Tak niemiecki dziennikarz odkrył prawdę o zbrodniach w Polsce podczas II wojny światowej. „To było przerażające odkrycie”

w II wojna światowa


Zachęcamy do obserwowania strony na Twitterze

Konrad Schuller, korespondent „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, jest autorem książki poświęconej wsi Borów, którą Wehrmacht spalił i zamordował 918 osób. Na stronie Fundacji im. Heinricha Bölla ukazał się poruszający wywiad z dziennikarzem.

na zdjęciu powyżej: polscy chłopi prowadzeni na egzekucję. W tle płonąca wieś (wrzesień 1939)

Przyznaje, że początkowo był „totalnym analfabetą”, jeśli chodzi o Polskę, co jak twierdzi, jest „typową przypadłością większości niemieckich dziennikarzy”. Mówi, że w szkole nie mówiono nic o kampanii wrześniowej. Nie miał pojęcia, że podczas II wojny światowej zginęło 6 mln Polaków – dowiedział się o tym dopiero w Polsce.

Za namową berlińskiego adwokata Stefana Hambury zajął się zbrodniami, które Niemcy popełnili na polskich wsiach. Był przekonany, że zna temat, bo słyszał o czeskich Lidicach, greckim Distomo oraz kilku włoskich wioskach, gdzie Niemcy mordowali mieszkańców w odwecie za akcje partyzanckie.

Myślałem, że w Polsce wyglądało to podobnie, ale myliłem się. Zrobiłem kwerendę, doliczyłem się 750 wsi, gdzie Niemcy wymordowali wszystkich, mężczyzn, kobiety, dzieci. To było przerażające odkrycie

– mówi. Postanowił, że pojedzie do Borowa na Lubelszczyźnie, gdzie Niemcy dwa pokolenia wstecz zabili co drugiego mieszkańca.

Chciałem dowiedzieć się, jak to jest być Niemcem w takim miejscu. Spodziewałem się najgorszego. Ale przyjęto mnie serdecznie, ludzie, którzy wówczas uciekali przed Niemcami, chętnie rozmawiali z niemieckim dziennikarzem. Nikt mnie nie obwiniał za tamte zbrodnie. Kilka razy podczas rozmowy usłyszałem jednak: „Przepraszam, niech pan przestanie, nie mogę strawić niemieckiego, nie mogę słuchać tego języka”. To sprawiało im zbyt wielki ból

– podkreśla. Do dziś ma kontakt z wieloma mieszkańcami miasta. Napisał książkę, która ukazała się po niemiecku i po polsku.

Opowiada też, że po jej publikacji został zaproszny do Borowa na prezentację.

Ktoś pokazał mi naboje do karabinu maszynowego, które polscy chłopi po masakrze znaleźli w rzece. Poczułem się jak Niemiec, jak sprawca

– przyznaje. Jego ojciec przeszedł indoktrynację w Hitlerjugend, dziadek pokazywał mu zdjęcia nazistowskich czołgów, żołnierzy i budowli. Twierdzi, że po takim dzieciństwie walczył, by „wszystkie bramki w głowie, przez które mógłby mi się wsączyć do głowy brunatny jad, pozamykać”.

Wtedy w Borowie, gdy patrzyłem na niemieckie naboje, odkryłem, że kilka bramek jeszcze jest otwartych

– dodał.

źródło: Fundacja im. Heinricha Bölla

(15715)

Chcesz podzielić się z Czytelnikami portalu swoim tekstem? Wyślij go nam lub dowiedz się, jak założyć bloga na stronie.
Kontakt: niezlomni.com(at)gmail.com. W sierpniu czytało nas blisko milion osób!
Dołącz, porozmawiaj, wyraź swoją opinię. Grupa sympatyków strony Niezlomni.com

Redakcja serwisu Niezłomni.com nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach użytkowników. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Jednocześnie informujemy, że komentarze wulgarne oraz wyrażające groźby będą usuwane.
Ładowanie komentarzy Facebooka ...

2 komentarze

  1. „Nie miał pojęcia, że podczas II wojny światowej zginęło 6 mln Polaków – dowiedział się o tym dopiero w Polsce.” – z jakiegoś powodu, wykształceni Niemcy nie mają zielonego pojęcia co się stało we wrześniu 1939 r. i potem. Ten proces oczyszczania pamięci z przykrych wspomnień, władze niemieckie nazywają konsekwentnie DENAZYFIKACJĄ. Swego czasu mój niemiecki znajomy przeżył szok, gdyż nikt mu nigdy nie powiedział, iż szanowana niemiecka uczelnia w Gdańsku wdrożyła proces produkcji mydła z ludzkich zwłok. Dowiedział się przy okazji, że abażury z ludzkiej skóry i sienniki wypychane ludzkimi włosami, to również niemiecki wynalazek. NIEMCY, TO CZĘŚĆ WASZEJ DUMNEJ HISTORII! Dlaczego nie uczycie o tym w swoich szkołach, skrzętnie przykrywając przymiotnik „niemiecki”, przymiotnikiem „nazistowski”.

  2. dla mnie na zawsze pozostanie zagadką, że tłum ludzi idzie jak „jak owce na rzeź” pod strażą kilku raptem uzbrojonych strażników… Ci strażnicy nie mieliby żadnych szans gdyby tak kilku chłopa ruszyło z gołymi nawet rękoma na tych gnoi.
    Pewnie sprowadza się to to zasady, że większość populacji nie chce podjąć ryzyka… Mnie brakowało 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*

Korzystając z formularza, zgadzam się z polityką prywatności portalu

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.