Nauka – Niezłomni.com https://niezlomni.com Portal informacyjno-historyczny Sun, 03 Dec 2023 21:00:15 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=4.9.8 https://niezlomni.com/wp-content/uploads/2017/08/cropped-icon-260x260.png Nauka – Niezłomni.com https://niezlomni.com 32 32 Ludwik Hirszfeld – odkrywca grup krwi i przyczyny konfliktu serologicznego, tym samym ratując życie wielu noworodkom. Zostawił po sobie wstrząsające wspomnienia z getta https://niezlomni.com/ludwik-hirszfeld-odkrywca-grup-krwi-i-przyczyny-konfliktu-serologicznego-tym-samym-ratujac-zycie-wielu-noworodkom-zostawil-po-sobie-wstrzasajace-wspomnienia-z-getta/ https://niezlomni.com/ludwik-hirszfeld-odkrywca-grup-krwi-i-przyczyny-konfliktu-serologicznego-tym-samym-ratujac-zycie-wielu-noworodkom-zostawil-po-sobie-wstrzasajace-wspomnienia-z-getta/#comments Thu, 22 Feb 2018 15:30:24 +0000 http://niezlomni.com/?p=29846

Ludwik Hirszfeld urodził się 5 sierpnia 1884 r. w Warszawie, a zmarł 7 marca 1954 r. we Wrocławiu. Studiował medycynę w Wuerzburgu i Berlinie, gdzie uzyskał doktorat, a w wieku 30 lat obronił pracę habilitacyjną. Pracował też naukowo m.in. w Heidelbergu i Zurychu.

Po 1918 r. powrócił do Polski i w latach 1924-39 kierował Państwowym Instytutem Higieny w Warszawie. Ponownie się habilitował na Uniwersytecie Warszawskim.

W czasie II wojny światowej trafił do warszawskiego getta, z którego uciekł w 1942 r. Po wojnie pracował we Wrocławiu.

Do jego najważniejszych osiągnięć naukowych należy praca nad grupami krwi. Prowadził ją wraz z Emilem von Dungernem w Zurychu w latach 1907-11.

Odkrył wówczas prawa dziedziczenia grupy krwi i wprowadził oznaczenie grup krwi jako 0, A, B i AB, przyjęte w 1928 r. na całym świecie. Efekty swych badań zastosował m.in. do celów określania ojcostwa.

Oznaczył również czynnik Rh oraz odkrył przyczynę konfliktu serologicznego, co uratowało życie wielu noworodkom. To właśnie za wyjaśnienie zagadki zjawiska konfliktu serologicznego między matką a płodem w 1950 r. Hirszfeld był nominowany do Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny.

Warto również zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt życia Ludwika Hirszfelda. W książce "Historia jednego życia", która stanowi relację z czasów okupacji, tak pisał o stosunkach polsko-żydowskich.

Relacjonując swój pobyt w więzieniu na Gęsiej, gdzie osadzeni byli Żydzi, ukarani za przejście na tzw. stronę aryjską, pisze:

"Słyszę ze wszystkich stron okrzyki starszych i dzieci, jakieś namiętne okrzyki tęsknoty i wdzięczności: O, Polacy są dobrzy, dawali mi chleb, zupę, a nawet skarpetki. A ja nawet mogłem przenocować. (...) Ci biedacy nie mogli wiedzieć, że mi rośnie serce na myśl, że mój naród, któremu opinia świata zarzuca antysemityzm, jest dobry. Mimo kary śmierci za pomoc i mimo odziedziczonej antypatii dla Żydów".

O ks. prałacie Marcelim Godlewskim, który w wielu środowiskach uchodzi do dziś za antysemitę pisze:

gdy los zetknął go z tym dnem nędzy, odrzucił precz swoje nastawienie i cały żar swego kapłańskiego serca poświęcił Żydom

Oto inny fragment wspomnień:

Spotkałem tam Żyda z Mannheimu, gdzie miał sklep tytoniowy. Ma tam jeszcze przyjaciół Niemców, socjaldemokratów, ale nie mogą mu pomagać, gdyż grozi to obozem, Pytam go: „jeśli się wojna skończy i pozwolą panu wrócić do Mannheimu, czy pan wróci, czy wyemigruje?". „Na kolanach tam wrócę". Dziwni są Żydzi niemieccy. Biją ich, gardzą nimi, a oni wciąż chcą widzieć w Niemcach naród poetów i filozofów

W r. 1942 przybyli do getta Żydzi z Niemiec. Pozwolono im zabrać rzeczy, pieniądze, kosztowności. Odebrano im wszystko prawie dopiero na granicy polsko-niemieckiej lub w Warszawie. Chodziło o to, ażeby Niemcy w kraju sądzili, że się Żydów humanitarnie wysiedla, a nie okrada. Jedna z tych Żydówek mówi o Hitlerze „unser Führer" i zapewnia z dumą, że Niemcy są niezwyciężeni. Rację miał mój przyjaciel, gdy mówił, że Niemcy to beznadziejna i nieodwzajemniona miłość Żydów

Zwiedziłem również dom uchodźców z Gdańska. Była to elita, mówili kilkoma językami, rekrutowali się ze sfer zamożniejszych i inteligenckich. Tam można było sprawdzić wartość twierdzenia Hitlera, że Niemców cechuje prawdomówność, a Żydów kłamliwość. Tam bowiem widziałem, jak z okrucieństwem połączyła się u niemieckiego narodu nikczemność. Zakomunikowano Żydom w Gdańsku, że pojadą do Palestyny, że führer łaskawie pozwala im wy wędrować do ojczyzny, że mogą wziąć z sobą wszystkie kosztowności i pieniądze. Zawierzyli, ostrożniejsi zaszyli. W Tczewie odebrano im wszystko. Rewizja była tak ścisła, że krajano ubrania i obrywano guziki. Natomiast walutę gdańską kazano zamienić na polską. Bardzo łaskawie, prawda? Ale gdy przybyli do Warszawy, okazało się, że dano im polskie pieniądze niestemplowane, niebędące w obiegu. Wyjechali jako ludzie zamożni, przybyli do Warszawy jako nędzarze.

W tych moich wędrówkach po dnie nędzy chodziłem i do więzienia przy ul. Gęsiej. Jako przewodniczący Rady Zdrowia miałem prawo wnikania wszędzie. Zresztą w więzieniu był i dur plamisty, i czerwonka... po kilku minutach muszę się wycofać, mam wrażenie, że zemdleję. Mówi mi dr Beiles, świetny lekarz, ordynator szpitala, że odwiedził chorego przyjaciela po stronie „aryjskiej", przy czym został schwytany i osadzony w tym więzieniu. Dobrowolnie pomaga lekarzowi więziennemu. Powiada mi, że codziennie umiera po kilka osób przy objawach zatrucia dwutlenkiem węgla. Skazańcy duszą się tam formalnie. Pytam, za jakie przestępstwa siedzą. Wszyscy za to samo: inteligencja, gdyż pozostała poza murami, proletariat — gdyż przekraczał mury w poszukiwaniu pracy lub Chleba. „No, i jak wam tam było po tamtej stronie?" — pytam. I słyszę ze wszystkich stron okrzyki i starszych i dzieci, jakieś namiętne okrzyki tęsknoty i wdzięczności: „O, Polacy są dobrzy, dawali mi chleb, zupę, a nawet skarpetki. A ja nawet mogłem przenocować". Byłem tam z opaską na ramieniu. Ci biedacy nie mogli wiedzieć, że mi serce rośnie na myśl, że mój naród, któremu opinia świata zarzuca antysemityzm, jest dobry. Mimo kary śmierci za pomoc i mimo odziedziczonej antypatii dla Żydów. I myślę, że jeśli Jehowa prowadzi rejestr wszystkich krzywd żydowskich, to skreśli i Przytyk, i bójki uniwersyteckie, i ławki, bo antypatia Polaków trwała tak długo, jak długo trwała wizja potężnego Żyda. A ustąpiła litości, gdy przyszedł nędzarz. Tak było w czasie męczeńskiej śmierci Żydów”

Źródło:www.naukawpolsce.pap.pl / własne /  ,,Historia jednego życia” Wydawnictwo Czytelnik Spółdzielnia Wydawnicza 1946 rok

https://niezlomni.com/niemcy-probowali-zrzucic-wine-za-nazizm-na-polskiego-uczonego-polska-strona-odpowiedziala/

Artykuł Ludwik Hirszfeld – odkrywca grup krwi i przyczyny konfliktu serologicznego, tym samym ratując życie wielu noworodkom. Zostawił po sobie wstrząsające wspomnienia z getta pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/ludwik-hirszfeld-odkrywca-grup-krwi-i-przyczyny-konfliktu-serologicznego-tym-samym-ratujac-zycie-wielu-noworodkom-zostawil-po-sobie-wstrzasajace-wspomnienia-z-getta/feed/ 1
Prawdziwym twórcą kinematografii był… Polak. Bracia Lumière przyznawali: ,,Istniał również pewien Polak, który znacznie nas wyprzedził”. Oto dlaczego dziś świat mówi o Francuzach, a o nim zapomniał [WIDEO] https://niezlomni.com/prawdziwym-tworca-kinematografii-byl-polak-bracia-lumiere-przyznawali-istnial-rowniez-pewien-polak-ktory-znacznie-nas-wyprzedzil-oto-dlaczego-dzis-swiat-mowi-o-francuzach-a-o-nim-zapomnial/ https://niezlomni.com/prawdziwym-tworca-kinematografii-byl-polak-bracia-lumiere-przyznawali-istnial-rowniez-pewien-polak-ktory-znacznie-nas-wyprzedzil-oto-dlaczego-dzis-swiat-mowi-o-francuzach-a-o-nim-zapomnial/#respond Tue, 13 Feb 2018 12:23:42 +0000 https://niezlomni.com/?p=47067

- Byłem wraz z bratem twórcą filmu francuskiego, ale istniał również pewien Polak, niejaki Kazimierz Prószyński, który nas znacznie wyprzedził – wspominał August Lumière. 13 lutego 1895 bracia Lumiere opatentowali kinematograf, ale jak sami przyznawali pierwszy był... Polak.

Był taki człowiek, który w wieku zaledwie 19 lat został prawdziwym pionierem światowej kinematografii. Postać, która stworzyła pierwszą na świecie ręczną kamerę, której wynalazek uwiecznił na zawsze obraz grozy I wojny światowej, prędkość wyścigów konnych i samochodowych, która jako pierwsza zrobiła zdjęcie z lecącego samolotu i przed którą kapelusze z głów ściągali nawet słynni bracia Lumière. Teraz wyobraźcie sobie, że ten człowiek był Polakiem, prostym konstruktorem z niemajętnej rodziny, który dzięki swojej pasji i determinacji osiągnął sukces budzący podziw wielu ludzi nauki ówczesnego świata. Oto krótka historia Kazimierza Prószyńskiego – pioniera polskiej, europejskiej i światowej kinematografii.

Kazimierz Prószyński urodził się w 1875 roku w Warszawie, w rodzinie o wielkich tradycjach patriotycznych. Za swoją działalność niepodległościową jego ojciec i dziadek zostali wywiezieni na Syberię. Po powrocie z zesłania, dziadek polskiego konstruktora otworzył zakład fotograficzny, co miało wpływ na późniejsze zainteresowania polskiego wynalazcy. Kazimierz już od najmłodszych lat interesował się techniką. Rodzice, widząc jego zainteresowanie naukami ścisłymi, wysłali go na studia do Belgii. Podczas nauki na politechnice w Liege miał styczność z pierwszymi próbami „przedkinematograficznymi”. Zainteresowały go one na tyle, że postanowił porzucić studia i powrócić do Warszawy, gdzie podjął próby skonstruowania własnego aparatu filmowego. Wkrótce Prószyński opatentował swój pierwszy wynalazek.

W 1894 roku skonstruował pleograf – aparat kinematograficzny służący jednocześnie do rejestracji materiału filmowego oraz jego projekcji.

Swój wynalazek Prószyński opatentował niecały rok przed podobnym wynalazkiem słynnych braci Lumière, co stawia polskiego konstruktora w pozycji rzeczywistego pioniera europejskiej kinematografii.

W tamtym okresie nawet August Lumière, jeden z braci, oddawał Prószyńskiemu pierwszeństwo w dziedzinie kinematografii, przyznając:

„Byłem, wraz z bratem, twórcą filmu francuskiego, ale istniał również pewien Polak, niejaki Kazimierz Prószyński, który nas znacznie wyprzedził”.

Niestety zdolności marketingowe polskiego wynalazcy były znacznie mniejsze. Posiadał też znacznie mniej środków na prowadzenie badań i promocje swojego wynalazku. Tego problemu nie mieli Auguste i Louis Lumière, którzy urodzili się w rodzinie zamożnego przedsiębiorcy i za rodzinne pieniądze mogli finansować swoje fotograficznej zainteresowania. To właśnie dlatego wynalazek francuskich konstruktorów z 1895 roku, a nie Kazimierza Prószyńskiego z 1894 (chociaż technicznie bardzo podobne) uznaje się za początek światowej kinematografii. Co ciekawe, pleograf Prószyńskiego potrafił wykonywać 50 zdjęć na sekundę. Kinematograf braci Lumière potrafił wykonać w tym czasie jedynie 16 zdjęć. Możliwe, że gdyby Polak miał większą siłę przebicia, mówilibyśmy dziś o światowej pleografii, a nie kinematografii.

W 1901 roku Prószyński założył rodzimą wytwórnię filmową Towarzystwo Udziałowe Pleograf. W latach 1901–1903 zajmowało się ono promocją aparatów wymyślonych przez wynalazcę oraz filmów nimi zrealizowanych. Kazimierz Prószyński kręcił wynalezionym przez siebie pleografem krótkie filmy dokumentujące życie codzienne w stolicy, był również autorem pierwszych filmów fabularnych z udziałem polskich aktorów, tworząc podwaliny polskiej kinematografii.

Wynalezienie pleografu (udoskonalonego przez Polaka 4 lata później) było dopiero początkiem. Prószyński, podobnie jak inni europejscy pionierzy kinematografii, musiał mierzyć się z nie lada problemem. Migotanie światła w trakcie projekcji filmu powstające w wyniku zmiany klatek na przesuwającej się rolce filmowej powodował duży dyskomfort dla widzów. Wywoływały one u oglądających film silny ból głowy oraz łzawienie. Z tego powodu maksymalna długość filmu wynosiła tylko 15 minut, a projekcje były często przerywane na życzenia widzów.

Rozwiązaniem tego problemu był obturator – niezwykle pomysłowy wynalazek polskiego konstruktora. Sam Prószyński wpadł na swój pomysł zupełnie przypadkiem. Siedząc na ławce w warszawskim parku zaobserwował obracające się koło przewróconego już roweru. Ten mechanizm postanowił wykorzystać w swoim nowym wynalazku. Skonstruowany przez Prószyńskiego obturator bezpośrednio przyczynił się do powstania filmów długometrażowych. Rozwiązanie nie było wcale skomplikowane. Dolegliwości odczuwane przez widzów spowodowane były małą częstotliwością migotań w trakcie projekcji filmu. Prószyński swoim urządzeniem zwiększył ich częstotliwość co powodowało złudzenie płynności, ponieważ oko widza przestawało rejestrować tak dużą częstotliwość migotań obrazu w czasie projekcji. Projekt Prószyńskiego został wysoko oceniony przez Francuską Akademią Nauk. Jeszcze w tym samym roku (1909) francuski koncern filmowy Gaumont (znany później z takich filmów jak Leon zawodowiec czy Piąty element) zaczął produkować na masową skalę urządzenie według projektu naszego rodaka. Dzięki temu urządzenie Prószyńskiego zyskało popularność w całej Europie.

Rok później Prószyński pokazał światu wynalazek, który przyniósł mu największą sławę.

Polak skonstruował pierwszą na świecie ręczną kamerę filmową, która zrewolucjonizowała kiełkujący przemysł kinematograficzny. Aeroskop (jak Prószyński nazwał swoją kamerę) został zaprezentowany po raz pierwszy w grudniu 1910 roku na posiedzeniu Francuskiej Akademii Nauk.

[caption id="attachment_47071" align="alignright" width="501"] Kazimierz Prószyński filmujący aeroskopem ulice Paryża w 1909 roku / fot. Wikipedia[/caption]

Nowy wynalazek polskiego konstruktora wzbudził wielki podziw i uznanie. Od tego momentu można było kręcić filmy w każdym miejscu i o każdej porze. Kamerzysta nie był już „uziemiony” do swojego sprzętu, tylko mógł go przenieść absolutnie w każde wybrane przez siebie miejsce. Dla demonstracji skuteczności aeroskopu, wynalazca filmował ulice Paryża z jadącej dorożki. Efekty były tak imponujące, że już rok później zaczęto masową produkcję tej kamery w Anglii. 22 czerwca 1911 roku Kazimierz Prószyński zrealizował w Londynie ka­merą aeroskop reportaż z uroczystości koronacyj­nych króla Jerzego V. Przy tej okazji zademonstrował operatorom londyńskim zalety swojej ręcznej kamery zdjęciowej. W tym samym roku powstało w Londynie towarzy­stwo pod nazwą „The Aeroscope Company Limited, Proszynski's Patent Camera”. Wydało ono prospekt reklamowy, w którym polecało „aeroskop” jako naj­lepszą ze wszystkich kamerę filmową. Wielkim promotorem aeroskopu był podróżnik Cherry Kearton. Sfilmował on wynalazkiem Prószyńskiego swoje podróże do Afryki, a sam aeroskop uznał wręcz za niezawodny. Wykonywanie zdjęć w ruchu było możliwe dzięki zastosowaniu żyroskopu – urządzenia, który do minimum redukowały drgania rąk operatora kamery. Urządzenie Prószyńskiego było tak dobre, że Kearton spróbował nawet wykonania… pierwszych zdjęć pod wodą. Niestety z powodu złych warunków pogodowych, zdjęcia nie wyszły najlepiej. Pokazuje to jednak jak wielkie możliwości miał aparat Prószyńskiego. Sam konstruktor pisał o swojej pracy: „Przeciętny ogół, a sądzę, że i większość wynalaz­ców, nie rozumie, że same zdolności i sam pomysł nie stanowią wynalazcy […]. Aby stworzyć coś wartościowego, trzeba pracy, pracy i jeszcze raz pracy. Potrzeba przygoto­wania, wykształcenia specjalnego, głębszego, niż się je zwykle pojmuje. Mówią, że Edison nie ma żadnego dyplomu naukowego. Tak, ale Edison, nim wydał z siebie na świat telegraf swój, fonograf itd., posiadł tajniki fizyki i nauk inżynierskich stokroć gruntow­niej od studiujących na dyplom.”

Wynalazek Prószyńskiego odbił się szerokim echem i stał się bardzo popularny. Został nagrodzony złotym medalem na Międzynarodowej Wystawie Kinematograficznej w Londynie w 1913 roku.

Warto wspomnieć, że to właśnie filmy nakręcone aeroskopem są jedynymi pokazującymi działania zbrojne na froncie zachodnim podczas I wojny światowej.

https://www.youtube.com/watch?v=fzGig55dIM8

[caption id="attachment_47069" align="alignright" width="517"] Cztery zachowane kadry jednego z pierwszych polskich filmów Ślizgawki w Łazienkach reprodukowane w polskiej prasie / fot. Wikipedia[/caption]

Wojskowi operatorzy, korzystając z wynalazku Kazimierza Prószyńskiego, dokumentowali przebieg walk na pierwszych liniach frontu. Dzięki jego mobilności reporterzy wojenni docierali z kamerą do każdego miejsca prowadzonych działań wojennych. Często z narażeniem własnego życia filmowali przerażające sceny z Wielkiej Wojny, które później obiegły cały świat. Nie byłoby to możliwe, gdyby 4 lata wcześniej Prószyński nie zaprezentował swojego aeroskopu paryskim uczonym. Ukoronowaniem pracy aeroskopu były zdjęcia lotnicze wykonane w czasie lotu dookoła świata podję­tego w 1920 roku przez brytyjskich pilotów. Urządzenie służyło europejskim reporterom aż do 1935 roku, kiedy to pierwsze triumfy zaczął odnosić film dźwiękowy. Sam Prószyński w czasie I wojny światowej wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Tam rozpoczął pracę nad nową kamerą ręczną o nazwie „Oko”. Po wojnie wrócił do Polski, by kontynuować prace nad nowym urządzeniem. Niestety wielki kryzys zniweczył jego plany. Wówczas to pierwsze 100 egzemplarzy, które nie zdążyły trafić na rynek, Kazimierz Prószyński własnoręcznie rozbił młotkiem, by nikt nie skopiował jego pomysłów.

[caption id="attachment_47070" align="alignleft" width="243"] "Aeroskop - dawniej i dziś" - Kazimierz Prószyński prezentuje swój wynalazek w "Tygodniku Ilustrowanym" 1913. / fot. Wikipedia[/caption]

Prószyński był ideowym ludowcem i wielkim patriotą. Wiele z jego wynalazków nie znalazło się na rynku, ponieważ polski konstruktor często wchodził w spór z potencjalnymi inwestorami.

Przedsiębiorcy chcący finansowo wspierać jego działalność narzucali bardzo wysokie ceny za wynalazki Prószyńskiego. Rodziło to wielki sprzeciw polskiego konstruktora, który pragnął, by jego dzieła były dostępne dla jak najszerszego grona odbiorców.

Życiowym celem Prószyńskiego było stworze­nie polskiego przemysłu kinematograficznego. Pragnął założyć w kraju fabrykę swoich urządzeń, aby stąd mogły one dotrzeć na rynki zagraniczne i „aby mogła Warszawa rzucić na rynki tyle aparatów kinematograficznych, by przodownicze w tej gałęzi zdobyła stanowisko w Europie”.Chciał w niej zatrudnić przede wszystkim Polaków, gdyż - jak twierdził – „mechanik Polak jest inteligentniejszy (...) brak mu jedynie śmiałości, odwagi, a właściwie czynu, który by w nim te przymioty roz­wijał”.

Podczas okupacji, Prószyński podjął działalność konspiracyjną. Aresztowany w trakcie powstania warszawskiego trafił do niemieckiego obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, a później do KL Mauthausen-Gusen. Zmarł w 1945 roku jako więzień numer 129957 w wieku 70 lat. Kilka dni później obóz wyzwolili Amerykanie. Jego kamienica została przez Niemców zburzona. Większość jego wynalazków i dokumentów, które posiadał w swojej pracowni, została zniszczona i przepadła na zawsze.

Tomasz Turejko / źródło: Jagiellonski24.pl / Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0 Polska (CC BY-NC-SA 3.0 PL)

Artykuł Prawdziwym twórcą kinematografii był… Polak. Bracia Lumière przyznawali: ,,Istniał również pewien Polak, który znacznie nas wyprzedził”. Oto dlaczego dziś świat mówi o Francuzach, a o nim zapomniał [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/prawdziwym-tworca-kinematografii-byl-polak-bracia-lumiere-przyznawali-istnial-rowniez-pewien-polak-ktory-znacznie-nas-wyprzedzil-oto-dlaczego-dzis-swiat-mowi-o-francuzach-a-o-nim-zapomnial/feed/ 0
Wcale nie wzięliśmy się z Afryki. To odkrycie zmusi naukowców do napisania historii ludzkości od nowa https://niezlomni.com/wcale-wzielismy-sie-afryki-odkrycie-zmusi-naukowcow-napisania-historii-ludzkosci-nowa/ https://niezlomni.com/wcale-wzielismy-sie-afryki-odkrycie-zmusi-naukowcow-napisania-historii-ludzkosci-nowa/#respond Sat, 27 May 2017 13:01:48 +0000 http://niezlomni.com/?p=39055

Aktualnie obowiązuje teoria, że człowiek wywodzi się z Afryki, gdzie około 5-7 milionów lat temu rozeszły się linie małp człekokształtnych i ludzi. Te ustalenia wkrótce mogą okazać się nieaktualne.

Wszystko przez odkrycie w Bułgarii, gdzie nad rzeką Azmak znaleziono szczątki człowieka starsze niż jakiekolwiek, na które udało się badaczom natknąć w Afryce. Dwa niezależne zespoły naukowców - jeden z Centre for Human Evolution and Palaeoenvironment Uniwersytetu w Tybindze pod kierunkiem profesor Madelaine Boehme, a drugi z Bułgarskiej Akademii Nauk pod kierownictwem profesora Nikołaja Spassova - po badaniach uznały, że historię ludzkości trzeba napisać od nowa.

Do tej pory zakładano, że ostatni wspólny przodek ludzi i szympansów mieszkał około 5-7 mln lat temu w Afryce. Najstarszy znany osobnik o cechach ludzkich to Sahelantrop, który miał zamieszkiwać Czarny Ląd około 7 mln lat temu. Bułgarskie odkrycie pokazuje jednak, że w Europie praczłowiek żył nawet 200 tysięcy lat wcześniej.

[caption id="attachment_39056" align="alignleft" width="243"] Górny ząb przedtrzonowy Graecopithecusa z Azmaki w Bułgarii, fot. Wolfgang Gerber, University of Tübingen[/caption]

Archeolodzy najnowsze ustalenia opierają na szczątkach znalezionych w 2012 roku. Zbadali, że górny ząb przedtrzonowy, na który natrafili, liczy sobie około 7,24 mln lat. Przez kilka lat nie można było jednak jednoznacznie stwierdzić, że to ludzki ząb i przypisywano go hominidowi, czyli osobnikowi z grupy obejmującej nie tylko ludzi, ale też szympansy i goryle. Dopiero teraz przy użyciu najnowocześniejszego sprzętu - wykorzystując tomografię i rekonstrukcję 3D korzeni i wewnętrznej struktury skamieniałych zębów - odkryto cechy charakterystyczne dla współczesnych ludzi. I ogłoszono, że znaleziony w Bułgarii ząb należał do człowieka.

Jeśli gatunek Graecopithecus freybergi rzeczywiście pochodzi z linii ewolucyjnej człowieka, to byłby to najstarszy przodek współczesnych ludzi i pierwszy zidentyfikowany poza Afryką. Nasze badania pokazują, że wcześni ludzie mogli ewoluować w Europie

- powiedział, cytowany przez portal Racjonalista.pl, biorący udział w badaniach David Biegun z Uniwersytetu w Toronto.

Byliśmy zaskoczeni naszymi wynikami, jako że praludzie byli dotąd znani jedynie z Afryki Subsaharyjskiej

- dodał doktorant Jochen Fuss z Uniwersytetu w Tybindze, uczestnik badania.

Artykuł Wcale nie wzięliśmy się z Afryki. To odkrycie zmusi naukowców do napisania historii ludzkości od nowa pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/wcale-wzielismy-sie-afryki-odkrycie-zmusi-naukowcow-napisania-historii-ludzkosci-nowa/feed/ 0
Dokąd zmierza ludzkość? Eksperyment Calhouna, który pokazał, co czeka świat… [WIDEO] https://niezlomni.com/dokad-zmierza-ludzkosc-eksperyment-calhouna-ktory-pokazal-czeka-swiat-wideo/ https://niezlomni.com/dokad-zmierza-ludzkosc-eksperyment-calhouna-ktory-pokazal-czeka-swiat-wideo/#respond Sat, 15 Apr 2017 06:48:33 +0000 http://niezlomni.com/?p=37325

Eksperyment, który, jak przysłowiowe jabłko Newtona, powinien oświecić ludzkość. Niestety do tej pory jednak nie oświecił, a stało się to raczej nie z niewiadomych powodów, lecz dlatego, że pewne grupy społeczne nie chcą do tego dopuścić...

Ośmiu myszom zapewniono doskonałe warunki życia - miały bezproblemowy dostęp do wszystkiego co było im potrzebne do życia. Liczebność populacji rosła, by po pewnym czasie zacząć maleć aż do całkowitego wymarcia. Eksperyment trwał cztery lata. Powtarzano go kilkukrotnie na myszach i szczurach, a wynik zawsze był ten sam:

Nieograniczony dostęp do pokarmu i brak zagrożeń powodował wymarcie populacji
Eksperyment Calhouna:

https://youtu.be/5Oe6vUjL1DE

więcej na Physics of Life

[caption id="attachment_4900" align="alignright" width="1024"]Eksperyment Calhouna Eksperyment Calhouna[/caption]

 

Artykuł Dokąd zmierza ludzkość? Eksperyment Calhouna, który pokazał, co czeka świat… [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/dokad-zmierza-ludzkosc-eksperyment-calhouna-ktory-pokazal-czeka-swiat-wideo/feed/ 0
5 kwietnia 1883 zapomniani polscy uczeni rozwiązali ,, wielką tajemnicę natury”. Przełomowe odkrycie wzbudziło zawiść u francuskich badaczy. ,,Nie postąpili fair” https://niezlomni.com/5-kwietnia-1883-zapomniani-polscy-uczeni-rozwiazali-wielka-tajemnice-natury-przelomowe-odkrycie-wzbudzilo-zawisc-u-francuskich-badaczy-postapili-fair/ https://niezlomni.com/5-kwietnia-1883-zapomniani-polscy-uczeni-rozwiazali-wielka-tajemnice-natury-przelomowe-odkrycie-wzbudzilo-zawisc-u-francuskich-badaczy-postapili-fair/#comments Wed, 05 Apr 2017 09:43:57 +0000 http://niezlomni.com/?p=36911

134 lata mijają od skroplenia azotu i tlenu przez Karola Olszewskiego i Zygmunta Wróblewskiego. Osiągnięcie Polaków wzbudziło zawiść u francuskich badaczy i miało znaczenie m.in. dla zrozumienia budowy materii - opowiada ekspert z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

na zdjęciu powyżej:prof. Karol Olszewski (trzeci z lewej) wśród współpracowników

[caption id="attachment_36914" align="alignright" width="300"] Zygmunt Wróblewski[/caption]

5 kwietnia 1883 r. uczeni z Uniwersytetu Jagiellońskiego - Karol Olszewski i Zygmunt Wróblewski - po raz pierwszy w historii ujrzeli skroplony tlen, a kilka dni potem, 13 kwietnia - ciekły azot. Uroczyste obchody 130. rocznicy tego wydarzenia odbędą się na Uniwersytecie Jagiellońskim 12 kwietnia. Będą wtedy miały miejsce wykłady i pokazy, w szczególności dotyczących kriogeniki.

O dokonaniu Wróblewskiego i Olszewskiego, i o tym, dlaczego dokonanie wzbudziło podziw w Europie, ale nienawiść we Francji, opowiada w rozmowie z PAP dr hab. Paweł Góra z Wydział Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ.

Jak zaznacza Paweł Góra, już od końca XVIII w. wiedziano, że niektóre gazy daje się skroplić, ale nie potrafiono wykazać, czy wszystkie. Te, których się skroplić nie udało - m.in. azot i tlen - nazwano "gazami trwałymi".

"W drugiej połowie XIX w. nawet nie było jasności co do tego, jak zbudowana jest materia. Bardzo wiele osób myślało, że materię można dzielić w sposób nieskończony, nie było zgody, że jest ona zbudowana z atomów. Dziś są to informacje, które zdobywa się już w szkole, a wtedy była to wielka tajemnica natury"

- komentuje Paweł Góra. Dodaje, że fizyk James C. Maxwell opracował wtedy kinetyczną teorię gazów, z której wynikało, że wszystkie gazy powinno dać się skroplić. Dlatego też skroplenie tlenu i azotu, czyli jak sądzono "gazów trwałych", byłoby niesłychanie ważnym argumentem na rzecz teorii kinetycznej i byłoby bardzo dużym postępem naukowym.

W tamtych czasach, jeśli chodzi o skraplanie gazów, szczególne były zasługi Francuza Louisa-Paula Cailleteta, który zastosował tzw. metodę kaskadową. Chodziło w niej o to, że kolejne skraplane gazy służyły do obniżenia temperatury na następnym etapie procesu. Francuski badacz doszedł tą metodą prawie do skroplenia tlenu. "Udało mu się już zaobserwować mgiełkę tego skroplonego gazu, która jednak nie była trwała"  - mówi Góra. Francuski uczony nie potrafił jednak uzyskać skroplonego tlenu w stabilniejszej postaci.

Jak opowiada dr Góra, Zygmunt Wróblewski w czasie pobytu naukowego we Francji zetknął się z pracą Cailleteta. Kiedy został profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, razem z Karolem Olszewskim zbudowali aparaturę i wykonali krok, którego nie umiał już wykonać Cailletet (użyli w eksperymencie etylenu wrzącego pod obniżonym ciśnieniem). Dzięki temu jako pierwsi w historii mogli zaobserwować ciekły tlen - nie w postaci mgiełki, ale jako ciecz, która tworzyła menisk. Wkrótce udało im się również skroplić azot.

Eksperyment badaczów potwierdził teorię dotyczącą budowy gazów i skroplili "gazy trwałe". "To był duży intelektualny krok do przodu" - komentuje rozmówca PAP, ale zaznacza, że metoda skraplania opracowana przez polskich badaczy nie była stosowana na skalę przemysłową - taką metodę opracowano kilkanaście lat później.

Dzięki swoim osiągnięciom badacze zyskali bardzo dużą sławę naukową. Jak opowiada fizyk z UJ, pochwały i zaszczyty płynęły do naukowców z różnych stron Europy, choć nie z Francji. "Tamtejsi naukowcy byli wściekli, że umknęło im tak wielkie osiągnięcie. Wróblewskiego oskarżano niemalże o kradzież eksperymentu" - mówi dr Góra i wyjaśnia, że pojawiły się pretensje o to, że Polacy skorzystali z pomysłu Cailleteta. "Obecnie uważa się za rzecz zupełnie normalną, że skoro wyniki badania są opublikowane, to ktoś inny może z nich skorzystać i zacząć w tym miejscu, w który autor skończył. Ale wtedy Francuzi uważali, że Wróblewski postąpił nie fair" - wyjaśnia Paweł Góra.

Tak czy inaczej Karol Olszewski pretendował do Nagrody Nobla. Zygmunt Wróblewski Nobla zdobyć już nie mógł, bo zmarł, zanim tę nagrodę ustanowiono.

Ciekły tlen jest błękitny i wrze w temperaturze ok. -183 st. C. Jest substancją bardzo reaktywną. Używa się go np. jako utleniacza w silnikach rakietowych. Natomiast ciekły azot jest bezbarwny i wrze w temp. ok. - 196 st. C. Ma liczne zastosowania. To nim ochładzane są komory do krioterapii, w kriochirurgii stosuje się go do usuwania chorych lub przerośniętych tkanek ciała, a w bankach spermy służy do przechowywania nasienia. Ciekły azot używany jest w przemyśle spożywczym np. przy pakowaniu czy przechowywaniu żywności. Stosowany jest też w tzw. kuchni molekularnej.

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

Artykuł 5 kwietnia 1883 zapomniani polscy uczeni rozwiązali ,, wielką tajemnicę natury”. Przełomowe odkrycie wzbudziło zawiść u francuskich badaczy. ,,Nie postąpili fair” pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/5-kwietnia-1883-zapomniani-polscy-uczeni-rozwiazali-wielka-tajemnice-natury-przelomowe-odkrycie-wzbudzilo-zawisc-u-francuskich-badaczy-postapili-fair/feed/ 1
Prof. Wolniewicz podsumowuje dorobek naukowy Baumana. ,,Hochsztapler intelektualny, Jurek Owsiak dla półinteligentów” https://niezlomni.com/prof-wolniewicz-podsumowuje-dorobek-naukowy-baumana-hochsztapler-intelektualny-jurek-owsiak-dla-polinteligentow/ https://niezlomni.com/prof-wolniewicz-podsumowuje-dorobek-naukowy-baumana-hochsztapler-intelektualny-jurek-owsiak-dla-polinteligentow/#respond Mon, 06 Mar 2017 10:53:40 +0000 http://niezlomni.com/?p=36059

Prof. Bogusław Wolniewicz 40 dni przed śmiercią Zygmunta Baumana podsumował jego dorobek. Nagrane wideo zostało opublikowane dopiero teraz.

Wolniewicz mówi m.in, że ,,Bauman to jest taki Jurek Owsiak ufryzowany filozoficzno-intelektualnie na użytek i ku satysfakcji półinteligentów, którzy nie odróżniają tego co jest wartością intelektualną a co podrabianym tylko erzacem".

Jego zdaniem popularność Baumana wynikała z tego, że ,,lewactwo opanowało większość uniwersytetów zachodu, w tym Uniwersytet Warszawski".

Obala również mit, że Bauman musiał opuścić Polskę z powodu antysemityzmu.

Fakt, że się utraciło posadę to nie jest zmuszanie do puszczenia kraju. To jest oszczerstwo wobec polski, które Bauman i jemu podobni gorliwie na świecie lansują i UW ją podżyrowało

- podkreśla.

https://youtu.be/P98j9Wwhp20

źródło: własne / Wolnosc24.pl

Artykuł Prof. Wolniewicz podsumowuje dorobek naukowy Baumana. ,,Hochsztapler intelektualny, Jurek Owsiak dla półinteligentów” pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/prof-wolniewicz-podsumowuje-dorobek-naukowy-baumana-hochsztapler-intelektualny-jurek-owsiak-dla-polinteligentow/feed/ 0
8 lutego 1935 r. opatentowano legendarny polski pistolet. Stworzyli go polscy inżynierowie https://niezlomni.com/8-lutego-1935-r-opatentowano-legendarny-polski-pistolet-stworzyli-go-polscy-inzynierowie/ https://niezlomni.com/8-lutego-1935-r-opatentowano-legendarny-polski-pistolet-stworzyli-go-polscy-inzynierowie/#respond Wed, 08 Feb 2017 11:06:20 +0000 http://niezlomni.com/?p=35415

8 lutego 1932 roku opatentowano legendarny polski pistolet VIS wz. 35. Jego konstruktorami byli inżynierowie Piotr Wilniewczyc i Jan Skrzypiński.

VIS stał się przepisowym pistoletem Wojska Polskiego, produkowanym seryjnie od 1936 roku, pod oznaczeniem pistolet VIS wz.35. Do wybuchu II wojny światowej, wyprodukowano ich prawdopodobnie ok. 49,4 tys. sztuk (dalsza produkcja kontynuowana była przez Niemców w liczbie ponad 300 tys. sztuk).

Pistolet był także montowany w warunkach konspiracyjnych, z części wykradanych z fabryki. We wrześniu 1942 roku w podradomskich Rożkach po jednej z potyczek z partyzantami Niemcy przechwycili kilka charakterystycznych pistoletów. Dzięki temu zdobyli dowód, że z zakładu wynoszona jest broń dla bojowników ruchu oporu. W odwecie okupanci powiesili na oczach całej załogi 15 pracowników

Pistolet wzorowany był na Colcie M1911.

Jak doszło do nadania nazwy?

Nowo narodzoną broń trzeba było ochrzcić. Bawiąc się ołówkiem dyrektor Skrzypiński w końcu napisał na kartce papieru Wilniewczyc i Skrzypiński i powiedział do mnie - Niech Pan czyta pierwsze litery - "W" "i" "S". Podoba się Panu? Z przyjemnością przyjmuję tą propozycję

- pisał we wspomnieniach Wilniewczyc.

Departament Uzbrojenia zmodyfikował nazwę na Vis, czyli siła.

źródło: własne / Wikipedia

Artykuł 8 lutego 1935 r. opatentowano legendarny polski pistolet. Stworzyli go polscy inżynierowie pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/8-lutego-1935-r-opatentowano-legendarny-polski-pistolet-stworzyli-go-polscy-inzynierowie/feed/ 0
Franciszek Armiński –  jego żywot stanowi ważny ustęp z dziejów astronomii w Polsce https://niezlomni.com/franciszek-arminski-%e2%80%89jego-zywot-stanowi-wazny-ustep-dziejow-astronomii-polsce/ https://niezlomni.com/franciszek-arminski-%e2%80%89jego-zywot-stanowi-wazny-ustep-dziejow-astronomii-polsce/#respond Wed, 28 Dec 2016 09:23:45 +0000 http://niezlomni.com/?p=35043

Nazwisko Armińskiego do głośnych bynajmniej nie należy, a ogółowi zgoła prawie jest nieznane, jakkolwiek sam wzniósł sobie pomnik widoczny, który, jak mówi biograf jego Józef Bełza, «w późne czasy z dziękczynnem wspomnieniem przekaże następcom imię jego założyciela».

[caption id="attachment_35045" align="alignright" width="509"]Franciszek Armiński Franciszek Armiński[/caption]

Pomnikiem tym jest obserwatoryum astronomiczne w Warszawie, obok którego tylokrotnie przechodzimy, które budzi w nas zawsze ciekawość dalekich stref niebieskich. Nie był to wprawdzie pierwszy w kraju zakład, badaniu nieba poświęcony, ale to nie zmniejsza bynajmniej zasługi Armińskiego, w epoce bowiem, kiedy żył i działał, Warszawa stawała się dopiero nowem ogniskiem naukowem, którego rozbudzanie i podsycanie troskliwej pieczy i niestrudzonej wymagało gorliwości.

Niegdyś kwitła niewątpliwie astronomia w Polsce. Było to w czasach, gdy po pietnastowiekowem zatamowaniu budziła się na nowo myśl naukowa w Europie i do wielkiej gotowała przyszłości. Astronomia, jakby unieruchomiona od czasów Hipparcha i Ptolomeusza, zaczęła się odradzać do świeżego życia i do dalszego rozwoju, a wtedy właśnie, według świadectwa jednego z kronikarzy niemieckich, w całych Niemczech nie było sławniejszej nauki astronomii. aniżeli w akademii krakowskiej, której najwyższą chwałą był wielki jej uczeń, Mokołaj Kopernik; reformator i prawdziwy twórca nowej astronomii heliocentrycznej. N a tak wysokim poziomie nie utrzymała się wszakże odtąd astronomia w Polsce, a nauka Kopernika w innych już krajach dalej się rozwijała.

Po tym upadku astronomii u nas, w wieku siedemnastym i ośmnastym, pierwsze jej rozbudzenie dostrzegamy dopiero, gdy w roku 1745 kosztem dawnego zapisu matematyka Bróżka, sprowadzone zostały do Krakowa nowe przyrządy i nowę książki; w kilka zaś lat później, w r. 1753, powstało istne już obserwatoryum w Wilnie, wzniesione szczodrobliwością księżnej Puzyniny, w którem Marcin Poczobut z pożytkiem dla astronomii gorliwe prowadził dostrzeżenia. Od r. 1765 istniało też pod kierunkiem jezuitów obserwatoryum w Poznaniu, zkąd po zniesieniu zakonu narzędzia przewiezione zostały w r. 1783 do Krakowa, gdzie nad podniesieniem astronomii pracował Jan Śniadecki, zanim pamiętną swą działalność rozwinął w Wilnie. Gdy więc w ten sposób, w drugiej połowie ośmnastego wieku, w Wilnie i Krakowie rozwijały się pomyślnie ogniska wiedzy astronomicznej, Warszawa, prócz drobnej dostrzegalni Stanisława Augusta na zamku królewskim, nie posiadając w ogólności wyższej instytucyi naukowej, nie miała też i zakładu astronomii poświęconego. Okazał się on potrzebnym dopiero, gdy ustanowiony został uniwersytet w stolicy nowego królestwa, powstanie zaś swe zawdzięcza jedynie zabiegom, wytrwałości i pracy Armińskiego.

Franciszek Armiński urodził się w drobnem miasteczku karpackiem, w Tymbarku, dnia 2 października 1789 r., a początki życia jego w trudnych przebiegły warunkach. Rodziców stracił w niemowlęctwie i wychowywał się w domu wuja swego, gdzie nauczył się wprawdzie od podstarościego czytać i pisać, ale zagrożony chłostą za dziecinne przewinienie, w dziewiątym zaledwie roku życia umknął do Krakowa, a znalazłszy tam przytułek w klasztorze Pijarów, kształcił się w szkole normalnej i w gimnazyum, gdy zaś mógł sam się utrzymywać dawaniem lekcyj prywatnych, ukończył też pierwszoletnie kursy filozofii i matematyki. W ówczesnych wszakże warunkach, pod rządem austryackim, Kraków nie przedstawiał mu pola do dalszego doskonalenia się w warunkach, pociągnęło go bujniejsze życie księstwa warszawskiego i podążył do Warszawy, gdzie znalazł opiekę w domu kasztelana Linowskiego, niegdy posła na sejm czteroletni, a czerpiąc znowu dochody z lekcyj prywatnych, mógł uczyć się dalej matematyki w szkole inżynierów, oraz u Liveta profesora szkoły aplikacyjnej, dawnego ucznia szkoły politechnicznej w Paryżu. Ale dla żądnego wiedzy młodzieńca i widnokrąg naukowy w Warszawie rychło zbyt szczupłym się wydał, skoro więc zdołał drobny fundusz zaoszczędzić, podążył w r. 1812 do Paryża, który w owej epoce jaśniał nietylko polityczną swą potęgą, ale i chwałą nauce przodujących mężów. Tam, cudzoziemiec nieznany, zdolnościami swemi i wytrwałością jedynie, zdołał zyskać poparcie Delambre’a i Araga, którzy mu ułatwili dostęp do obsefwatoryum paryskiego, a rychło tak dalece udoskonalił się w astronomii teoretycznej i praktycznej, że w r. 1814 rząd francuski ofiarował mu stanowisko dyrektora założonej właśnie dostrzegalni na wyspie Isle de France.
Zawód naukowy stał odtąd dla Armińskiego otworem, urzeczywistniały się marzenia jego i zamiary, mógł służyć nauce, którą umiłował, nad jej rozwojem pracować. Ale w tym czasie nastręczyła mu się inna jeszcze służba. W kraju jego własnym, tak klęskami dotąd skołatanym, rozpoczynał się okres dzieł pokojowych, potrzebni byli pracownicy, do wznoszenia gmachu oświaty przygotowani, a ówczesna dyrekcya wychowania narodowego, za pośrednictwem Adama Czartoryskiego i Kalasantego Szaniawskiego, wezwała młodego astronoma, by owoce wiedzy swej ziemi rodzinnej złożył. Propozycya ta w znacznej mierze zmieniała widoki Armińskiego, swobodną bowiem pracę naukową zastępowała jedynie zawodem nauczycielskim, nie wahał się on wszakże i »nie bez wewnętrznego z tej okoliczności najmocniejszego zadowolenia« zrzekł się natychmiast zaszczytnej w kraju obcym posady, a uzyskawszy od władzy edukacyjnej w Królestwie Polskiem zasiłek 300 złotych polskich, przez rok jeszcze pozostał za granicą, zwiedzając obserwatorya w Anglii i w Europie południowej.

W r. 1815 wrócił Armiński do Polski, gdzie ówczesny Wydział Oświecenia Narodowego przeznaczył go tymczasowo do wykładu matematyki w wyższych klasach liceum warszawskiego i w kolegium księży Pijarów. W następnym roku mianowany został profesorem astronomii na mającym się otworzyć wydziale filozoficznym uniwersytetu, tymczasowo zaś rozpoczął wykłady dla kandydatów, których władza edukacyjna zamierzała wysłać za granicę dla wykształcenia się w matematyce, a przy tej pierwszej sposobności ujawnił już gorliwość swoją, podwajając dla korzyści uczniów bezpłatnie liczbę godzin na wykład przeznaczonych. W uniwersytecie, oprócz wszystkich części astronomii, wykładał różne działy matematyki wyższej, rachunek różniczkowy, całkowy, waryacyjny, wynagradzając nadmierną swą pracą początkowy brak profesorów w nowej wszechnicy, prócz niego bowiem był jeden tylko jeszcze profesor matematyki, ksiądz pijar Dąbrowski, który zresztą nauczał jeszcze w szkole wojewódzkiej.

Przede wszystkiem wszakże zajął się Armiński gorliwie sprawą założenia w Warszawie obserwatoryum, a natarczywa jego w tym celu zabiegliwość nieraz na nieprzewidziane narażała go przykrości; niczem jednak niezrażony, doczekał się wreszcie pociechy, że wyznaczono fundusz na wybudowanie gmachu i na zakup niezbędnych narzędzi. Pierwsze przyrządy, jak koło południkowe lunetę paralaktyczną, heliometr, już w r. 1816—1817 zamówione zostały w słynnych warsztatach monachijskich Reichenbacha, Utzschneidera i Fraunhofera, zegary zaś i chrometry u doskonałego zegarmistrza warszawskiego Gugenmusa, ale dopiero w r. 1820 rozpoczęto budowę gmachu, który żądaniom Armińskiego niezupełnie zresztą odpowiadał, budowniczowie bowiem, Kado i Eigner, stosować się musieli do wymagań artystycznych ministra oświecenia, Stanisława Potockiego. oraz do istniejących już w tem miejscu zabudowań dawniejszych. Do umieszczenia narzędzi przystąpić można było dopiero w r. 1824, a w braku biegłych w kraju mechaników, uciążliwą tę pracę wykonać musiał sam Armiński, po całych dniach i nocach prowadząc roboty rzemieślnicze, w czem dopomagali mu, naprzód Józef Bełza, którego wszakże wkrótce pochłonęła zupełnie chemia, a następnie adjunkt obserwatoryum, Stanisław Janicki.

W r. 1825 przygotowania tak daleko już były posunięte, że można było rozpocząć dostrzeżenia prawidłowe, a do obserwatoryum przybyły narzędzia dalsze, jak nowa luneta achromatyczna, teodolit, mikrometry, przyrząd do pomiarów zboczenia magnetycznego, oraz narzędzia meteorologiczne. Miejsce adjunkta po Jasińskim, który wyjechał za granicę w celu przygotowania się do katedry mechaniki w szkole politechnicznej, objął Jan Baranowski. W r. 1826 uregulował Armiński ostatecznie zegary, wymierzył zgięcie, jakiemu ulegała luneta południkowa przy ukośnem względem poziomu położeniu, a wreszcie oznaczył szerokość geograficzną Warszawy, 52°13′5″. W r. 1828 oznaczoną została długość geograficzna Warszawy, która okazała się względem Paryża równą 18°48′7,5″, czyli w czasie 1 godz. 15 min. 12,5 sek.; pomiary późniejsze Baranowskiego, dokonane na podstawie przewożenia zegarów do Pulkowy, wydały rezultat nieco odmienny: 18°41′24,75″ czyli w czasie 1 g. 14 min. 45,65 sekund. W tymże czasie ukończono ustawianie na wieżach bocznych lunet paralaktycznych, co umożebniło dostrzeżenia poza linią południkową, na obszarze sklepienia niebieskiego. W r. 1829 wszystkie więc narzędzia były już ustawione i uregulowane, a spostrzeżenia astronomiczne ze wszelką dokładnością zapisywane; tym sposobem zakończył się najmozolniejszy okres życia Armińskiego.

Na tle tej pracy ciągłej i jednolitej wybijały się i zajęcia inne, do których Armiński był powoływany, on bowiem najlepiej mógł je spełnić. Tak w r. 1824—1825 ustawił i uregulował narzędzia w małej, ale wcale dobrze zaopatrzonej dostrzegalni, którą założyli w konwikcie swym na Żoliborzu księża pijarzy, by wykład astronomii udostępnić i bardziej dla uczniów zajmującym uczynić. Obserwatoryum to, mieszczące się w umyślnie zbudowanej wieży, istniało do roku 1830, a dostrzeżenia w niem prowadził pijar Ksawery Wręczycki, w młodym wieku zmarły, który ślady swej działalności pozostawił w kilku rozprawach, drukowanych w programach szkolnych konwiktu.

Większej doniosłości była inna praca Armińsniego, dokonana w r. 1828 i 1829 na zlecenie ministra skarbu, a mianowicie pomiar położenia geograficznego kilku miejsc województwa sandomierskiego, w okolicach górniczych, a między innemi Łysicy, stanowiącej najwyższą wyniosłość Królestwa Polskiego. Rezultaty tych dochodzeń, p. t.: »Opis góry Ś-to Krzyskiej z uświadomieniem o czynnościach astronomicznych, dotyczących się pomiarów powierzchni fabryczno-górniczej,« podał w tomie II wychodzącego podówczas »Pamiętnika Sandomierskiego.«

Po zamknięciu uniwersytetu i zmianie pomników krajowych prace Armińskiego ograniczały się do dostrzeżeń w obserwatoryum, którego dyrektorem pozostał do śmierci. Rezultaty tych obserwacyj przechowane są w obserwatoryum, niektóre ogłosił w wydanem przez paryskie «biuro długości» piśmie «Connaissance de temps. W Rocznikach Towarzystwa Przyjaciół Nauk zamieścił rys historyczny rozwoju astronomii starożytnej, oraz kilka rozpraw, tyczących się aberacyi światła, nutacyi czyli ważenia się osi ziemskiej, oraz paralizy gwiazd stałych.

Dla uzupełnienia tego rysu naukowej i publicznej działalności Armińskiego, poznać należy jeszcze charakter jego, wartość jego moralną. Tu wszakże odwołać się musimy do naocznego świadka jego życia. «Nie dzielimy wcale zdania, mówi Józef Bełza, że o zgasłych albo nic się nie mówi, albo tylko chwalić wypada; bo głównym warunkiem historyi, chociażby i w najmniejszym jej zarysie, jest prawda; zaszczytne zaś wspomnienie, tą drogą zmarłemu oddane, jest dopiero największą nagrodą jego pamięci uczynioną. Wreszcie Armiński dopiero co ubył zpośród nas, i zbyt wielu pozostaje znających go, aby w razie potrzeby piszący przez poezye śmiał ubarwić rzeczywistość. Do sądu więc ogólnego odwołujemy się, utrzymując, że Armiński był jednym z najgodniejszych ludzi, a charakter jego prosty, otwartość, szczerość, niczem niewzruszona prawość jednały mu powszechny szacunek. Pomnąc na krótkość życia ludzkiego, żył ze wszystkimi w zgodzie, i nigdy podła zawiść lub nikczemna złośliwość życia jego nie splamiła; z pominieniem względów nawet na własne widoki, szedł zawsze drogą prawdy, a święta jej pochodnia wszędzie, nawet wobec wysokich osób, zawsze jego słowa oświecała, stąd też doczekała się jego pamięć tej najsłodszej nagrody, że w uznaniu jego prawości nie ma zdań różnorodnych.»

Dotknięty chorobą serca, zmarł Armiński dnia 14 stycznia 1848; zwłoki jego złożone zostały w pieczarach powązkowskich. Pomnik, jaki sam sobie wzniósł, stanowi obserwatoryum warszawskie, które pomimo skromnych środków, jakiemi rozporządzał, umiał postawić na wysokości nauki ówczesnej; jeżeli zaś okoliczności późniejsze nie dozwoliły instytutowi temu oddać nauce usług, jakich po nim oczekiwano, nie jest to już zapewne winą jego założyciela.

Żywot Armińskiego stanowi ustęp z dziejów astronomii w Polsce. Bujnemu rozrostowi nauk okoliczności mało u nas sprzyjały, astronomia wszakże miała w różnych czasach wybitnych przedstawicieli, a ze wszystkich gałęzi wiedzy ścisłej najdzielniej się rozwijała. Dowody tego najstaranniej zebrał Feliks Kucharzewski w pracy, zamieszczonej w II tomie «Pamiętnika towarzystwa nauk ścisłych w Paryżu.»

Stanisław Kramsztyk, źródło: Album biograficzne zasłużonych Polaków i Polek wieku XIX

Artykuł Franciszek Armiński –  jego żywot stanowi ważny ustęp z dziejów astronomii w Polsce pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/franciszek-arminski-%e2%80%89jego-zywot-stanowi-wazny-ustep-dziejow-astronomii-polsce/feed/ 0
,,Kiedyś za granicą mówiło się: to dobry matematyk, z pewnością Polak”. Lwowscy królowie nauki [WIDEO] https://niezlomni.com/kiedys-granica-mowilo-sie-dobry-matematyk-pewnoscia-polak-lwowscy-krolowie-nauki-wideo/ https://niezlomni.com/kiedys-granica-mowilo-sie-dobry-matematyk-pewnoscia-polak-lwowscy-krolowie-nauki-wideo/#respond Sat, 26 Nov 2016 07:49:21 +0000 http://niezlomni.com/?p=33936

,,Kiedyś za granicą mówiło się: to dobry matematyk, z pewnością Polak" - tak pisał Hugo Steinhaus, współtwórca lwowskiej szkoły matematycznej. Kim byli lwowscy królowie nauki.

https://youtu.be/hzbnCtvaueo

Artykuł ,,Kiedyś za granicą mówiło się: to dobry matematyk, z pewnością Polak”. Lwowscy królowie nauki [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/kiedys-granica-mowilo-sie-dobry-matematyk-pewnoscia-polak-lwowscy-krolowie-nauki-wideo/feed/ 0
Jan Czochralski – niedoceniony geniusz z Polski. Niedoszły noblista zniszczony przez władze komunistyczne https://niezlomni.com/jan-czochralski-niedoceniony-geniusz-z-polski-niedoszly-noblista-zniszczony-przez-wladze-komunistyczne/ https://niezlomni.com/jan-czochralski-niedoceniony-geniusz-z-polski-niedoszly-noblista-zniszczony-przez-wladze-komunistyczne/#respond Sun, 23 Oct 2016 17:41:27 +0000 http://niezlomni.com/?p=32848

Bez tego wynalazku nie byłoby smartfonów, laptopów i całej współczesnej elektroniki. Technologia wytwarzania monokryształów początkowo była tylko ciekawostką. Dziś jej twórca Jan Czochralski - w ojczyźnie mało znany - jest najczęściej cytowanym polskim uczonym.

Jan Czochralski urodził się 23 października 1885 roku w Kcyni, małym miasteczku w zaborze pruskim, niedaleko Bydgoszczy, w szanowanej rodzinie stolarskiej. Był ósmym z dziesięciorga dzieci. Ponieważ ojcu nie podobały się ryzykowne chemiczne eksperymenty syna, mający zaledwie 16 lat Jan przeniósł się do Krotoszyna, gdzie podjął pracę w aptece.

Jan_CzochralskiW 1904 roku wyjechał do Berlina. Trafił do laboratoriów koncernu Allgemeine Elektrizitaets Gesellschaft (AEG). Pracując, równolegle zdobywał wykształcenie i w 1910 roku otrzymał tytuł inżyniera chemika na Politechnice Berlińskiej.

W 1916 roku Czochralski dokonał odkrycia, które po latach okazało się jego największym osiągnięciem: opracował metodę pomiaru szybkości krystalizacji metali. Według anegdoty, przez roztargnienie zamiast w kałamarzu zanurzył stalówkę pióra w tyglu z roztopioną cyną – i wyciągając pióro, uzyskał pręcik metalu.

Metoda wytwarzania monokryształów poprzez wyciąganie, początkowo interesująca wyłącznie metaloznawców, obecnie jest powszechnie stosowana w produkcji kryształów, zwłaszcza półprzewodnikowych, które służą do budowy tranzystorów używanych w elektronice.

W 1924 roku światło dzienne ujrzał inny ważny wynalazek Czochralskiego: stop, świetnie nadający się na panewki do produkcji ślizgowych łożysk kolejowych (znany później jako bahnmetal lub metal B). Stop nie zawierał kosztownej i trudno dostępnej cyny. Patent natychmiast kupiła kolej niemiecka. Dzięki metalowi B można było zwiększyć prędkość jazdy pociągów i w znacznym stopniu rozwinąć kolejnictwo w Niemczech, Polsce, Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i ZSRS.

https://www.youtube.com/watch?v=r0kpfxDJ82E&feature=youtu.be

Za sukcesami szły rozgłos i pieniądze. W 1925 roku Czochralski został przewodniczącym Zarządu Głównego Niemieckiego Towarzystwa Metaloznawczego. Polskim uczonym zainteresował się Henry Ford, założyciel słynnego koncernu samochodowego. Zaprosił Czochralskiego do zwiedzenia swoich fabryk, po czym zaproponował objęcie stanowiska dyrektora w nowopowstałej fabryce duraluminium. Mimo kuszącej oferty Czochralski odmówił.

W 1928 roku, wskutek próśb prezydenta Polski i wybitnego chemika Ignacego Mościckiego, Czochralski wrócił na stałe do ojczyzny. Objął stanowisko profesora kontraktowego Politechniki Warszawskiej, a w listopadzie 1929 roku został jej doktorem honoris causa. W kolejnym roku z rąk prezydenta Polski przyjął tytuł profesora zwyczajnego. Zrzekł się obywatelstwa niemieckiego, lecz procedura nie została formalnie zakończona.

W 1932 roku Czochralski zakupił neoklasycystyczny pałacyk w Warszawie przy ul. Nabielaka, który stał się miejscem przyjęć osób ze sfer rządowych i artystycznych. Stałymi bywalcami byli tu m.in. Ludwik Solski, Karol Roztworowski i Kornel Makuszyński.

Profesor Czochralski fundował stypendia dla studentów. wspomagał finansowo rekonstrukcję dworku Chopina w Żelazowej Woli, współfinansował wykopaliska w Biskupinie. Na Politechnice Warszawskiej, w ramach Wydziału Chemicznego zorganizował Zakład Metalurgii i Metaloznawstwa. W czasie wojny kierował Zakładem Badań Materiałów, jednym z ośmiu zakładów utworzonych na Politechnice za zgodą okupanta. Zakład pomógł przetrwać wielu polskim naukowcom, ale wykonywał prace także dla Wehrmachtu. Oficjalną współpracę z Niemcami podjęto za zgodą władz konspiracyjnych. Sam Czochralski w czasie wojny wielokrotnie wykorzystywał swoje koneksje i dobrą sytuację materialną by ratować nie tylko naukowców i artystów przed represjami ze strony hitlerowskich Niemiec. W pomoc zaangażowana była cała rodzina, zwłaszcza najstarsza córka Leonia.

Jednak z powodu prac wykonywanych dla Niemców przez zakład kierowany przez Czochralskiego, natychmiast po wojnie profesora oskarżono o współpracę z okupantem. Na kilka miesięcy trafił do aresztu w Piotrkowie Trybunalskim. Wobec braku dowodów winy dochodzenie umorzono. W obronie poszkodowanego, dając świadectwo jego patriotyzmu, wystąpił m.in. Gustaw Olechowski, były konsul Rzeczypospolitej. Mimo uniewinnienia przez prokuraturę, w grudniu 1945 roku władze Politechniki Warszawskiej pozbawiły Czochralskiego tytułu profesorskiego i praktycznie wykluczyły ze środowiska naukowego.

W sierpniu 1945 roku upokorzony Czochralski wrócił do Kcyni. Założył tu małą firmę chemiczną BION, zajmującą się m.in. produkcją pasty do butów, soli peklującej i płynu do trwałej ondulacji. Po brutalnej rewizji, przeprowadzonej w jego willi w Kcyni przez Urząd Bezpieczeństwa, Jan Czochralski doznał ataku serca i 22 kwietnia 1953 roku zmarł w szpitalu w Poznaniu.

Prof. Jan Czochralski był autorem lub współautorem ponad 120 publikacji naukowych, wielu wynalazków i patentów. Do dziś jest najczęściej cytowanym polskim uczonym. Jego największym osiągnięciem okazała się metoda wytwarzania monokryształów. Można przypuszczać, że gdyby prof. Czochralski żył kilkanaście lat dłużej i doczekał rozkwitu elektroniki półprzewodnikowej, z ogromnym prawdopodobieństwem Polska miałaby drugiego noblistę w – najbardziej prestiżowych – naukach ścisłych.

Przez wiele lat Czochralskiego pomijano w wydawnictwach encyklopedycznych – na przykład w wydanym w roku 1967 2. tomie Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN. Krótka notka biograficzna pojawiła się dopiero w wydanym w roku 1970 suplemencie. Starania o rehabilitację prof. Czochralskiego podejmowano na Politechnice Warszawskiej kilkakrotnie. Dopiero dokumenty odnalezione w 2011 roku pozwoliły jednoznacznie potwierdzić współpracę prof. Czochralskiego nie z okupantem, a z wywiadem Komendy Głównej Armii Krajowej. W tej sytuacji senat Politechniki Warszawskiej uchwałą z 29 czerwca 2011 roku – po 66 latach... – całkowicie zrehabilitował prof. Czochralskiego.

Z uwagi na uwarunkowania historyczne Czochralski był postacią tragiczną. Wychowanie w rodzinie patriotycznej nie pozwoliło mu na obronę, której skutkiem byłoby pogrążenie wielu innych osób z kręgu opozycji podziemnej Armii Krajowej – sama współpraca z AK była wówczas uznawana przez władze za przestępstwo.

https://www.youtube.com/watch?v=PUMXKLVxOwU&feature=youtu.be

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

Artykuł Jan Czochralski – niedoceniony geniusz z Polski. Niedoszły noblista zniszczony przez władze komunistyczne pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/jan-czochralski-niedoceniony-geniusz-z-polski-niedoszly-noblista-zniszczony-przez-wladze-komunistyczne/feed/ 0