Błyskotliwa, wstrząsająca i oryginalna powieść o wyobcowaniu i samotności.”Mniemania” Włodzimierza Kruszony

w Ważne książki


Zachęcamy do obserwowania strony na Twitterze

Sąsiedzi codziennie się mijają, rozmyślają o sobie i oceniają nawzajem. Pozostają jednak uwięzieni we własnych wyobrażeniach. Spotykają się i rozmawiają, ale prawie wszyscy są samotni. Każdy skrywa jakieś tajemnice, czegoś się wstydzi, coś kombinuje, za czymś tęskni.


Czytelnik zagłębia się w myśli, motywy działań, namiętności i lęki bohaterów. Ich barwną różnorodność odzwierciedla język. Niekiedy wulgarny i dosadny, kiedy indziej ociera się o styl naukowy.

Włodzimierz Kruszona, Mniemania, Wydawnictwo Replika, Poznań 2020. Książkę można nabyć na stronie Wydawnictwa Replika.

Kołobrzeg, lato 2018 roku. Mieszkańcy kamienicy w uzdrowiskowej części miasta tworzą małą, lokalną społeczność. Wojciech, starszy nauczyciel, gości na wakacjach ukochaną wnuczkę, Lidkę. Po sąsiedzku mieszkają Julia i Mateusz – rodzice malutkiego Felka, oraz Beata i Andrzej – małżeństwo przechodzące kryzys. Ich pogrążony w nieszczęśliwej miłości syn Darek jest niespełnionym pisarzem pracującym w muzeum historycznym. U dozorczyni Danuty na przepustce z więzienia przebywa syn Janek.

Fragment

Ojej, mama, no nie mogłem przyjechać, krzyczał Janek do telefonu. Wstrzymano mi urlop, nie rozumiesz tego? Ile razy mam ci mówić? Dlaczego wstrzymano? No wyszła taka jedna sprawa, ustawa i już. Co ci będę teraz opowiadał! O wszystkim musisz wiedzieć?

Danka zachłysnęła się i zaczęła chlipać. Przestań, Janku, nie żartuj sobie z matki. Ja nawet nie wiem, czy ty prawdę mi mówisz, czy znowu kłamiesz, skarżyła się, zaś on wydarł się na całe gardło: Jak nie wiesz, to po co pytasz? Sama sprawdzisz, jak jest naprawdę. Zawsze najłatwiej mnie oskarżyć. Kłamiesz, Jasiu, bo jesteś kłamcą od urodzenia. I koniec rozmowy. A nawet nie wiesz, jak było, więc nie możesz mówić, że kłamię. Z jakiej niby racji? Kurwa! Najpierw trzeba znać prawdę, żeby innym zarzucać kłamstwo, mama.

No niby coś w tym jest, przyznała w duchu Górna, coś jest na rzeczy, synku, niemniej poczuła się urażona. Jasiu, jak ty ze mną rozmawiasz, jakim tonem? W ogóle z tobą nie rozmawiam, mamo. O czym teraz mamy gadać, kiedy wszyscy naokoło mnie słuchają? Za tydzień do ciebie przyjadę, obiecali, że mnie puszczą, więc przyjadę i wtedy sobie pogadamy do syta. Jak z kopyta! A na razie siedź cicho, jak jest ci dobrze – i czekaj.

Wcale nie jest mi dobrze, kto ci powiedział, że jest mi dobrze? I czy to aby prawda, że w przyszły poniedziałek na pewno przyjedziesz? Danuta Górna zlękła się nadziei, gdyż znowu ją przecież zawiedzie ta nadzieja, jak zwykle zresztą, a ona tego nie przeżyje; już nie ma siły. Tymczasem Janek rugał ją obcesowo, właściwie po chamsku. Dlaczego przeklinasz tak paskudnie, synku? Jak znowu przeklinam, mamo? Wszyscy tak teraz mówią. A ty przesadzasz i jeszcze wyjeżdżasz mi z jakąś pierdoloną prawdą! Ty najpierw musisz sama uwierzyć, że przyjadę, że właśnie tak będzie, żeby nareszcie się o tym przekonać. Inaczej nie ma. Tylko że ty nigdy mi nie wierzyłaś i dlatego jest dzisiaj z nami to, co jest; oboje to widzimy. Dobra, mama, masz jeszcze coś? Bo muszę kończyć.

Jasiu! Zlękła się, iż zaraz ich rozłączą. To ma być wszystko, cała upragniona rozmowa? Tyle tylko dla niej? Ochłap z łaski? Jasiu, Janeczku, wołała z bólem, zaś on jęknął zniecierpliwiony: Chryste Panie, co znowu, mama? Coś ważnego? Jak na to odpowiedzieć? Nie, już nic, Janeczku. Coś ci miałam mówić, pytać o coś, ale już nic. Wyleciało mi teraz z głowy, zdenerwowałam się. Już dobrze, Janku. Trzymaj się tam.
Próbowała powiedzieć, że go kocha, jednak jakoś nie potrafiła. Nie przeszły jej przez gardło te słowa. Łatwiej zapytać czy czegoś mu nie potrzeba, czy coś przysłać. Na ten tydzień już nie warto, odburknął rozeźlony. No to co ja mam robić? Nic, spokojnie czekać, mama. Tydzień to niedługo, raz dwa zleci. Tak ci się tylko zdaje, powiedziała ponuro, lecz Janek już jej nie słuchał. Do zobaczyska, mama, usłyszała w komórce, trzymaj się zdrowo. „Trzymaj się”. No trzymam się, jak umiem, jaki mam wybór? Nic nie odrzekł. Czyli koniec na dzisiaj. Dwie dziurki w nosie i skończyło się. Coś w niej pękło, zawołała do telefonu z rozpaczą: Tylko przyjedź, Jasiu. Pamiętaj, przyjeżdżaj prędko. Nie okłamuj starej matki. Bo co, zadrwił, bo to by było niegodziwe? No tak, przełknęła łzy, takie właśnie by było. Okrutne i niegodziwe. No i chuj z tym, zawołał zuchwale na pożegnanie. Trzymaj się, mama!

Nigdy nie powie się tego, co się z góry obmyśliło, zwyczajnie nigdy. Braknie czasu. Tego, co by się chciało, człowiek nie powie. Przy konfesjonale też nie. Beata Myga nie miała co do tego wątpliwości. Tego, co by się chciało, mówić nie należy, tak trzeba to ująć, bo nie wolno robić z siebie i ze swojego życia bezpłatnego widowiska , zamienić się w żer dla plotek. Pani Górna, kiedy ją zapytać, dlaczego syn nie przyjechał, jak zapowiadała, ledwie coś tam odburknie przez ramię, że teraz nie mógł, niby w pracy go zatrzymali, ale w przyszłym tygodniu to już raczej przyjedzie, szkoda tylko ciasta, które upiekła, bo uschnie na kamień, tak się biedna żali i zamiata schody. Do kogo ta mowa? Od razu widać, że kobieta kłamie. Nie o tym cieście, tak pewnie jest, w to nie wątpię, lecz o synu kłamie mi w żywe oczy i popija herbatą. Czy my nie wiemy, że ten jej Janek siedzi, bo okradł aptekę? Zresztą nie tylko ją, więcej miał za uszami, z jakąś bandyterką się spiknął, gadano o handlu narkotykami, ale tego mu nie udowodniono, więc pozostała tylko apteka.

Wszyscy w naszym domu o tym wiedzą, tylko nic się o tym nie mówi, żeby stróżce nie sprawić przykrości, bo co ona, biedaczka, temu winna? Taki człowiek delikatny, kobieta zwłaszcza, na wszystko w zasadzie pozwala, więc mężowie nas oszukują na każdym kroku, oto tego efekt. Miej sumienie, Beata, zlituj się, jeden błąd, jedno zaślepienie ma przekreślić całe nasze wspólne życie, tyle lat razem, skamle mi Andrzej. Łajdackie gadanie! Każdy chce, żeby drugi miał sumienie, honor, żeby był uczciwy i lojalny, ale sam ani myśli być taki, tylko jak mu tam wygodnie. Szkoda gadać, bo i po co? Świata nie zmienię, a mężczyzn to już na pewno. Nie ma o czym marzyć, lepiej się na plaży smażyć, tak mi onegdaj zasunął Kapica, ten sąsiad z drugiego piętra, który się ponoć szykuje do obnośnego handlu na plaży, tak jego żona rozpowiada. Mało mu podobno pracy na kortach tenisowych. Bo tacy są prawdziwi mężczyźni – każdą okazję chwytają i wykorzystają, żeby zarobić coś ekstra dla rodziny! A Jędrek jak na ich tle wygląda? Jak pół dupy zza krzaka; oto jak!

(0)

Chcesz podzielić się z Czytelnikami portalu swoim tekstem? Wyślij go nam lub dowiedz się, jak założyć bloga na stronie.
Kontakt: niezlomni.com(at)gmail.com. W sierpniu czytało nas blisko milion osób!
Dołącz, porozmawiaj, wyraź swoją opinię. Grupa sympatyków strony Niezlomni.com