USA – Niezłomni.com https://niezlomni.com Portal informacyjno-historyczny Sun, 03 Dec 2023 21:00:15 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=4.9.8 https://niezlomni.com/wp-content/uploads/2017/08/cropped-icon-260x260.png USA – Niezłomni.com https://niezlomni.com 32 32 Wojna, w której bronią jest masowa manipulacja! Prof. Andrzej Nowak: „To jest książka na dziś”. [WIDEO] https://niezlomni.com/wojna-w-ktorej-bronia-jest-masowa-manipulacja-prof-andrzej-nowak-to-jest-ksiazka-na-dzis-wideo/ https://niezlomni.com/wojna-w-ktorej-bronia-jest-masowa-manipulacja-prof-andrzej-nowak-to-jest-ksiazka-na-dzis-wideo/#respond Sun, 06 Dec 2020 17:14:48 +0000 https://niezlomni.com/?p=51226

Autor doskonale poznał tajniki wojny informacyjnej pracując dla sowieckiej Agencji Prasowej "Nowosti". Opis działań manipulacyjnych i dezinformacyjnych zawarł w niewielkiej objętościowo, ale niezwykle ważne i wciąż aktualnej pracy.

KGB już dawno nie istnieje, ale "Agentura wpływu" nie straciła na aktualności, bo nie zmieniły się techniki masowych kłamstw, manipulacji i dezinformacji. Znajomość tych procesów jest jeszcze bardziej potrzebna niż kiedyś, ponieważ proces ogłupiania społeczeństwa jest stosowany na znacznie szerszą skalę niż miało to miejsce w propagandzie państw komunistycznych.

Niewidzialna wojna toczy się każdego dnia w naszych smartfonach i laptopach. Sieć internetowa i media społecznościowa sprawiły, że dezinformacja dociera szybciej do znacznie większej liczby odbiorców. To nie jest teoria, ale rzeczywistość, z którą stykamy się każdego dnia w postaci fake newsów, manipulacji, reklam, które starają się nas przekonać do zakupu niepotrzebnych usług i produktów.

Bezmienow opisuje, jak głosząc hasła wolności i tolerancji przejąć władzę nad społeczeństwem, a następnie poddać je totalitarnej kontroli we wszystkich sferach życia. Taki cel miała każda lewicowa władza w przyszłości i dziś. Prawdziwa wolność człowieka, wynikająca z godności osoby ludzkiej jest czymś, co socjalizm bez względu na barwę chce zniszczyć.

Autor pisze o tajnikach wywrotowej działalności przedstawiając cztery etapy tego procesu: demoralizację, destabilizację, kryzys i normalizację.

Ta książka dziś wydaje się jeszcze bardziej aktualna. Jak stworzyć chaos, konflikt wewnętrzny i sparaliżować wroga – czyli nas. Ta strategia KGB znakomicie, przejrzyście, przedstawiona w 1984 roku przez oficera KGB Bezmienowa, po jego przejściu na stronę zachodnią, wydawała się w chwili wydania szybko zdezaktualizowana przez nadzieje, jakie wzbudził Gorbaczow, pierestrojka, etc. Teraz, w 2020 roku widać jej realizację - jak na dłoni, zwłaszcza u nas, ale również szerzej - w Europie, w USA. To jest książka na dziś - ocenia historyk i sowietolog prof. Andrzej Nowak.

 

Tomas Schuman (właściwie Jurij Bezmienow) był zaangażowany w światowe wysiłki propagandowe reżimu sowieckiego. Niczym odpowiednik Winstona Smitha, bohatera książki Rok 1984 George'a Orwella, pracował dla komunistycznego odpowiednika Orwellowskiego Ministerstwa Prawdy, czyli Agencji Prasowej „Nowosti”. Celem tej agencji było tworzenie jednostronnych i zafałszowanych informacji przekazywanych zagranicznym mediom. Tego rodzaju działania KGB określało mianem „dezinformacji”. I właśnie tajniki takich działań oraz cele, do jakich miały one prowadzić, opisuje Schuman ujawniając kulisy działań propagandowych sowieckiej agentury wpływu. To wielkie ostrzeżenie przed ukrytą manipulacją, której celem jest zawładnięcie świadomością, a poprzez kierowanie opinią, kryteriami ocen i poglądami - podbicie całych państw i narodów.

Tomas D. Schuman, (Jurij Bezmienow), Agentura wpływu. Tajniki działalności wywrotowej KGB, Wydawnictwo AA, Kraków 2020. Książkę można nabyć na stronie religijna.pl.

Artykuł Wojna, w której bronią jest masowa manipulacja! Prof. Andrzej Nowak: „To jest książka na dziś”. [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/wojna-w-ktorej-bronia-jest-masowa-manipulacja-prof-andrzej-nowak-to-jest-ksiazka-na-dzis-wideo/feed/ 0
Trzymający w napięciu thriller! Powieść, która doskonale oddaje napiętą atmosferę Białego Domu. [WIDEO] https://niezlomni.com/trzymajacy-w-napieciu-thriller-powiesc-ktora-doskonale-oddaje-napieta-atmosfere-bialego-domu-wideo/ https://niezlomni.com/trzymajacy-w-napieciu-thriller-powiesc-ktora-doskonale-oddaje-napieta-atmosfere-bialego-domu-wideo/#respond Mon, 02 Nov 2020 21:59:54 +0000 https://niezlomni.com/?p=51174

Prezydent Geoffrey Hilliard i jego rodzina żyją w ciągłym blasku politycznego świata. Biały Dom nie jest łatwym miejscem do dorastania, kiedy więc syn prezydenta, Cam, szesnastoletni mistrz szachowy, doświadcza nagłego przypływu zmęczenia i diametralnej zmiany nastroju, lekarze stwierdzają, że to typowe dla nastolatków.

Jednak agentka Secret Service, Karen Ray, której zadaniem jest strzec rodzinę prezydencką, ma pewność, że problemy Cama są poważne i prosi swojego byłego męża – lekarza – o drugą opinię.

Doktor Lee Blackwood ma jednak zakaz wstępu do Białego Domu. Diagnozę musi postawić na podstawie zasłyszanych informacji. Jego jedyną wskazówką jest pewna młoda pacjentka o podobnych objawach. A także stan Cama, który nagle ulega zdecydowanemu pogorszeniu…

Czy ktoś próbuje zamordować syna prezydenta?

Kiedy doktor Blackwood i agentka Ray usiłują wyjaśnić, co się dzieje, odrywają szereg mrocznych tajemnic związanych ze zdradami, naruszającymi poziom bezpieczeństwa narodowego.

Inteligentny thriller medyczny, na naprawdę wysokim poziomie! – Robert Dugoni, autor bestsellerów New York Timesa.

Powieść Palmera przeniesie cię w złożony świat etyki medyczno-prawno-społecznej. Rodzina prezydencka nie zawodzi, stawiając w kontrze dwa pytania – „co możemy zrobić?” i „co powinniśmy zrobić?”. Do tego cały czas trzyma w napięciu! – Kathy Reichs, autorka słynnego cyklu Kości.

 

 

Fragment książki Michael Palmer, Daniel Palmer pt. Rodzina prezydencka, Wyd. Replika, Poznań 2020. Książkę można nabyć na stronie wydawnictwa Replika.

ROZDZIAŁ 1

Lęk nigdy nie odchodził. Do tej pory powinna już o tym zapomnieć. Po całym tym czasie nie powinna się aż tak bać. Długie nogi drżały jej pod jedwabistym materiałem czerwonej sukni. Oddychała głęboko, żeby się uspokoić, ale i tak dłonie miała wilgotne od potu. To może być problem. Wychwytywała każdy dźwięk rozlegający się w przestronnym pomieszczeniu, każde drgnięcie, chrobot i oddech. Obserwowali każdy jej ruch. Jej delikatna twarz nie wyrażała żadnych emocji, gdy ukrywając rosnące zdenerwowanie, odwzajemniała ich spojrzenia.
Sala koncertowa była pełna. Grzmiące oklaski właśnie ucichły i trwało krótkie interludium przed rozpoczęciem występu. Serce waliło jej tak głośno, że bała się, że mikrofon wyłapie ten dźwięk. Stała sama na środku wielkiej sceny, oświetlona reflektorem jak na więziennym spacerniaku. W prawej ręce ściskała skrzypce o jasnobursztynowej barwie i oszałamiającym, ognistoczerwonym żyłkowaniu, fachowo postarzone.


Rozglądając się po sali, wypatrywała smukłego mężczyzny o mocnych ramionach i szczupłej kobiety, której była młodszą wersją. Wreszcie ich dostrzegła, tam gdzie zawsze, w trzecim rzędzie: Doug i Allison Banksowie, jej rodzice. Ona nazywała się Suzie Banks i była ich jedynym dzieckiem, ich dumą i radością. Gdyby nie ich wsparcie Suzie nie stałaby na scenie w Kennedy Center, wybrana z setek obiecujących muzyków, by solowym występem otworzyć wieczorny koncert Narodowej Orkiestry Symfonicznej.

Do tego momentu wydawało się zmierzać całe życie Suzie, od samego początku. Miała dwa lata, gdy zagrała na pianinie pierwszą melodię – dźwięk dzwonka komórki swojej matki, który powtórzyła ze słuchu. Wkrótce zaczęła brzdąkać melodie zasłyszane w radiu. Zanim skończyła pięć lat, potrafiła zagrać Menuet G–dur Bacha, choć nigdy się go nie uczyła. Mówiono o niej „cudowne dziecko”, „niezwykła”, ale Suzie nie rozumiała, co to znaczy i właściwie jej to nie obchodziło. Odkryła niesamowite zjawisko zwane muzyką, a muzyka dawała jej szczęście.
W dniu, gdy matka wsunęła jej w ręce skrzypce, cały świat Suzie skoncentrował się jeszcze bardziej. Poczuła więź z tym instrumentem, głęboko go zrozumiała. Po zaledwie roku nauki podczas recitalu uczniów bezbłędnie odegrała Piąty Koncert Skrzypcowy Mozarta. Dla Suzie nuty były czymś więcej niż znaczkami na pięciolinii. Gdy grała, widziała je, jak tańczą jej przed oczami, wirując i śmigając jak szpaki w locie. Ćwiczyła każdego dnia, godziny mijały jak minuty, jej radość była nieskrępowana. Dorastając, nie miała wielu przyjaciół, bo zawsze musiała ćwiczyć, albo iść na próbę, albo miała występ. Jednakże nigdy nie czuła się opuszczona czy samotna. Muzyka stale jej towarzyszyła, była jej pierwszą, prawdziwą miłością.


Teraz, mając dziewiętnaście lat, Suzie była gotowa, aby rozpocząć karierę zawodową. Zrobiła sobie rok przerwy między szkołą średnią a collegem, żeby szlifować swój talent. Mając na koncie setki koncertów, żywiła nadzieję, że trema odejdzie bez śladu. Ale czuła ją jak zawsze, aż do chwili, gdy rozlegał się pierwszy dźwięk.

To był ogromnie ważny występ. Dyrygent Chicagowskiej Orkiestry Symfonicznej był na widowni specjalnie po to, by posłuchać jej gry. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, czeka ją przeprowadzka do Chicago.

Suzie oparła brodę na gładkim, hebanowym podbródku i przestała myśleć o dyrygencie. Sala zamilkła. Nie miała przed sobą nut. Solo skrzypcowe Chaconne z Suity Nr 2 Bacha już od dawna znała na pamięć.

Wzięła głęboki oddech, oparła smyczek na strunach i podwójną pauzę otwierającą utwór pokonała brawurowo jak zawodowiec. Publiczność, cała sala, wydawała się znikać, a ona przeniosła się do tego innego miejsca, z którego pochodziła muzyka. Jej ciało kołysało się do rytmu i płynęło wraz z nutami Bacha wprost z jej instrumentu.

Smyczek i jej palce były rozmazaną smugą. Suzie grając, nie zamykała oczu. Nie widziała jednak nic, choć czuła wszystko. Ze skrzypiec unosił się olśniewający trel, melodia migotliwa i czysta w szybkich dźwiękach, za którymi następował surowy ciąg mroczniejszych, bardziej stłumionych dźwięków. Lata oddania, wszystko, co poświęciła, były warte choćby tylko tego uczucia, tej nieopisanej wolności.

Dotarła do taktu osiemdziesiątego ósmego, prawie do połowy. Przyciągnąwszy do siebie smyczek, Suzie przygotowywała się na kolejną wariację, gdzie bas stawał się melodyczny, a forma diatoniczna kończyła. Aż do tej chwili jej gra była doskonała, ale znienacka rozległ się niewytłumaczalny i koszmarny zgrzyt. Ramiona Suzie szarpnęły gwałtownie, smyczek przejechał po strunach. Skrzypce wyskoczyły jej spod podbródka.

Nad publicznością uniosło się zbiorowe westchnienie. Zaszokowana, nie będąc w stanie pojąć, co się jej przydarzyło, Suzie poprawiła skrzypce. Jej profesjonalizm przejął kontrolę. To był tylko skurcz, nic więcej. Ponownie oparła smyczek na strunach, ale udało jej się wydobyć z nich tylko jakieś ćwierkanie. W następnej chwili jej ręce znowu trzęsły się w kolejnym mocnym skurczu, jakby jej kończyny były oddzielone od ciała, jakby miały własny umysł. Próbowała odzyskać kontrolę nad rękami, starała się z całych sił, ale nie udało się. Te dzikie ruchy były poza jej świadomością, jak te drgnienia ciała tuż przed zaśnięciem: najpierw uczucie spadania, a potem nieprzyjemny powrót do świadomości. Tyle że tym razem zdecydowanie nie spała. Nieważne, jak bardzo Suzie walczyła, nie mogła powstrzymać tych konwulsyjnych ruchów. To była najbardziej przerażająca rzecz, jakiej kiedykolwiek doświadczyła.

W następnym spazmie palce Suzie się otworzyły. Skrzypce wyślizgnęły jej się z rąk i z koszmarnym trzaskiem upadły na ziemię. Publiczność znowu westchnęła, tym razem głośniej. Suzie była bezradna, stała na scenie, a jej ramiona szalały jak dwa przewody pod napięciem. Aż nagle atak minął, jej kończyny się uspokoiły, jakby ktoś pstryknął wyłącznikiem. Powoli uniosła ręce, przyglądając się im ze zdumieniem. Potem spojrzała na skrzypce u swoich stóp. Przez chwilę nie mogła złapać tchu. W uszach huczały jej pomruki z widowni.

Pochyliła się i ostrożnie podniosła zniszczony instrument, w każdej chwili spodziewając się kolejnego ataku. Wyprostowała się. Skrzypce kołysały się u jej boku. W drewnianym pudle ziała dziura jak po wyrwanym zębie. Poszukała wzrokiem rodziców, ale nie widziała ich przez mgłę ze świateł reflektorów i własnych łez.

Stojąc nieruchomo w oślepiającym świetle, z czerwonymi, piekącymi policzkami, mrugając szybko, Suzie chlipnęła i cofnęła się. W jej głowie rozlegało się wycie: Co się ze mną stało?. Wepchnęła się w kurtynę, szukając drogi ucieczki, szarpiąc materiał, rozpaczliwie chcąc się wydostać. Uświadomiła sobie swój błąd, odwróciła w prawo i wypadła do kulis.

W cichej sali koncertowej rozlegało się tylko echo obcasów Suzie, wystukujących szybki, nieregularny rytm.

RZĄD ÓSMY, ŚRODEK

Nazywał się Mark Mark Mueller, ale ci, którzy dobrze go znali, mówili do niego Mauser – nawiązując do jego ulubionej broni, niemieckiego pistoletu półautomatycznego Mauser C96, którą przestano produkować w 1937 roku. Swoje gęste, jasne włosy Mauser zaczesywał do tyłu, by podkreślić szerokie i płaskie czoło. Zielona koszula, którą wybrał na ten koncert, zakrywała jego tatuaże i opinała ciasno ciało, umięśnione po latach dźwigania żelastwa na podwórzu.

Mauser spokojnie obserwował, jak Suzie się rozkleja. W jego szarych oczach pojawił się błysk. Ściągnął wargi, tworząc łuk z gęstych, jasnych wąsów. Gdy ludzie na widowni zaczęli podnosić się z miejsc, Mauser zrobił to samo. Wyszedł do foyer i wyciągnął telefon.
– Stało się – powiedział i opisał rozmówcy, czego był świadkiem.

Tylko tyle Rainmaker potrzebował, by skazać Suzie Banks na śmierć.

Artykuł Trzymający w napięciu thriller! Powieść, która doskonale oddaje napiętą atmosferę Białego Domu. [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/trzymajacy-w-napieciu-thriller-powiesc-ktora-doskonale-oddaje-napieta-atmosfere-bialego-domu-wideo/feed/ 0
Amerykański historyk obala mity o Wrześniu ’39. Swoją książkę dedykuje ostatniemu Żołnierzowi Wyklętemu: „dowiódł, że nieprzyjacielska okupacja nie zdołała złamać ducha Polski” https://niezlomni.com/amerykanski-historyk-obala-mity-o-wrzesniu-39-swoja-ksiazke-dedykuje-ostatniemu-zolnierzowi-wykletemu-dowiodl-ze-nieprzyjacielska-okupacja-nie-zdolala-zlamac-ducha-polski/ https://niezlomni.com/amerykanski-historyk-obala-mity-o-wrzesniu-39-swoja-ksiazke-dedykuje-ostatniemu-zolnierzowi-wykletemu-dowiodl-ze-nieprzyjacielska-okupacja-nie-zdolala-zlamac-ducha-polski/#respond Sun, 18 Oct 2020 16:35:13 +0000 https://niezlomni.com/?p=51173

„Nic nie zniekształciło bardziej pamięci o działaniach niemieckich w Polsce niż używanie przez historyków sztucznego terminu „blitzkrieg”, który przedkładał znaczenie techniki nad doktryną, taktykę, organizację i samo dowodzenie na polu walki”.

„Kampania polska, mimo że była krótka, była niezwykle brutalna i ciężka. Choć Niemcy mieli inicjatywę, Polacy kontratakowali przy każdej nadarzającej się okazji” – pisze Robert Forczyk w książce „Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939”, która niedawno ukazała się nakładem poznańskiego wydawnictwa Rebis.

Praca jednego z najlepszych współczesnych historyków wojskowości, konsultanta w Waszyngtonie, autora kilkudziesięciu książek, byłego oficera armii amerykańskiej obala wiele mitów dotyczących kampanii polskiej 1939 r. Przede wszystkim burzy opowieść o błyskawicznym „blitzkriegu” armii III Rzeszy na ziemiach polskich we wrześniu 1939 r.: „Nic nie zniekształciło bardziej pamięci o działaniach niemieckich w Polsce niż używanie przez historyków sztucznego terminu „blitzkrieg”, który przedkładał znaczenie techniki nad doktryną, taktykę, organizację i samo dowodzenie na polu walki”.

Nie była to dla Niemców błyskawiczna operacja militarna. Wehrmacht popełnił w niej liczne błędy i znaczące błędy operacyjne, które wynikały z braku doświadczenia bojowego. Kwestiami nierozstrzygniętymi był sposób użycia czołgów, czy mają być niezależną siłą uderzeniową czy wsparciem ataku piechoty. Dywizje pancerne były w fazie przejściowej, ponieważ nie zachowano równowagi między ilością czołgów a żołnierzami piechoty. Do tego należy dodać słabą współpracę sił lotniczych z wojskami lądowymi.

Dowództwo niemieckie obawiało się również o morale żołnierzy i nie informowało ich o ostatecznych celach. „Większość żołnierzy niemieckich biorących udział w Fall Weiss nie wiedziała prawie do ostatniej chwili, że idzie na wojnę; powiedziano im, że czekają ich rozszerzone manewry. Kampania piechoty morskiej wyznaczona do zdobycia placówki Westerplatte w porcie gdańskim zabrała ze sobą ćwiczebne granaty moździerzowe” – wskazuje Forczyk.

Autor obala również fałszywe mity o zniszczeniu polskiego lotnictwa przez Niemców już w pierwszym dniu wojny, o polskiej doktrynie wojskowej, która miała opierać się na szarżach kawaleryjskich na czołgi, przestarzałości naszego uzbrojenia. Pisze również o polskich błędach w kampanii wrześniowej.

Na koniec warto zwrócić na jeszcze jedną rzecz. Na niezwykłą dedykację umieszczoną przez Roberta Forczyka na początku książki:

„Józefowi Franczakowi, ostatniemu z „żołnierzy wyklętych”, który walczył z radziecką okupacją Polski od 1945 roku aż do śmierci w walce 21 października 1963. Franczak, zwykły żołnierz, kontynuował walkę długo po tym, jak inni jej zaprzestali, i dowiódł, że nieprzyjacielska okupacja nie zdołała złamać ducha Polski”.

Robert Forczyk, „Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939”, Wydawnictwo Rebis, Poznań 2020. Książkę można nabyć m.in. na stronie Wydawnictwa Rebis.

tp

Artykuł Amerykański historyk obala mity o Wrześniu ’39. Swoją książkę dedykuje ostatniemu Żołnierzowi Wyklętemu: „dowiódł, że nieprzyjacielska okupacja nie zdołała złamać ducha Polski” pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/amerykanski-historyk-obala-mity-o-wrzesniu-39-swoja-ksiazke-dedykuje-ostatniemu-zolnierzowi-wykletemu-dowiodl-ze-nieprzyjacielska-okupacja-nie-zdolala-zlamac-ducha-polski/feed/ 0
„Kiedy kurtyna naszego życia opadnie, nie spytają się nas, jakie role odgrywaliśmy”. „W co wierzymy”, czyli kompendium nauczania abpa Sheena. [WIDEO] https://niezlomni.com/kiedy-kurtyna-naszego-zycia-opadnie-nie-spytaja-sie-nas-jakie-role-odgrywalismy-w-co-wierzymy-czyli-kompendium-nauczania-abpa-sheena-wideo/ https://niezlomni.com/kiedy-kurtyna-naszego-zycia-opadnie-nie-spytaja-sie-nas-jakie-role-odgrywalismy-w-co-wierzymy-czyli-kompendium-nauczania-abpa-sheena-wideo/#respond Thu, 11 Jun 2020 09:06:14 +0000 https://niezlomni.com/?p=51076

Porywająca treść, przemawiająca do Czytelnika współczesnym językiem, głębią i jasnością przemyśleń osadzonych w Tradycji katolickiej. Abp Fulton J. Sheen dzieli się z nami wskazówkami jak dobrze i po chrześcijańsku przeżywać swoje życie.

Czasem jest dowcipny, czasem poważny, ale zawsze wskazuje, że sensem życia każdego człowieka jest zbudowanie trwałej więzi z Jezusem Chrystusem, bo tylko to pozwala w pełni żyć.

"Twój monotonny, rutynowy, zwyczajny świat może zostać przemieniony i zmieniony tylko pod jednym warunkiem: że będziesz to wszystko robić w imię Chrystusa" - podkreśla abp Sheen we "W co wierzymy".

I dodaje:

"Nie jest ważne, co robisz na tym świecie, ale w jaki sposób to robisz. Szekspir powiedział: "Świat cały jest sceną" (Jak wam się podoba 2,7). Dlaczego ktoś, kto gra rolę króla, którego chwała tkwi w jego krzykliwej koronie i w blaszanym mieczu, miałby sądzić, że jest kimś lepszym niż ktoś, kto odgrywa rolę wieśniaka? Kiedy opada kurtyna, są jedynie aktorami! Kiedy kurtyna naszego życia opadnie, nie spytają się nas, jakie role odgrywaliśmy; spytają się nas jedynie, jak dobrze odegraliśmy rolę, którą nam wyznaczono". Piękne, przejmujące i prawdziwe słowa.

"W co wierzymy" to wszystko co najważniejsze w nauczaniu abpa Fultona J. Sheena!

Przez ponad cztery dziesięciolecia arcybiskup Fulton Sheen był twarzą katolicyzmu w Ameryce i otrzymywał z całego świata tysiące listów od ludzi szukających prawdy i duchowego kierownictwa. W tej książce słynny kaznodzieja zdobywca nagrody Emmy i kandydat na ołtarze odpowiada na najważniejsze pytania dotyczące wiary i życia chrześcijańskiego. Czerpiąc autorytet z Pisma Świętego arcybiskup Sheen przedstawia drogę Ewangelii we współczesnym świecie. W pełnych mądrości, prostych i zrozumiałych słowach wyjaśnia, w jaki sposób możemy odnaleźć sens i podążać ku pełni życia w Chrystusie. Zwraca się do nas bezpośrednim językiem, niepozbawionym humoru i barwnych anegdot, które sprawiły, że stał się on najsłynniejszą osobowością medialną swoich czasów!

„Wspaniałe, zintegrowane rozumienie tajemnic wiary chrześcijańskiej.”

bp Robert Barron

Abp Fulton J. Sheen, W co wierzymy, Wyd. AA, Kraków. Tę i inne książki abpa Fultona J. Sheena można kupić na stronie religijna.pl.

Artykuł „Kiedy kurtyna naszego życia opadnie, nie spytają się nas, jakie role odgrywaliśmy”. „W co wierzymy”, czyli kompendium nauczania abpa Sheena. [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/kiedy-kurtyna-naszego-zycia-opadnie-nie-spytaja-sie-nas-jakie-role-odgrywalismy-w-co-wierzymy-czyli-kompendium-nauczania-abpa-sheena-wideo/feed/ 0
Jak homoseksualiści i liberałowie zniszczyli Kościół katolicki w USA. „Żegnajcie, dobrzy ludzie” Michaela S. Rose. [NASZA RECENZJA] https://niezlomni.com/jak-homoseksualisci-i-liberalowie-zniszczyli-kosciol-katolicki-w-usa-zegnajcie-dobrzy-ludzie-michaela-s-rose-nasza-recenzja/ https://niezlomni.com/jak-homoseksualisci-i-liberalowie-zniszczyli-kosciol-katolicki-w-usa-zegnajcie-dobrzy-ludzie-michaela-s-rose-nasza-recenzja/#respond Thu, 02 Apr 2020 15:00:46 +0000 https://niezlomni.com/?p=50977

Książka amerykańskiego dziennikarza Michaela S. Rose'a "Żegnajcie, dobrzy ludzie. Jak ateiści i homoseksualiści opanowali amerykańskie seminaria", która ukazała się nakładem wydawnictwa AA będzie dla czytelników wstrząsająca. Dla wielu przedstawione w niej fakty będą nie do przyjęcia. Ale udawanie, że czegoś nie ma, nic nie zmieni, nie sprawi, że fakty znikną. Część stwierdzi, że książka szkodzi Kościołowi. A ukrywanie sprawców skandali seksualnych mu pomaga?

Michael S. Rose pokazuje prawdę okrutną o tym, jak homoseksualna mafia i liberałowie opanowali amerykańskie seminaria. Zdaniem autora, diabelski plan zniszczenia Kościoła katolickiego przez homoseksualną klikę został precyzyjnie przygotowany i wprowadzony "przez zdeprawowanie, znieprawienie księży" oraz przez szykanowanie wierzących i prawowiernych kandydatów do kapłaństwa". Efektem było nie tylko zniszczenie życia niewinnym ofiarom seksualnych skandali, milionowe odszkodowania i bankructwa diecezji, ale upadek Kościoła katolickiego w Stanach Zjednoczonych.

Książka „Żegnajcie, dobrzy ludzie" "ukazuje rozmyślną infiltrację seminariów katolickich przez to coś, co Andrew Greeley nazwał <<Lawendową mafią>> - przez klikę homoseksualnych dyletantów i zakonspirowanych, liberalnych członków kadry seminaryjnej, z determinacją dążących do tego, by doprowadzić do zmiany doktryny, dyscypliny i misji Kościoła katolickiego, działając w jego wnętrzu”.

Autor  podobnie, jak wielu duchownych i wiernych stawia sobie zasadnicze pytanie: „Dlaczego się to stało?". I podkreśla: "Rozmiar skandali i nadużyć seksualnych oraz towarzyszących im ugód finansowych, ale także działań tuszujących zszokował wielu wiernych, którzy po prostu nie są w stanie zrozumieć, jak coś takiego mogło się wydarzyć, i dlaczego tak długi czas było to zamiatane pod dywan”.

Rose pokazuje również mechanizm postępowania z kandydatami do seminarium i z seminarzystami, którzy nie chcieli podporządkować się "lawendowej mafii". Jednym z nich było poradnictwo psychologiczne. Od pewnego czasu korzystanie z psychologów i psychoterapii zaczęto stosować również w polskich seminariach.

Ks. Amos Perry z diecezji Austin w książce "Żegnajcie, dobrzy ludzie" wspomina: „Jedną z klasycznych praktyk seminaryjnych jest tworzenie sytuacji, w których młody – a więc i na różne sposoby niedojrzały – prawowierny seminarzysta, młotowany ze wszystkich stron przez system wrogi jego wierze, jego seksualności, jego poczuciu dojrzałego ludzkiego zachowania zostaje udręczony aż do punktu o ‘odreagowania’. Jeżeli to konieczne, ta presja będzie zwiększana przez jego doradców, przez oceny kadry itd. Zwłaszcza gdy będą oni próbować przebudować lub zdławić przejawy sumienia kandydata. Kiedy ‘odreagowujesz’, już cię nie ma. Wtedy jesteś ‘niesubordynowany’, ‘masz probley z przełożonymi’, albo jesteś ‘rygorystą’. Otrzeźwiające jest w takim czasie zdać sobie sprawę, jak ściśle praktyka odpowiada strategiom prania mózgu w komunistycznych obozach reedukacyjnych. Nawet konotacje terminów ‘rygorystyczny’, ‘przedsoborowy’, ‘antywspólnotowy’ współbrzmią z komunistycznymi terminami ‘kapitalistyczny’, ‘burżuazyjny’, ‘antydemokratyczny’ ".

Brzmi znajomo? Oczywiście, bo przypomina sowieckie totalitarne praktyki. Ks. John Trigilio z diecezji Harrisburg czyni w "Żegnajcie, dobrzy ludzie" takie porównanie:

„Książką, która pomogła mi przetrwać moje lata w seminarium – mówił – był Archipelag Gułag Aleksandra Sołżenicyna. Jego uwięzienie i stały nadzór nad nim były pod wieloma względami identyczne z moim życiem seminaryjnym, w którym rewolucjoniści kulturalni dążyli do „zredukowania” człowieka prawowiernego przez przekształcenie go we w pełni dojrzałego członka partii nowego, zbuntowanego wyznania”.

Michael S. Rose, "Żegnajcie, dobrzy ludzie. Jak ateiści i homoseksualiści opanowali amerykańskie seminaria", Wydawnictwo AA, Kraków 2020. Książkę można nabyć na stronie religijna.pl.

Źródło ilustracji głównej: pixabay.com

Dobrym uzupełnieniem książki Michaela S. Rose'a będą wspomnienia wpływowej działaczki Komunistycznej Partii Stanów Zjednoczonych Belli V. Dodd, która zeznając w 1953 r. pod przysięgą w amerykańskim Senacie stwierdziła, że komuniści wprowadzili do seminariów ponad 1000 mężczyzn, w tym homoseksualistów.

„W latach trzydziestych wprowadziliśmy tysiąc stu mężczyzn do kapłaństwa, aby zniszczyć Kościół od wewnątrz. Chodziło o to, aby ci ludzie zostali wyświęceni, a następnie wspięli się po drabinie wpływów i władzy jako prałaci i biskupi”.

Wśród nich mieli być m.in. homoseksualiści.

Bella V. Dodd, Szkoła ciemności, Wstrząsające świadectwo działaczki Komunistycznej Partii USA, Wyd. AA, Kraków 2020. Książkę można nabyć na stronie wydawnictwa AA.

https://www.religijna.pl/zegnajcie-dobrzy-ludzie-michael-s-rose

Artykuł Jak homoseksualiści i liberałowie zniszczyli Kościół katolicki w USA. „Żegnajcie, dobrzy ludzie” Michaela S. Rose. [NASZA RECENZJA] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/jak-homoseksualisci-i-liberalowie-zniszczyli-kosciol-katolicki-w-usa-zegnajcie-dobrzy-ludzie-michaela-s-rose-nasza-recenzja/feed/ 0
Wstrząsające świadectwo wpływowej działaczki Komunistycznej Partii USA. „Wprowadziliśmy tysiąc stu mężczyzn do kapłaństwa, aby zniszczyć Kościół od wewnątrz” https://niezlomni.com/wstrzasajace-swiadectwo-wplywowej-dzialaczki-komunistycznej-partii-usa-wprowadzilismy-tysiac-stu-mezczyzn-do-kaplanstwa-aby-zniszczyc-kosciol-od-wewnatrz/ https://niezlomni.com/wstrzasajace-swiadectwo-wplywowej-dzialaczki-komunistycznej-partii-usa-wprowadzilismy-tysiac-stu-mezczyzn-do-kaplanstwa-aby-zniszczyc-kosciol-od-wewnatrz/#respond Fri, 27 Mar 2020 22:19:35 +0000 https://niezlomni.com/?p=50964

Niezwykle wstrząsająca książka wreszcie ukazała się w Polsce. Jedna z najbardziej wpływowych działaczek Komunistycznej Partii USA ujawnia w jak perfidny sposób działacze komunistyczni walczą z Kościołem katolickim.

Bella Dodd w latach 30. i 40. XX wieku była jedną z najbardziej wpływowych osób w Komunistycznej Partii Stanów Zjednoczonych i szefową Związku Zawodowego Nauczycieli. Doskonale wykształcona nauczycielka i prawnik przez długie lata naiwnie wierzyła, że jej partia walczy z faszystami o pokój i szczęście ludzkości.

Po dziesiątkach lat nauki w tej „szkole ciemności” ostatecznie została wyrzucona z partii komunistycznej w 1949 roku. Wkrótce, dzięki abp. Nowego Yorku Fultonowi Sheenowi, nawróciła się na katolicyzm, przyjmując sakrament Chrztu św. w dniu 7 kwietnia 1952 roku. Jej zeznania przed Komisją do spraw Działalności Antyamerykańskiej są ważnym źródłem w badaniu dziejów komunistycznej konspiracji na świecie.

Ta książka to opowieść Belli Dodd o jej niezwykłym życiu, o dążeniu do prawdy i wolności poprzez manowce kłamstwa i zniewolenia. To świadectwo tego, czym był i czym nadal jest komunizm, przybierający obecnie rozmaite twarze, ale mający wciąż te same, destrukcyjne dla człowieka i ludzkości zamiary.

W 1953 roku, zeznając pod przysięgą w amerykańskim Senacie przed Komisją Śledczą ds. Działalności Antyamerykańskiej, Bella Dodd stwierdziła między innymi:

„W latach trzydziestych wprowadziliśmy tysiąc stu mężczyzn do kapłaństwa, aby zniszczyć Kościół od wewnątrz. Chodziło o to, aby ci ludzie zostali wyświęceni, a następnie wspięli się po drabinie wpływów i władzy jako prałaci i biskupi”. Wśród nich mieli być m.in. homoseksualiści.

Bella Dodd twierdziła, że był to pomysł Stalina, który sam w młodości był prawosławnym seminarzystą i zdawał sobie sprawę, jaką rolę odgrywa Kościół w życiu publicznym. To on nakazał sięgać po ludzi bez wiary i moralności, by – zgodnie z zasadami sztuki wojny Sun Tsy – rozkładać społeczeństwo wroga od wewnątrz.

Fragment książki Belli V. Dodd, Szkoła ciemności, Wstrząsające świadectwo działaczki Komunistycznej Partii USA, Wyd. AA, Kraków 2020. Książkę można nabyć na stronie wydawnictwa AA.

Podczas hiszpańskiej wojny domowej Partia zaapelowała do swoich licznych członków zajmujących się public relations, piszących hasła reklamowe dla firm sprzedających mydło, whisky i papierosy, a ci ogromnie jej pomogli w kształtowaniu amerykańskiej mentalności. Ludzie rozmaitych proweniencji połączyli się w zgodnej kampanii poparcia dla republikanów: pacyfiści i humanitaryści, polityczni awanturnicy i artyści, śpiewacy i aktorzy, nauczyciele i kaznodzieje, zarówno oni, jak i wielu innych, dokładali wszelkich wysiłków, by ją wspomóc.

Podczas hiszpańskiej wojny domowej Partia Komunistyczna potrafiła wykorzystać najlepszych ludzi w kraju przeciwko Kościołowi katolickiemu, powtarzając stare oskarżenia i insynuacje, jakoby Kościół nie dbał o biednych i gnębił tych, którzy jedynie pragną wolności. Partyjni publicyści przejęli od hiszpańskich republikanów słowo „Francofaszysta”, by określać nim wszystkich swoich oponentów. Był to swego rodzaju literacki zamach stanu, który wywołał wiele zamieszania. Radykalna literatura komunistyczna raz po raz wrzucała hierarchię Kościoła katolickiego do jednego worka z „faszystami”, usiłując w ten sposób zniszczyć Kościół za pomocą ataku na jego księży. Zagranie stare jak świat – wielokrotnie widziałam, jak używano go w naszym kraju.

Zrzeszając katolickich robotników – Irlandczyków, Polaków, Włochów – w robotniczych organizacjach, komuniści zawsze próbowali poróżnić wiernych z księżmi, poprzez schlebianie świeckim i atakowanie kapłanów. Podczas hiszpańskiej wojny domowej komuniści w Stanach Zjednoczonych postępowali według wytycznych z Moskwy. Stanowili oni daleko wysuniętą placówkę sowieckiego imperium i w każdym szczególe współpracowali z Międzynarodówką Komunistyczną. Otrzymawszy polecenie utworzenia amerykańskiego kontyngentu Brygad Międzynarodowych, komunistyczni agenci portowi z Krajowego Związku Morskiego na Wschodnim Wybrzeżu zapewnili fałszywe paszporty i wysłali ową tajną armię do sojuszniczego kraju.

Ochotników do Brygady Abrahama Lincolna, czyli amerykańskiego oddziału Brygad Międzynarodowych, wyszukiwano w różnych związkach. Komuniści wykorzystali nazwisko Lincolna, jak zwykli to czynić z nazwiskami innych patriotów, ażeby poruszyć ludzi dla celów propagandowych. Muszę przyznać, że sama gładko przełykałam kłamstwa Partii na temat hiszpańskiej wojny domowej. Niewiele można się było na ten temat dowiedzieć od przywódców narodu amerykańskiego. Od czasu do czasu Partia wyciągała skądś kilku biednych, oszołomionych księży z Hiszpanii, którzy – jak nam wmawiano – byli republikanami, a więc „kapłanami ludu”, w przeciwieństwie do innych, faszystowskich księży. Patrząc wstecz łatwo mi dostrzec, jak zupełnie Partia wykrzywiła amerykańskie umiłowanie wolności i sprawiedliwości, żeby zyskać wsparcie emocjonalne dla sowieckiej awantury w Hiszpanii.

 

 

 

Artykuł Wstrząsające świadectwo wpływowej działaczki Komunistycznej Partii USA. „Wprowadziliśmy tysiąc stu mężczyzn do kapłaństwa, aby zniszczyć Kościół od wewnątrz” pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/wstrzasajace-swiadectwo-wplywowej-dzialaczki-komunistycznej-partii-usa-wprowadzilismy-tysiac-stu-mezczyzn-do-kaplanstwa-aby-zniszczyc-kosciol-od-wewnatrz/feed/ 0
To był jedyny przywódca na świecie, który chciał uratować Węgry. Ale jego pomoc została zablokowana https://niezlomni.com/to-byl-jedyny-przywodca-na-swiecie-ktory-chcial-pomoc-wegrom-ale-jego-pomoc-zostala-zablokowana/ Wed, 23 Oct 2019 03:00:35 +0000 http://niezlomni.com/?p=621

Jesienią 1956 roku Stany Zjednoczone i inne zachodnie mocarstwa nie chciały słyszeć wołania o pomoc dochodzącego z Węgier, kraju zagrożonego przez radzieckiego olbrzyma. Nie kiwnęły nawet palcem i wielu Węgrów do dziś nie może im tego wybaczyć.

27 października amerykański sekretarz stanu John Foster Dulles postawił sprawę jasno:

[quote]Nie traktujemy tego kraju [Węgier] jako naszego potencjalnego sojusznika wojskowego.[/quote]

Zachód wiedział, że jakikolwiek nieostrożny ruch grozi załamaniem równowagi jądrowej między dwoma wrogimi blokami.

Jedynym krajem, który zaoferował Węgrom militarną pomoc, była Hiszpania pod rządami generała Franco. Przypomnieli o tym ostatnio węgierscy historycy i weterani rewolucji podczas debaty na temat wydarzeń 1956 roku. (...) Choć plan pomocy nie został zrealizowany, to jednak jeden z prelegentów określił to jako „romantyczną historię”, owianą wciąż, po pięćdziesięciu latach, aurą tajemnicy.

Żyjący na emigracji Ferenc Marosy, w tamtym czasie ambasador Węgier w Madrycie, zawarł w swych wspomnieniach dokładny opis całej sytuacji.

4 listopada 1956 roku, kiedy Armia Czerwona wkroczyła do Budapesztu, aby zdławić rewolucję, Otto von Habsburg, syn ostatniego władcy Austro-Węgier zadzwonił do Marosy’ego i poinformował go, że wojska radzieckie przekroczyły granicę.

- Powiedział, żebym natychmiast jechał do generała Franco i w jego imieniu poprosił go o udzielenie pomocy węgierskim powstańcom – pisze ambasador. Te słowa przytoczył w swojej książce z 1999 roku „Radziecka interwencja wojskowa na Węgrzech” („A szovjet katonai intervenció 1956”) historyk Miklós Horváth, jeden z uczestników wspomnianej debaty. Dziennikarz Paul Lendvai w swoim wydanym niedawno opracowaniu „Powstanie węgierskie 1956 roku” również nawiązuje do tego epizodu.

Jak wspomina dalej ambasador Marosy, dyktator Francisco Franco zwołał posiedzenie rady ministrów i rozkazał przygotować dywizję do wyjazdu na Węgry. Misją miał dowodzić minister obrony Agustín Munoz Grandes, który podczas II wojny światowej stał na czele Błękitnej Dywizji (hiszpańskiego oddziału walczącego u boku nazistowskich wojsk niemieckich na froncie wschodnim). Na tej podstawie niektórzy historycy wyciągnęli wniosek, że Franco miał zamiar wysłać na Węgry właśnie Błękitną Dywizję.

Ale Hiszpania, jak twierdzi Horváth, nie dysponowała samolotami, które byłyby w stanie dolecieć na Węgry bez międzylądowania. Aby hiszpańskie oddziały mogły dotrzeć do Budapesztu, trzeba było wypożyczyć inne samoloty lub zatrzymać się na terenie Niemiec dla zatankowania paliwa. Stany Zjednoczone nie chciały jednak pożyczyć Hiszpanom samolotów i odmówiły udostępnienia im swoich baz wojskowych.

Ponadto, jak twierdzi Miklós Horváth, Waszyngton wysłał instrukcje swemu ambasadorowi w Madrycie. Miał on przekonać Hiszpanów, by nie angażowali się w kryzys na Węgrzech. „Niestety – pisze ambasador Marosy – plan Franco nie został wprowadzony w życie. Na przeszkodzie stanęła haniebna postawa Amerykanów, a poza tym wypadki potoczyły się zbyt szybko”.

Marc Bassets, artykuł w "La Vanguardia"

Artykuł To był jedyny przywódca na świecie, który chciał uratować Węgry. Ale jego pomoc została zablokowana pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
Mroczny, pełen zaskakujących zwrotów akcji thriller, który pochłania bez reszty! „Selekcjoner” Doriana Zawadzkiego. [WIDEO] https://niezlomni.com/mroczny-pelen-zaskakujacych-zwrotow-akcji-thriller-ktory-pochlania-bez-reszty-selekcjoner-doriana-zawadzkiego-wideo/ https://niezlomni.com/mroczny-pelen-zaskakujacych-zwrotow-akcji-thriller-ktory-pochlania-bez-reszty-selekcjoner-doriana-zawadzkiego-wideo/#respond Fri, 11 Oct 2019 05:03:07 +0000 https://niezlomni.com/?p=50852

Londyn, rok 1985. W lipcowy wieczór ma miejsce gigantyczna awaria prądu, a na peryferiach miasta pojawia się młoda naga kobieta. Nie pamięta kim jest i skąd pochodzi. Wie tylko, że ma na imię Faith i 48 godzin na realizację zabójczego planu.

Kilka godzin później w zamachu ginie jeden z bossów mafijnego świata, co daje początek serii spektakularnych zbrodni, które wstrząsają miastem. Do sprawy zostaje przydzielona Nell Palicki – znana z niekonwencjonalnych metod śledczych, charyzmatyczna inspektor, owiana sławą po schwytaniu seryjnego mordercy nazwanego przez media Rzeźnikiem z Greenwich. W toku śledztwa wychodzą na jaw coraz bardziej niepokojące fakty, łącznie z takim, że zabójca może posiadać nadnaturalne zdolności. Ta historia została zapamiętana przez jej świadków jako ZABÓJCZE LATO – Londyn’85.

Selekcjoner to mroczny, pełen zaskakujących zwrotów akcji thriller, który pochłania bez reszty!

Fragment thrillera "Selekcjoner" Doriana Zawadzkiego, wyd. Replika, Poznań 2019. Książkę można nabyć TUTAJ. 

Nowy Jork – czerwiec 1876 roku

To był jeden z tych wieczorów, kiedy ludzka wyobraźnia już spała, otulona ciepłą wiosenną pościelą, i nikt nie przeczuwał zbliżającej się tragedii. Mężczyzna w koszuli z żabotem powiedział do żony zmywającej w kuchni naczynia, że pójdzie się przejść. Przed wyjściem na wieczorny spacer zajrzał jeszcze do pokoju syna, aby upewnić się, że malec smacznie śpi. Następnie włożył modny kapelusz z szerokim rondem, zabrał zapałki oraz ulubione cygaro, po czym opuścił swoje mieszkanie przy Piątej Alei.
Nazywał się Rudolf Fentz, a w chwili zaginięcia miał 29 lat.
Nowy Jork – 15 czerwca 1950 roku

Godz. 23:10

Przedstawienie dobiegło końca. Ze względu na późną porę widzowie w pośpiechu opuszczali teatr na Broadwayu. Na środku Times Square zobaczyli mężczyznę w wieku około 30 lat. Nikt nie zauważył jak się tam znalazł. Zupełnie, jakby wyrósł spod ziemi. Naraz rzucały się w oczy dwie rzeczy: jego staroświecki ubiór oraz zachowanie. Sprawiał wrażenie zupełnie zdezorientowanego.
Zanim ktokolwiek zdążył krzyknąć, rozległ się pisk hamulców nadjeżdżającej taksówki, a potem odgłos głuchego uderzenia.
Jeszcze tej samej nocy próg kostnicy przekroczył inspektor Hubert V. Rihm z Departamentu Osób Zaginionych. Sprawa nie była tyleż nagląca, co zadziwiająca. Inspektor Rihm uważnie obejrzał ciało ofiary wypadku i możemy się domyślać, że do towarzyszących mu urzędników oraz policjantów, którzy jako pierwsi znaleźli się na miejscu zdarzenia, rzucił uwagę w stylu: Czy gdzieś w okolicy odbywał się bal przebierańców?

Następnie przystąpił do oględzin przedmiotów znalezionych przy zwłokach:

– żeton z miedzi, pozwalający na zakup piwa o wartości 5 centów,

– jakieś 70 dolarów w banknotach, które już wyszły z obiegu,

– rachunek za pieczę nad koniem oraz mycie powozu wystawiony przez stajnię, która jakoby miała się mieścić przy Lexington Avenue,

– stosik wizytówek na nazwisko Rudolf Fentz i adresem na Piątej Alei,

– list wysłany na ten sam adres ze znaczkiem pocztowym i stemplem z czerwca 1876 roku.

Żadna z tych rzeczy nie wyglądała na pochodzącą z drugiej połowy XIX wieku. Sprawa była o tyleż zagadkowa, że nikt nie zgłosił zaginięcia Rudolfa Fentza, jego nazwisko nie widniało w książce adresowej, a odciski palców nigdy nie zostały zapisane.


Kolejnym krokiem dochodzenia było standardowe poszukiwanie rodziny zmarłego. Inspektor Rihm udał się pod wskazany adres, ale obecny właściciel mieszkania przy Piątej Alei nie znał nikogo o nazwisku Rudolf Fentz. Szczęście jednak mu dopisało, co prawda połowicznie, kiedy przepytywał sąsiadów. Okazało się, że starsi mieszkańcy pamiętali Rudolfa Fentza Jr., mężczyznę około sześćdziesięcioletniego, który po przejściu na emeryturę wyprowadził się w nieznane miejsce, gdzieś w okolicy 1940 roku.

W trakcie dalszego żmudnego śledztwa inspektor Rihm odnalazł Rudolfa Fentza Jr., w książce telefonicznej z 1939 roku, niestety w pięć lat po jego śmierci. Taką informację otrzymał w banku, gdzie zmarły miał założone konto, ale dowiedział się również, że wdowa po nim wciąż żyła i obecnie mieszkała na Florydzie. Doskonałe miejsce na emeryturę.

Po dotarciu do pani Fentz inspektor Rihm potwierdził wszystkie zebrane przez siebie fakty, którym aż do ostatniej chwili nie dawał wiary. Rudolf Fentz rzeczywiście zaginął… w 1876 roku. Wyszedł z mieszkania w czerwcowy wieczór, zostawiając żonę oraz małego synka, i nigdy nie wrócił. Rodzina wówczas złożyła zawiadomienie na policji, ale poszukiwania nie przyniosły rezultatu.

*

Dochodzenie inspektora Rihma znalazło kres w piwnicy budynku NYPD, gdzie znajdowało się archiwum. Wygrzebał dokumenty osób zaginionych w 1876 roku. Było wśród nich nazwisko Rudolf Fentz. Opis jego wyglądu, wiek i ubiór pasował do mężczyzny potrąconego przez taksówkę na Times Square. Sprawa wciąż była oznaczona jako nierozwiązana. I taka miała już pozostać.
Inspektor Rihm nie zanotował wyników swojego dochodzenia w oficjalnych aktach.
Nie zrobił tego w obawie, że mógłby zostać uznany za szaleńca.

Dorian Zawadzki – urodził się w 1983 roku na Mazowszu, z wyboru mieszkaniec Śląska. Absolwent Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Informatycznej w Warszawie (obecnie Akademia Finansów i Biznesu Vistula). Zagorzały kinoman i meloman. Kiedy nie pracuje nad powieścią, dokłada wszelkich starań żeby przeczytać wszystkie interesujące go książki... choć dobrze wie, że mu się nie uda. Selekcjoner to jego debiutancka powieść.

 

Artykuł Mroczny, pełen zaskakujących zwrotów akcji thriller, który pochłania bez reszty! „Selekcjoner” Doriana Zawadzkiego. [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/mroczny-pelen-zaskakujacych-zwrotow-akcji-thriller-ktory-pochlania-bez-reszty-selekcjoner-doriana-zawadzkiego-wideo/feed/ 0
O tym, jak przeciwstawić się „tęczowej zarazie”. Prof. Chodakiewicz: Najlepszą obroną jest atak. [WIDEO] https://niezlomni.com/o-tym-jak-przeciwstawic-sie-teczowej-zarazie-prof-chodakiewicz-najlepsza-obrona-jest-atak-wideo/ https://niezlomni.com/o-tym-jak-przeciwstawic-sie-teczowej-zarazie-prof-chodakiewicz-najlepsza-obrona-jest-atak-wideo/#respond Thu, 08 Aug 2019 06:56:38 +0000 https://niezlomni.com/?p=50786

Nie wystarczy trwać na swoich pozycjach. Trzeba stanąć do walki. Naszym zadaniem jest obrona Tradycji i Wiary, a bardzo często najlepszą obroną jest atak. O tym jak przeciwstawić się "tęczowej zarazie" mówi prof. Marek Jan Chodakiewicz w rozmowie z Piotrem Relichem.

https://www.youtube.com/watch?v=gR-rhcj1zws

Artykuł O tym, jak przeciwstawić się „tęczowej zarazie”. Prof. Chodakiewicz: Najlepszą obroną jest atak. [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/o-tym-jak-przeciwstawic-sie-teczowej-zarazie-prof-chodakiewicz-najlepsza-obrona-jest-atak-wideo/feed/ 0
Zachód szybko odpuścił nazistom. Dlaczego zbrodniarze uniknęli kary? Jakim cudem po wojnie pełnili ważne stanowiska? [WIDEO] https://niezlomni.com/zachodni-alianci-latwo-odpuscili-nazistom-dlaczego-zbrodniarze-unikneli-kary-jakim-cudem-po-wojnie-pelnili-wazne-stanowiska-wideo/ https://niezlomni.com/zachodni-alianci-latwo-odpuscili-nazistom-dlaczego-zbrodniarze-unikneli-kary-jakim-cudem-po-wojnie-pelnili-wazne-stanowiska-wideo/#comments Sun, 17 Feb 2019 22:33:27 +0000 https://niezlomni.com/?p=50666

Wciąż odkrywamy szokującą prawdę o losach nazistów po II wojnie światowej. Co jakiś czas powraca pytanie, jak udało się im ujść nieuchronnej karze za popełnione zbrodnie? Jakim cudem tak wielu z nich pełniło po wojnie eksponowane, wysokie stanowiska?

Pod koniec wojny Noël Coward wylansował wielki hit, piosenkę Don’t Let’s be Beastly to the Germans (Nie bądźmy bestialscy dla Niemców). Trzy jej zwrotki brzmią następująco - pisze Curt Riess we wstępie do książki „Naziści schodzą do podziemia”, wyd. REPLIKA:

Nie bądźmy bestialscy dla Niemców,
Gdyż staną się oni cywilizowani,
Gdy wszystko się skończy.
Choć dali nam naukę, kulturę, sztukę i muzykę do przesady,
Dali nam także dwie wojny światowe i dr Rudolfa Hessa.

Bądźmy dla nich wyrozumiali
I nadstawmy im drugi policzek,
I spróbujmy zbudzić ich ukrytego ducha zabawy.
Dajmy im równy dostęp do powietrza,
A szczury potraktujmy łaskawie,
Lecz nie bądźmy bestialscy dla Huna!

Nie bądźmy bestialscy dla Niemców.
Nie da się rozbroić gangstera!
Choć byli trochę niedobrzy
Dla Czechów, Polaków i Holendrów,
Nie chce mi się wierzyć, że te kraje
Będą o to bardzo złe.

Humor o takim ładunku ironii jest bardzo brytyjski, a my, podobnie jak Amerykanie, jesteśmy skłonni zakładać, że inni podążą za wyznawanymi przez nas wartościami – fair-play i wiarą w demokrację. Curt Riess poznał Niemców lepiej, a jego książka, napisana w 1944 roku – na dwanaście miesięcy przed zakończeniem wojny – stanowiła poważną przestrogę. Niestety przestrogę zlekceważoną. Odbyły się co prawda procesy norymberskie i wykonano wiele egzekucji, lecz mnóstwo nazistów wykpiło się stosunkowo łatwo. Alianci wnosili oskarżenia przeciw wielu przemysłowcom i kolaborantom o skłonnościach nazistowskich. Co jednak nie dziwi, sporo spośród nich stwierdziło, że zostali nazistami tylko dlatego, że „musieli”. Rozdział czwarty niniejszej książki Naziści spoglądają w stronę Afryki i Włoch stanowi jedną z najbardziej pouczających części tego tekstu. Brytyjczycy i Amerykanie przyjęli postawę „mięczaków” i pozwolili włoskim faszystom utrzymać się przez pewien czas u władzy. To presja Rosjan sprawiła, że wreszcie przejrzeli na oczy. Curt Riess trafił w samo sedno, stwier-
dzając:

Niektórzy z najwyższych dowódców nabrali się na faszyzm i nazizm, ponieważ owi faszyści i naziści wydawali się ludźmi przyzwoitymi i mieli właściwe podejście psychologiczne. Nasi dają się zwodzić, ponieważ oceniają napotkanych ludzi, swych wczorajszych wrogów, z angloamerykańskiego punktu widzenia. Wierzą, że tamtych napędzają te same dążenia i pragnienia, sympatie i awersje, które władają nimi samymi.

Nie ma sensu wchodzić tutaj w szczegóły. Człowiek bogaty jest zazwyczaj bardziej układny, jowialny i przystępny od biedaka. Najwyżej postawieni faszyści byli bardzo bogaci, a antyfaszyści bardzo biedni. Najważniejsi faszyści mówili po angielsku, większość antyfaszystów nie. Wiodący faszyści należeli do tej samej klasy społecznej co angielscy i amerykańscy oficerowie o wysokich stopniach. Czuli się nieskrępowani, byli opanowani i spokojni. Emanowali atmosferą ładu i swobody. Antyfaszyści byli nerwowi, zaszczuci, znękani. Nasi znaleźli się tam, aby „zachować porządek wśród wzburzonego i skołowanego ludu” – cytując Roberta P. Pattersona, podsekretarza wojny. Skutkiem tego w sposób naturalny łatwiej poszła im współpraca z ludźmi, którzy sprawiali wrażenie mniej zagubionych.

W 1945 roku strach wobec intencji Rosjan zmącił obraz okupacji w Niemczech i doprowadził do zignorowania przez zachodnich aliantów tego, co, być może, dałoby im podejście bardziej wyczulone. Skłonił ich też do dyskusyjnego wykorzystania istniejącej niemieckiej infrastruktury.

Teorie spiskowe i wybielanie przeszłości

Historie typu „co by było, gdyby” potrafią dogodzić. Umożliwiają myślom błąkanie się po niezliczonych, przypadkowych możliwościach. Historie te mają również krewniaków – teorie spiskowe. Te zaś są niemal nieuniknioną konsekwencją niedostatecznego poziomu informacji dostępnych na jakiś ważny temat. To on wówczas napędza spekulacje.

Ta fascynująca książka, w zamiarze oparta na faktach, stanowi pewną formę opowieści z gatunku „co by było, gdyby”. Mimo tego niektóre przytoczone fakty są bardzo przekonujące i ocierają się o zdarzenia, które zaszły po roku 1945. Nie będzie więc czemu się dziwić, gdyby niektóre spośród komentarzy Curta Riessa okazały się prawdziwe. Równie możliwe jest to, że wiele z nich już się spełniło. I kto wie? Być może pewnego dnia powstanie Czwarta Rzesza, założona przez rasę wyższą, oparta bardziej na tryumfie ekonomicznym niż militarnym!

Niektóre tematy są ogromne. Trzecia Rzesza jest jednym z nich. Próbuje się omawiać je milionami słów, lecz nikt nigdy nie odpowiedział w sposób satysfakcjonujący na pytanie, jak to możliwe, że gangsterzy, którzy nigdy nie wypierali się swych bandyckich metod, zdołali objąć władzę? Jak to możliwe, że niemal z powodzeniem dokonali podboju świata? Co więcej, jak to możliwe, że w roku 1945 wielu z nich umknęło w noc, a potem objawiło się znowu w latach 50. na wpływowych stanowiskach? Jak to możliwe, że tak wielu nazistów skazano na śmierć, a potem ich wyroki złagodzono do koło dwudziestu lat więzienia, a następnie uwolniono w 1951 lub 1952 roku? Jak to możliwe, że tak wielu przemysłowcom współwinnym nazistowskich bestialstw skonfiskowano majątki tylko po to, by po cichu zwrócić im je w latach 50.?

Curt Riess zawiera w tej książce pewną pulę bardzo ciekawych obserwacji i stwierdzeń. Oto tylko jedno z wielu: „W ostatecznym rozrachunku to nic więcej jak tylko całe Niemcy wraz z ich uzdolnieniami i wadami, ich przemocą, arogancją i dziwnymi kompleksami niższości; z ich odwiecznym pragnieniem bycia wolnym i odwieczną żądzą panowania nad światem. Niemcy, które zeszły do podziemia. Niemcy, które w zgodzie z ich filozofem Johannem Gottliebem Fichte wierzą, że »pewnego dnia świat zostanie uzdrowiony przez niemieckiego ducha«. Jeszcze posępniej przestrzega niegdysiejszymi słowami współczesnego niemieckiego filozofa Arthura Moeller van den Brucka – człowieka, który ukuł pojęcie »Trzecia Rzesza« – skierowanymi do swych ziomków: »Naszym zadaniem jest nie dać światu spocząć«”.

Naziści schodzą do podziemia to książka wstrząsająca. Curt Riess napisał ją pomiędzy kwietniem a początkiem czerwca 1944 roku. Tyle można wnieść z faktu, że powstała ona przed D-Day. Autor oczywiście nie miał pojęcia o spisku bombowym z 20 lipca, ale ten by go nie zaskoczył. Książka ta stanowi exposé do tego, jak Niemcy planowali III wojnę światową. Wyjawia nie tylko dopracowane w Trzeciej Rzeszy plany powojennego przetrwania w podziemiu, ale także jej wielkiego powrotu.

Naziści liczyli, iż kolegialna, wielonarodowa społeczność zachowa nazistowską infrastrukturę jako tamę przed komunizmem podczas nadciągającej już wówczas Zimnej Wojny. Dodatkowo, obok potężnych korporacyjnych korzyści ekonomicznych sprzymierzonych z nazistowskimi centrami biznesowymi, trwanie podziemia wspierane było na wielką skalę przez mechanizmy „piątej kolumny” za granicą – w szczególności w Argentynie i w Stanach Zjednoczonych.

Odwołując się do historii, Curt Riess uwypuklił jako przykład okres od 1919 do 1921 roku, kiedy rozrastający się bez ograniczeń Freikorps doszedł do szczytu swego rozwoju. Stwierdził także fakt oczywisty, iż działania wbrew postanowieniom traktatu wersalskiego, zaopatrzenie wojskowe oraz wiele innych środków zwiększających zdolności militarne pozostawało ukrytych przed aliantami. Przestrzegał, że naród niemiecki nie odstąpi od wrodzonej wiary we własną wyższość.

Spojrzenie w dłuższej perspektywie niewiele zmienia i duch nazizmu nie ginie całkowicie. Sięgająca korzeniami 1891 roku Liga Pangermańska (niem. Alldeutscher Verband) była ekstremistyczną, ultranacjonalistyczną organizacją zaangażowaną politycznie. Jej poglądy stopniowo wyewoluowały w stronę organicznego rasizmu, wraz z przekonaniem o tym, że Niemcy stanowią „rasę wyższą” i że tychże Niemców należy chronić przed przemieszaniem z innymi nacjami, szczególnie z Żydami. Około roku 1912 w publikacji Gdybym był cesarzem jeden z przywódców Ligi Pangermańskiej wzywał Niemców do podboju terytoriów wschodnich zamieszkałych przez „podrzędnych” Słowian, oczyszczenia z nich tych terenów i osadzenia na ich miejsce niemieckich kolonistów. Pojawiały się także wezwania do wydalenia ludności polskiej zamieszkującej terytoria pruskie. Zatem Hitler jedynie zaczerpnął z tego, co tkwiło głębiej i istniało na wiele lat przedtem i, jak dowodzą niektórzy, istnieje po dziś dzień, choć na szczęście w mniejszej już postaci. Naziści per se odeszli w przeszłość, lecz ich duch nadal majaczy w postawach pewnych biznesmenów i oficjeli prowadzących po autobahnach swe wielkie, czarne mercedesy z olbrzymią prędkością i z pełną buty brutalnością zmuszających przyzwoitszych kierowców do zjazdu na wolniejsze pasy. Szybki błysk światłami pokazuje, że duch nie przeminął… I wynocha z drogi!

W Niemczech wybielanie przeszłości trwa, czego przykładem jest Buchenwald. Podczas wizyty w roku 1990 obóz objawiał dobitnie swe rzeczywiste oblicze. Wizyta powrotna w roku 2002 ukazała ogromną zmianę, jaka zaszła. Na obszarze „powitalnym”, gdzie nowo przybyli musieli rozbierać się do naga i przechodzili odkażanie, pojawiła się wystawa sztuki. Koszary SS na szczycie wzgórza całkowicie odnowiono i przekształcono w pomieszczenia kwaterunkowe dla uczniów i gości. Obecnie wyglądają czysto, zimno i bardzo niemiecko. Oczywiście musiano odrzucić ich groźną, przerażającą przeszłość. Odwiedzający mogą teraz wysiadać ze swych autobusów i myśleć: „Jak ładnie!”. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że w ciągu kilku lat obozy zaczną jawić się jako miejsca daleko bardziej „miłe”. Uwagi Curta Riessa odejdą w zapomnienie, a upływ czasu przysłuży się pisaniu historii od nowa.

 

Wciąż odkrywamy szokującą prawdę o losach nazistów po II wojnie światowej. Co jakiś czas powraca pytanie, jak udało się im ujść nieuchronnej karze za popełnione zbrodnie? Jakim cudem tak wielu z nich pełniło po wojnie eksponowane, wysokie stanowiska? Curt Riess przewidział taki rozwój wypadków już w 1944 roku. W swej książce ujawnił wówczas mechanizmy, dzięki którym najbardziej prominentni naziści i ich najważniejsi kolaboranci unikną kary. Pokazał, jak poprzez konformizm i oszustwa na niewyobrażalną skalę, świetnie odnajdą się w powojennej rzeczywistości.

Riess pisze, iż już w 1943 roku wysocy urzędnicy nazistowscy zaczęli przygotowania do klęski Rzeszy. Rozczarowani Hitlerem główni architekci jego systemu – Martin Bormann i Heinrich Himmler – stworzyli ściśle tajny program zejścia partii nazistowskiej do podziemia. Skoro wojna była już i tak przegrana, ważne stało się przetrwanie, aby kiedyś w przyszłości podjąć walkę na nowo.
Niezwykle precyzyjny system miał przeniknąć struktury rządowe, administrację i usługi publiczne, a także współpracować z zawsze przychylnym mu wielkim biznesem. Sami naziści zaś w sposób tajny mieli koordynować operację przygotowania do III wojny światowej.
Z perspektywy czasu wiadomo, że nie wszystkie przewidywania Curta Riessa się sprawdziły. Najbardziej niepokojące jest jednak to, że nadal nie wiemy, w jak wielu kwestiach miał rację…

 

Curt Riess, „Naziści schodzą do podziemia”, wyd. REPLIKA.

Artykuł Zachód szybko odpuścił nazistom. Dlaczego zbrodniarze uniknęli kary? Jakim cudem po wojnie pełnili ważne stanowiska? [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/zachodni-alianci-latwo-odpuscili-nazistom-dlaczego-zbrodniarze-unikneli-kary-jakim-cudem-po-wojnie-pelnili-wazne-stanowiska-wideo/feed/ 3