Historia Francji – Niezłomni.com https://niezlomni.com Portal informacyjno-historyczny Sun, 03 Dec 2023 21:00:15 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=4.9.8 https://niezlomni.com/wp-content/uploads/2017/08/cropped-icon-260x260.png Historia Francji – Niezłomni.com https://niezlomni.com 32 32 Jak ludobójstwo stało się dumą współczesnej Francji. Oto co kryje się pod wzniosłymi hasłami dzisiejszej Republiki https://niezlomni.com/jak-ludobojstwo-stalo-sie-duma-wspolczesnej-francji-oto-co-kryje-sie-pod-wznioslymi-haslami-dzisiejszej-republiki/ https://niezlomni.com/jak-ludobojstwo-stalo-sie-duma-wspolczesnej-francji-oto-co-kryje-sie-pod-wznioslymi-haslami-dzisiejszej-republiki/#respond Wed, 06 Jun 2018 11:59:41 +0000 https://niezlomni.com/?p=48756

Rewolucja francuska nie była – wbrew liberalnej propagandzie – triumfem rozumu i humanizmu nad ciemnotą i zabobonem. W jej trakcie siły postępowe dokonały wielu aktów wymierzonej w ludzi wierzących w Boga. Świadkiem najbardziej krwawych wydarzeń – zaplanowanego i realizowanego systemowo ludobójstwa – była Wandea. Kiedy dziś

Dziś hasło Wolność, równość, braterstwo jest często używane we Francji, nie tylko na godle, ale także na monetach, znaczkach pocztowych, okolicznościowych czy emblematach. Niektórzy zapominają, że w czasie Rewolucji do słów ,,Liberté, Égalité, Fraternité" dodawano także ,, ou la Mort", czyli albo śmierć.

O wpływie Rewolucji Francuskiej na dzisiejszą Francję od 23:00.

https://youtu.be/Ka3KNHyQ0Cw

Artykuł Jak ludobójstwo stało się dumą współczesnej Francji. Oto co kryje się pod wzniosłymi hasłami dzisiejszej Republiki pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/jak-ludobojstwo-stalo-sie-duma-wspolczesnej-francji-oto-co-kryje-sie-pod-wznioslymi-haslami-dzisiejszej-republiki/feed/ 0
„Towarzysze, zostaliśmy wybrani przez Führera, żeby bronić u jego boku stolicy Rzeszy przed inwazją Europy, prowadzoną przez hordy stalinowskie”. Opowieść o sile propagandy. Historia Francuzów broniących Berlin w 1945 r. [WIDEO] https://niezlomni.com/towarzysze-zostalismy-wybrani-przez-fuhrera-zeby-bronic-u-jego-boku-stolicy-rzeszy-przed-inwazja-europy-prowadzona-przez-hordy-stalinowskie-opowiesc-o-sile-propagandy-historia-francuzow-broni/ https://niezlomni.com/towarzysze-zostalismy-wybrani-przez-fuhrera-zeby-bronic-u-jego-boku-stolicy-rzeszy-przed-inwazja-europy-prowadzona-przez-hordy-stalinowskie-opowiesc-o-sile-propagandy-historia-francuzow-broni/#comments Fri, 12 Jan 2018 17:43:01 +0000 https://niezlomni.com/?p=45990

Stolicę otaczał nimb sławy. Kanclerz Hitler dokonał wyboru, zwyciężyć w niej lub umrzeć tam, a Rosjanie byli gotowi na wszystko, by zdobyć ją jak najszybciej. Wieści o misji do Berlina rozeszły się po kwaterach lotem błyskawicy. Każdy z żołnierzy miał wybór: walka do końca albo pozostanie na tyłach. Oddział sformowano natychmiast. Składał się w całości z 57 Batalionu SS, jednej kompani z 58 Batalionu SS oraz Kompanii Honorowej.

Rostainga i jego ludzi przepełniała duma, gdyż jako jedyna kompania z 58 Batalionu zostali wybrani do wyjazdu do Berlina. Wszystkie pozostałe jednostki bojowe z „Charlemagne” miały zostać przygotowane do wyruszenia w drugim eszelonie, dzień później.

Rozdano amunicję i broń. Prawie każdy z grenadierów 57 Batalionu został uzbrojony w karabinek automatyczny Stg44. Ochotnicy z kompanii Rostainga nie mieli tyle szczęścia. Tylko jeden na trzech żołnierzy otrzymał tę broń. Każdy pluton wyposażono w ciężki MG 42. Nie zapomniano rzecz jasna o groźnych pancerfaustach (granatnikach ręcznych). Po raz pierwszy i ostatni hojnie rozdano racje żywnościowe, jednak wielu ochotników wolało włożyć do kieszeni więcej amunicji niż jedzenie. Wcześniej, około 10 kwietnia, jednostka otrzymała również nowe mundury maskujące, składające się z kurtki i spodni kamuflażowych uszytych z materiału drelichowego o wzorze groszkowym. Tutaj znowu ludzie Rostainga poczuli się pokrzywdzeni, gdyż zabrakło dla nich całych kompletów. Dostali jedynie spodnie górną część umundurowania stanowiły tradycyjne bluzy uszyte z sukna feldgrau.

Robert Soulat wspomina, że jego towarzysze nigdy wcześniej nie byli w tak świetnej formie jak właśnie wtedy. I faktycznie ich entuzjazm przypominał mu „tych zwycięskich niemieckich żołnierzy z pierwszych dni wojny”. Ich morale było wręcz doskonałe. I po raz pierwszy widział w ich oczach ten płomień. Palili się do walki na śmierć i życie. Jakby przeczuwali, co ich czeka.

Podobnie, choć z nieco większą dozą fatalizmu, wypowiadał się po wojnie Louis Levast, żołnierz Kampfschule Dywizji „Charlemagne”:

W połowie kwietnia generał Krukenberg oznajmił nam, że przypadł nam w udziale zaszczyt uczestniczenia w obronie Berlina, wraz z innymi kompaniami „Charlemagne”, w całkowitej liczbie 700 ludzi. Oświadczył nam mianowicie:

– Towarzysze, zostaliśmy wybrani przez Führera, żeby bronić u jego boku stolicy Rzeszy przed inwazją Europy, prowadzoną przez hordy stalinowskie. Dzięki naszej walce i naszemu poświęceniu nie dopuścimy, żeby wkroczyła doń dzicz Czerwonych, Sieg Heil.
Wszyscy przyjęli to przemówienie z entuzjazmem, okrzykami Hurra, widząc się już, jak walczą ramię w ramię z Adolfem Hitlerem. My jednak nie mieliśmy złudzeń: nie wierzyliśmy już w nową broń, pozostawało nam już tylko walczyć do końca, żeby uszanować naszą przysięgę wierności i żeby dokończyć życia w walce, aniżeli zginąć w rowie od kuli w plecy.
Decyzja o wyruszeniu na bój o Berlin przyniosła nam wszystkim prawdziwą ulgę. Jeśli o mnie chodzi, to mówiłem sobie in petto, w czasie gdy moja grupa uczestniczyła w kopaniu rowów przeciwczołgowych:
– Zastrzelą mnie w rowie takim jak ten.

Francuski Batalion Szturmowy opuścił Carpin 24 kwietnia 1945 roku o godz. 5:30 i udał się w kierunku Strelitz-Alt. Właśnie stamtąd o godz. 8:30 wyruszył w kierunku Berlina konwój około 15 ciężarówek marki Ford V 3005, wypożyczonych przez Luftwaffe, i kilku aut osobowych. Pojazdy, zabierając około 40 ludzi każdy, były przeładowane poza granice rozsądku.

Podczas gdy francuscy esesmani zbierali się do wyjazdu, na rynku w Strelitz-Alt zobaczyli czarną limuzynę jadącą z dużą prędkością. Za kierownicą siedział nie kto inny jak sam SS-Reichsführer Heinrich Himmler! Krukenberg, jego adiutant Pachur oraz oficer dyżurny Patzak natychmiast stanęli na baczność. Przejeżdżający obok kolumny mercedes zwolnił, ale się nie zatrzymał. Himmler nawet na nich nie spojrzał. Auto zniknęło w oddali tak szybko, jak się pojawiło. Cała trójka była mocno zaskoczona i oczywiście rozczarowana. Reichsführer nie zatrzymał się i nie dokonał inspekcji oddziału… Po chwili refleksji wszyscy wrócili do swoich obowiązków.
Krukenberg skomentował po wojnie tę sytuację tak:

Później odkryłem, że Himmler musiał wracać właśnie ze spotkania z hrabią Bernadotte w Lubece (Lübeck). Wiedział na pewno o naszych rozkazach i skoro chciał negocjować zawieszenie broni, to powinien nas powstrzymać przed wyjazdem do Berlina albo przynajmniej poinformować o zaistniałej sytuacji. Nie mam wątpliwości, że mijając nas, Himmler po prostu chciał uniknąć tej bolesnej konieczności.

Fragment rozdziału 2. Odrodzenie po klęsce pomorskiej, Tomasz Borowski, Cena przysięgi. Francuski Batalion Szturmowy SS w bitwie o Berlin, Replika, Zakrzewo 2017. Książkę można kupić TUTAJ

 

[caption id="attachment_45992" align="alignleft" width="369"] 33 Dywizja Grenadierów SS (1 francuska) Charlemagne, pl.wikipedia.org[/caption]

Ostatni żołnierze 33 Dywizji Grenadierów Waffen-SS „Charlemagne” w trakcie bitwy o Berlin. Bazą dla sformowania w lutym 1945 roku dywizji „Charlemagne” był  walczący w szeregach Waffen-SS Legion Ochotników Francuskich przeciw Bolszewizmowi, a następnie Francuska Ochotnicza Brygada Szturmowa SS. Wobec krytycznej sytuacji oddziałów niemieckich na Pomorzu dywizję rozmieszczono w rejonie miejscowości Czarne (Hammerstein). Po ciężkich walkach, pod naporem przeważającego przeciwnika, jednostka została zmuszona do chaotycznego odwrotu. Jego skutkiem był jej rozpad i unicestwienie.

Tylko kilkuset żołnierzy ze zdziesiątkowanej formacji przybyło do punktu zbornego w niemieckim Neusterlitz. Z tych, którzy postanowili nie składać broni, utworzono Batalion Szturmowy SS w sile 300 żołnierzy, włączony następnie do ostatecznych walk rozgrywających się w ruinach Berlina.

Pomimo naporu Armii Czerwonej Francuzi pozostali wierni złożonej przysiędze. Ponosząc ciężkie straty, odpierali kolejne ataki mimo zbliżającej się nieuchronnie klęski.

W niniejszej książce przedstawiono nie tylko znane już powszechnie fakty. Autor próbuje rzucić nowe światło na tamte dni przełomu kwietnia i maja 1945 roku. Oddaje głos naocznym świadkom, których wspomnienia ukazują się drukiem po raz pierwszy.
Tekst uzupełniają zdjęcia archiwalne oraz specjalnie przygotowane, barwne fotografie mundurów i wyposażenia francuskiego Batalionu Szturmowego.

Tomasz Borowski. Pasjonat historii, badacz dziejów cudzoziemskich formacji ochotniczych Waffen SS. Interesują go szczególnie jednostki skandynawskie, francuskie oraz walońskie, zaangażowane w krwawe boje w schyłkowym okresie II wojny światowej. Dzięki kontaktom z wieloma autorami i historykami ma dostęp do unikalnych, nieznanych szerszemu gronu archiwów. Dotyczy to zarówno materiałów wspomnieniowych jak i fotograficznych.

W swych publikacjach stara się nie powielać dobrze znanych faktów. Przybliża za to i odkrywa tajemnice oraz ciekawostki, będące symbolami tamtych tragicznych, ostatnich tygodni największego z dotychczasowych konfliktów zbrojnych.

Artykuł „Towarzysze, zostaliśmy wybrani przez Führera, żeby bronić u jego boku stolicy Rzeszy przed inwazją Europy, prowadzoną przez hordy stalinowskie”. Opowieść o sile propagandy. Historia Francuzów broniących Berlin w 1945 r. [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/towarzysze-zostalismy-wybrani-przez-fuhrera-zeby-bronic-u-jego-boku-stolicy-rzeszy-przed-inwazja-europy-prowadzona-przez-hordy-stalinowskie-opowiesc-o-sile-propagandy-historia-francuzow-broni/feed/ 2
Stały się symbolem prześladowań we Francji. Zginęły, bo nie chciały wyrzec się wiary. Przejmujący fragment filmu [WIDEO] https://niezlomni.com/staly-sie-symbolem-przesladowan-we-francji-zginely-bo-nie-chcialy-wyrzec-sie-wiary-przejmujacy-fragment-filmu-wideo/ https://niezlomni.com/staly-sie-symbolem-przesladowan-we-francji-zginely-bo-nie-chcialy-wyrzec-sie-wiary-przejmujacy-fragment-filmu-wideo/#respond Thu, 27 Jul 2017 10:27:43 +0000 http://niezlomni.com/?p=41744

Nie było większych szans na odnalezienie relikwii, gdyż ich ciała wrzucono do wielkiej zbiorowej mogiły. 16 karmelitanek stało się jednak symbolem antykatolickich prześladowań w czasie rewolucji francuskiej.

Zakonnice z klasztoru w Compiegne zostały zmuszone przez rewolucyjne władze do zrzucenia habitów i opuszczenia swojego miejsca zamieszkania. Zastosowały się do rozkazów, ale postanowiły w miarę możliwości nadal przestrzegać zakonnych reguł. Zamieszkały więc w kilku grupach blisko siebie i funkcjonowały jak zakonnice. Nie opuszczały domów, a wszystko, co było potrzebne, dostarczały im tzw. siostry zewnętrzne.

Sprawa wydawał się po prawie dwóch latach. Zakonnice zostały aresztowane 22 czerwca 1794 roku, a 17 lipca zgilotynowane w Paryżu. Umarły, śpiewając antyfonę ku czci Najświętszej Maryi Panny ,,Salve Regina". Ciała 16 karmelitek wrzucono do do dołu z piaskiem na paryskim cmentarzu Picpus. Później w tym miejscu doliczono się 1298 ofiar rewolucyjnego terroru.

Zakonnice w 1906 roku zostały beatyfikowane przez papieża Piusa X.

Rewolucja francuska trwała 10 lat. Za jej symboliczny początek uznaje się zdobycie przez mieszczan paryskiej Bastylii 14 lipca 1789 roku, a datę końcową wyznacza dojście do władzy Napoleona Bonaparte, który 9 listopada 1799 roku ogłosił się Pierwszym Konsulem. W czasie tej dekady we Francji więzienia były przepełnione, zginęło wiele tysięcy ludzi, a gilotyny pracowały czasami na okrągło - pod ostrzem straciło życie ponad 50 tysięcy ludzi. Kolejne 35 tysięcy osób padło ofiarą samosądów.

Ofiarą rewolucji był też Kościół katolicki. Duchownym najpierw odebrano prawa i przywileje, następnie opodatkowano, a następnie przejęto wszystkie dobra na mocy dekretu sekularyzacyjnego. Obywatele po ustanowieniu mocą Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela wolności wyznania masowo porzucali wiarę katolicką. W końcu w 1792 roku ustanowiono rozdział Kościoła od państwa.

Artykuł Stały się symbolem prześladowań we Francji. Zginęły, bo nie chciały wyrzec się wiary. Przejmujący fragment filmu [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/staly-sie-symbolem-przesladowan-we-francji-zginely-bo-nie-chcialy-wyrzec-sie-wiary-przejmujacy-fragment-filmu-wideo/feed/ 0
Francuskie miasteczko opanowało szaleństwo. Wszyscy jedli chleb. „Widziałem węża, kurczyłem się”. Po latach okazało się, że stało za tym CIA. https://niezlomni.com/francuskie-miasteczko-opanowalo-szalenstwo-wszyscy-jedli-chleb-widzialem-weza-kurczylem-sie-latach-okazalo-sie-ze-stalo-tym-cia/ https://niezlomni.com/francuskie-miasteczko-opanowalo-szalenstwo-wszyscy-jedli-chleb-widzialem-weza-kurczylem-sie-latach-okazalo-sie-ze-stalo-tym-cia/#respond Thu, 11 May 2017 12:20:58 +0000 http://niezlomni.com/?p=38285

Było lato 1951 roku, gdy w niewielkim Pont-Saint-Esprit na południu Francji wybuchło zbiorowe szaleństwo. Co było przyczyną zatrucia 250 osób i śmierci kilku innych? LSD w chlebie, które zostało tam umieszczone celowo przez amerykański wywiad!

16 sierpnia 1951 roku wielu mieszkańców Pont-Saint-Esprit zaczęło się skarżyć z powodu halucynacji. Miejscowy listonosz Leon Armunier spadł z roweru, gdy dopadły do nudności i omamy.

To było straszne. Miałem uczucie kurczenia się, widziałem węża, który owijał się wokół moich ramionach

- wspominał po latach. Ktoś inny udawał samolot i skoczył z drugiego piętra. 11-latek próbował utopić babcię, a jeszcze komuś innemu serce uciekało na swoich nogach.

Listonosz trafił do szpitala, gdzie ubrany w kaftan bezpieczeństwa wylądował na oddziale zamkniętym. Szybko przekonał się, że nie jest odosobnionym przypadkiem. Podobni do niego pacjenci krzyczeli, wyli i rzucali się na łóżkach, do których byli przykuci. Liczba takich hospitalizowanych rosła z każdą godziną.

Lekarze szybko ustalili, że wszyscy pacjenci ulegli zatruciu. Podejrzewano, że w chlebie z miejscowej piekarni znalazła się rtęć lub halucynogenny sporysz.

Taka teoria obowiązywała przez długie lata. Dopiero w 2009 roku amerykański dziennikarz śledczy Hank Albarelli rzucił nowe światło na sprawę w swojej książce "A Terrible Mistake", w której publikuje dokumenty podpisane przez F. Olsona, naukowca z CIA i skierowane do Davida Belina, który pracował dla komisji powołanej przez Biały Dom w celu zbadania nadużyć prowadzonych przez CIA na całym świecie. Z materiałów wynika, że za zatruciem mieszkańców Pont-Saint-Esprit stało CIA, które do chleba dodało LSD. Miał to być eksperyment sprawdzający zastosowanie narkotyku jako broni biologicznej. Był to element wielkiej operacji MKULTRA, która badała różne możliwości sterowania pracą ludzkiego mózgu i kontrolowania umysłów za pomocą substancji chemicznych, bodźców elektrycznych, analizy fal mózgowych i form percepcji podprogowej. Skutki wielu działań w ramach tego tajnego programu były tragiczne. Tak jak w Pont-Saint-Esprit, gdzie kilka osób straciło życie.

Artykuł Francuskie miasteczko opanowało szaleństwo. Wszyscy jedli chleb. „Widziałem węża, kurczyłem się”. Po latach okazało się, że stało za tym CIA. pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/francuskie-miasteczko-opanowalo-szalenstwo-wszyscy-jedli-chleb-widzialem-weza-kurczylem-sie-latach-okazalo-sie-ze-stalo-tym-cia/feed/ 0
Sensacyjna tajna notatka na temat Le Pena w archiwach polskiego wywiadu https://niezlomni.com/sensacyjna-notatka-o-le-pen-archiwach-polskiego-wywiadu/ https://niezlomni.com/sensacyjna-notatka-o-le-pen-archiwach-polskiego-wywiadu/#respond Mon, 13 Mar 2017 13:46:04 +0000 http://niezlomni.com/?p=36297

Jean-Marie Le Pen to założyciel i wieloletni przywódca Frontu Narodowego, na którego czele stoi obecnie jego córka Marine Le Pen.

Le Pen stworzył Front Narodowy już w 1972 roku. Kierował nim nieprzerwanie do 16 stycznia 2011, kiedy to został zastąpiony przez Marine.

Co ciekawe późniejszy lider prawicy we Francji był na celowniku francuskich służb od samego początku swojej kariery. Mówi o tym tajna notatka informacyjna polskiego wywiadu sporządzona na podstawie danych uzyskanych przez oficera rezydentury w Paryżu. Źródło informacji określane jest jako wiarygodne.

Czytamy tam, że Le Pen w okresie studiów na Wydziale Prawa Sorbony w latach 1952-56 znany był jako organizator prawicowych bojówek podejrzany o popełnienie osobiście kilku zabójstw na tle politycznym. Służby specjalne i ugrupowania wojskowych związanych ze skrajną prawicą i posiadających do chwili obecnej [notatka pochodzi z 1984 r. - red.] silne wpływy w instytucjach państwowych przyczyniły się w decydujący sposób do zatuszowania kryminalnej przeszłości Le Pen za cenę jego absolutnego podporządkowania się ich woli i poleceniom. Z tych powodów Le Pen od wielu lat jest powolnym narzędziem w rękach wpływowych kręgów reakcyjnych wojskowych i funkcjonariuszy służb specjalnych.

Notatka wiele mówi o sposobie oddziaływania na scenę polityczną we Francji i pokazuje, jak powstawała obecnie jedna z głównych sił politycznych...

źródło: The World of Special Operations

Artykuł Sensacyjna tajna notatka na temat Le Pena w archiwach polskiego wywiadu pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/sensacyjna-notatka-o-le-pen-archiwach-polskiego-wywiadu/feed/ 0
O zapomnianym powstaniu, które spłynęło rzeką niewinnej krwi. Na nim wzorowali się Lenin i Pol Pot [wideo] https://niezlomni.com/o-zapomnianym-powstaniu-ktore-splynelo-rzeka-niewinnej-krwi-na-nim-wzorowali-sie-lenin-i-pol-pot/ https://niezlomni.com/o-zapomnianym-powstaniu-ktore-splynelo-rzeka-niewinnej-krwi-na-nim-wzorowali-sie-lenin-i-pol-pot/#respond Fri, 10 Mar 2017 12:40:30 +0000 http://niezlomni.com/?p=1902

W grudniu 1793 roku upadło ostatecznie kontrrewolucyjne powstanie w Wandei. Wielka Armia Katolicka i Królewska, rozbita pod Angers, zmasakrowana pod Le Mans i unicestwiona pod Savenay, przestała istnieć.

Wkrótce cała Wandea utonie we krwi. Po dziesięciu miesiącach skutecznego oporu, kiedy wydawało się, że może wręcz zagrozić republice.

Jeńcy oczekiwali na śmierć. Czterystu ludzi stłoczonych w drewnianej stodole w Chemillé, w zachodniej Francji odliczało swe ostatnie chwile.

Nie mieli prawa oczekiwać litości. Należeli do okrutnej armii przysłanej przez rewolucyjne władze w Paryżu do zbuntowanego departamentu, aby zaprowadzić tu nowe porządki. W swych piekielnych pochodach szli od wioski do wioski, pozostawiając po sobie zgliszcza i okaleczone trupy. Byli niczym stado wściekłych wilków zagryzających zimą dzieci, wciąż głodni krwi, ciągle opętani żądzą mordu. Dlatego też miejscowi tępili ich bez pardonu, jak wilki właśnie, jak dzikie bestie.

Po bitwie pod Chemillé, 10 kwietnia 1793 roku czterystu republikanów wpadło w ręce chłopskich powstańców. Tymczasowo umieszczono ich w pobliskiej stodole…

PATER NOSTER

Drzwi stodoły rozwarły się z trzaskiem. Na jej progu stanęli powstańcy z siekierami w rękach. Do wnętrza wdarł się lodowaty powiew grozy.

Chłopi spoglądali na jeńców beznamiętnie, jak się patrzy na robactwo, które trzeba wytępić. Pochwyceni żołnierze byli dla nich częścią kataklizmu, jaki nawiedził ich spokojne dotąd strony; byli sługami mrocznej siły, która wdarła się w ich życie, przynosząc swąd spalenizny i zgniły odór śmierci.

Ostrza wandejskich toporów lśniły złowieszczo, zapowiadając to, co nieuniknione. Powstańcy postąpili krok do przodu i z czterystu gardeł wyrwały się westchnienia i szloch…

Wtem na drodze mścicieli wyrósł postawny mężczyzna. Nosił skromny mundur, ale tchnął autorytetem i siłą. Chłopi zatrzymali się z szacunkiem. Był to Maurycy d’Elbée, ich dowódca. W stodole rozległ się jego potężny głos:

– I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom!

Zaległa cisza. Tylko gdzieś w tle słychać było szepty przerażonych jeńców. Wandejski wódz i jego podwładni mierzyli się wzrokiem.

– Jako i my odpuszczamy! – powtórzył z mocą d’Elbée.

Dawno, przed wiekami, w zupełnie innej części świata pojawił się niezwykły Człowiek. Szybko zgromadził wokół siebie grono oddanych uczniów. Pewnego dnia jeden z nich zwrócił się do Nauczyciela z prośbą: Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów. A On rzekł do nich: Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo! Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie (Łk 11, 2–4).

Po blisko tysiącu ośmiuset latach ta właśnie rozmowa zadecydowała o losach czterystu rewolucjonistów pochwyconych w Chemillé. Wandejczycy darowali jeńcom życie i wolność.

ZRYW

W ostatniej dekadzie XVIII stulecia ery chrześcijańskiej w zachodniofrancuskim departamencie Wandea życie ludzkie mocno straciło na wartości. Rewolucyjna przemoc, którą zapoczątkowały zajścia w Paryżu 14 lipca 1789 roku, szybko dotarła i tutaj. Szczególne wzburzenie Wandejczyków wzbudzały zadekretowane odgórnie prześladowania Kościoła. Doszło na tym tle do szeregu wystąpień ludności – zarówno demonstracji rozpraszanych przez wojsko salwami w tłum, jak i coraz częściej starć zbrojnych. Setki Wandejczyków poniosły śmierć w wyniku rewolucyjnego terroru, jak na przykład podczas krwawej masakry w Bressuire, w sierpniu 1792 roku, kiedy Gwardia Narodowa otworzyła ogień do tłumu wiernych protestujących przeciwko planowanej eksmisji sióstr zakonnych z miejscowego klasztoru. Zabito tam na miejscu około stu osób, dalsze pięćset aresztowano, by większość z nich wymordować w więzieniu.

W styczniu 1793 roku Wandejczykami wstrząsnęła wieść o zgilotynowaniu ich władcy, Ludwika XVI. W ich oczach był to mord na osobie Pomazańca Bożego. W następnym zaś miesiącu władze ogłosiły przymusowy pobór do wojska. Te dwie krople przelały kielich goryczy. Wandea chwyciła za broń. Pod sztandarami z Najświętszym Sercem Jezusa oraz z liliami Burbonów ruszyła do boju Wielka Armia Katolicka i Królewska. Jej żołnierze nosili na piersiach wizerunki Serca Jezusowego, krzyże i szkaplerze. Naczelnym wodzem insurekcji obwołano Jakuba Cathelineau, a Maurycy d’Elbée znalazł się w gronie jego zastępców.


GENERAŁ OPATRZNOŚĆ

[caption id="attachment_1905" align="alignleft" width="209"]Józef Ludwik Gigost d’Elbée Józef Ludwik Gigost d’Elbée[/caption]

Maurycy Józef Ludwik Gigost d’Elbée był z pochodzenia Saksończykiem. Urodził się w roku 1752 w Dreźnie, w rodzinie o tradycjach wojskowych. Jego ojciec był grenadierem w służbie króla Polski, Augusta III Sasa.

W wieku dwudziestu pięciu lat Maurycy osiadł we Francji. Rychło zaciągnął się do regimentu kawalerii, gdzie po sześciu latach dosłużył się stopnia porucznika. Po uzyskaniu zwolnienia ze służby pojął za żonę pannę Małgorzatę Karolinę du Houx d’Hauterive. Osiedli razem w majątku w pobliżu Beaupréau w Anjou. Kiedy wybuchła rewolucja, państwo d’Elbée, przeczuwając najgorsze, wyjechali do Koblencji. W roku 1792, gdy władze zagroziły konfiskatą majątków emigrantów, zdecydowali się na powrót. W następnym roku wandejscy chłopi – znając wojskową przeszłość Maurycego – poprosili go, by poprowadził ich w bój.

D’Elbée początkowo wzbraniał się przed przystąpieniem do walki. Choć był z przekonania monarchistą, jednak stronił od angażowania się w życie polityczne. Czynnikiem, który zadecydował o przyjęciu przezeń propozycji powstańców, był jego szczery katolicyzm i niezgoda na prześladowanie Kościoła.

Wkrótce Maurycy d’Elbée – skromny, rozważny, a przy tym niezwykle pobożny – stał się znany jako Generał Opatrzność (bądź Ojciec Opatrzność). Podwładni uwielbiali go. Pod jego rozkazami gromili republikanów pod Parthenay, Fontenay‑le‑Comte (gdzie d’Elbée odniósł ranę) i w wielu innych miejscach. U samego początku wojny nakazał swoim żołnierzom:

– Walczcie z nadzieją. Walczycie dla Boga!

JAK TYGRYSY

Ofensywa powstańców nabierała rozmachu. W czerwcu Jakub Cathelineau poprowadził szturm na Nantes. Wandejczykom udało się sforsować linię fortyfikacji i wedrzeć do miasta. Jeszcze trwał opór wojsk republikańskich, gdy Cathelineau wydobył różaniec i przyklęknął na bruku, by podziękować Bogu za zwycięstwo. W tym momencie ugodziła go kula.

Nowym wodzem naczelnym insurekcji obwołano Maurycego d’Elbée. Ten powiódł swych żołnierzy do nowych zwycięstw. Między innymi pod Châtillon pokonał wojska republikańskie generała Franciszka Józefa Westermanna, który zdobędzie później wątpliwą sławę jako Rzeźnik Wandei.

Tymczasem stale napływały doniesienia o nowych zbrodniach rewolucjonistów. Powstańcy pałali żądzą odwetu, jednakże d’Elbée konsekwentnie żądał od nich przestrzegania cywilizowanych norm i poprawnego traktowania jeńców.

17 października czterdziestotysięczna armia wandejska uderzyła na Cholet. Czekało tu na nią na umocnionych pozycjach dwadzieścia sześć tysięcy republikanów. Wandejczykom udało się wedrzeć na ulice miasta, jednak ich szturm załamał się w morderczym ogniu nieprzyjacielskiej artylerii. Wielokrotnie ponawiane ataki utknęły w strugach krwi. Republikański dowódca, generał Jan Baptysta Kléber, rzekł później z podziwem o powstańcach:

– Walczyli jak tygrysy…

[caption id="attachment_1906" align="alignleft" width="293"]Sztandar wojsk wandejskich Sztandar wojsk wandejskich[/caption]

Padł czternastokrotnie ranny d’Elbée. Jego zastępca Karol de Bonchamps odniósł śmiertelną ranę. Powstańcy ustąpili i rozpoczęli odwrót.

Doniesiono o nowych kolumnach republikańskich maszerujących na Wandeę. Tymczasem wycofywanie się Armii Katolickiej i Królewskiej utrudniała konieczność pilnowania i żywienia pięciu tysięcy pojmanych jeńców. Powstańcy, rozgoryczeni niedawną porażką i stratą ukochanych dowódców, chcieli dokonać masowej egzekucji „niebieskich”. Jednak umierający de Bonchamps, jak kiedyś d’Elbée pod Chemillé, poprosił o łaskę dla wrogów. Jego wola była dla żołnierzy świętością – jeńców uwolniono.

Niestety, podobnej rycerskości zabrakło sługom Rewolucji. Posuwający się w ślad za Wandejczykami pułk Westermanna napotkał powstańczy szpital z pięciuset rannymi – wszystkich wymordowano. Po odnalezieniu grobu de Bonchampsa Westermann nakazał wykopać zwłoki, odciąć głowę i wysłać ją Konwentowi na dowód odniesionego triumfu.

TRUPIE CZASZKI

Ciężko rannego Elbéego powstańcy przewieźli do Beaupréau, a następnie do Noirmoutier. Tymczasem rewolucjoniści, wykorzystując odwrót Armii Katolickiej, rozpoczęli na opanowanych terenach akcję ludobójczą. Oficjalne rozkazy skierowane do oddziałów pacyfikacyjnych brzmiały:

Spalić wszystko, co da się spalić, i zabić każdą żywą istotę!

Generał Beaufort nawoływał do oczyszczenia Wandei z zamieszkującej ją przeklętej rasy. Generał Ludwik Turreau, dowódca kolumn piekielnych zapowiadał, że departament ten stanie się narodowym cmentarzem i nakazywał swym żołnierzom: Wszyscy bandyci (…) mają pójść pod bagnety. W ten sam sposób traktujcie kobiety, dziewczęta i dzieci!

Już niedługo władze w Paryżu zostały zasypane makabrycznymi raportami ze skazanej na śmierć krainy.

Dzień męczący, ale owocny – stwierdzał generał Cordelier, pisząc z miasteczka Lucs‑sur‑Boulogne, gdzie jego podwładni wymordowali 564 osoby, w tym 110 dzieci poniżej siódmego roku życia (trzydzieści trzy ofiary liczyły sobie od kilkunastu dni do dwóch lat).

Dla dobra Republiki – nie ma już mieszkańców Echaubrognes; nie pozostał tu nawet jeden dom. Nic nie umknęło narodowej zemście – donosił generał Caffin.

Nie ma już Wandei, obywatele republikanie! – przechwalał się Westermann. – Wraz ze swymi kobietami i dziećmi zginęła pod naszym mieczem Wolności. Zgodnie z rozkazami, które mi daliście, miażdżyłem dzieci kopytami koni, masakrowałem kobiety… Litość to nie jest rewolucyjna sprawa!

Andrzej Solak, cały tekst w numerze "Polonia Christiana"

pch

Artykuł O zapomnianym powstaniu, które spłynęło rzeką niewinnej krwi. Na nim wzorowali się Lenin i Pol Pot [wideo] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/o-zapomnianym-powstaniu-ktore-splynelo-rzeka-niewinnej-krwi-na-nim-wzorowali-sie-lenin-i-pol-pot/feed/ 0
30 listopada 1808: szarża polskich ułanów pod Somosierrą. ,,Dla moich Polaków nie ma rzeczy niemożliwych” https://niezlomni.com/30-listopada-1808-szarza-polskich-ulanow-somosierra-dla-moich-polakow-rzeczy-niemozliwych/ https://niezlomni.com/30-listopada-1808-szarza-polskich-ulanow-somosierra-dla-moich-polakow-rzeczy-niemozliwych/#respond Wed, 30 Nov 2016 11:49:07 +0000 http://niezlomni.com/?p=34020

Po zwycięskiej kampanii pruskiej Napoleon Bonaparte wydał 21 listopada 1806 r. dekret o blokadzie kontynentalnej Wielkiej Brytanii. Polityka cesarza Francuzów miała osłabić ekonomicznie Brytyjczyków poprzez odcięcie ich od rynków zbytu oraz dostaw surowców z kolonii.

Obraz powyżej: Atak polskich szwoleżerów, mal. January Suchodolski

System izolacji nie był jednak szczelny, ponieważ nie przystąpiły do niego m.in. państwa Półwyspu Iberyjskiego – Portugalia i Hiszpania. Francja postanowiła wymusić więc na tych krajach posłuszeństwo. W pierwszej kolejności spacyfikowano Portugalię. W Hiszpanii natomiast Bonaparte wykorzystał spór dynastyczny między przedstawicielami rodu Burbonów i osadził na tamtejszym tronie swego brata Józefa.

Narzucenie Hiszpanii nowego monarchy doprowadziło 2 maja 1808 r. do wybuchu powstania ludowego. Mimo niestabilnej sytuacji wewnętrznej, Józef Bonaparte postanowił przybyć do Madrytu i przejąć władzę. Wkrótce jednak pod naciskiem rosnącej w siłę opozycji ze strony tamtejszej arystokracji i mieszczaństwa posiłkował się ucieczką. Pomocy militarnej udzielił bratu Napoleon, który ruszył na czele swej armii w kierunku hiszpańskiej stolicy. Drogę na przełęczy Somosierra zagrodziły mu jednakże wojska powstańcze dowodzone przez generała Benito San Juana.

30 listopada 1808 r. cesarz Francuzów podjął decyzję o przyjęciu bitwy. Starcie to, ze względu na szaleńczą szarżę polskich ułanów, przeszło do napoleońskich legend i zostało utrwalone w niejednym obrazie czy dziele literackim.

Batalia rozpoczęła się od ataku francuskiej piechoty na pozycje hiszpańskie. Piechurzy musieli jednak szybko wycofywać się pod przygniatającym ogniem karabinów i dział przeciwnika. Wtedy to Napoleon wysłał do boju 3 szwadron 1 Pułku Szwoleżerów Gwardii Cesarskiej. Polskiemu oddziałowi dowodzonemu przez płk. Jana Kozietulskiego wyznaczono zadanie zdobycia pierwszej baterii wroga. Ułani tymczasem brawurowo natarli na wszystkie działa ustawione przez Hiszpanów wzdłuż przełęczy. Po osiągnięciu zakładanego celu, szwadron w ferworze walk ruszył dalej, prowadzony przez kolejnych oficerów – Stefana Krzyżanowskiego i Jana Dziewanowskiego. Jednym z nielicznych, którzy dotarli do ostatniej baterii wojsk San Juana był porucznik Andrzej Niegolewski. Podczas ataku odniósł on dziewięć ran od bagnetów i dwie od kul. Ten nietuzinkowy wyczyn dostrzegł i docenił sam Bonaparte, nadając żołnierzowi Legię Honorową.

Trwająca zaledwie osiem minut szarża zakończyła się pełnym sukcesem i przyczyniła się do otwarcia wojskom napoleońskim drogi na Madryt.

Paweł Cichocki, źródło: Muzeum Historii Polski

Po wydaniu przez Napoleona rozkazu zdobycia Somosierry gen. Montbrun zameldował Cesarzowi, że szarża wprost na armaty nie jest możliwa. Wtedy Napoleon wypowiedział słowa:

Zostawcie to Polakom!

Polscy szwoleżerowie zdobyli Somosierrę.

Po bitwie miał powiedzieć:

Dla moich Polaków nie ma rzeczy niemożliwych.

Artykuł 30 listopada 1808: szarża polskich ułanów pod Somosierrą. ,,Dla moich Polaków nie ma rzeczy niemożliwych” pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/30-listopada-1808-szarza-polskich-ulanow-somosierra-dla-moich-polakow-rzeczy-niemozliwych/feed/ 0
Historia bywa przewrotna. Dla Francuzów. Zestawienie tych dwóch wydarzeń z II wojny światowej pokazuje paradoks stosunków polsko-francuskich https://niezlomni.com/historia-bywa-przewrotna-dla-francuzow-zestawienie-tych-dwoch-wydarzen-z-ii-wojny-swiatowej-pokazuje-paradoks-stosunkow-polsko-francuskich/ https://niezlomni.com/historia-bywa-przewrotna-dla-francuzow-zestawienie-tych-dwoch-wydarzen-z-ii-wojny-swiatowej-pokazuje-paradoks-stosunkow-polsko-francuskich/#respond Wed, 12 Oct 2016 09:21:00 +0000 http://niezlomni.com/?p=32440

12 września 1939 r. zebrana we francuskim mieście Abbeville francusko-brytyjska Najwyższa Rada Wojenna zdecydowała o niepodejmowaniu generalnej ofensywy lądowej na froncie zachodnim i działań powietrznych nad Niemcami.

Podjęcie tej decyzji było złamaniem zobowiązań wynikających z umów sojuszniczych, w szczególności zaś z konwencji wojskowej do sojuszu polsko-francuskiego i układu polsko-brytyjskiego z 25 sierpnia 1939 r. Chociaż decyzja ta miała niezwykle istotne znaczenia dla Polski (opracowany przez polskie dowództwo plan obrony oparty był na założeniu, że w piętnastym dniu od mobilizacji sojusznicy przejdą do ofensywy) rząd polski nie został o niej poinformowany. Za to o przebiegu i rezultatach konferencji był doskonale i na bieżąco informowany Józef Stalin – ostatecznie na konferencji obecnych było dwóch agentów NKWD w randze ministrów w rządzie francuskim.

http://niezlomni.com/12-wrzesnia-1939-ten-dzien-stal-sie-synonimem-zdrady-aliantow-tego-dnia-zlamali-zobowiazania-wobec-polski-a-stalin-dostal-zielone-swiatlo-piec-lat-pozniej-miasto-zdradzieckiej-konferencji/

Tymczasem pod koniec lipca 1944 roku 1 Dywizja Pancerna pod dowództwem gen. Stanisława Maczka wylądowała w Normandii w pobliżu Caen. Wyzwoliła między innymi Abbeville i Saint-Omer we Francji, następnie Ypres i Gandawę w Belgii i silnie bronioną Bredę w Holandii.

Ale ze względów powyżej wyzwolenie właśnie Abbeville ma wymiar symboliczny. Warto odnotować, że generał Maczek został honorowym obywatelem tego miasta. Zwykli Francuzi pamiętają o Polakach.

We Francji pamięć o generale jest wciąż żywa

- mówił Waldemar Kotula, sekretarz Zarządu Federacji Organizacji Polskich Pancerniaków.

Szkoda, że przywódcy nie pamiętali o Polsce w 1939. Wiele wskazuje, że II wojna światowa byłaby znacznie krótsza...

http://niezlomni.com/potoczylaby-sie-ii-wojna-swiatowa-gdyby-wielka-brytania-francja-przyszly-polsce-ratunek-wideo/

Artykuł Historia bywa przewrotna. Dla Francuzów. Zestawienie tych dwóch wydarzeń z II wojny światowej pokazuje paradoks stosunków polsko-francuskich pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/historia-bywa-przewrotna-dla-francuzow-zestawienie-tych-dwoch-wydarzen-z-ii-wojny-swiatowej-pokazuje-paradoks-stosunkow-polsko-francuskich/feed/ 0
Z Buchenwaldu przywiozłem swój pasiak. Matka stwierdziła, że cuchnie, lecz zanim go spaliła, zrobiłem sobie w nim ostatnie zdjęcie https://niezlomni.com/z-buchenwaldu-przywiozlem-swoj-pasiak-matka-stwierdzila-ze-cuchnie-lecz-zanim-go-spalila-zrobilem-sobie-w-nim-ostatnie-zdjecie/ https://niezlomni.com/z-buchenwaldu-przywiozlem-swoj-pasiak-matka-stwierdzila-ze-cuchnie-lecz-zanim-go-spalila-zrobilem-sobie-w-nim-ostatnie-zdjecie/#respond Sat, 08 Oct 2016 17:06:33 +0000 http://niezlomni.com/?p=32252

Było już bardzo późno, kiedy Lagerschutz w końcu poprowadził nas do niżej położonej części obozu, miejsca zwanego Małym Obozem.

calalem_z-buchenwaldu_72-dpi

foto powyżej: pokolorowane przez Mirek Szponar - więcej zdjęć TUTAJ

Pełno było tam drewnianych budynków i wielkich namiotów, z których każdy mieścił dwustu ludzi. Tutaj mieliśmy spędzić pierwszą noc. Nadzieja, że wreszcie się trochę wyśpimy, sprawiła, iż chętnie weszliśmy do środka, ale ponownie stłoczono nas z mniej więcej pięcioma setkami mężczyzn, chociaż warunki nie były aż tak ciężkie jak w wagonach. Turlaliśmy się jeden przez drugiego, próbując znaleźć sobie miejsce na ziemi, kurczowo trzymając koce wręczone nam przy wejściu do Małego Obozu. Choć byliśmy wykończeni, od dawna nie czuliśmy się — błędnie, jak miało się okazać — tak odprężeni.

Około 5 rano, po dwóch, może trzech godzinach głębokiego snu, rozkazano nam wstać i wyjść z namiotu. Minęła chwila, zanim się rozplątaliśmy i odzyskaliśmy optymistyczne spojrzenie na świat, ale nikt nie narzekał. Mogliśmy się napić, odetchnąć świeżym powietrzem, wyczyścić się i trochę przespać — to wszystko wydawało się rajem. Raj w Buchenwaldzie?

Rzeczywistość powróciła, kiedy wszyscy zaczęli się przyglądać znanym i nieznanym twarzom, odkrywając matowy, żółtobrązowy odcień cery, wskazujący na poważne odwodnienie. Dobitnie oznajmiał on o naszym cierpieniu. „Byłem kiedyś spragniony na pustyni, gdy spóźniała się racja wody”, wspominał pewien weteran Tukkurtu siedzący w zamknięciu od 1939 roku, „ale to było zupełnie niepodobne”.

Pierwszego dnia w obozie, po „śniadaniu” składającym się z podanej o świcie ziołowej herbaty, zabrano nas na pierwszą robotę. Buchenwald był „obozem pracy”, co znaczyło, że wszyscy więźniowie muszą wykonywać jakąś pracę, po części ze względu na potrzeby wojenne, ale to nie był jedyny powód. Pod eskortą pewnej liczby członków Lagerschutzu udaliśmy się do kamieniołomu, gdzie zastaliśmy istną kalwarię cierpiących ludzi, już umierających albo bliskich śmierci z wyczerpania. Nasze zadanie w tym kamieniołomie, wypełnionym łomotem stalowych narzędzi uderzających o twardy granit, polegało na wzięciu kamienia, założeniu go sobie na ramiona i zaniesieniu po długim zboczu w górę do określonego miejsca w obozie. Celu tej czynności nie wyjaśniono, późniejsze wykorzystanie kamienia było nieistotne. Nie było przerw, a praca rozpoczęła się natychmiast.

Kluczową sprawą było dokonanie szybkiego wyboru „dobrego” kamienia, ani za małego, ani za dużego. Jeśli człowiek wybrał za mały kamień, ryzykował pobicie za bumelanctwo przez SS-mana kontrolującego przy wejściu do obozu; jeśli za duży — w długiej drodze między kamieniołomem a obozem niesienie go byłoby męką, a do tego ściągnęłoby wrogość kolegów, gotowych przypiąć każdemu nadmiernie pracowitemu łatkę „dupoliza”. W praktyce jednak każdy kamień, niezależnie od rozmiarów, zawsze podczas długiego marszu do obozu okazywał się zbyt ciężki dla delikatnych ramion. Aby dopełnić udręki, po dostarczeniu kamienia na miejsce musieliśmy biec z powrotem do kamieniołomu pomiędzy kapo i SS-manami, którzy ochoczo bili nas pałkami, kijami, biczami i gumowymi wężami, jeżeli nie poruszaliśmy się tak szybko, jak oni by sobie tego życzyli. Oto był mit o Syzyfie w praktyce!

Szybko zdaliśmy sobie sprawę, że obejmuje nas ostry rygor egzekwowany przez SS, a jako że większość uwięzionych Francuzów znała język niemiecki w bardzo ograniczonym zakresie, więcej obrażeń odnosiliśmy wskutek działania pały niż samej pracy. Do tego dochodziły ciosy zadawane tragarzom niosącym kamienie uznane za zbyt małe lub zmagającym się z ciężkim ładunkiem na chwiejnych nogach. Według etyki SS należało chodzić wyprostowanym, w linii prostej, ze wzrokiem na wprost. W punkcie kontrolnym pod główną wieżą musieliśmy ustawiać się w równiutkie szeregi po pięciu — rzadki rozkaz we francuskim wojsku — i zawsze byliśmy bici, do woli; nie wiedzieliśmy, co zrobiliśmy nie tak, o ile w ogóle cokolwiek.

Miałem szczęście, że kiedy we francuskich lasach ścinałem drzewa wraz z ojcem, nauczył mnie, jak podnosić pnie i układać je sobie na ramionach. „O tak, w samym zgięciu szyi, z dala od łopatek i trochę ku tyłowi”. Z pewnością było to mniej bolesne. Przy odrobinie praktyki człowiek mógł podwoić swoją nośność i mieć przy tym mniej sińców. Tu jednak mało było okazji, żeby zastosować tę technikę. Wybór kamienia był doprawdy okrutnym dylematem.

Po brutalnym poranku spędzonym w pierwszym zespole roboczym — czyli Kommando — wróciliśmy do namiotów spoceni i wykończeni. Zastaliśmy jednego z naszych kolegów z Clairvaux potwornie obolałego. Był to wysoki, chudy człowiek, farmaceuta z Paryża. Półleżał z lekko uniesioną piersią, zapewne licząc na to, że tak łatwiej będzie oddychać. Wypuszczał z ust długie strumienie pary w takim tempie, że zastanawialiśmy się, jak długo zdoła wytrzymać podobne obciążenie. Oczy miał szeroko otwarte, ale puste i nieruchome, w ogóle niereagujące. Byliśmy pewni, że już po nim.
Wkrótce zaprowadzono go na Revier, czyli innymi słowy do budynku pełniącego funkcję izby chorych, umieszczonego na obrzeżu Małego Obozu, ale połączonego też z Dużym Obozem przejściem zabezpieczonym drutem kolczastym. (Obozy działały jako ściśle rozdzielone strefy, w których życie toczyło się na odmienne sposoby. Pole namiotowe było integralną częścią Małego Obozu i nie było odgrodzone).

Obawialiśmy się, że już nigdy nie ujrzymy naszego kolegi farmaceuty, gdyż mieliśmy wątpliwości co do opieki, którą otrzyma w takim miejscu. Słyszeliśmy już opowieści o ludziach, którzy trafiali na izbę chorych i nigdy nie powrócili. A jednak po kilku dniach, ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu, znów się pokazał, wysoki jak zawsze (niektórzy żartowali nawet, że po powrocie z martwych był jeszcze większy). Od razu przezwano go Trompe-la-Mort, człowiek, który oszukał śmierć. Przyjął tę ksywkę z uśmiechem.

A co działo się z nim później? Nie wiem. Bez wątpienia opuścił obóz w specjalistycznym zespole roboczym, ale chcielibyśmy myśleć, że wykorzystał jakiś atut, który pozwolił mu wrócić z deportacji do domu. W każdym razie miałby większe szanse niż wielu nieszczęsnych facetów, którzy nie byli w stanie podjąć takiej pracy. Kto jednak ośmieliłby się twierdzić, że byłby w stanie przeżyć Buchenwald i jego okropne komanda?

Fragment Rozdziału III Eden w Buchenwaldzie

Louis Gros, Flint Whitlock, Ocalałem z Buchenwaldu. Moja droga przez piekło, Replika, Poznań 2016.

Książkę można nabyć TUTAJ.

[caption id="attachment_32254" align="aligncenter" width="900"]Ocalony więzień Buchenwaldu wytyka palcem strażnika z niemieckiej formacji SS, który znęcał się nad ludźmi w obozie, fot. wikipedia Ocalony więzień Buchenwaldu wytyka palcem strażnika z niemieckiej formacji SS, który znęcał się nad ludźmi w obozie, fot. wikipedia[/caption]

Finałem trzydziestomiesięcznej tułaczki Louisa Grosa po francuskich i niemieckich więźniach okazał się pobyt w obozie koncentracyjnym Buchenwald. Przetrwał go, jednak powrót do domu w 1945 roku miał smak słodko-gorzki.
Jako „pamiątkę” Gros przywiózł ze sobą pasiak. Moja matka stwierdziła, że cuchnie, lecz zanim go spaliła, zrobiłem sobie w nim jedno, ostatnie zdjęcie – wspominał. Przez resztę życia próbował powrócić do normalności, a więc stanu ducha, o jakim w Buchenwaldzie niemalże zapomniał. Opowiadał też o naziźmie i wojnie oraz o grozie i nienawiści, jaką one przyniosły.

Miałem zaledwie siedemnaście lat, kiedy późno w nocy rozległo się pukanie do drzwi. Do domu wtargnęła francuska policja, aby aresztować mnie i mojego ojca jako członków ruchu oporu. Po kilku miesiącach we francuskich więzieniach dwa tysiące współwięźniów zamknięto w dwudziestu wagonach kolejowych. Naszym celem był Buchenwald, najstraszniejszy obóz w nazistowskich Niemczech. Tam traktowani byliśmy przez nadzorców z SS jak podludzie i zmuszani do pracy niczym niewolnicy. Byłem bity, głodowałem. Widziałem brutalne tortury i bezsensowne mordy. Ale ocalałem.

Spisana przez Flinta Whitlocka relacja Louisa Grosa z jego odysei jest tylko pozornie podobną do innych. Jako Francuz, ma on zgoła odmienne spojrzenie na drogę, którą musiał przebyć w piekle Buchenwaldu.

Po Bestiach z Buchenwaldu drugi tom Trylogii Buchenwaldzkiej Flinta Whitlocka z porażającą jasnością ukazuje krańcową rozpacz i upodlenie w nazistowskim obozie koncentracyjnym. To wciągająca i przejmująca książka. Wielkie osiągnięcie zasługujące na wszelkie możliwe pochwały.
Michael E. Haskew, „WWII History Magazine”

Film z wyzwolenia obozu przez Amerykanów

Artykuł Z Buchenwaldu przywiozłem swój pasiak. Matka stwierdziła, że cuchnie, lecz zanim go spaliła, zrobiłem sobie w nim ostatnie zdjęcie pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/z-buchenwaldu-przywiozlem-swoj-pasiak-matka-stwierdzila-ze-cuchnie-lecz-zanim-go-spalila-zrobilem-sobie-w-nim-ostatnie-zdjecie/feed/ 0
Pożar Moskwy, czyli pułapka na Napoleona. Jako pierwsi wkroczyli polscy huzarzy. „Motłoch pospolity wzywał do rabunku…” https://niezlomni.com/pozar-moskwy-czyli-pulapka-napoleona-jako-pierwsi-wkroczyli-polscy-huzarzy-motloch-pospolity-wzywal-rabunku/ https://niezlomni.com/pozar-moskwy-czyli-pulapka-napoleona-jako-pierwsi-wkroczyli-polscy-huzarzy-motloch-pospolity-wzywal-rabunku/#respond Wed, 14 Sep 2016 07:00:34 +0000 http://niezlomni.com/?p=31304

Skoro zawiodły działania militarne, pozostały pozamilitarne, w których Rosjanie mieli długą tradycję i duże doświadczenie. Kutuzow szykował Napoleonowi moskiewską pułapkę.

aleksander

Przechwalał się, że Bonaparte może go pokonać, ale przechytrzyć nie zdoła. Agenci głównodowodzącego dezinformowali Francuzów, że miasto będzie się bronić do upadłego, że wojsko nigdy Moskwy nie opuści. Tymczasem 13 września na tajnej naradzie wojennej w Filach podjęto decyzję o poddaniu miasta. Przekazano ją Aleksandrowi i Rostopczinowi, ale nie była ona dla nich zaskoczeniem, bo wiedziano, że Moskwa ocaleje w inny sposób, że będzie początkiem końca Wielkiej Armii.

W mieście potajemnie gromadzono zapasy materiałów łatwopalnych i wybuchowych, usunięto sprzęt przeciwpożarowy, ogołocono magazyny z żywności i innych środków niezbędnych do życia; wszystko przebiegało zgodnie z planem Aleksandra. Już bowiem w ostatnim dniu swego pobytu w Moskwie polecił on przecież Rostopczinowi przygotowanie ewakuacji miasta i pułapki, skoro nie było nadziei na jego utrzymanie. Sto pięćdziesiąt wozów wywiozło skarby moskiewskie z cerkwi i pałaców. Po tygodniu w wielkiej tajemnicy konwój przybył do Kołomny, a stamtąd udał się do Niżnego Nowogrodu. Całą operację przeprowadzono tak sprawnie, że w odróżnieniu od nieudolnej ewakuacji petersburskiej moskiewskiej nikt nie zauważył. Nie zdołano wszakże wywieźć wszystkich bogactw i część z nich wpadła potem w ręce zdobywców.

moskwaAleksander był więc dobrze poinformowany o przygotowaniach do „samolikwidacji” Moskwy i jego późniejsze wynurzenia, że pożar starej stolicy „prześwietlił jego duszę”, pokrywały prawdziwą intencję — poświęcenia wszystkiego, także „świętego miasta”, dla ratowania Rosji.

Rozpoczął się ostatni akt moskiewskiej rozgrywki. Mimo ostrzeżeń, jakie w tym czasie docierały do Napoleona, nie cofnął się on przed wkroczeniem do Trzeciego Rzymu, być może nawet nie zdawał sobie sprawy z niebezpieczeństwa, jakie zawisło nad jego armią, co więcej — oczekiwał godnego powitania. Europa w napięciu obserwowała zmagania na Wschodzie, u bram miasta, które w zachodniej propagandzie nazywane było Tebami Północy, stolicą Wielkiego Mogoła.

moskwa3W nocy 13 września Kutuzow wydał rozkaz opuszczenia Moskwy przez podległe mu oddziały, co dla głównodowodzącego było koniecznością strategiczną, a dla tych mieszkańców, którzy pozostali w mieście, szokiem. Ekipa przygotowująca latające maszyny do bombardowania przeniosła się do Niżnego Nowogrodu, potem do Oranienbaumu. Tajnej broni wszak nigdy nie zbudowano i projekt upadł. Droga do Moskwy stała otworem. Napoleon przebywał już na obrzeżach miasta. Na żaden opór nie natrafił. Starej stolicy nie trzeba było zdobywać. Ostatnią noc przed wkroczeniem do Moskwy Napoleon spędził przed rogatką dorogomiłowską, w domu tak prymitywnym i brudnym, że rano znaleziono w jego łóżku i na ubraniu robaki.

Rankiem 14 września wódz i jego żołnierze ujrzeli przed sobą drewniane domy i kredowobiałe sobory wielkiego miasta. Cesarz i jego świta stali na Pokłonnej Górze. Żołnierze krzyczeli: „Moskwa, Moskwa!” i klaskali w dłonie. Niejednemu zapewne marzyły się łupy w postaci bajecznych skarbów, ukrytych, jak wieść niosła, w podziemiach Kremla. Napoleon nadaremnie oczekiwał delegacji z kluczami do miasta. Nikt nie przybył. Była to jego pierwsza prestiżowa porażka. W samej Moskwie część zbrojnych z nadzieją czekała na jego przybycie, przekazując informacje wojskom napastnika. Gdy król Neapolu Joachim Murat wkroczył na przedmieścia, konni Kozacy otoczyli go z okrzykami zachwytu i ogłosili swoim hetmanem. Wieść o zdradzie „wiernych Kozaków” była dla Aleksandra nowym ciosem.

moskwa4Wieczorem Napoleon wkroczył do miasta. Jego pokojowe zajęcie natychmiast zamieniło się w ponury dramat: wybuchły gwałtowne zamieszki. Tłum zgromadzony pod domem Rostopczina, uzbrojony w topory, ruszył na obce wojska. Francuzi bez trudu stłumili wrogie wystąpienie. Czaiło się jednak inne niebezpieczeństwo, którego się nie spodziewano i które miało okupantów drogo kosztować. O godzinie drugiej w nocy doniesiono francuskiemu cesarzowi o pożarze w dzielnicy kupieckiej, w centrum miasta. Był to umówiony sygnał do rozpoczęcia większej akcji. Zorganizowane grupy podpalaczy wzniecały ogień. Pożar szalał bez przerwy przez kilka dni. Zginęły tysiące ludzi. Stała się rzecz, której Napoleon nie przewidział. Mimo że przeczytał wiele książek dotyczących historii Rosji, przeoczył znamienny fakt, że w wiekach minionych ruską specjalnością w walce z Tatarami były podpalenia. Moskwa wielokrotnie płonęła.

Teraz Francuzi wyłapywali podpalaczy i rozstrzeliwali ich. Gwardia cesarska rozlokowała się na Kremlu, ale i tam nie była bezpieczna. Sami Rosjanie rozpowszechniali pogłoski, że Kreml jest podminowany. Główny sprawca pożaru, hrabia Rostopczin, podłożył ogień pod własny pałac na Łubiance i zostawił na nim napis: „Francuzi! W Moskwie zostawiłem wam dwa moje domy o wartości pół miliona rubli, ale znajdziecie tylko popiół” [6]. Hrabia nie zamierzał jednak rozstawać się ze swoim wspaniałym pałacem i znał sposób na jego uratowanie oraz ocalenie znajdującej się w nim imponującej biblioteki. Zapalające głownie podłożył pod zabudowania gospodarcze.

moskwa5Pożar Moskwy odbił się szerokim echem w całym kraju. Spierano się o celowość podpalenia miasta i szukano winnych. Rostopczin odsunął od siebie oskarżenia, zrzucając odpowiedzialność a to na francuskich podpalaczy, a to na z góry powzięty plan. Na Aleksandra nie padł nawet cień podejrzenia, ale też pożar ten bynajmniej nie stał się dla niego „przełomem duchowym”, jak chce legenda.

Dramat Moskwy wstrząsnął Rosją i być może o to właśnie chodziło. W wielu miastach magistraty zabroniły organizowania zabaw, występów muzycznych, uczestnictwa kapel podczas ślubów. Kobietom zalecono noszenie skromnych strojów bez biżuterii. Na Zakaukaziu organizowano oddziały zbrojne, do których wstępowano całymi rodzinami. Aleksander zwrócił się do duchowieństwa prawosławnego i ormiańskiego, aby mobilizowało ludność chrześcijańską znajdującą się pod władzą turecką i perską. Ci, którzy pozytywnie odpowiedzieli na apel cara, zostali odznaczeni orderami i medalami. Patriarcha gruziński Jefrem otrzymał Order Aleksandra Newskiego. Na Syberii sformowano dwadzieścia pułków Baszkirów. Aleksander miał na swe usługi potężną organizację cerkiewną, ale ta przy całym swoim autorytecie posługiwała się jedynie orężem duchowym, a na froncie potrzebny był ten prawdziwy. Przewaga militarna wciąż leżała po stronie Napoleona, aczkolwiek nie była to już taka potęga jak na początku kampanii.

fragment książki „Aleksander I. Wielki gracz, car Rosji – król Polski” / książkę można kupić TUTAJ

Dr Radosław Sikora przytacza w swoim artykule na Kresy.pl, jak wyglądało wkroczenie do Moskwy z polskiej perspektywy.

Jako pierwsi wkroczyli do niej polscy huzarzy. Byli to żołnierze 10 Pułku Huzarów Księstwa Warszawskiego. Po dwóch wiekach polski żołnierz ponownie znalazł się w płonącej Moskwie

Józef Matkowski, oficer inżynierów wojsk Księstwa Warszawskiego, tak to opisywał:

„Motłoch pospolity witał nas aklamacjami […] i wzywał do rabunku, mówiąc Zwol'te pohulat [pozwólcie pohulać / zabawić się]. Z obrzydzeniem więcej jak z litością poglądałem na ten motłoch, który sam wynosił wódkę, wina etc. z piwnic panów swoich.”

Z kolei Henryk Brandt, kapitan piechoty Legii Księstwa Warszawskiego, pisał:

„Żołnierze, którzy nie byli pod bronią ani na służbie, pod rozmaitemi pozorami wymykali się i wykradali z obozu. Kotły opuszczone przez kucharzy stały bez ognia; ludzie posłani po drzewo, słomę i wodę – nie powrócili. Taki nieporządek wkradł się do naszego, wzorowo dotąd karnego wojska, że żołnierze wymykali się pojedynczo nawet od patrolów. Przykład dany przez konnicę był tem zaraźliwszy, że obładowani łupami kawalerzyści przeciągali przez nasz obóz zapewniając, że całe miasto zostało wydane na rabunek. […]

Po kilkudniowym rabunku zaspokoiła się większość żołnierzy, i to czego nie zdołałaby dokonać żadna siła – to jest przywrócenie porządku i karności – samo z siebie się zrobiło.”

[caption id="attachment_31307" align="aligncenter" width="2300"]Mapa Moskwy (wydanie 1813) – kolorem czerwonym zaznaczono dzielnice zniszczone przez pożar Mapa Moskwy (wydanie 1813) – kolorem czerwonym zaznaczono dzielnice zniszczone przez pożar[/caption]

Wincenty Płaczkowski, porucznik polskich szwoleżerów gwardii, tak opisał plądrowanie Moskwy:

W tym czasie widziałem Francuzów nader chciwych wzbogacenia się, że dla zdobyczy zdrowie i życie ryzykowali. Nieraz przejeżdżając z patrolem, widziałem ich po domach, sklepach – wszędzie pełno niebacznych na pożar piekielnie się rozszerzający; kupy ich tornistrów na ulicach złożone były.

Chciwość ich była nienasycona; najprzód jeden drugiemu pokazuje zdobycz swoją i rozkłada jakby na targu jakim do sprzedania, wtem widzi, że z innych sklepów piękniejsze i kosztowniejsze rzeczy kamraci wynoszą, śpieszy więc za nimi, zabiera znowu, co może; dawne zdobycze, co przez kilka godzin nosił w tornistrze, wyrzuca, a nowe pakuje i tak idzie dalej.

Tym sposobem w zapamiętałej chciwości kilkakrotnie przez dzień coraz co innego nabiera i wyrzuca, dźwiga i nosi na plecach, rad by wszystko pochłonąć, jak gdyby był pewny i bezpieczny życia i powrotu do swego kraju, i że zdobycze dla swojej rodziny zaniesie. Zdarzyło mi się widzieć we Francji, gdyśmy tam stali na kwaterach, że gdy jednego Francuza syn odstawny z wojska powrócił i witał się z rodzicami, ci go dość mile i radośnie przyjęli, lecz w kilka dni potem wypędzili go z domu, dlatego że bez żadnej zdobyczy powrócił i nic do domu nie przywiózł.

Dla takiej to zapalczywej chciwości w Moskwie bardzo ich wielu poginęło: nie uważając bowiem na to, że pożar coraz bardziej i naglej obejmuje i że już na domach dachy palą się, ci niebaczni na to cisną się tłumem jeden przez drugiego, uniesieni za zdobyczą wpadają na pierwsze, drugie i trzecie piętro, a tu przepalone pułapy padają na nich, uciec niepodobna, bez ratunku więc żywcem się palą i w tychże gruzach zagrzebani zostają.

cały artykuł na Kresy.pl

Artykuł Pożar Moskwy, czyli pułapka na Napoleona. Jako pierwsi wkroczyli polscy huzarzy. „Motłoch pospolity wzywał do rabunku…” pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/pozar-moskwy-czyli-pulapka-napoleona-jako-pierwsi-wkroczyli-polscy-huzarzy-motloch-pospolity-wzywal-rabunku/feed/ 0