon dbali także o zdrowie swoich artystów. W wiosce był lekarz. Z inskrypcji na skorupkach potłuczonych naczyń dowiadujemy się, że zapisywał nie tylko leki czy przeprowadzał operacje, ale także zalecał rehabilitację i przeróżne zabiegi. W systemie medycznym był też zaklinacz skorpionów, który miał wielki udział w kuracji po ukąszeniach przez te zwierzęta. A lekarz przepisywał również zaklęcia oraz modlitwę.

Sielanka trwała prawie 500 lat. Ale w czasach Ramzesa IV, czyli w latach 1155–49 p.n.e., w państwie zrobiło się niespokojnie. Władca tracił swoje wpływy w Azji, szerzyła się korupcja, kapłani spiskowali. Egipt ubożał, a inwestycje budowlane w Tebach trzeba było przystopować, także te związane z budową grobowca władcy. Ten czas był rajem dla złodziei skarbów, którzy okradali królewską nekropolię, a wśród nich byli także sami twórcy tych wspaniałych labiryntów, mieszkańcy Set Maat. Bandy rabusiów, pod osłoną nocy, idąc tzw. oślą ścieżką nad wioską robotników, świątynią Hatszepsut docierały pod wzgórze przypominające piramidę, w którego szczelinach kryły się miejsca spoczynku faraonów oraz ich skarby. Kopali zazwyczaj nie od frontu, ale od tyłu, aby nie zniszczyć pieczęci na wrotach do grobu, aby nikt nie zauważył włamania. W ten sposób zaczął się upadek zarówno Doliny Królów, jak i jej twórców. Taka jest też historia Egiptu, pełna wzlotów i upadków. W ten sposób działo się tu przez przeszło 2,5 tysiąca lat, do czasów ptolemejskich, na początku naszej już ery, kiedy to Kemet zaczął chylić się ku ostatecznemu upadkowi…

– Jesteś gotowy – powiedział Ahmed. Poznałeś ich historię, znasz egipskie Set Maat. Teraz możesz już podróżować po Egipcie. To nie w piramidach kryje się jego piękno. Nie w Dolinie Królów, gdzie przybywają setki tysięcy turystów, drzemią jego najskrytsze tajemnice. Szukaj prawdy o kraju faraonów poza turystycznymi szlakami – tam, gdzie miejsca tworzyli zwykli ludzie – tylko ich opowieści pokażą ci, jak żyło się nad Nilem przed wiekami. Tych miejsc są setki. Czytaj, rozglądaj się, pytaj miejscowych. Nawet w okolicach najwspanialszych budowli wskażą ci inne strony, w które musisz zajrzeć.

Miał rację. Pojechaliśmy oczywiście zobaczyć piramidy w Gizie, do których wielokrotnie wracałem. Krzątałem się po wąskich, dusznych, niskich korytarzach najwspanialszej z nich, wybudowanej dla Chufu, nazwanego przez Greków Cheopsem. Oglądałem z bliska jego solarną barkę, która wiozła trumnę faraona na miejsce wiecznego spoczynku. W Sakkarze eksplorowałem piramidę schodkową, w Daszhur łamaną i czarną. Pływałem po Nilu po obu stronach tamy Asuańskiej, aż do Abu Simbel. Ale zawsze pociągały mnie miejsca mniej uczęszczane. Pozwólcie, że je dla Was choć w części odkryję w następnych rozdziałach.

(1)

Chcesz podzielić się z Czytelnikami portalu swoim tekstem? Wyślij go nam lub dowiedz się, jak założyć bloga na stronie.
Kontakt: niezlomni.com(at)gmail.com. W sierpniu czytało nas blisko milion osób!
Dołącz, porozmawiaj, wyraź swoją opinię. Grupa sympatyków strony Niezlomni.com

Redakcja serwisu Niezłomni.com nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach użytkowników. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Jednocześnie informujemy, że komentarze wulgarne oraz wyrażające groźby będą usuwane.
Ładowanie komentarzy Facebooka ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*

Korzystając z formularza, zgadzam się z polityką prywatności portalu

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.