Tak Sowieci „wyzwalali” Warszawę, czyli przemarsz przez morze ruin. Zdjęcia z jednego z najbardziej zakłamanych wydarzeń w historii Polski [foto]

w II wojna światowa

(18)

Zachęcamy do obserwowania strony na Twitterze:

1 2 3 4 5 7 8 9 10 11 12 13 14Legenda o wyzwoleniu Warszawy budowana była latami. Każdego roku dzień 17 stycznia media fetowały jako wielką rocznicę, a opracowania historyczne „podkręcały” wydarzenia. Pisano na przykład: „…batalion nacierał z kierunku północno-zachodniego wzdłuż Przasnyskiej i Stołecznej (dziś Popiełuszki – przyp. red.) w stronę Dworca Gdańskiego”. Słowo „nacierał” sugerowało wymianę ognia i spychanie przeciwnika. Tymczasem był to niemal spacer, co potwierdzają inne relacje.

Nie wiadomo dokładnie, ilu żołnierzy zginęło podczas całej operacji. Forsowanie rzeki i zajmowanie miasta dokonało się 16 i 17 stycznia. Tymczasem, jak wynika z dokumentów, od 1 do 20 stycznia straty wojsk polskich wyniosły w sumie 79 zabitych w walkach i 54, którzy utracili życie podczas wypadków. Najczęściej były to utopienia przy przekraczaniu rzeki. Znane są przypadki zapadania się lodu pod pojazdami. Na przykład w rejonie Kiełpina (koło Łomianek) na dno poszła ciężarówka z przyczepą, wioząca amunicję.

Ale i tak straty są zdumiewająco niskie. Dla porównania – we wrześniu 1944 roku, kiedy przepływano przez Wisłę na pomoc powstańcom, całkowite straty w zabitych, rannych, zaginionych i wziętych do niewoli były osiem razy większe niż we wspomnianych pierwszych 20 dniach stycznia 1945 roku.

Po wojnie propagandziści tworzyli obraz ciężkich walk 17 stycznia, takich jak w powstaniu. Żołnierze mieli rzekomo przedostać się na drugi brzeg pod osłoną potężnego ognia artyleryjskiego. Podpierano się wspomnieniami kombatantów, a po paru latach urządzano nawet pokazy forsowania Wisły (m.in. pod koniec lat 50.) – co prawda było to latem, ale huk i pirotechnika musiały robić wrażenie…

Jednak z opracowań historycznych wynika, że gros I Armii WP przeszło Wisłę na południe od miasta po mostach wybudowanych wcześniej przez sowieckich saperów. Tak samo było na północy, gdzie pojazdy 2. dywizji przejechały po moście koło Dziekanowa Polskiego, a piechota szła po lodzie. W tym czasie sowieckie czołówki pancerne wjeżdżały już do Błonia.

Na wysokości Warszawy Wisłę przekraczał batalion 16. pułku piechoty – po ocalałych przęsłach mostu Kierbedzia i po lodzie. Po czym wszedł między ruiny, jak w masło. Wiadomo o kilku potyczkach. Na Filtrowej doszło do strzelaniny z obsługą niemieckiej baterii przeciwlotniczej, która uciekała na zachód, a na skrzyżowaniu Alei Jerozolimskich i Nowego Światu natknięto się na sześć czołgów; wymiana ognia trwała krótko. Największy opór stawiała załoga Cytadeli, złożona z ćwierć tysiąca żołnierzy; nasi zabili 25 z nich, przy stracie paru ludzi. Niemcy, gdzie mogli, unikali walki i uciekali. O godz. 10 rano jednostki 2. dywizji spotkały się z oddziałami 6. dywizji koło Ogrodu Saskiego. Strzelanina w Cytadeli miała miejsce o godz. 14, a to, co zostało z Warszawy, zajęto do godziny 15.

[…] Po upadku powstania Warszawa miała być hitlerowską twierdzą. Jedna czwarta domów leżała już w gruzach, a ponad jedną trzecią potem spalono. – Należy ustalić, jakie budynki mają pozostać jako osłona przed obserwacją nieprzyjaciela i ostrzałem artyleryjskim – zadekretował dowódca 9. Armii generał H. Luttwitz. Jądrem obrony miała być dywizja forteczna wzmocniona wieloma oddziałami. W rejonie spalonej stolicy stacjonowały jeszcze trzy dywizje piechoty, a dodatkowo dwie pancerne SS.

Te ostatnie wycofano w grudniu 1944 roku. – Załoga Warszawy (…) wskutek przerzucania oddziałów na inne odcinki frontu liczyła zaledwie cztery bataliony o nieznacznej wartości bojowej oraz kilka oddziałów saperów i artylerii – oceniał sytuację generał Heinz Guderian, szef niemieckiego sztabu Generalnego. Później okazało się, że te cztery bataliony składały się po części z ludzi ogłuchłych na froncie albo mających ciężkie choroby żołądkowe; oni nadawali się tylko do służby wartowniczej.

[…] W opisach „wyzwolenia” miasta prawdziwe były tylko kłopoty z minami. Niemcy naszpikowali ruiny materiałem wybuchowym. Wzdłuż Wisły rozciągały się wielkie pola minowe; te między mostami – Średnicowym a Kierbedzia – miały nieco ponad kilometr długości i 80 metrów szerokości.

Pierwsi do miasta weszli saperzy sowieccy i udrażniali węzeł kolejowy; usunęli zeń 17 400 min. Po kilku dniach weszli Polacy. Trzech pierwszych naszych saperów zginęło w wybuchu na pl. Inwalidów. W sumie usunięto ponad 85 tys. min oraz 280 wielkich ładunków-pułapek. Tych zasług nikt im nie odejmie. Przez długie lata na fasadach budynków widziało się napisy: „Min nie ma. Żygajło”. To był oficer saperów, potwierdzający swym nazwiskiem, że dom jest bezpieczny. Dziś brzmi to śmiesznie, ale po wojnie była to legitymacja do życia.

„Wyzwolenie” Warszawy odbyło się więc głównie słowami i to po wojnie. Co ciekawe, celowali w tym nie Polacy, a Rosjanie. Ich „Historia II wojny światowej” dęła w surmy – „70 radzieckim i 12 polskim związkom taktycznym nadano zaszczytny tytuł »warszawskich«”. A dekretem z 9 czerwca 1945 roku Prezydium Rady Najwyższej Związku Radzieckiego ustanowiło medal „Za Wyzwolenie Warszawy”. Odznaczono nim 628 tys. sowieckich i polskich żołnierzy.

źródło: Życie Warszawy

Zachęcamy do obserwowania strony na Twitterze:

Zostaw swój komentarz

Redakcja serwisu Niezłomni.com nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach użytkowników. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Loading Facebook Comments ...
Redakcja serwisu Niezłomni.com nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach użytkowników. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*