Niezłomni.com https://niezlomni.com Portal informacyjno-historyczny Fri, 11 Oct 2019 05:03:07 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=4.9.8 https://niezlomni.com/wp-content/uploads/2017/08/cropped-icon-260x260.png Niezłomni.com https://niezlomni.com 32 32 Mroczny, pełen zaskakujących zwrotów akcji thriller, który pochłania bez reszty! „Selekcjoner” Doriana Zawadzkiego. [WIDEO] https://niezlomni.com/mroczny-pelen-zaskakujacych-zwrotow-akcji-thriller-ktory-pochlania-bez-reszty-selekcjoner-doriana-zawadzkiego-wideo/ https://niezlomni.com/mroczny-pelen-zaskakujacych-zwrotow-akcji-thriller-ktory-pochlania-bez-reszty-selekcjoner-doriana-zawadzkiego-wideo/#respond Fri, 11 Oct 2019 05:03:07 +0000 https://niezlomni.com/?p=50852

Londyn, rok 1985. W lipcowy wieczór ma miejsce gigantyczna awaria prądu, a na peryferiach miasta pojawia się młoda naga kobieta. Nie pamięta kim jest i skąd pochodzi. Wie tylko, że ma na imię Faith i 48 godzin na realizację zabójczego planu.

Kilka godzin później w zamachu ginie jeden z bossów mafijnego świata, co daje początek serii spektakularnych zbrodni, które wstrząsają miastem. Do sprawy zostaje przydzielona Nell Palicki – znana z niekonwencjonalnych metod śledczych, charyzmatyczna inspektor, owiana sławą po schwytaniu seryjnego mordercy nazwanego przez media Rzeźnikiem z Greenwich. W toku śledztwa wychodzą na jaw coraz bardziej niepokojące fakty, łącznie z takim, że zabójca może posiadać nadnaturalne zdolności. Ta historia została zapamiętana przez jej świadków jako ZABÓJCZE LATO – Londyn’85.

Selekcjoner to mroczny, pełen zaskakujących zwrotów akcji thriller, który pochłania bez reszty!

Fragment thrillera "Selekcjoner" Doriana Zawadzkiego, wyd. Replika, Poznań 2019. Książkę można nabyć TUTAJ. 

Nowy Jork – czerwiec 1876 roku

To był jeden z tych wieczorów, kiedy ludzka wyobraźnia już spała, otulona ciepłą wiosenną pościelą, i nikt nie przeczuwał zbliżającej się tragedii. Mężczyzna w koszuli z żabotem powiedział do żony zmywającej w kuchni naczynia, że pójdzie się przejść. Przed wyjściem na wieczorny spacer zajrzał jeszcze do pokoju syna, aby upewnić się, że malec smacznie śpi. Następnie włożył modny kapelusz z szerokim rondem, zabrał zapałki oraz ulubione cygaro, po czym opuścił swoje mieszkanie przy Piątej Alei.
Nazywał się Rudolf Fentz, a w chwili zaginięcia miał 29 lat.
Nowy Jork – 15 czerwca 1950 roku

Godz. 23:10

Przedstawienie dobiegło końca. Ze względu na późną porę widzowie w pośpiechu opuszczali teatr na Broadwayu. Na środku Times Square zobaczyli mężczyznę w wieku około 30 lat. Nikt nie zauważył jak się tam znalazł. Zupełnie, jakby wyrósł spod ziemi. Naraz rzucały się w oczy dwie rzeczy: jego staroświecki ubiór oraz zachowanie. Sprawiał wrażenie zupełnie zdezorientowanego.
Zanim ktokolwiek zdążył krzyknąć, rozległ się pisk hamulców nadjeżdżającej taksówki, a potem odgłos głuchego uderzenia.
Jeszcze tej samej nocy próg kostnicy przekroczył inspektor Hubert V. Rihm z Departamentu Osób Zaginionych. Sprawa nie była tyleż nagląca, co zadziwiająca. Inspektor Rihm uważnie obejrzał ciało ofiary wypadku i możemy się domyślać, że do towarzyszących mu urzędników oraz policjantów, którzy jako pierwsi znaleźli się na miejscu zdarzenia, rzucił uwagę w stylu: Czy gdzieś w okolicy odbywał się bal przebierańców?

Następnie przystąpił do oględzin przedmiotów znalezionych przy zwłokach:

– żeton z miedzi, pozwalający na zakup piwa o wartości 5 centów,

– jakieś 70 dolarów w banknotach, które już wyszły z obiegu,

– rachunek za pieczę nad koniem oraz mycie powozu wystawiony przez stajnię, która jakoby miała się mieścić przy Lexington Avenue,

– stosik wizytówek na nazwisko Rudolf Fentz i adresem na Piątej Alei,

– list wysłany na ten sam adres ze znaczkiem pocztowym i stemplem z czerwca 1876 roku.

Żadna z tych rzeczy nie wyglądała na pochodzącą z drugiej połowy XIX wieku. Sprawa była o tyleż zagadkowa, że nikt nie zgłosił zaginięcia Rudolfa Fentza, jego nazwisko nie widniało w książce adresowej, a odciski palców nigdy nie zostały zapisane.


Kolejnym krokiem dochodzenia było standardowe poszukiwanie rodziny zmarłego. Inspektor Rihm udał się pod wskazany adres, ale obecny właściciel mieszkania przy Piątej Alei nie znał nikogo o nazwisku Rudolf Fentz. Szczęście jednak mu dopisało, co prawda połowicznie, kiedy przepytywał sąsiadów. Okazało się, że starsi mieszkańcy pamiętali Rudolfa Fentza Jr., mężczyznę około sześćdziesięcioletniego, który po przejściu na emeryturę wyprowadził się w nieznane miejsce, gdzieś w okolicy 1940 roku.

W trakcie dalszego żmudnego śledztwa inspektor Rihm odnalazł Rudolfa Fentza Jr., w książce telefonicznej z 1939 roku, niestety w pięć lat po jego śmierci. Taką informację otrzymał w banku, gdzie zmarły miał założone konto, ale dowiedział się również, że wdowa po nim wciąż żyła i obecnie mieszkała na Florydzie. Doskonałe miejsce na emeryturę.

Po dotarciu do pani Fentz inspektor Rihm potwierdził wszystkie zebrane przez siebie fakty, którym aż do ostatniej chwili nie dawał wiary. Rudolf Fentz rzeczywiście zaginął… w 1876 roku. Wyszedł z mieszkania w czerwcowy wieczór, zostawiając żonę oraz małego synka, i nigdy nie wrócił. Rodzina wówczas złożyła zawiadomienie na policji, ale poszukiwania nie przyniosły rezultatu.

*

Dochodzenie inspektora Rihma znalazło kres w piwnicy budynku NYPD, gdzie znajdowało się archiwum. Wygrzebał dokumenty osób zaginionych w 1876 roku. Było wśród nich nazwisko Rudolf Fentz. Opis jego wyglądu, wiek i ubiór pasował do mężczyzny potrąconego przez taksówkę na Times Square. Sprawa wciąż była oznaczona jako nierozwiązana. I taka miała już pozostać.
Inspektor Rihm nie zanotował wyników swojego dochodzenia w oficjalnych aktach.
Nie zrobił tego w obawie, że mógłby zostać uznany za szaleńca.

Dorian Zawadzki – urodził się w 1983 roku na Mazowszu, z wyboru mieszkaniec Śląska. Absolwent Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Informatycznej w Warszawie (obecnie Akademia Finansów i Biznesu Vistula). Zagorzały kinoman i meloman. Kiedy nie pracuje nad powieścią, dokłada wszelkich starań żeby przeczytać wszystkie interesujące go książki... choć dobrze wie, że mu się nie uda. Selekcjoner to jego debiutancka powieść.

 

Artykuł Mroczny, pełen zaskakujących zwrotów akcji thriller, który pochłania bez reszty! „Selekcjoner” Doriana Zawadzkiego. [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/mroczny-pelen-zaskakujacych-zwrotow-akcji-thriller-ktory-pochlania-bez-reszty-selekcjoner-doriana-zawadzkiego-wideo/feed/ 0
Takiej historii nie da się wymyśleć, mogło napisać ją tylko życie. Niezwykłe dzieje polskiego sportowca. [WIDEO] https://niezlomni.com/takiej-historii-nie-da-sie-wymyslec-moglo-napisac-ja-tylko-zycie-niezwykle-dzieje-polskiego-sportowca-wideo/ https://niezlomni.com/takiej-historii-nie-da-sie-wymyslec-moglo-napisac-ja-tylko-zycie-niezwykle-dzieje-polskiego-sportowca-wideo/#respond Thu, 10 Oct 2019 04:52:11 +0000 https://niezlomni.com/?p=50849

Wojenna zawierucha uczyniła życie utalentowanego sportowca Henryka Zgudy pasmem tragicznych i szczęśliwych zdarzeń, które złożyły się na niezwykłą epopeję.

Wojenna zawierucha uczyniła życie utalentowanego sportowca Henryka Zgudy pasmem tragicznych i szczęśliwych zdarzeń, które złożyły się na niezwykłą epopeję. Zguda zaczyna swą opowieść od przedwojennego Krakowa. Mówi o życiu w ubogim domu koło dworca, o beztroskiej młodości i o sportowym współzawodnictwie. Był bowiem zapalonym pływakiem i waterpolistą, osiągając w tych dyscyplinach bardzo dobre wyniki.

A potem wybuchła wojna i Zguda, oskarżony o działalność polityczną, rozpoczął więzienną wędrówkę po obozach Auschwitz, Buchenwald, Flossenbürg i Dachau. Podkreśla, że mógł zginąć wielokrotnie i że przeżył cudem, często dzięki napotkanym przyjaciołom. Jednak nie skupia się tylko na tym. Nawet chętniej wspomina epizody, które pozwalały oderwać się od upiornej, obozowej rzeczywistości.

Życie sportowca we wczesnym PRL-u nie było złe, ale gdy system zaczął zaciskać pętlę, lepiej było uciec. I tak zaczął się ostatni, amerykański etap historii Henryka. Do nowego świata Zguda przypłynął, nie znając zupełnie języka angielskiego, jednak w odnalezieniu swego miejsca pomogło mu znów pływanie. No i przyjaciele – w ich gronie Jerzy Kosiński. Dzieje Henryka spisała Katrina Shawver – dziennikarka, która poznała go przypadkiem. Na podstawie wspomnień i szeregu rozmów z samym Zgudą, a po jego śmierci – z jego żoną, stworzyła portret człowieka nietuzinkowego i opis jego równie barwnych i zagmatwanych losów, jakie stały się w XX wieku udziałem wielu Polaków.

Fragment książki Katriny Shawver „Od Auschwitz do Ameryki. Niezwykła historia polskiego pływaka”, wyd. Replika, Poznań 2019. Książkę można nabyć TUTAJ.

Gdy weszliśmy, zabrali nam nasze nazwiska, nadali numery i poszliśmy do umywalni, gdzie dostaliśmy ubrania więzienne – koszule, spodnie i buty, które natychmiast nam ukradziono. Musieliśmy je ukraść z powrotem. Buty składały się z drewnianej podeszwy ze skórzanym paskiem na górze. Nie było skarpetek. Ogolili nam głowy. Potem poszliśmy do fotografa. Głowa oparta o pręt wystający ze ściany. Z lewej. Z prawej. Z przodu. Bach, bach, bach, załatwione w trzydzieści sekund.

Wiesz, wtedy jeszcze nie robili tatuaży. Dlatego robili zdjęcia. Kiedyś myślałem o tym, by wydać dziesięć dolarów, by mieć wytatuowany numer – ładny i schludny. Wiesz, ludzie chcą je zobaczyć. Zawsze są zawiedzeni, kiedy pokazuję pusty nadgarstek, tak jakbym faktycznie tam nie był. Ale zmieniłem zdanie. Zapomnijmy o tym. Nie potrzebuję tatuażu, by wiedzieć, gdzie byłem. Powiem ci zabawną historyjkę o esesmanach i ich tatuażach.

Niemcy myśleli, że są bardzo sprytni. Wielu esesmanów i innych Niemców miało wytatuowaną pod lewą pachą grupę krwi, by w razie zranienia można było przetoczyć nieprzytomnemu żołnierzowi właściwą krew. Ale po wojnie żałowali tych tatuaży. Gdy Amerykanie albo Rosjanie zatrzymali jakiegoś Niemca i podejrzewali, że był w SS, wystarczyło, że kazali mu podnieść rękę, aby się upewnić. Rosjanie przeważnie od razu ich zabijali.

Wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Wiesz, historycznie ich podziwialiśmy, ale oni nami pogardzali. Gdy golili głowę, bolało piekielnie, bo nie przejmowali się tym. Powiedziałem – golili, ale golarki zużywały zbyt dużo prądu, więc zamiast nich używali nożyczek. Bycie fryzjerem w obozie to była dobra robota – pasowałaby mi.

Po wykonaniu zdjęć poszliśmy prosto do bloku 11 na kwarantannę. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że to blok śmierci.

Blok 11 znajdował się naprzeciwko bloku 10, jakby po drugiej stronie dziedzińca. Bloki te były dwukondygnacyjnymi budynkami z cegły. Okna wychodzące na dziedziniec były zasłonięte – zamurowane cegłami albo zabite deskami, więc nie było nic widać. Blok 10 był blokiem eksperymentalnym. Przez te okna usłyszałem żydowskie dziewczynki wołające matkę i babcię. Otwór w osłonie okna był skierowany w górę, widać było tylko niebo.

– Mamo! Mamo! Pomóż mi! Pomóż mi!

Tu Henryk wzruszył ramionami i rozłożył ręce.

– Ale co mogłem zrobić?

Kapo stojący na czele bloku 11 był wielkim facetem. Był mistrzem bokserskim wagi ciężkiej z Holandii, był mistrzem bokserskim Poznania. Był też pływakiem… Nie najlepszym, ale znał mnie. Jego obowiązkiem było trzymanie nas z dala od okien. Rozmawialiśmy trochę.

Co kilka godzin kapo Jakub mówił:

– Wszyscy razem na środek sali, nie podchodzić do okien. Zostańcie tam .

Wraz ze strażnikami pilnował nas z kijem w ręku, byśmy tam pozostali. Słyszeliśmy esesmanów chodzących lub śmiejących się na dziedzińcu. Wtedy właśnie dowiedziałem się, że na dziedzińcu jest ściana, przy której rozstrzeliwują więźniów.

Esesmani przychodzili i krępowali ręce więźniów drutem za ich plecami. Inny esesman też tam stał, choć nieraz chodził, śmiał się i rozmawiał z innymi esesmanami. Nie słyszeliśmy wystrzałów – brzmiało to bardziej jak spfft. Kapo Jakub wyjaśnił mi, że używali czegoś w rodzaju pistoletu do wstrzeliwania gwoździ – tak Niemcy oszczędzali amunicję. Strzelali w tył głowy. Czasem skazańcy krzyczeli. Niektórzy ginęli w milczeniu, niektórzy zdołali wykrzyknąć: „Niech żyje Polska!”.

– Więc jak się stąd wydostaniemy? – zapytałem Jakuba.

– Czy wiesz, co to za blok? To blok śmierci. Na zewnątrz zabijają więźniów. Zabijają ich każdego ranka i wieczora przed tą ścianą na dziedzińcu. Zabijają za każdym razem dziesięciu, pięciu, jednego, dwóch lub trzech.

Udało mi się jakoś zachować złote pióro w drodze z Montelupich. Powiedziałem mu, że mam złote pióro. Chcesz? Dam ci je.

Kapo Jakub podszedł ze mną do okna i wskazał na komin krematorium, który piekielnie dymił. – To jest jedyny pewny sposób wydostania się stąd – powiedział.

– Pewnie, że chcę. Teraz słuchaj, coś ci powiem. Zawsze kiedy kierownik komanda pyta o robotników, obojętnie jakich, mów mu, że jesteś najlepszy. Zapamiętałem to.
Po kwarantannie zostaliśmy przeniesieni do innych bloków. Pierwszego dnia na stałym bloku najstarszy Niemiec z tego bloku wygłasza przemówienie do nowych więźniów.

Dwustu nas stało na baczność. Musieliśmy sprawiać wrażenie, że słuchamy i rozumiemy, tak jakby sam Bóg stał przed nami i przemawiał. Więźniowie i wieśniacy, którzy nie znali niemieckiego potrząsali tylko głowami, stojąc z założonymi rękami.

Nadzorca zaczął przemowę od słów: „Jest tylko jedna droga do wolności. Musicie podążać za tymi kamieniami milowymi.” Wyszczekiwał numer, nim wymienił każdy z kamieni milowych. „Jeden! Posłuszeństwo.” Bang! Walnął kijem w pryczę. Gdy Henryk powiedział „bang”, uderzył w stół ogrodowy, aż wszystko, co na nim leżało, natrzęsło się. Podskoczyłam od nagłego hałasu, tak jak zrobiliby to po przerażeni ludzie w baraku. „Dwa! Pilność.” Bang! Walnął znów kijem w stół. Liczył dalej. „Trzy! Uczciwość.”
Łup! Walnął kogoś kijem w głowę. Mocno. „Cztery! Porządek.”

Łup! Ktoś inny dostaje po głowie. Po wymienieniu każdego kamienia milowego uderza albo kopie kogoś nowego. „Pięć! Czystość. Sześć! Poświęcenie. Siedem! Prawdomówność. Osiem! Trzeźwość”. Mówiąc, chodził po baraku z długim kijem w rękach, zadowolony z siebie. Te kamienie milowe były słynne. Na każdym bloku wisiała tablica z nimi. Gdy zrobiło się coś nie tak, esesmani kazali je powtarzać. Wieśniacy tylko potrząsali głowami i stali z założonymi rękami. Nie rozumieli po niemiecku. Dostawali po łbie za to, że byli głupi. Pamiętam te kamienie milowe bardzo wyraźnie. Następnie rozkazuje: Macie być czyści. Możecie korzystać z toalety przez godzinę dziennie. Bez wody, tylko godzinę dziennie. Wylicza kolejne zasady. Niemcy nie zapewniają możliwości, by się umyć. Potem nauczyłem się, że im czystszym się jest, tym dłużej się żyje. Niemcy lubią czystość.

Rano esesmani budzą nas. „Schnell, schnell, raus, raus”. Wychodzić, szybko, szybko.

Mamy pięć minut na to, by trzystu facetów skorzystało z latryny i stanęło na zewnątrz w równej formacji. Apele, były wcześnie, przed szóstą rano. Każdego ranka strażnik liczy: Eins, zwei, drei, vier… Scheiber (pisarz blokowy) woła: Mam dwustu więźniów na
liście. Rapportführer (raportowy) odpowiadał: Mam tylko stu siedemdziesięciu ośmiu. Brakuje dwudziestu dwóch. Kapo brał kilku więźniów i wracał do bloku. Kazał więźniom po kolei wyciągać brakujących dwudziestu dwóch – wszystkich zmarłych w ciągu nocy – i układali ich zwłoki na stosie. Każdego ranka leichenträger (tragarze zwłok) przychodzili z wózkami i wywozili poranny stos trupów. Wiesz, Niemcy nigdy nie dotykali trupów. Więźniowie chwytali zwłoki za nogi i ciągnęli je w stronę wózka. Drugi więzień chwytał je pod ramiona i wrzucali je na stos trupów na wózku. Potem słyszeliśmy, jak pisarz meldował raportowemu: „Stan się zgadza”. Dopiero wtedy mogliśmy się rozejść do wyznaczonych prac.

Fragment książki Katriny Shawver „Od Auschwitz do Ameryki. Niezwykła historia polskiego pływaka”, wyd. Replika, Poznań 2019. Książkę można nabyć TUTAJ. 

Katrina Shawver – dziennikarka z ponad dwudziestoletnim stażem. Przez pierwsze jedenaście lat pracowała dla „The Arizona Republic”. Przygotowując cykl artykułów dla tej gazety poznała Henryka Zgudę, jego historia na tyle ją zafascynowała, że postanowiła napisać książkę, za którą otrzymała wiele prestiżowych nagród:
2018 Polish Heritage Award from Polish American Congress of Arizona
2018 Arizona Authors Association Literary Contest – First Place for Published Nonfiction
2018 IBPA Benjamin Franklin Award – Silver for Biography
2017 The Wishing Shelf Book Awards (UK) – Gold for Adult Non-Fiction
2018 Reader Views Literary Awards – Winner in Four categories:
First Place Biography, First Place Regional, Best Nonfiction Book of the Year,
Best Regional Book of the Year
2018 Feathered Quill Book Award – Second Place for Historical
2017 Advice Books (Italy) – Voted Best of 2017

Artykuł Takiej historii nie da się wymyśleć, mogło napisać ją tylko życie. Niezwykłe dzieje polskiego sportowca. [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/takiej-historii-nie-da-sie-wymyslec-moglo-napisac-ja-tylko-zycie-niezwykle-dzieje-polskiego-sportowca-wideo/feed/ 0
„Pewnie chciałbyś spytać, czy zabijałem?”. Poruszające wspomnienia polskiego ochotnika w wojnie na Bałkanach. [WIDEO] https://niezlomni.com/pewnie-chcialbys-spytac-czy-zabijalem-poruszajace-wspomnienia-polskiego-ochotnika-w-wojnie-na-balkanach-wideo/ https://niezlomni.com/pewnie-chcialbys-spytac-czy-zabijalem-poruszajace-wspomnienia-polskiego-ochotnika-w-wojnie-na-balkanach-wideo/#respond Thu, 03 Oct 2019 05:14:15 +0000 https://niezlomni.com/?p=50845

"W mediach śledziłem obronę Vukovaru. Miasta broniło 1800 lekko uzbrojonych Chorwatów przed 38 tysiącami Serbów dysponujących ciężką artylerią i lotnictwem. Skala porównawcza sił była jak w Powstaniu Warszawskim. Serbowie zamordowali rannych w szpitalu" - wspomina Adam Bednarczyk, autor książki „Dobij mnie Europo”, wspomnień z wojny bałkańskiej w wywiadzie dla portalu sdp.pl.

[caption id="attachment_50846" align="alignleft" width="459"] fot. WarBook.pl[/caption]

"[Strzelalem] z Kałasznikowa albo z „argentynki”, czyli z argentyńskiej wersji amerykańskiego karabinu M-16. Kałasznikow był lepszy, nie było problemów z amunicją do niego. Wrogowie też używali takiej broni. Kiedy zdobyliśmy ich pozycje, można było zaopatrzyć się w amunicję, która pasowała do naszych karabinów. Pewnie chciałbyś spytać, czy zabijałem?

Tak.

Zabijałem. Na wojnie nie ma wyboru. Albo zabijesz wroga albo zginiesz. Nie wiem ile osób zabiłem. Tego nikt nie wie i nikt tego nie powie. Najniebezpieczniejsze było wynoszenie rannych kolegów z pola walki, ponieważ cały czas trwał ostrzał.

Zdarzało się wam zostawić rannych na polu walki?

Nigdy. Byliśmy i jesteśmy jak rodzina. Cztery lata temu pierwszy raz od wojny pojechałem na tereny, gdzie walczyłem. Odnalazłem dom mojego dowódcy, Krešo.  (...)

(...) To była wojna religijna, katolików z prawosławnymi. Każdy Chorwat nosił za pagonem albo na szyi różaniec. Serbów poznawało się po prawosławnych krzyżach. Tam, gdzie walczyłem, dwie muzułmańskie brygady biły się po stronie chorwackiej. Składały się głównie z uchodźców z terenów bośniackich zajętych przez Serbów. Nie mieliśmy żadnych konfliktów z muzułmanami. Inaczej było w Mostarze, gdzie Chorwaci walczyli z muzułmanami. W Bośni jest w dalszym ciągu tygiel. Ręczę ci, że Serbowie nigdy nie odpuszczą Kosowego Pola. Dla nich to świętość. Jak dla nas Gniezno czy Jasna Góra.

 

Cały wywiad zatytułowany "ZAMIENIŁEM PIÓRO NA KARABIN" można przeczytać na portalu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich sdp.pl.

Vukovar 1991-2015

O AUTORZE
Adam Bednarczyk

Wspomnienia te spisałem ponad dwadzieścia lat temu. W mediach zaczęły się pojawiać pierwsze informacje o walkach w Jugosławii. Ten kraj przeciętnemu Polakowi kojarzył się z rajskimi plażami i sklepami pełnymi towarów, a nie z wojną. Zobaczyłem w telewizji oblężony Vukovar, bombardowany Osijek, Dubrownik, Zagrzeb… Narodziły się pytania – o co w tym wszystkim chodzi?! Chciałem zrozumieć. Wychowany w tradycyjnej, polskiej rodzinie nie mogłem postąpić inaczej. Musiałem tam jechać. To był świadomy wybór...

Adam Bednarczyk, DOBIJ MNIE, EUROPO, Wyd. WarBook, Ustroń 2015. Książkę można nabyć TUTAJ. 

Znajdziecie tu gniew i strach, przejmujące zimno, błoto i brud. Długotrwałe oczekiwanie na walkę, wszechobecną żołnierską nudę, jak i nagłe skoki adrenaliny podczas chaotycznych starć. Są rany i śmierć, o którą ociera się Autor. Jest wreszcie niewybredny żołnierski humor, prawdziwe braterstwo broni oraz subtelna miłość.

Książka ta po raz pierwszy ukazała się drukiem ponad 20 lat temu i sprowadziła na Autora niemałe kłopoty, gdyż wojenne historie opisuje on z perspektywy „obserwatora uczestniczącego”, przez co zainteresowały się nim tajne służby.

Mimo upływu wielu lat tekst nie utracił swej pierwotnej mocy, wciąż „pachnie prochem”, a mechanika konfliktu, który toczył się wówczas w byłej Jugosławii, niepokojąco przywodzi na myśl ostatnie wydarzenia na Ukrainie. Nowe, uzupełnione wydanie przedstawia wojnę w czystej postaci. To opowieść kondotiera – okrutna, straszna, fascynująca.

FRAGMENTY książki "Dobij mnie Europo"

– Krešo jest oficerem armii chorwackiej. Poznałem go podczas walk w Chorwacji – mówił do mnie Marko – Jako ochotnik objął dowództwo nad kilkusetosobowym batalionem obrońców Bosanskiej Posaviny.

– Dlaczego był taki nieufny? Spytałem.

– Chcesz tutaj zostać na dłużej?

– Tak.

– To zrozum, większość dziennikarzy frontowych jest na usługach wywiadów. Stąd ta nieufność. Ale trafiłeś bardzo dobrze, sam kiedyś mi podziękujesz.

– Teraz już chciałem...

- Nema problema – poklepał mnie po plecach.

Pożegnaliśmy się z Marko, który odjechał na parę dni w głąb Bośni. Tymczasem mnie z Węgrem odwieziono do bazy plutonu dywersyjno‐zwiadowczego. Wytrawny żołnierz, jakim bez wątpienia był Marko, bardzo dobrze wiedział gdzie na froncie znajdę najbardziej interesujące mnie materiały. Trafiłem do plutonu, w którym skupiały się prawie wszystkie specjalności żołnierskie tej wojny.

Baza mieściła się w centrum Oštrej Luki. Był to duży, dwupiętrowy dom z czerwonej cegły opuszczony przez właściciela. W progu przywitał nas Bego, do którego przez krótkofalówkę dotarła wieść o nowych przybyszach.

Wyglądał komicznie. Niski, tęgi, z butelką rakiji w ręce. W bazie był sam, reszta chłopców poszła na zwiad. Miesiąc wcześniej, dwa metry od niego wybuchł granat raniąc odłamkami nogi i plecy. Rany nie były jeszcze na tyle wygojone, aby mógł wrócić do akcji, pełnił więc rolę stróża.

Nie pozwalając się rozpakować oprowadzał nas po domu. Kuchnia, łazienka, pokoje. Normalne, prywatne mieszkanie z dywanami na podłogach. Tylko porozrzucane wszędzie umundurowanie i uzbrojenie wojskowe wskazywało, że stacjonuje tutaj armia. Magazynem broni był jeden z pokoi. Bego dumny z posiadanego arsenału, demonstrował nam po kolei:

– Ovdje RKM, RPG, super, brrrrr – objaśniał dźwiękowo – Bum! Nema tenka.

– Snajper optika, četnik petsto metara, puk! Nema četnika – wskazał na kilka sztuk hecklerów.

Zapewne długo by jeszcze trwało opisywanie broni przez gadułę, jakim był Bego, gdyby nie powrót plutonu z akcji...

Artykuł „Pewnie chciałbyś spytać, czy zabijałem?”. Poruszające wspomnienia polskiego ochotnika w wojnie na Bałkanach. [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/pewnie-chcialbys-spytac-czy-zabijalem-poruszajace-wspomnienia-polskiego-ochotnika-w-wojnie-na-balkanach-wideo/feed/ 0
„Na ostrzu skalpela”. Wstrząsające opowieści z czasów, gdy operacje medyczne trwały godzinami. [WIDEO] https://niezlomni.com/na-ostrzu-skalpela-wstrzasajace-opowiesci-lekarza-z-czasow-gdy-operacje-medyczne-trwaly-godzinami-wideo/ https://niezlomni.com/na-ostrzu-skalpela-wstrzasajace-opowiesci-lekarza-z-czasow-gdy-operacje-medyczne-trwaly-godzinami-wideo/#respond Thu, 19 Sep 2019 05:09:18 +0000 https://niezlomni.com/?p=50841

„Na ostrzu skalpela. 50 lat z życia chirurga”- to wspomnienia wybitnego lekarza z okresu, gdy operacje trwały godzinami i często z błahych powodów kończyły się zgonem pacjenta – śmiertelność chirurgiczna wynosiła wtedy nawet 79 procent. Same operacje nierzadko przeprowadzane były w domach pacjentów, do narkozy służył eter, a cięcia były tak głębokie i obszerne, że wielu pacjentów wykrwawiało się podczas zabiegów na śmierć.

Książka Roberta T. Morrisa daje nam doskonały wgląd w to, jakie warunki panowały w szpitalach jeszcze sto lat temu, jak na przestrzeni wieków rozwijała się medycyna i jak ważną rolę odgrywały wnioski wyciągane po każdej przeprowadzonej operacji, zwłaszcza nieudanej.

„(…)Mimo że w 1882 nie było w Bellevue więcej niż cztery czy pięć zgonów dziennie, wynosiło to w przeciągu roku do tysiąca pięciuset zejść śmiertelnych, nastręczając nam obficie materiału do badań pośmiertnych. Mogliśmy przerabiać na trupach wszelkie trudniejsze operacje, zanim przystępowaliśmy do wypróbowania ich na żywych pacjentach. Wątpię, czy jakikolwiek chirurg może zdać sobie sprawę jak dalece jest to ważne, o ile nie miał możności korzystać z podobnej okazji, będącej niewątpliwie udziałem większości mistrzów(…)”

Fragment książki Roberta T. Morrisa – „Na ostrzu skalpela. 50 lat z życia chirurga”, Wyd. Replika, Poznań 2019

Rozdział I. MŁODOŚĆ I POCIĄG DO MEDYCYNY

Dr Wilder oraz grupa studentów sposobiących się pod jego kierunkiem do przyszłego studiowania medycyny zarazili mnie swoim zapałem do tego stopnia, że ja również zacząłem rozważać sprawę wstąpienia na fakultet medyczny, zamiast marzenia o płatnej posadzie naukowca. Możliwe, że był to pierwotnie jedynie impuls do pójścia śladem całej paczki, chęć pozostania pospołu z grupą przyjaznych duchów, z których każdy poszczególnie miał wyraźnie nakreślony cel w życiu i wstąpił do kolegium z ustalonym programem. Powzięcie postanowienia przyszło mi z wielką trudnością. Wreszcie pewnego dnia, kiedy w dalszym ciągu jeszcze studiowałem nauki przyrodnicze, osobliwe wydarzenie rozstrzygnęło sprawę. Pewien chłopiec w naszym mieście pokąsany został przez psa, jak przypuszczano, wściekłego. Gazety miejscowe podawały, że chłopiec umiera na wodowstręt. Ludzie tłumnie biegli do domu jego rodziców, aby przyjrzeć się przerażającemu
widowisku. Z gazet wyczytałem, że wypadkiem tym zajął się dr P. C. Gilbert. Polowałem dopóty na dr. Gilberta, aż wreszcie złapałem go i poprosiłem, aby zabrał mnie z sobą do małego pacjenta. Chłopiec, dziesięcioletni mniej więcej, leżał na posłaniu z zamkniętemi oczami i, jak zapewniało jego otoczenie, pozostawał zupełnie bez pożywienia od dwóch czy trzech dni. Próby wlewania mu przez ojca czy matkę paru kropel wody czy innego napoju wywoływały u malca napady drgawek. Na widok czegokolwiek w rodzaju chustki zbliżanego do jego twarzy warczał, żądnie chwytając płótno zębami, przy czym w kątach ust pokazywała mu się piana. Od czasu do czasu warczał groźnie jak zły pies. Następnego dnia, będąc w uniwersytecie, opowiedziałem o tej mojej wizycie profesorowi weterynarii Jamesowi Lawowi. Zainteresowany, chętnie ofiarował się pójść ze mną niezwłocznie do chłopca. Po przybyciu na miejsce zapytał przede wszystkim, czy pies był oddany na obserwację lub też poddany badaniu celem ustalenia, czy w istocie dotknięty był wścieklizną. Nikt wszakże nie zdawał się wiedzieć o psie nic poza tym, że go zastrzelono. Chłopak został napadnięty i oczywiście wielce tym wystraszony.

Dr Law spostrzegł od razu, że znaki zębów na przedramieniu były sińcami tylko, bez obrażenia skóry, a sam przypadek nie sprawił na nim wrażenia wodowstrętu. Przypomniał sobie, że czytał już o symulowaniu tej choroby jako o przypadkowym objawie histeroepilepsji. Pobiegłem szybko do biblioteki, porzuciwszy zwykłe moje studia, dopóki nie przewertowałem wszystkiego, co miały do powiedzenia w zakresie psychoz i wścieklizny największe powagi na polu psychoterapii, przy czym szczególnie uwzględniłem prace ich dotyczące danej sprawy. Lektura moja pozwoliła mi dojść do wniosku, że przypadek, o którym mowa, zdradzał wyraźnie objawy histerii i tym samym mógłby być skutecznie leczony sugestią. Porobiłem notatki z prac omawiających metodę oddziaływania hipnozą i sugestią, po czym udałem się do chłopca i zażądałem, aby pozostawiono mnie z nim sam na sam w pokoju. Ku nieopisanemu mojemu zdumieniu udało mi się wprowadzić go w trans hipnotyczny, po czym, idąc ściśle za wskazówkami podanymi przez owe powagi, oznajmiłem chłopcu, że wyzdrowieje nagle o piątej po południu tego samego dnia. Pozostając w uśpieniu hipnotycznym, zdawał się chłopak tak dalece nie wiedzieć nic o mojej obecności, że mocno wątpiłem, czy uświadomił sobie w ogóle moje oświadczenie, a także położenie przeze mnie szczególnego nacisku na fakt, że wzbudzi podziw wszystkich nagłym swoim wyzdrowieniem. Wiedziałem, że chęć wzbudzania podziwu jest jedną z najsilniej działających pobudek u histeryków. Wyszedłem potem z pokoju, nakazawszy rodzicom chłopca, aby nie wpuszczali do niego nikogo przez czas mojej nieobecności i trzymali licznych odwiedzających z dala od domu. Przez zapomnienie nie pozostawiłem zegarka w pokoju pacjenta, mimo to jednak o piątej po południu, czy mniej więcej o tej godzinie, chłopiec, kierowany podświadomym poczuciem czasu, podniósł się z posłania, zawołał matkę, oświadczył jej, że jest zupełnie zdrów, i zażądał wieczerzy.

Całą tę sprawę, która mogłaby wydać się bajką nieledwie, zrozumie doskonale we wszystkich jej szczegółach każdy psychiatra. Wrażenie, jakie wywarła na mnie, było niesłychanie głębokie. Poczułem, że jeśli lekarze mogą zdobyć podobną wiedzę i umiejętność, dzięki którym władni są oddawać ludziom tak zdumiewające usługi, żadne inne powołanie na świecie nie mogłoby oderwać mnie od studiowania medycyny.

Przez dwa czy trzy dni byłem w nader przykrej sytuacji, bowiem tłum ciekawych, oblegających dom rodziców chłopca, aby oglądać małego pacjenta, chciał teraz widzieć na własne oczy tego, który „sprawił” cud, uzdrowiwszy chorego na wodowstręt przez „nałożenie rąk” jedynie. Niektórzy prosili, abym nałożył ręce na ich zreumatyzowane stawy.

Wydarzenie to przyczyniło się do zawarcia przeze mnie znajomości z miejscowymi lekarzami, którzy uprzejmie zezwalali, abym towarzyszył im podczas wizytowania chorych w godzinach wolnych dla mnie od zajęć. Ich życzliwe zainteresowanie oraz wyjaśnienia przypadków chorobowych spotęgowały rychło urok, jaki zyskała w moich oczach medycyna. Każdy człowiek chory stał się dla mnie o wiele bardziej interesującym niż ludzie zdrowi, którzy wydawali mi się osobnikami zupełnie pospolitymi. Tak się więc złożyło, że drobne wydarzenie zadecydowało o kierunku i celu ostatecznym moich przeznaczeń życiowych. Było to jedno z owych wydarzeń rozstrzygających o losach ludzi – często, jak chcą powieściopisarze. (…)

Artykuł „Na ostrzu skalpela”. Wstrząsające opowieści z czasów, gdy operacje medyczne trwały godzinami. [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/na-ostrzu-skalpela-wstrzasajace-opowiesci-lekarza-z-czasow-gdy-operacje-medyczne-trwaly-godzinami-wideo/feed/ 0
Na wzgórzach Libanu powstaje niezwykły projekt. Komuś jednak zależy, aby się nie powiódł. [WIDEO] https://niezlomni.com/na-wzgorzach-libanu-powstaje-niezwykly-projekt-komus-jednak-zalezy-aby-sie-nie-powiodl-wideo/ https://niezlomni.com/na-wzgorzach-libanu-powstaje-niezwykly-projekt-komus-jednak-zalezy-aby-sie-nie-powiodl-wideo/#respond Wed, 18 Sep 2019 04:52:48 +0000 https://niezlomni.com/?p=50836

Na ocienionych cedrami wzgórzach Libanu powstaje niezwykły projekt. Ekscentryczny i bardzo religijny miliarder James Peabody pragnie założyć biblijne zoo-muzeum, w którym gromadzi cenne artefakty oraz wspomniane na kartach Pisma zwierzęta, czasem bardzo niebezpieczne. Komuś jednak zależy, aby to przedsięwzięcie się nie powiodło.

Najbliżsi przechodnie znajdowali się daleko, co najmniej kilkadziesiąt metrów od nich, a mężczyzna natychmiast wyprowadził jeszcze jeden cios. Wszystko działo się tak szybko, że Nadia krzyknęła dopiero w momencie, kiedy ostrze znów zmierzało w stronę Horthyego.
Tym razem jednak atakujący się przeliczył, a Gabor wykazał się o wiele lepszym refleksem i nóż minął jego tułów. Nadia krzyczała nadal i rozpaczliwie rozglądała się za pomocą. Zanim jednak bandyta wyprowadził kolejny atak, doszło go potężne, proste kopnięcie na tułów. Nożownik miał sporo szczęścia. Gdyby wąskie spodnie nie blokowały zakresu ruchów Horthyego, trafiłoby ono kilkadziesiąt centymetrów wyżej i zmasakrowało twarz. Pozbawiło go jednak tchu i odepchnęło na jakieś dwa metry od Gabora. Nadia zamilkła, zaskoczona przebiegiem sytuacji.

Bandyta nie wypuścił noża, chociaż wyglądał na zszokowanego kontratakiem. Horthy nie poszedł za ciosem, obawiając się, że przy najmniejszym błędzie może zostać śmiertelnie zraniony. Miał sporo doświadczeń z bójek na ulicy i zdawał sobie sprawę, że zwykłe poślizgnięcie łatwo może skończyć się tragicznie, dlatego wolał nie przechodzić do ofensywy.

Ustawił się za to jak zawodnik w ringu, czujnie obserwując ruchy swojego przeciwnika. Tamten złapał powietrze i spojrzał nerwowo w bok. Wyglądało, że sam się porządnie przestraszył, bo zrozumiał, że nie tylko nie trafił na całkiem bezbronną ofiarę, ale jeszcze stracił największą przewagę, jaką dawało mu zaskoczenie.

https://twitter.com/Wyd_REPLIKA/status/1172024200145620993

Nadia ponownie krzyknęła. Dwaj młodzi mężczyźni ruszyli biegiem w ich stronę. Napastnik nie próbował jednak więcej uderzać i rzucił się do ucieczki. Horthy nie pobiegł za nim. Zamiast tego obejrzał ranę, a właściwie bardziej skaleczenie.
– Nic ci się nie stało? – pytali chłopcy, którzy przybyli na ratunek. Nie mieli chyba nawet dwudziestu lat. Widać było po nich, że dużo trenują na siłowni i aż rwali się do bójki.
– Wezwijmy pogotowie – gorączkowała się Nadia
– Spokojnie. Drasnął mnie. Nóż chyba poszedł po torbie. Nic więcej. Dzięki, panowie. – Podniósł z ziemi torbę.
– Skurwysyn! Szkoda, że nie zdążyliśmy go złapać, ale jeszcze go dorwiemy – odgrażali się młodzi Libańczycy, trochę pusząc się przy tym przed Nadią. – Ale ty też sobie nieźle poradziłeś. Trenujesz?
Całe zajście stworzyło między nimi jakąś atmosferę wojennej fraternizacji.

Horthy skinął głową, uścisnął im ręce i jeszcze raz podziękował za chęć pomocy.
Gorliwie oferowali mu swoje usługi na przyszłość. Był pewien, że będą roztrząsać tę sytuację przez najbliższe tygodnie.
Nadia przyglądała mu się z troską. Odetchnęła, widząc, że ostrze zniszczyło koszulkę, ale ledwie drasnęło bok Horthyego.
– Boże. Ulżyło mi. Myślałam, że cię zabije, a potem, jak spojrzałam na ciebie, bałam się, że to ty zabijesz jego. Wyglądałeś, jakbyś chciał to zrobić.
Spojrzał na nią bez uśmiechu i przyszło jej do głowy, że chyba wcale wiele się nie pomyliła.
– Nie wiedziałam, że węgierscy naukowcy są tacy… hmm… waleczni.
– Mamy mało etatów na uczelniach.

Fragment książki Aleksandra R. Michalaka pt. Wąż z cedrowego lasu, wyd. Replika, Poznań 2019. Książkę można nabyć TUTAJ. 

https://twitter.com/Wyd_REPLIKA/status/1173237728957386753

Zło wypełza z ciemności…

Na ocienionych cedrami wzgórzach Libanu powstaje niezwykły projekt. Ekscentryczny i bardzo religijny miliarder James Peabody pragnie założyć biblijne zoo-muzeum, w którym gromadzi cenne artefakty oraz wspomniane na kartach Pisma zwierzęta, czasem bardzo niebezpieczne. Komuś jednak zależy, aby to przedsięwzięcie się nie powiodło.

Międzynarodowe grono pracowników zoo początkowo bagatelizuje tajemnicze wypadki wiążące się z muzeum, niemniej kolejne niepomyślne zbiegi okoliczności rodzą coraz więcej wątpliwości. Czyżby nad projektem Biblical Zoo zawisło fatum? Jeden ze śladów wydaje się stanowić aluzję do starożytnej legendy o walce pomiędzy rycerzem, a ogromnym wężem.

Aby rozwikłać zagadkę, potrzeba będzie zupełnie innych specjalistów, znających świat biblijnych stworzeń w równym stopniu co kulturę świata arabskiego i wczesnego chrześcijaństwa. Jednak nawet oni nie spodziewają się demonów, jakie wypełzną z ciemności.
Wąż z Lasu Cedrowego to kolejny thriller autora bestsellerowego Denara dla Szczurołapa. Aleksander R. Michalak nie idzie utartym szlakiem, a zaskakuje czytelników – zarówno tych, którzy mieli już okazję poznać Gabora Horthyego, jak i tych, którzy spotkają go dopiero po raz pierwszy.

Nie ciesz się, iż został złamany kij, co cię smagał, bo z zarodka węża wyjdzie żmija, a owocem jej będzie smok skrzydlaty. Z Księgi Izajasza

Aleksander R. Michalak – doktor historii Uniwersytetu Gdańskiego oraz religii i teologii Trinity College w Dublinie. W prestiżowym wydawnictwie Mohr Siebeck opublikował książkę poświęconą koncepcji aniołów-wojowników. Publikował też artykuły z dziedziny demonologii i angelologii biblijnej.
Posługuje się kilkoma językami i studiuje kolejne. Przejawia słabość do kawy, dżinu oraz ozdobnych fajek do opium. Wysoko ceni aktywność fizyczną. Inspirują go egzotyczne podróże, a także dziewiętnastowieczny typ naukowca-awanturnika à la Alois Musil. Obecnie mieszka w Gdańsku.
W ubiegłym roku ukazał się jego bestsellerowy debiut literacki – powieść Denar dla Szczurołapa.

Artykuł Na wzgórzach Libanu powstaje niezwykły projekt. Komuś jednak zależy, aby się nie powiódł. [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/na-wzgorzach-libanu-powstaje-niezwykly-projekt-komus-jednak-zalezy-aby-sie-nie-powiodl-wideo/feed/ 0
80 lat temu rozpoczęła się ewakuacja 80 ton polskiego złota! Tajemnicze losy narodowego skarbu. [WIDEO] https://niezlomni.com/80-lat-temu-rozpoczela-sie-ewakuacja-80-ton-polskiego-zlota-tajemnicze-losy-narodowego-skarbu-wideo/ https://niezlomni.com/80-lat-temu-rozpoczela-sie-ewakuacja-80-ton-polskiego-zlota-tajemnicze-losy-narodowego-skarbu-wideo/#respond Thu, 05 Sep 2019 09:48:04 +0000 https://niezlomni.com/?p=50831

Bez wywiezienia rezerw złota w okupowanym kraju nie powstałoby podziemie, ani Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie.

Pierwsza powieść o dramatycznych losach polskiej rezerwy złota w czasach drugiej wojny światowej.

Wielkie przyjaźnie i wielkie emocje. Wielka rozgrywka wywiadów. Odwaga, brawura i sensacja, kiedy trzeba – chłodna kalkulacja prawnicza. Oficerowie od zadań specjalnych, bankierzy i pierwsza polska medalistka olimpijska.

BEZ TYCH SKARBÓW NIE ISTNIAŁBY RUCH OPORU W POLSCE I POLSKIE SIŁY ZBROJNE NA ZACHODZIE!

Na jakiej podstawie minister Eugeniusz Kwiatkowski obawiał się konfiskaty rezerwy złota przez aliantów? Dlaczego nie ufał sojusznikom?

Na czym polegała misja pułkowników Adama Koca i Ignacego Matuszewskiego?

Jak w ciągu kilku dni byli w stanie zorganizować kilkadziesiąt ciężarówek i autobusów w kraju pogrążonym w wojennym chaosie?

Skąd wśród kierowców Złotego Konwoju wzięła się Halina Konopacka, pierwsza polska medalistka olimpijska?

Dlaczego polska rezerwa złota została ostatecznie ukryta w głębi Afryki?

Dlaczego rozprawa tocząca się przed amerykańskim sądem oddalonym od Afryki o tysiące mil, pomogła uratować polskie złoto od konfiskaty przez francuskie władze?

Czy kilkunastominutowe spóźnienie proceduralne mogło kosztować Polskę utratę zapasów bezcennego kruszcu?

Ile istnień ludzkich kosztowała epopeja polskiego złota?

 

Artykuł 80 lat temu rozpoczęła się ewakuacja 80 ton polskiego złota! Tajemnicze losy narodowego skarbu. [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/80-lat-temu-rozpoczela-sie-ewakuacja-80-ton-polskiego-zlota-tajemnicze-losy-narodowego-skarbu-wideo/feed/ 0
Szokujące! Deutsche Bank chce zlicytować polskie rodziny. Za 470 tys. zł kredytu prowadzi egzekucję na kwotę 1,6 miliona![WIDEO] https://niezlomni.com/szokujace-deutsche-bank-chce-zlicytowac-polskie-rodziny-za-470-tys-zl-kredytu-prowadzi-egzekucje-na-kwote-16-milionawideo/ https://niezlomni.com/szokujace-deutsche-bank-chce-zlicytowac-polskie-rodziny-za-470-tys-zl-kredytu-prowadzi-egzekucje-na-kwote-16-milionawideo/#comments Wed, 04 Sep 2019 14:30:49 +0000 https://niezlomni.com/?p=50829

Historia 7-letniej walki z Deutsche Bank Polska jest przykładem, który pokazuje jak sektor bankowy zarabia na kredytach indeksowanych i denominowanym kosztem polskich rodzin, a także budżetu państwa.

5.09.2019 roku o godzinie 12.00, sala 417, w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy, ul. Marszałkowska 82, odbędzie się licytacji mieszkania. Jest ona prowadzona na podstawie niekonstytucyjnych przepisów o Bankowym Tytule Egzekucyjnym. Mimo, iż Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 2015 r. wskazał, iż graniczną datą obowiązywania tych przepisów jest 1 sierpnia 2016 r.

Historia 7-letniej walki z Deutsche Bank Polska jest przykładem który pokazuje jak sektor bankowy zarabia na kredytach indeksowanych i denominowanym kosztem polskich rodzin, a także budżetu państwa.

Niestety ten przypadek pokazuje też rażące naruszenia przepisów prawa unijnego przez wymiar sprawiedliwości. Sprawa dotyczy umowy z 2008 r. o kredyty denominowany wypłacony w kwocie 470 tys została zawarta na zakup mieszkania (44 m2). Zabezpieczenie kredytu stanowi także druga nieruchość. Kredyt był spłacany do 2012 (spłacono ok 170 tys, po wzroście rat (z 3000 na 5500 zł) kredyt przestał być spłacany. Do sprawy licytacji jednej z nieruchomości włączył się Rzecznik Praw Obywatelskich.

Proceder kumulacji odsetek do kwoty przekraczającej wielokrotność kwoty wypłaconego kredytu jest szkodliwy nie tylko dla rodziny, wobec której bank prowadzi egzekucję, ale także dla budżetu państwa. Ostatnie ulgi podatkowe dla podmiotów prowadzących działalność windykacyjną autorstwa Ministerstwa Finansów zachęcają jeszcze bardziej do tego procederu. Procederu przypominającego działanie mafii reprywatyzacyjnej.

Ostatnie działania legislacyjne zbudowały rynek windykacji nieruchomości licytowanych przez banki (lub ich następców prawnych).

Na konferencji Stowarzyszenie przedstawi podjęte i planowane działania wobec niezgodnych z prawem działań banków, wymiaru sprawiedliwości.

Kontakt w sprawie konferencji

Arkadiusz Szcześniak, Prezes Stowarzyszenia SBB
E-mail: prezes@bankowebezprawie.pl

Źródło: Stowarzyszenie Stop Bankowemu Bezprawiu

 

Artykuł Szokujące! Deutsche Bank chce zlicytować polskie rodziny. Za 470 tys. zł kredytu prowadzi egzekucję na kwotę 1,6 miliona![WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/szokujace-deutsche-bank-chce-zlicytowac-polskie-rodziny-za-470-tys-zl-kredytu-prowadzi-egzekucje-na-kwote-16-milionawideo/feed/ 3
Kłamstwo powtarzane latami staje się rzeczywistością. Największe mity polskiego września 1939 r. [WIDEO] https://niezlomni.com/klamstwo-powtarzane-latami-staje-sie-rzeczywistoscia-najwieksze-mity-polskiego-wrzesnia-1939-r-wideo/ https://niezlomni.com/klamstwo-powtarzane-latami-staje-sie-rzeczywistoscia-najwieksze-mity-polskiego-wrzesnia-1939-r-wideo/#respond Mon, 26 Aug 2019 07:37:26 +0000 https://niezlomni.com/?p=50826

Kiedy rzeczywiście rozpoczęła się II wojna światowa? Czy Niemcy wygrali we wrześniu ’39?Ilu było agresorów – dwóch czy czterech? - na te i wiele innych pytań starają się odpowiedzieć autorzy książki "Mity polskiego września 1939 r." Sławomir Koper i Tymoteusz Pawłowski.

Autorzy książki, Sławomir Koper i Tymoteusz Pawłowski znani są ze swojego odważnego podejścia do zagadnień historycznych, a w najnowszej książce mierzą się z najbardziej powszechnymi mitami historycznymi września ’39 zakorzenionymi w narodowej świadomości.

Kłamstwo powtarzane latami staje się rzeczywistością.

Nasza historia obfituje w legendy. Wiele z nich utrwalonych zostało nie tylko w powszechnej świadomości, ale i w podręcznikach.

Część dotyczy września 1939 r. i pierwszych starć Polaków z wojskami III Rzeszy.

Okazuje się jednak, że jednoznacznie negatywna ocena tamtych wydarzeń i przekonanie o całkowitej klęsce były efektem solidarnych działań propagandy PRL i… gen. Sikorskiego.

Autorzy książki w przystępny sposób, krok po kroku, analizują największe przekłamania dotyczące pierwszych tygodni II wojny światowej.

Z bliska przyglądają się poczynaniom władz II RP, rozbierają na czynniki pierwsze strategiczne posunięcia militarne i podają w wątpliwość powszechnie znane fakty i opinie.

Sprawdź, czy znasz prawdziwą historię, czy jej zafałszowaną wersję?

Kiedy rzeczywiście rozpoczęła się II wojna światowa?
Czy Niemcy wygrali we wrześniu ’39?
Czy wiemy, co stało się na Westerplatte?
Ilu było agresorów – dwóch czy czterech?
Czym skończyłby się sojusz Polski z III Rzeszą?

 

Artykuł Kłamstwo powtarzane latami staje się rzeczywistością. Największe mity polskiego września 1939 r. [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/klamstwo-powtarzane-latami-staje-sie-rzeczywistoscia-najwieksze-mity-polskiego-wrzesnia-1939-r-wideo/feed/ 0
Wstrząsające wspomnienia kapelana Powstania Warszawskiego. „Wznosząc ku Górze Hostię i Kielich Krwi Pańskiej oddawałem Chrystusowi całą Polskę walczącą” https://niezlomni.com/wstrzasajace-wspomnienia-kapelana-powstania-warszawskiego-wznoszac-ku-gorze-hostie-i-kielich-krwi-panskiej-oddawalem-chrystusowi-cala-polske-walczaca/ https://niezlomni.com/wstrzasajace-wspomnienia-kapelana-powstania-warszawskiego-wznoszac-ku-gorze-hostie-i-kielich-krwi-panskiej-oddawalem-chrystusowi-cala-polske-walczaca/#respond Mon, 12 Aug 2019 08:49:15 +0000 https://niezlomni.com/?p=50817

Wznosząc ku Górze Hostię i Kielich Krwi Pańskiej oddawałem Chrystusowi samego siebie, asystujących kolegów kapłanów, klęczących żołnierzy i wszystkich obecnych w polowej kaplicy" - wspomina ks. Stanisław Tworkowski.

Źródło: Ks. S. Tworkowski, Powstańcza ofiara, „Chrześcijanin w świecie”, 16, 1984, nr 8/9.

Stanisław Tworkowski (ur. 1 stycznia 1901 w Zalesiu w powiecie ostrołęckim, zm. 7 marca 1999) – polski duchowny katolicki, kapelan, pisarz, działacz endecki.

Był synem Ignacego i Anny Kobus. 23 czerwca 1926 przyjął z rąk kardynała Aleksandra Kakowskiego sakrament kapłaństwa. Przez wiele lat był katechetą w różnych warszawskich szkołach. Był członkiem Stronnictwa Narodowego. W czasie II wojny światowej był kapelanem Sióstr Matki Boskiej Miłosierdzia przy ulicy Żytniej w Warszawie, a następnie więzienia przy ulicy Dzielnej. Kapelan AK i uczestnik powstania warszawskiego. Źródło: wikipedia.pl.

Artykuł Wstrząsające wspomnienia kapelana Powstania Warszawskiego. „Wznosząc ku Górze Hostię i Kielich Krwi Pańskiej oddawałem Chrystusowi całą Polskę walczącą” pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/wstrzasajace-wspomnienia-kapelana-powstania-warszawskiego-wznoszac-ku-gorze-hostie-i-kielich-krwi-panskiej-oddawalem-chrystusowi-cala-polske-walczaca/feed/ 0
Tajemniczy świat za Spiżową Bramą. Z wizytą w niezwykłych miejscach, w których decydowały się losy świata.[WIDEO] https://niezlomni.com/tajemniczy-swiat-za-spizowa-brama-z-wizyta-w-niezwyklych-miejscach-w-ktorych-decydowaly-sie-losy-swiata-wideo/ https://niezlomni.com/tajemniczy-swiat-za-spizowa-brama-z-wizyta-w-niezwyklych-miejscach-w-ktorych-decydowaly-sie-losy-swiata-wideo/#respond Sat, 10 Aug 2019 06:30:04 +0000 https://niezlomni.com/?p=50812

Spiżowa Brama to jedna z trzech bram, którą można dostać się na teren państwa watykańskiego. Za nią rozciąga się terytorium pełne wyjątkowej architektury, wielowiekowej historii i licznych tajemnic.  Tam rozgrywały się przełomowe wydarzenia dla Kościoła katolickiego, Europy i świata. Trudno się dziwić, że Watykan przyciąga turystów z całego świata.

"Przewodnik po Watykanie", który ukazał się nakładem wydawnictwa Jedność z Kielc  jest doskonałem źródłem informacji pozwalających swobodnie poruszać się po państwie watykańskim. Trasy wycieczek, bogate ilustracje, szczegółowe informacje przygotowane przez wybitnych specjalistów pozwalą zwiedzić najważniejsze miejsca Watykanu.

To pierwszy kompletny przewodnik po Watykanie, skierowany do szerokiego grona odbiorców: turystów, pielgrzymów i badaczy. Został opracowany przez przedstawicieli instytucji watykańskich, głównie Fabryki św. Piotra i Muzeów Watykańskich, którym przy ostatecznej redakcji towarzyszyli specjaliści o światowej renomie.

Wszystkie obiekty państwa Watykan (Bazylika św. Piotra, Święte Groty, Pałac Apostolski, Biblioteka Apostolska, Tajne Archiwum, Ogrody Watykańskie, Nekropolie, Muzea, dzielnice współczesne) zostały zaprezentowane przez wprowadzenie historyczne. Po nim następuje szczegółowy plan trasy zwiedzania. Przewodnik prowadzi zwiedzających niejako za rękę po całej Stolicy Apostolskiej, od miejsc najznamienitszych i najbardziej uczęszczanych, przez odwiedzane trochę rzadziej, po te wręcz całkowicie nieznane, które można zobaczyć jedynie przy zachowaniu pewnych procedur.

W dodatku zgromadzono praktyczne informacje dla osób odwiedzających Watykan oraz wykaz papieży z ich herbami, indeks artystów i bibliografię. Publikację uzupełniają zdjęcia, plany, mapy i rysunki, ilustrujące rozwój najmniejszego państwa świata i jego zabytki.

Autorzy: zespół specjalistów włoskich i zagranicznych, w tym redaktor pierwszej części Przewodnika Roberto Cassanelli, historyk sztuki, muzealnik, wykładowca w Accademia Albertina w Turynie; prowadzi w Wydawnictwie Jaca Book serię: „Włoskie dziedzictwo artystyczne”.

Odbiorcy:

- każdy, kto chce dobrze poznać historię i zabytki Watykanu.

Dlaczego warto przeczytać tę książkę?

- profesjonalnie opracowany przewodnik przybliżający zarówno dzieje Państwa Watykańskiego, jak i jego zabytkowe obiekty, a zwłaszcza jeden z najwybitniejszych zbiorów dzieł sztuki na świecie

- liczne fotografie historycznych obiektów, m.in. bazyliki św. Piotra i wnętrz Pałacu Apostolskiego, reprodukcje eksponowanych w Muzeach Watykańskich cennych rzeźb czy obrazów, ponadto zaś przydatne plany z trasami zwiedzania

- ciekawostki dotyczące atrakcyjnych pod względem kulturowym i architektonicznym miejsc w Watykanie, również w obrębie współczesnej zabudowy.

Artykuł Tajemniczy świat za Spiżową Bramą. Z wizytą w niezwykłych miejscach, w których decydowały się losy świata.[WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/tajemniczy-swiat-za-spizowa-brama-z-wizyta-w-niezwyklych-miejscach-w-ktorych-decydowaly-sie-losy-swiata-wideo/feed/ 0