SB – Niezłomni.com https://niezlomni.com Portal informacyjno-historyczny Sun, 03 Dec 2023 21:00:15 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=4.9.8 https://niezlomni.com/wp-content/uploads/2017/08/cropped-icon-260x260.png SB – Niezłomni.com https://niezlomni.com 32 32 Jak pułkownik Lesiak z UOP szukał „złotego pociągu”. Minister z PSL zawarł tajną umowę na wskazanie miejsca ukrycia skarbu https://niezlomni.com/jak-pulkownik-lesiak-z-uop-szukal-zlotego-pociagu-minister-z-psl-zawarl-tajna-umowe-na-wskazanie-miejsca-ukrycia-skarbu/ https://niezlomni.com/jak-pulkownik-lesiak-z-uop-szukal-zlotego-pociagu-minister-z-psl-zawarl-tajna-umowe-na-wskazanie-miejsca-ukrycia-skarbu/#respond Tue, 27 Apr 2021 17:41:57 +0000 https://niezlomni.com/?p=51298

Dolny Śląsk, jak długi i szeroki, od 1945 roku penetrują eksploratorzy. Historycy zaś namiętnie przeglądają archiwalne dokumenty i studiują wiekowe gazety. Wszyscy liczą, że to właśnie im uda się wyjaśnić tajemnicę „złota Wrocławia” czy innych skarbów, które Niemcy mieli ukryć w tej prowincji Trzeciej Rzeszy.

Poszukiwacze zapuszczają się w mroki poniemieckich sztolni, do rozpadających się ze starości fabryk, zawalonych kopalń, w ruiny dolnośląskich pałaców i do zamków, chcąc zgłębić zagadki ich konstrukcji i przeznaczenia.

Leszek Adamczewski podąża w ślad za nimi. Opisuje niezwykłe miejsca i tajemnicze zdarzenia, jakie miały miejsce na Dolnym Śląsku podczas wojny i po jej zakończeniu.

Leszek Adamczewski – poznański pisarz i dziennikarz, urodzony w 1948 roku w Szczecinie. Od 2009 roku współpracuje z Wydawnictwem Replika.

W Blasku ukrytego złota sięga ponownie do tematów opisywanych przez siebie na przełomie XX i XXI wieku w licznych publikacjach prasowych.

Leszek Adamczewski, Blask ukrytego złota, Dolnośląskie tajemnice wojenne, Wyd. Replika, Poznań 2021. Książkę można nabyć na stronie wydawnictwa Replika.

Fragment rozdziału pt. Skarby „złotego pociągu”

Rzekomo ukryty przez Niemców „złoty pociąg” od lat, a zwłaszcza od 2015 roku, kojarzy się z Wałbrzychem. Ale na Dolnym Śląsku od dawna szuka się też drugiego takiego pociągu. Od jesieni 1944 roku ma on stać w zamaskowanym tunelu koło podjeleniogórskich Piechowic. W roku 1944 siódmy dzień listopada przypadł we wtorek.

Właśnie w tamten wtorek z Hirschberga wyjechał pociąg specjalny. Okrążył starą część miasta i gdy przejechał przez zabytkowy wiadukt nad doliną Bobru, został skierowany na trasę kolei górskiej w kierunku Schreiberhau. Wkrótce minął zabudowania dworców w Bad Warmbrunn i Hermsdorf, by wkrótce zatrzymać się na bocznicy niewielkiej stacji w Petersdorfie. To dzisiejsze Piechowice Dolne, a wymienione wyżej miejscowości to odpowiednio Jelenia Góra, Szklarska Poręba oraz Cieplice i Sobieszów, które od lat są dzielnicami Jeleniej Góry. Na bocznicy w Piechowicach Dolnych pociąg ów stał do późnego wieczora, gdy wreszcie otrzymał zgodę na wjazd na teren znajdujących się tuż obok zakładów zbrojeniowych koncernu Dynamit AG. Według wojskowego Wykazu obiektów opuszczonych i niewłaściwie zagospodarowanych z 1953 roku był to „Untersuchstation-Petersdorf”, czyli zakład doświadczalny w Piechowicach. Według autorów powojennych opracowań na temat dziejów tych zakładów, Niemcy mieli w nich napełniać materiałami wybuchowymi pociski artyleryjskie, ale niektórzy badacze twierdzą, że tymi materiałami napełniano też głowice torped morskich, jak również prowadzono prace doświadczalno-badawcze w zakresie mechanizmów sterujących do tychże torped. I stąd określenie „zakład doświadczalny”. Wróćmy jednak do wydarzeń tamtego jesiennego wtorku. Przy lokomotywie, zamykającej skład dwunastu wagonów pociągu, natychmiast pojawili się robotnicy. W ruch poszły spawarki. Szybko uporano się z przymocowaniem do tyłu lokomotywy grubej stalowej płyty. Około godziny 2 w nocy (a więc już 8 listopada) pociąg opuścił teren zakładów i bardzo wolno, po prowizorycznie ułożonym torze, skierował się w stronę pobliskiej góry.

Do przejechania miał bardzo krótką trasę. Raptem może pięćset metrów. Tor lekko się wznosił i dwie lokomotywy, na początku i końcu składu, nie bez wysiłku wciągnęły dwanaście wagonów do podziemnego tunelu. Stalowa płyta, zamocowana na końcu składu i wyprofilowana do rozmiarów otworu tunelu, zasłoniła pociąg. Po kilku minutach odpalono ładunki wybuchowe, w zawalonym tunelu grzebiąc pociąg i jego obsługę. Natychmiast rozebrano tor, a miejsce, gdzie znajdował się wjazd do tunelu, zamaskowano… Wyjaśnijmy od razu, że przedstawiona wyżej wersja tajemniczego zdarzenia w Piechowicach jest tworem fantazji niejakiego Władysława Podsibirskiego. Ten człowiek posiadł od kogoś jakieś okruchy informacji, a resztę zmyślił, że masyw góry Sobiesz (za niemieckich czasów Säbrich) kryje bajońskie skarby, w tym złoto z banków wrocławskich i sklepów jubilerskich, skarby Prus i słynną Bursztynową Komnatę. Te i inne skarby miały się znajdować w dwunastu wagonach „złotego pociągu”, który jesienią 1944 roku ukryto w przedstawionych wyżej okolicznościach. Gdy Podsibirskiego zapytano o konkretną wartość ukrytych skarbów, bez zastanowienia palnął: co najmniej 40 miliardów dolarów.

Władysławowi Podsibirskiemu z informacją o „złotym pociągu” udało się dotrzeć do ministrów rządu Waldemara Pawlaka. Niektórzy z nich w to uwierzyli. Stanisław Żelichowski z Polskiego Stronnictwa Ludowego, szef resortu ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa, 12 października 1994 roku zawarł z Podsibirskim tajną umowę, że za wskazanie miejsca ukrycia pociągu otrzyma on 10 procent wartości znalezionych skarbów.

I wtedy do akcji wkroczył pułkownik Jan Lesiak. Ten były oficer Służby Bezpieczeństwa PRL, w III RP kierował (w latach 1992–1997) Zespołem Inspekcyjno-Operacyjnym Gabinetu Szefa Urzędu Ochrony Państwa. Gdy w 1997 roku pożegnał się on ze służbą w UOP, zainteresowano się stojącą w jego gabinecie szafą pancerną. Po odtajnieniu znajdujących się w niej dokumentów dziennikarze na ogół opisywali sprawy związane z inwigilacją środowisk prawicowych. Ale niejako przy okazji opinia publiczna dowiedziała się również o specyficznych zainteresowaniach służb specjalnych z połowy lat 90. W tamtych czasach UOP czynnie włączył się bowiem w… szukanie skarbów ze „złotego pociągu”. I właśnie pułkownik Lesiak miał na ten temat opracować raport dla ministra finansów Grzegorza Kołodki. Rychło jednak dla UOP Podsibirski stał się mało wiarygodny. Oryginalne dokumenty niemieckie, którymi miał dysponować, okazały się własnoręcznie sporządzonymi rysunkami, a wskazanie masywu Sobiesza jako miejsca ukrycia pociągu nie było żadnym wskazaniem. O rokowaniach toczonych w zaciszu gabinetów rządowych i podejmowanych tam decyzjach opinia publiczna nie była informowana.

Można domniemywać, że również Podsibirski nie wiedział, czy strona rządowa ma zamiar dotrzymać umowy. Z biegiem czasu zaczął więc tracić cierpliwość. On oferuje rządowi gigantyczny majątek, a władza milczy. W latach 1995– 1996 w sprawie „złotego pociągu” wysłał kilkadziesiąt listów do przywódców wielu państw świata, w tym do papieża Jana Pawła II, skarżąc się na władze polskie. (….)Po latach pułkownik Jan Lesiak twierdził, że na biurko ministra Grzegorza Kołodki trafił raport o „złotym pociągu”, w którym – jak powiedział w 2006 roku miesięcznikowi „Odkrywca” – „napisaliśmy, że informacje dotyczące skarbu są mało wiarygodne i na tym etapie zakończyliśmy oficjalną część. Mieliśmy jednak świadomość, że gdybyśmy się pomylili i odpuścili do końca temat, to konsekwencje były znaczne. Obecna afera z inwigilacją prawicy przy tej sprawie byłaby niewinną igraszką. W związku z tym staraliśmy się monitorować sytuację, zbieraliśmy informacje”.

Artykuł Jak pułkownik Lesiak z UOP szukał „złotego pociągu”. Minister z PSL zawarł tajną umowę na wskazanie miejsca ukrycia skarbu pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/jak-pulkownik-lesiak-z-uop-szukal-zlotego-pociagu-minister-z-psl-zawarl-tajna-umowe-na-wskazanie-miejsca-ukrycia-skarbu/feed/ 0
Nieznana strona komunistycznej bezpieki. Wywiad Wojsk Ochrony Pogranicza. [WIDEO] https://niezlomni.com/nieznana-strona-komunistycznej-bezpieki-wywiad-wojsk-ochrony-pogranicza-wideo/ https://niezlomni.com/nieznana-strona-komunistycznej-bezpieki-wywiad-wojsk-ochrony-pogranicza-wideo/#respond Sun, 10 May 2020 18:20:22 +0000 https://niezlomni.com/?p=51066

O bezpiece cywilnej, znanej jako UB (Urząd Bezpieczeństwa) i SB (Służba Bezpieczeństwa) – słyszał każdy Polak. Zwiad WOP był kolejną bezpieką, tym razem w strukturach Ludowego Wojska Polskiego (LWP), tuż obok zbrodniczej Informacji Wojskowej (IW) i jej następczyni Wojskowej Służby Wewnętrznej (WSW).

Bezpieczniackie służby cywilne zostały po roku 1989 poddane weryfikacji, natomiast wojskowe zwartym szykiem, spokojnie i bez strat, przemaszerowały ku nowej – jak sądziliśmy, niepodległej – już rzeczywistości.

Niniejsza monografia obejmująca lata 1945-1989, wiedzie od kołyski bezpieczniackiej po resortową emeryturę, wszechstronnie dokumentując działalność WOP Polski Ludowej. Ukazuje zasady funkcjonowania formacji, przedstawia kadrę dowódczą i motywy jej postępowania, ułatwiając zrozumienie pozornie niezwiązanych ze sobą mechanizmów transformacji po roku 1989.

Lech Kowalski, Bezpieka pogranicza. Wywiad Wojsk Ochrony Pogranicza, Wydawnictwo Fronda, Warszawa 2020. Książkę można zamówić na stronie wydawnictwa Fronda.

Fragment książki:

Kto więc mógł zostać bezpieczniakiem w Wojskach Ochrony Pogranicza? By ułatwić rekrutację, kadrowcy tej formacji stworzyli nawet model osobowości pracownika operacyjnego służby zwiadu WOP. Chodziło więc o osobę, którą musiała cechować przede wszystkim wysoka ideowość  i odpowiednie wartości moralne (komunistyczne). Takie zauroczenie bolszewizmem przełożeni doktrynerzy nazywali patriotyzmem socjalistycznym. W tak wyselekcjonowanym środowisku profesjonalizm zawodowy bywał zawsze na drugim planie, psychopatów  i pospolitych bandytów z nizin społecznych przyjmowano bez większych zahamowań, podobnie półanalfabetów, ale „błądzących ideologicznie” już z pewnością nie. W brzmieniu urzędowym wytyczne przybrały następującą formę: „Każdego oficera zwiadu WOP powinno cechować oddanie ideom socjalizmu, muszą oni brać aktywny udział w walce o wcielanie ich w życie i być gotowym do ich obrony”. Niezbędne były również stosowne cechy intelektu, niestety nie wyjaśniono jakie, a ponadto dojrzałość emocjonalna, która polegała na bezkompromisowości w walce z wrogiem zewnętrznym i wewnętrznym, oraz opanowanie w sytuacjach trudnych i niebezpiecznych. Liczyły się także umiejętności i sprawności praktyczne.

Bezpieczniacy ze zwiadu mieli być twardzi niczym skała, odporni na korupcję i nieżądni dóbr materialnych przejmowanych na granicach. Nie mieli prawa załamywać się w niepowodzeniach, a jednocześnie powinno ich cechować głębokie poczucie odpowiedzialności za wykonywane zadanie. Kandydat na bezpieczniaka musiał także opanować „zespół podstawowych wiadomości ogólnych, społeczno-politycznych, a w ich ramach wiedzę o prawach i prawidłowościach rozwoju społecznego”. Ostatnie stwierdzenie to typowy resortowy żargon, chodziło w nim o hołdowanie światopoglądowi materialistycznemu (komunistycznemu), co miało bezpieczniaków uchronić przed wszelkim złem i pokusami. Mało kto jednak wiedział, co kryło się pod tym pojęciem, jego egzegezę przeprowadzali po kres PRL.

Poza tym wymagana była lojalność wobec przełożonych i kolegów, uczciwość w pracy operacyjnej i gotowość podporządkowania własnych spraw interesom społecznym i potrzebom służby w zwiadzie. Oczekiwano również samodzielnego myślenia, umiejętności poprawnego wnioskowania oraz przewidywania problemów i zdarzeń, a także dociekliwości w poszukiwaniu nowatorskich i twórczych rozwiązań problemów operacyjnych, jak również spostrzegawczości i szybkości orientacji oraz zdolności poznawania ludzi. Analizując zbiór cech wymaganych od kandydata na bezpieczniaka WOP, można dojść do wniosku, że miał to być bolszewicki cyborg, któremu wystarczyłoby tylko wskazać cel i ofiarę, a on by ją bez większego wysiłku dopadł.”

Artykuł Nieznana strona komunistycznej bezpieki. Wywiad Wojsk Ochrony Pogranicza. [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/nieznana-strona-komunistycznej-bezpieki-wywiad-wojsk-ochrony-pogranicza-wideo/feed/ 0
Wyjątkowy cykl dokumentalny! Niewyjaśnione zabójstwa z czasów PRL i okresu transformacji dokonane przez komunistyczną bezpiekę. [WIDEO] https://niezlomni.com/wyjatkowy-cykl-dokumentalny-niewyjasnione-zabojstwa-z-czasow-prl-i-okresu-transformacji-dokonane-przez-komunistyczna-bezpieke-wideo/ https://niezlomni.com/wyjatkowy-cykl-dokumentalny-niewyjasnione-zabojstwa-z-czasow-prl-i-okresu-transformacji-dokonane-przez-komunistyczna-bezpieke-wideo/#respond Thu, 16 Apr 2020 12:08:36 +0000 https://niezlomni.com/?p=51013

Wyjątkowy cykl filmów dokumentalnych opowiadających o niewyjaśnionych zabójstwach czasów PRL i okresu przełomu, dokonanych przez funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki.

PIERWSZY ODCINEK - EMIL BARCHAŃSKI:

https://youtu.be/IjVzD794428

DRUGI ODCINEK - KS. STEFAN NIEDZIELAK:

https://youtu.be/28OchYWEGjE

TRZECI ODCINEK - ANIELA PIESIEWICZ, MAŁGORZATA GRABIŃSKA:

https://youtu.be/VSUUZ1YjDs0

 

Artykuł Wyjątkowy cykl dokumentalny! Niewyjaśnione zabójstwa z czasów PRL i okresu transformacji dokonane przez komunistyczną bezpiekę. [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/wyjatkowy-cykl-dokumentalny-niewyjasnione-zabojstwa-z-czasow-prl-i-okresu-transformacji-dokonane-przez-komunistyczna-bezpieke-wideo/feed/ 0
Akcja „Wisła”. Kres krwawych walk z OUN-UPA czy komunistyczna zbrodnia? [WIDEO] https://niezlomni.com/akcja-wisla-kres-krwawych-walk-z-oun-upa-czy-komunistyczna-zbronia-wideo/ https://niezlomni.com/akcja-wisla-kres-krwawych-walk-z-oun-upa-czy-komunistyczna-zbronia-wideo/#respond Mon, 22 Jul 2019 10:31:45 +0000 https://niezlomni.com/?p=50781

− Na tle praktyki międzynarodowej stosowanej po I i II wojnie światowej sprawa przesiedlenia ludności ukraińskiej w ramach Operacji „Wisła” nie jest więc odosobniona – mówi Władysław Filar.

− Wymuszone różnymi okolicznościami masowe przesiedlenia ludności miały miejsce także w innych krajach Europy. Była to po prostu zaakceptowana i przyjęta praktyka, która nie budziła niczyich zastrzeżeń. Takie podejście wynikało przede wszystkim z surowej oceny tragicznych wydarzeń, a także doświadczeń wojennych z okresu II wojny światowej i po jej zakończeniu. Nawiązywało do istniejącej wówczas sytuacji politycznej, społecznej i gospodarczej. Dlatego też nie można, w odniesieniu do podjętej przez władze polskie decyzji o przesiedleniu, stosować normy i oceny dnia dzisiejszego. Profesor Krzysztof Skubiszewski w artykule Akcja „Wisła” i prawo międzynarodowe opublikowanym w „Tygodniku Powszechnym” odrzucił tezę, że przesiedlając Ukraińców, strona polska złamała dwie konwencje międzynarodowe o ochronie ludności cywilnej podczas konfliktów wojskowych, a mianowicie konwencję haską z 1907 r. i genewską z 1947 r. Konwencja haska bierze w obronę ludność cywilną w konfliktach między państwami lub między państwami i organizacjami powstańczymi, a UPA nie była w tym czasie przez nikogo uznawana za stronę wojującą ani za organizację powstańczą. Konwencję genewską Polska podpisała po 1949 r. i ratyfikowała w 1955 r., a więc już po Akcji „Wisła”. Zdanie profesora w tej kwestii jest ważne nie tylko dlatego, że był on wówczas ministrem spraw zagranicznych, ale też
uznanym autorytetem w zakresie prawa międzynarodowego, sędzią Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze, przewodniczącym Trybunału Rozjemczego Iran−USA, a także wykładał na uczelniach we Francji, Wielkiej Brytanii i Szwajcarii. Napisał również wiele publikacji, w których zajmował się m.in. problematyką wysiedleń ludności. Jest autorem pracy Wysiedlenia Niemców po II wojnie światowej. Oczywiście oceniając całą sprawę, trzeba się zgodzić, że przesiedlenie ludności ukraińskiej było dla niej rozwiązaniem bolesnym, ale wymuszonym przez zbrodniczą działalność OUN-UPA, koniecznym dla zlikwidowania na południowo - wschodnich terenach Polski stanu niepokoju i wrzenia oraz przywrócenia normalizacji życia kraju po zniszczeniach wojennych. Rzecz jasna, można się zastanawiać, czy można było zgnieść ukraińskie podziemie bez wysiedlenia resztek ludności ukraińskiej. Moim zdaniem żadne inne rozwiązanie nie istniało. Dopóki ludność ta mieszkałaby w południowo– wschodniej Polsce, OUN-UPA działałaby, prowadząc w dalszym ciągu terrorystyczną działalność wymierzoną w struktury państwa polskiego i jego obywateli.

Jednoznacznie można to wnioskować z lektur wspomnień dowódców upowskich sotni, których ostatnio ukazało się bardzo dużo. Weźmy chociażby pod uwagę wspomnienia Stepana Stebelskiego „Chrina”, które są tym cenniejsze, że pisał on je w bunkrze na Ukrainie, a nie gdzieś na Zachodzie, gdzie miały służyć głównie propagandzie działalności ukraińskich nacjonalistów. Stebelski pisze w nich, że dzięki działalności OUN-UPA w południowo-wschodniej Polsce:
[…] świat dowiedział się, że naród ukraiński broni swoich zachodnich ziem, dążąc do niepodległego państwa, stawia czoło wszystkim okupantom jednocześnie. Przez dłuższy czas na terenach Zakerzonia autorytet polsko-bolszewickiej władzy był nadszarpnięty. I dopiero po porozumieniu trzech państw: ZSRR, czerwonej Polski i Czech − przy bezwarunkowym wysiedleniu ukraińskiej ludności Zakerzonia − nasze dalsze działania na jego terenach stały się politycznie niepotrzebne. W momencie wysiedlenia resztek ludności ukraińskiej nasze zadanie było zakończone". 

Takich wypowiedzi można cytować znacznie więcej. Wszyscy upowcy, którzy spisali swoje wspomnienia, zgodnie podkreślają, że wysiedlenie ludności ukraińskiej położyło kres działalności ich formacji na Zakerzoniu. Żadne inne rozwiązanie nie wchodziło w grę. Twierdzenia niektórych historyków, sugerujące, że można było rozbić ukraińskie podziemie bez wysiedlania ukraińskiej ludności, wynikają z politycznej poprawności, a nie z realnej oceny faktów. Odrzucić trzeba jako absurdalną tezę, że z ukraińskim podziemiem powinny rozprawić się władze bezpieczeństwa. Jak wcześniej mówiłem, UB wobec OUN-UPA był całkowicie bezradny. Nie potrafił rozpracowywać tego środowiska. Dysponował tylko ogólnym rozeznaniem na temat oddziałów UPA. Nie potrafił zdobyć żadnych konkretnych informacji dotyczących struktur, oddziałów czy osób. Nie przekazywał wojsku użytecznych informacji. Działał po omacku, uderzając w próżnię. Dopiero w trakcie samej Operacji „Wisła” zwiększył ilość informatorów w środowisku ukraińskim, werbując ich głównie spośród jeńców wziętych do niewoli i dezerterów. Wtedy jednak już los OUN-UPA stał się przesądzony. Informacje pozyskiwane od jeńców i dezerterów były przydatne w zasadzie
już w końcówce Operacji „Wisła” i po jej zakończeniu, do lokalizacji i niszczenia niewykrytych jeszcze bunkrów i schronów UPA. Najbardziej cennym współpracownikiem pozyskanym w OUN-UPA był, jak mówiłem, Jarosław Hamiwka − „Wyszyński”, „Meteor” i „UNRRA”. W sumie dobrowolnie do władz zgłosiło się tylko 35 członków cywilnej siatki OUN i UPA.

Był to więc bardzo nikły procent spośród tak dużej struktury. Nie można też zapominać, że ci „dobrowolcy” zaczęli się zgłaszać, kiedy zrozumieli, że z chwilą wysiedlenia ludności ukraińskiej gra stanie się skończona. Wcześniej UB nie był w stanie zdobyć informatora na żadnej ukraińskiej wsi czy wewnątrz UPA. OUN miał wyspecjalizowaną strukturę w postaci Bojówek Służby Bezpieczeństwa, które wykonywały zadania wywiadowcze i kontrwywiadowcze. Jednocześnie zajmowały się prowadzeniem śledztw, wykonywaniem wyroków i sprawowaniem funkcji policyjnych na danym terenie. Sprawowały też władzę sądowniczą wobec ludności zamieszkałej na podległym jej terytorium. BSB dzieliła się na rejony i nadrejony. W każdym Łuszczu, obejmującym kilka wsi, działali tajni informatorzy. Z kolei w każdej wsi był co najmniej jeden tajny współpracownik, a najczęściej dwóch lub trzech. Raz w miesiącu składali oni raporty rejonowemu referentowi SB. Ten analizował je, prowadził śledztwa, przesłuchania oraz wydawał wyroki. Jego organem wykonawczym była bojówka. Zatrzymywała ona podejrzanego i uprowadzała do lasu, jeżeli spodziewała się, że torturami wydobędzie z niego jakieś informacje. Po „przesłuchaniu” obwiniony bardzo rzadko był zwalniany i najczęściej od razu wykonywano na nim wyrok śmierci przez powieszenie albo mordowano go strzałem w tył głowy. Wyroki, choć nie zawsze, realizowano publicznie, by zastraszyć ludność. Bojówki Służby Bezpieczeństwa z równym okrucieństwem mordowały Polaków, jak i Ukraińców, zarówno mężczyzn, jak i kobiety, a nawet dzieci. Od lektury „sprawozdań z pracy” tej zbrodniczej formacji włosy się jeżą na głowie. W sprawozdaniu z pracy za okres od 10 października do 10 listopada 1945 r. Referaty SB Nadrejonu „Chołodnyj Jar” czytamy m.in.:

W okresie sprawozdawczym aresztowano i zatrzymano 83 osoby. Z tej liczby zlikwidowano 27 osób, protokolarnie przesłuchano 12 osób. Z liczby zatrzymanych zwolniono 56 osób, z czego 45 osób przed zwolnieniem ukarano kijami za prowadzenie agitacji przesiedleńczej, za zmianę metryk oraz niepodporządkowanie się władzom organizacyjnym. Prócz tego zlikwidowano również dwie podejrzane rodziny polskie z tego powodu, że gdy BSB weszła do ich domów, celem przesłuchania ich i aresztowania, wówczas na bojówkarzy posypały się strzały. Obydwie wspomniane rodziny w liczbie 15 osób zlikwidowano.

Do dokumentu tego dołączono listę zamordowanych. Wszystkich zgładzono, jak głosi napis na dokumencie na „Chwałę Ukrainie!”. Działalność BSB-OUN rażąco odbiegała od norm prawnych obowiązujących w cywilizowanym świecie. W Armii Krajowej była ona nie do pomyślenia. Także w poakowskim podziemiu niepodległościowym skazać kogoś na śmierć mógł tylko sąd, a wyrok musiał być zatwierdzony na wyższym szczeblu. Często skazany dostawał pisemne ostrzeżenie, że jeżeli się poprawi, to wyrok nie zostanie na nim wykonany. Nie do przyjęcia było, żeby o czyimś życiu czy śmierci decydował referent lub jego pomocnik, i to po poddaniu podejrzanego torturom! BSB-OUN terroryzowała nie tylko ludność cywilną, ale także oddziały UPA. W każdym z nich SB miała swojego rezydenta, który obserwował
postawy żołnierzy, ich lojalność, morale itp. Jeżeli któryś z upowców wydawał się podejrzany, to SB też brała go na tapetę. Po ewentualnym skazaniu delikwent był rozstrzeliwany przez bojówkę przed frontem sotni. Zdarzało się też, że wyrok wykonywano przez powieszenie na szubienicy. Gdy 2 lutego patrol strażnicy z XXXVI Batalionu WOP odkryli w rejonie wsi Braniów 7 zamaskowanych bunkrów, zobaczyli w ich pobliżu szubienicę. W jednym z bunkrów odkryli też areszt na kilka osób. Bunkry te należały do sotni „Burłaki” i „Łastowki”. W miarę zaostrzającej się sytuacji SB-OUN doskonaliła swoje metody. „Dalnycz”, krajowy referent Służby Bezpieczeństwa Zakerzonia, wydał 16 marca 1947 r. instrukcję dla referentów SB nadrejonów, którą zaopatrzył w klauzulę: „Nie podawać na piśmie do rejonów”. Dwa punkty z tej instrukcji głosiły:

Pkt. 8. W każdym nadrejonie zbudować 1–2 kryjówki wyłącznie do prowadzenia śledztwa. Śledztwo prowadzone na wolnym powietrzu nie daje pełnego rezultatu.

Pkt. 9. Ważnym jest, by przy aresztowaniu i przesłuchiwaniu agenta występować w polskim mundurze. W takich przypadkach trzeba dobrze władać językiem polskim, aby siebie nie zdekonspirować przed otoczeniem i badanym, jeśli chcemy osiągnąć odpowiedni wynik.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Polacy mają prawo wiedzieć, kto stał za ludobójstwem na Wołyniu! Marek Koprowski pokazuje twarze katów [WIDEO]

Podkreślić też trzeba, że OUN-UPA nie wymuszała lojalności na ludności ukraińskiej wyłącznie terrorem. Prowadziła wśród niej intensywną pracę propagandową. Agitatorzy regularnie organizowali na wsiach zebrania, na których mamili cywilną ludność, że III wojna światowa wybuchnie lada dzień, Amerykanie pobiją Sowietów i ich polskich sługusów oraz wyzwolą Ukrainę, musi więc ona jeszcze trochę wytrwać! Nie można też zapominać, że UPA była bardzo związana z miejscową ludnością.

Fragment książki Marka A. Koprowskiego, "AKCJA „WISŁA”. Kres krwawych walk z OUN-UPA", Wyd. Replika, Poznań 2019. Książkę można nabyć TUTAJ

 

Wszystkim pasjonatom historii polskich kresów, Marka A. Koprowskiego nie trzeba przedstawiać. Za serię książek pod wspólnym tytułem „Wołyń” otrzymał Nagrodę im. Oskara Haleckiego w kategorii „Najlepsza książka popularnonaukowa poświęcona historii Polski w XX wieku”. Jest też laureatem nagrody „Polcul – Jerzy Boniecki Foundation” za działalność na rzecz utrzymania kultury polskiej na Wschodzie. „Akcja Wisła”, „Kaci Wołynia” oraz „Wołyń. Krwawa Epopeja Polaków” to trzy ostanie książki Koprowskiego poświęcone tematyce kresowej.

II RP przez całe swoje istnienie nie potrafiła sobie poradzić z problemem ukraińskiego terroryzmu, którego kulminacją było zamordowanie w czerwcu 1934 roku ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego. W czasie II wojny światowej ukraińscy nacjonaliści sprzymierzyli się z III Rzeszą i brali czynny udział w mordowaniu polskiej ludności, kontynuując swoją zbrodniczą działalność zaraz po wojnie. Książka Marka A. Koprowskiego to ostatni akt krwawych zmagań polsko-ukraińskich.

W 1943 r. ukraińscy nacjonaliści rozpoczęli czystki etniczne na Wołyniu. Niniejsza książka dowodzi, że Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, podobnie jak ukraińscy komuniści, dążyła do opanowania części ziem, stanowiąc realne zagrożenie dla integralności Polski. W efekcie tuż po wojnie, na przełomie lat 1946-47, sytuacja w południowo-wschodniej Polsce daleka była od stabilizacji. Wsie ukraińskie w dalszym ciągu stanowiły zaplecze UPA. Najgorzej było w Bieszczadach i na Pogórzu Przemyskim. Działaniom OUN-UPA sprzyjał ponadto górzysty, silnie zalesiony teren, słabo rozwinięte sieci dróg, a w zasadzie ich brak, a także mała liczba ośrodków miejskich i garnizonów wojskowych.

UPA zbudowała tam sieć bunkrów, kryjówek, w których rozlokowano składy materiałowe oraz szpitale. Doraźne działania grupy operacyjnej wojsk WP i KBW nie przyniosły oczekiwanych skutków. By skończyć z OUN-UPA, postanowiono połączyć zmasowaną operację przeciwko oddziałom UPA z przesiedleniem ludności ukraińskiej na Ziemie Zachodnie i Północne. W tym celu powołano Grupę Operacyjną „Wisła”. Wokół jej działań, jak i samej akcji, narosło mnóstwo pytań i kontrowersji. Wciąż toczy się wiele polemik. Historycy ukraińscy dążą do wyizolowania operacji „Wisła” z całego procesu dziejowego lat czterdziestych i stosunków polsko-ukraińskich. Nazywają ją „zbrodnią komunistyczną”, „czystką etniczną”, a nawet ludobójstwem. Koncepcja akcji „Wisła” zbudowana została na bazie prawa przedwojennego, które zezwalało na wysiedlenie ze strefy przygranicznej każdego obywatela, którego władze uznały za „niepożądanego ze względu na bezpieczeństwo granic państwa”. Nie miała zatem nic wspólnego z komunizmem. Nie jest więc prawdą, że Polska złamała prawo międzynarodowe.

Akcja Wisła przeprowadzona w 1947 roku była szybką i humanitarną operacją antyterrorystyczną, która zakończyła banderowskie ludobójstwo, tym samym była operacją konieczną dla zapewnienia bezpieczeństwa ludności polskiej.

Artykuł Akcja „Wisła”. Kres krwawych walk z OUN-UPA czy komunistyczna zbrodnia? [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/akcja-wisla-kres-krwawych-walk-z-oun-upa-czy-komunistyczna-zbronia-wideo/feed/ 0
Czerwony rodowód Kajetana P., który w bestialski sposób zamordował kobietę. Wiele mówiące fakty https://niezlomni.com/czerwony-rodowod-kajetana-p-ktory-w-bestialski-sposob-zamordowal-kobiete-wiele-mowiace-fakty/ https://niezlomni.com/czerwony-rodowod-kajetana-p-ktory-w-bestialski-sposob-zamordowal-kobiete-wiele-mowiace-fakty/#comments Tue, 11 Sep 2018 07:39:18 +0000 https://niezlomni.com/?p=49833

Media nazwały go polskim Hannibalem Lecterem. Kajetan P. w bestialski sposób dwa lata temu zamordował lektorkę języka włoskiego. Obecnie oczekuje na wyrok sądowy, tymczasem media informują, że jego dziadek był dziennikarzem reżimowych mediów w PRL. ,,Gazeta Polska Codziennie" podkreśla, że był on również niezwykle pracowitym i aktywnym agentem komunistycznej bezpieki.

P. dokonał swojej zbrodni na warszawskiej Woli. Pracujący jako bibliotekarz mężczyzna udawał, że chciałby wziąć lekcję włoskiego, tymczasem zamordował kobietę, odcinając jej głowę. Jej ciało wiózł w taksówce. Został schwytany na Malcie. Jak sam wyznał śledczym, swoją ofiarę wybrał przypadkowo, zabijał, pragnąc udowodnić, że ludzkie życie jest niewiele warte. Jeszcze w więzieniu atakował więzienną psycholog, podczas transportu próbował... gryźć policjantów.

Tymczasem o ciekawych faktach informują media.

dziadek zabójcy był w okresie PRL dziennikarzem. Stanisław Włodarski był jednym z najbardziej znanych dziennikarzy warszawskiego ośrodka TV

- podaje ,,GPC", dodając, że był m. in. redaktorem niesławnej, propagandowej audycji „Na warszawskiej fali”. Był też aktywnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa o kryptonimie „W” i „Redaktor”.

Jako współpracownik SB analizował sylwetki postaci znanych polskich rodów (rodziny Pruszyńskich, Karskich, Potockich, Zamoyskich, Radziwiłłów, Niemojewskich, Krzymuskich i innych), prezentując ich słabe punkty i problemy życiowe. Proponował, że może spróbować przeniknąć do tego środowiska, które uznawał za wysoce hermetyczne i trudne do infiltrowania.

Swojemu prowadzącemu z SB powiedział wówczas, że jest zaszczycony możliwością pracy dla tajnych służb PRL. Jego współpraca z bezpieką trwała do 1973 r., gdyż został członkiem PZPR, poza tym istniało niebezpieczeństwo zdekonspirowania go

- czytamy na łamach ,,Gazety Polskiej Codziennie".

źródło: Gazeta Polska Codziennie / Do Rzeczy / Telewizja Republika

Artykuł Czerwony rodowód Kajetana P., który w bestialski sposób zamordował kobietę. Wiele mówiące fakty pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/czerwony-rodowod-kajetana-p-ktory-w-bestialski-sposob-zamordowal-kobiete-wiele-mowiace-fakty/feed/ 1
To nie koniec sensacyjnych ustaleń. W warszawskim ratuszu pracują ludzie związani z SB i ZOMO. Tacy ,,fachowcy” rozwiązywali marsz 1 sierpnia (wideo) https://niezlomni.com/to-nie-koniec-sensacyjnych-ustalen-w-warszawskim-ratuszu-pracuja-ludzie-zwiazani-z-sb-i-zomo-tacy-fachowcy-rozwiazywali-marsz-1-sierpnia-wideo/ https://niezlomni.com/to-nie-koniec-sensacyjnych-ustalen-w-warszawskim-ratuszu-pracuja-ludzie-zwiazani-z-sb-i-zomo-tacy-fachowcy-rozwiazywali-marsz-1-sierpnia-wideo/#respond Thu, 23 Aug 2018 05:52:27 +0000 https://niezlomni.com/?p=49602

Ewa Gawor nie jest jedyną osobą w przeszłości związaną z ustrojem komunistycznym, która jest zatrudniona w urzędzie podległym Hannie Gronkiewicz-Waltz. Sławomir Cenckiewicz pisze na portalu Do Rzeczy w artykule ,,Stołeczne Biuro Służby Bezpieczeństwa czy Zarządzania Kryzysowego?", że ,,w warszawskim ratuszu zatrudnione są osoby, które w przeszłości pracowały w SB".

Jak czytamy w artykule, decyzję o rozwiązaniu Marszu Powstania Warszawskiego podjął, oprócz Ewy Gawor, Jarosław Michoń, starszy specjalista w BBiZK.

Jarosław Michoń (ur. 23 kwietnia 1963 r.) „legendowany” jest w urzędzie wyłącznie jako były policjant. Nie jest to jednak pełna prawda o przeszłości Michonia. Wprawdzie po 1990 r. został on policjantem, ale swoją karierę zaczynał w ZOMO w stanie wojennym (w ramach zasadniczej służby wojskowej). Z jego akt przechowywanych w IPN wynika, że podanie o przyjęcie do MO złożył 8 lipca 1982 r., przyjęty do służby w ZOMO Komendy Stołecznej MO został w dniu 5 października 1982 r., zaś ślubowanie funkcjonariusza MO złożył 24 października 1982 r.

- pisze prof. Cenckiewicz.

Zgodnie z artykułem Michoń w 1984 r. zwrócił się o możliwość pracy w SB:

"Decyzję o przyjęciu go do bezpieki – i to w antykościelnym Wydziale IV Stołecznego Urzędu Spraw Wewnętrznych – podjął sam szef warszawskiej SB płk Tadeusz Szczygieł (w latach 1985-1989 szef Departamentu IV MSW). Michoń pracował – jak sam napisał – +po zagadnieniu gospodarki żywnościowej+, czyli mówiąc żargonem bezpieki w "świńskim wywiadzie" (pion IV SB zajmował się związkami wyznaniowymi i rolnictwem)"

Cenckiewicz wspomina o kolejnej osobie, mającej za sobą przeszłość w SB, a zatrudnionej w warszawskim Ratuszu. To Andrzej Szymaniak (ur. 26 stycznia 1962 r.) – naczelnik Wydziału Operatorów Numerów Alarmowych w Biurze Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy.

Szymaniak zanim trafił do SB również służył w stołecznej ZOMO w ramach zasadniczej służby wojskowej (przyjęty 12 stycznia 1983 r., ślubowanie funkcjonariusza MO złożył w dniu 20 marca 1983 r.). Już w grudniu 1983 r. Szymaniak zwrócił się do przełożonych z prośbą o możliwość studiowania w Wyższej Szkole Oficerskiej im. F. Dzierżyńskiego w Legionowie (w podaniu nazwał ją "Wyższą Szkołą Oficerską Służby Bezpieczeństwa w Legionowie")

- czytamy na portalu ,,Do Rzeczy".

źródło: Do Rzeczy

Artykuł To nie koniec sensacyjnych ustaleń. W warszawskim ratuszu pracują ludzie związani z SB i ZOMO. Tacy ,,fachowcy” rozwiązywali marsz 1 sierpnia (wideo) pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/to-nie-koniec-sensacyjnych-ustalen-w-warszawskim-ratuszu-pracuja-ludzie-zwiazani-z-sb-i-zomo-tacy-fachowcy-rozwiazywali-marsz-1-sierpnia-wideo/feed/ 0
,,Kolega ma kartotekę gejów”. Esbecy odpowiadają na obniżenie emerytur. ,,Kompromitujące materiały i ujawnienie niewygodnych faktów” https://niezlomni.com/kolega-kartoteke-gejow-esbecy-odpowiadaja-obnizenie-emerytur-kompromitujace-materialy-ujawnienie-niewygodnych-faktow/ https://niezlomni.com/kolega-kartoteke-gejow-esbecy-odpowiadaja-obnizenie-emerytur-kompromitujace-materialy-ujawnienie-niewygodnych-faktow/#respond Thu, 24 Aug 2017 06:06:43 +0000 http://niezlomni.com/?p=42676

- Już wkrótce społeczeństwo dowie się wiele nowego o władzy. Trwa wielka mobilizacja wśród kolegów. Nie będziemy już tylko manifestować i publikować listy otwarte. Po prostu skompromitujemy tę bandę mściwych oszołomów - taką deklarację złożył na łamach Wirtualnej Polski pan Jerzy, były pracownik służby bezpieczeństwa i policji.

Byli funkcjonariusze są oburzeni ustawą deubekizacyjną. Prasa informuje o 12 zgonach, będących pokłosiem zmian w wysokości świadczeń emerytalnych. Sami poszkodowani nie wierzą, że społeczeństwo stanie po ich stronie. Stąd zdecydowane stanowisko.

Odchodząc ze służby, wielu zabrało sobie jakieś teczki, materiały jako polisę ubezpieczeniową i do użycia w ostateczności. Jeśli nas zmuszą, to po prostu skompromitujemy tę bandę mściwych oszołomów, jaka jest u władzy

- mówi cytowany esbek.

Tak opisuje swój dramat. Dotychczas dostawał 3,5 tysiąca netto i żyło mu się ,,całkiem dobrze". Teraz ma stracić 2 tys. i ,,będzie biedował". W podobnej sytuacji jest wielu byłych funkcjonariuszy komunistycznych służb, którzy zapowiadają zemstę.

Dzwonią do swoich dawnych "tewulców" (TW- tajny współpracownik), odtwarzają kontakty i planują zemstę przez publikację kompromitujących materiałów czy ujawnienie niewygodnych faktów

- mówi Wirtualnej Polsce.

Na celowniku są politycy urodzeni w latach 50. Portal wymienia Stanisława Piotrowicza, posła PiS. Portal przypomina list Wiesława Poczmańskiego emerytowanego pułkownika SB z Olsztyna, który wytknął Annie Sobeckiej, posłance PiS-u, że jej mąż był wyższym oficerem Ludowego Wojska Polskiego i mógł brać udział w operacji związanej z zabezpieczeniem ogłoszonego 13 grudnia 1981 r. stanu wojennego.

Ale esbek zapowiada, że takich karier jest więcej i zostaną one ujawnione. Dodaje też, że na tapetę zostaną wzięte sprawy obyczajowe. Wśród jego kolegów ma krążyć wyniesiona z jednej z Komend Wojewódzkich kartoteka gejów. Zapewnia, że wiele osób, które na niej są, to osoby ze świecznika.

Artykuł ,,Kolega ma kartotekę gejów”. Esbecy odpowiadają na obniżenie emerytur. ,,Kompromitujące materiały i ujawnienie niewygodnych faktów” pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/kolega-kartoteke-gejow-esbecy-odpowiadaja-obnizenie-emerytur-kompromitujace-materialy-ujawnienie-niewygodnych-faktow/feed/ 0
Mroczny PRL: Dlaczego zginał syn Bolesława Piaseckiego? Czy księdza Niedzielaka zamordowało tajne komando SB? [WIDEO] https://niezlomni.com/mroczny-prl-dlaczego-zginal-syn-boleslawa-piaseckiego-czy-ksiedza-niedzielaka-zamordowalo-tajne-komando-sb/ https://niezlomni.com/mroczny-prl-dlaczego-zginal-syn-boleslawa-piaseckiego-czy-ksiedza-niedzielaka-zamordowalo-tajne-komando-sb/#respond Sun, 06 Aug 2017 20:29:58 +0000 http://niezlomni.com/?p=42065

Wiele głośnych zbrodni z czasów PRL nie zostało do dziś wyjaśnionych. Wokół niektórych powstał mit tajemnicy, pojawiały się niedomówienia, sprzeczności, teorie spiskowe.

Także i dziś rodzą się pytania – kto zabił? dlaczego? kto za tym stał? jakie były motywacje zbrodniarza? to zbrodnia rabunkowa? a może chodziło o politykę? albo o wiedzę z przeszłości?

Nie wiemy, dlaczego doszło do zabójstwa, które nosiło znamiona mordu rytualnego syna szefa PAXu, piętnastoletniego Bohdana Piaseckiego. Nie wyjaśniono, kto za tym stał.

Dlaczego grupa operacyjna SB, która zajmowała się sprawą zabójstwa syna Bolesława Piaseckiego, działała do końca lat osiemdziesiątych? Przecież sprawa uległa przedawnieniu w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych. Czy jej celem było wyjaśnienie zbrodni, czy pilnowanie, aby kulisy sprawy nie wyszły na jaw? Dlaczego akta sprawy znajdowały się w zbiorze zastrzeżonym IPN? To tylko niektóre z pytań, jakie padają i dziś w związku z najgłośniejszym morderstwem politycznym w PRL.

Znaki zapytania pojawiają się do dziś przy sprawie śmierci Jana Gerharda, przed wojną działacza żydowskiej nacjonalistycznej organizacji Betar, po wojnie komunistycznego dziennikarza i redaktora naczelnego pisma „Forum”. To była zbrodnia rabunkowa, czy może dziennikarz miał niewygodną wiedzę o śmierci gen. Karola Świerczewskiego, której był świadkiem?

Autor pisze również o zakatowaniu przez funkcjonariuszy komunistycznego aparatu represji Stanisława Pyjasa i Grzegorza Przemyka. Zajmuje się także mordem na księdzu Stefanie Niedzielaku. Przy tej sprawie również pojawia się wiele pytań, na które nie znamy odpowiedzi. Czy sędziwy kapłan parafii na warszawskich Powązkach zginął przed rozpoczęciem obrad „okrągłego stołu”, za upamiętnianie polskich oficerów pomordowanych w Katyniu przez Sowietów? Czy zamordowało go tajne komando zabójców ze Służby Bezpieczeństwa? A może to byli ludzie KGB? Czy zginął od ciosu karate? Dlaczego z akt sprawy zabójstwa ks. Stefana Niedzielaka zniknęły najważniejsze dowody?

Przemysław Słowiński stara się w swojej książce odpowiedzieć dlaczego doszło do zbrodni. Przywołuje okoliczności, opisuje fakty, cytuje dokumenty i relacje z epoki. Nie jest to książka sensacyjna, ale napisana z dużą znajomością tematu przystępnym językiem praca o najgłośniejszych, często niewyjaśnionych zbrodniach, jakie miały miejsce w PRL.

Przemysław Słowiński, Mroczny PRL: Niewyjaśnione zabójstwa, Wyd. Fronda, Warszawa 2017.

Artykuł Mroczny PRL: Dlaczego zginał syn Bolesława Piaseckiego? Czy księdza Niedzielaka zamordowało tajne komando SB? [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/mroczny-prl-dlaczego-zginal-syn-boleslawa-piaseckiego-czy-ksiedza-niedzielaka-zamordowalo-tajne-komando-sb/feed/ 0
,,Albo wóz, albo przewóz”. Były minister MSW radzi byłym funkcjonariuszom, jak uderzyć we władzę. ,,Dotkliwie” [WIDEO] https://niezlomni.com/woz-przewoz-byly-minister-msw-radzi-bylym-funkcjonariuszom-uderzyc-we-wladze-dotkliwie-wideo/ https://niezlomni.com/woz-przewoz-byly-minister-msw-radzi-bylym-funkcjonariuszom-uderzyc-we-wladze-dotkliwie-wideo/#comments Sat, 03 Jun 2017 20:32:29 +0000 http://niezlomni.com/?p=39487

Szef Urzędu Ochrony Państwa z lat 1990-1992, a następnie minister spraw wewnętrznych (1992-1995) Andrzej Milczanowski na spotkaniu z byłymi funkcjonariuszami służb mundurowych mobilizował ich do oporu przeciwko zmniejszeniu emerytur - informuje portal wPolityce i Wiadomości TVP.

Jego zdaniem, trzeba „działać na czterech płaszczyznach”: trzeba „nie bać się ryzyka”, trzeba „być razem”, „musicie być konsekwentni” i „czynni”:

Różne mogą być pomocnicze działania manifestacji, oprócz demonstracji ulicznych, takie jak np. głodówka, ale nie tylko. Okupacja? Też. (…) Jesteście ludźmi jakby szczególnie predysponowanymi z racji wykonywanych funkcji uprzednio, ja w jakiś sposób też, aby znaleźć ten wybryk, żeby te władze nacisnąć. Dotkliwie

— radził były szef MSW w rządach Hanny Suchockiej i Waldemara Pawlaka.

Wy państwo nie macie dwóch-trzech lat! Państwo macie siedem miesięcy czasu! I do tego czasu, wóz albo przewóz!

- mówił.

https://youtu.be/BN6y7Aev5gs?t=7m35s

Artykuł ,,Albo wóz, albo przewóz”. Były minister MSW radzi byłym funkcjonariuszom, jak uderzyć we władzę. ,,Dotkliwie” [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/woz-przewoz-byly-minister-msw-radzi-bylym-funkcjonariuszom-uderzyc-we-wladze-dotkliwie-wideo/feed/ 2
Esbecy na Marszu Wolności: ,,Obecnie mniej wolności niż za PRL”. W rytm Katiuszy… [WIDEO] https://niezlomni.com/esbecy-marszu-wolnosci-obecnie-wolnosci-niz-prl-rytm-katiuszy-wideo/ https://niezlomni.com/esbecy-marszu-wolnosci-obecnie-wolnosci-niz-prl-rytm-katiuszy-wideo/#respond Sun, 07 May 2017 15:54:24 +0000 http://niezlomni.com/?p=38093

Swoją reprezentację na Marszu Wolności mieli także przedstawiciele Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP, w tym byli funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa PRL. Trzech spośród nich stwierdziło, że „za czasów PRL było więcej wolności niż obecnie”.

Wśród demonstrantów był również Andrzej Milczanowski, były minister spraw wewnętrznych oraz były szef Urzędu Ochrony Państwa.

FSSM sprzeciwia się obniżeniu emerytur byłym funkcjonariuszom SB.

Artykuł Esbecy na Marszu Wolności: ,,Obecnie mniej wolności niż za PRL”. W rytm Katiuszy… [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/esbecy-marszu-wolnosci-obecnie-wolnosci-niz-prl-rytm-katiuszy-wideo/feed/ 0