Portal informacyjno-historyczny

Zapomniany obóz dla dzieci w Łodzi. Przeznaczony dla najmłodszych Polaków znalazł się na terenie getta

w II wojna światowa

(2386)

Na naszych wschodnich terenach Niemiec, szczególnie w „Okręgu Warty”, zaniedbanie młodzieży polskiej rozwinęło się poważnie i stanowi groźne niebezpieczeństwo dla młodzieży niemieckiej. Przyczyny tego zaniedbania leżą przede wszystkim w nieprawdopodobnie prymitywnym standardzie życia Polaków. Wojna rozbiła wiele rodzin, a uprawnieni do wychowywania nie są w stanie spełniać swych obowiązków, polskie zaś szkoły zamknięto. Stąd też dzieci polskie, wałęsające się bez jakiegokolwiek nadzoru i zajęcia, handlują, żebrzą, kradną, stając się źródłem moralnego zagrożenia dla młodzieży niemieckiej

— Heinrich Himmler w uzasadnieniu koncepcji utworzenia obozów prewencyjno-izolacyjnych dla polskich dzieci.

Obóz „na Przemysłowej”, stworzony w Łodzi przez władze III Rzeszy lager koncentracyjny przeznaczony do więzienia i mordowania polskich dzieci, wyłania się powoli z otchłani zapomnienia i niewiedzy. Ten hitlerowski twór funkcjonował w kwartale ulic Brackiej, Plater, Górniczej i muru cmentarza żydowskiego przez 25 miesięcy II wojny światowej. Heinrich Himmler z rozmysłem kazał go zbudować w granicach łódzkiego getta, by zupełnie odseparować dzieci od świata i udaremnić wszelkie szanse na ucieczkę. Jedynymi dorosłymi, z jakimi dzieci miały kontakt, byli specjalnie dobrani i wyszkoleni w bezduszności, odporni na bezbronność ofiar esesmani.

Nazwa obozu pochodzi od ulicy Przemysłowej, ponieważ nią właśnie dowożono transporty dzieci i na jej skrzyżowaniu z Bracką była wjazdowa brama. Na Przemysłowej 34 do teraz stoi budynek, w którym mieszkał zarząd lagru (Verwaltung) i gdzie ważyły się decyzje o losie dzieci – życiu lub śmierci. Warunki, jakie tam stworzono, były tak tragiczne, że dzieci przywożone „na Przemysłową” w transportach z Oświęcimia, płakały i chciały wracać. Dziennie przebywało tam średnio tysiąc więźniów w wieku od niemowlęctwa do 16 lat. Od świtu do wieczora dzieci pracowały dla Rzeszy w wybudowanych na terenie obozu warsztatach – faszystowska „filozofia” nakazywała optymalne wykorzystanie ofiary zanim się ją zgładzi.

Dzieci w obozie w Dzierżąznej (filia łódzkiego obozu)
Dzieci w obozie w Dzierżąznej (filia łódzkiego obozu)

Do obozu zwożono polskie dzieci z całej Polski; w większości były to biedne sieroty i dzieci bohaterów polskiego podziemia. Obóz był karą dla walczących z okupantem rodziców, dotkliwą formą represji wobec wartościowej młodzieży i zwolnieniem sierocińców, których budynki przechodziły w niemieckie ręce.

Wedle różnych źródeł w obozie „na Przemysłowej”, z powodu brutalnych pobić, przepracowania i nieleczenia chorób, zginęło ponad 12 tysięcy polskich dzieci. Po wyzwoleniu miasta (styczeń 1945) znaleziono w nim jeszcze około 900 ciężko chorych, przerażonych małych ludzi, z licznymi ranami i odmrożeniami. Do lat 70. XX wieku dotrwało ich przy życiu nieco ponad 300.

Władze PRL-u, z trudnych do określenia i zrozumienia przyczyn, zatarły ślady obozu i skazały go na nieistnienie. Byli więźniowie nie otrzymali od państwa żadnej pomocy, a i dziś przywracanie pamięci o ich straszliwym losie napotyka na opór.

Pierwszy transport dzieci przybył „na Przemysłową” przed Bożym Narodzeniem, dnia 11 grudnia roku 1942…

Jola Sowińska-Gogacz, źródło: wPolityce.pl

Kilka wymownych cytatów, które obrazują warunki panujące w obozie:

„Moczone deski pryczy i podłogi zaczęły gnić. Dzieci marzły i dlatego podkładały pod siebie ubrania lub w nich spały i w takiej odzieży wychodziły później do pracy. W zimie zmoczone ubrania natychmiast zamarzały”

„Były to dzieci jeszcze żywe, ale już umarłe, wychudzone do takich granic, jakich się nigdzie poza tym nie spotyka. Wszystkie reakcje były u nich zwolnione, poruszały się wolniej, wolniej wykonywały rozkazy, stale się spóźniały, były senne i apatyczne. Obojętniały wreszcie na wszystko i na swój własny los. Umierały podczas snu, w kolejce po zupę, na siedząco i na stojąco”.

Józef Witkowski w książce „Hitlerowski obóz koncentracyjny dla małoletnich w Łodzi”

To było miejsce okrutne, które wyniszczało organizm. Po wojnie o tym się nie mówiło. Ale robili badania na więźniarkach z Przemysłowej. 30 procent było bezpłodnych. Ginekolog mi powiedział, że u mnie nie tylko ciało choruje, ale także psychika. Wiele lat się starałam o dziecko.

Krystyna Pacut, przetrzymywana w obozie, dla „Gazety Wyborczej”:

Zostaw swój komentarz

Redakcja serwisu Niezłomni.com nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach użytkowników. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Loading Facebook Comments ...
Redakcja serwisu Niezłomni.com nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach użytkowników. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*

Najnowsze z II wojna światowa

Idź na górę