Polska – ZSRR – Niezłomni.com https://niezlomni.com Portal informacyjno-historyczny Sun, 03 Dec 2023 21:00:15 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=4.9.8 https://niezlomni.com/wp-content/uploads/2017/08/cropped-icon-260x260.png Polska – ZSRR – Niezłomni.com https://niezlomni.com 32 32 Polski tam nie było, ale zagrano jej hymn. Dzięki niemu. ,,Ja tego nie mogę tolerować. Ja Wam zagram hymn Polski, proszę wstać!” [WIDEO] https://niezlomni.com/konferencja-zalozycielska-onz-1945-r-rozpoczela-sie-bez-polski-dzieki-arturowi-rubinsteinowi-zapomniano-o-niej-wideo/ https://niezlomni.com/konferencja-zalozycielska-onz-1945-r-rozpoczela-sie-bez-polski-dzieki-arturowi-rubinsteinowi-zapomniano-o-niej-wideo/#comments Mon, 05 Feb 2018 18:39:22 +0000 http://niezlomni.com/?p=35074

Polska, choć była pierwszą ofiarą napaści niemieckiej Trzeciej Rzeszy i należała do koalicji antyhitlerowskiej, nie brała udziału w konferencji założycielskiej Narodów Zjednoczonych w San Fransisco, która miała pilnować powojennego pokoju i ładu. Zadecydowały o tym rozbieżności wśród mocarstw dotyczące uznania komunistycznych władz Polski. Konferencja rozpoczęła się 25 kwietnia 1945 roku. Dzięki wybitnemu pianiście Arturowi Rubinsteinowi obecność Polski została jednak mocno zaznaczona.

– Była duża sala, pełna chorągwi. Ja przyszedłem na próbę i szukałem chorągwi polskich. Chorągwi polskich nie było – wspominał po latach Rubinstein. – Jak to, powiedziałem, cała wojna szła o Polskę. Niby to Francja, Anglia, Ameryka walczyły za Polskę. Ja byłem absolutnie wściekły. Jak był koncert po południu, musiałem zawsze podczas wojny grać na początku hymn amerykański. I grałem tym razem też, jak zwykle, ale nagle coś we mnie wezbrało. Moja żona stała tam za kulisami, wiedziała, co ja robię.

– Wstałem z krzesła, zamiast grać dalej, powiedziałem: Tutaj, w tej sali, chcecie robić... urządzić szczęśliwą przyszłość świata. Brakuje mi chorągwi Polski, za którą walczyliście. Ja tego nie mogę tolerować. Ja wam zagram hymn polski. I proszę wstać!

Po odegraniu polskiego hymnu rozległ się huragan braw. Sowiecka delegacja, której przewodził Wiaczesław Mołotow, zmuszona do powstania w czasie hymnu niepodległej Polski, nie kryła wściekłości.

Mimo nieobecności przedstawicieli polskiego rządu na konferencji założycielskiej, Polskę zaliczono do grona członków pierwotnych organizacji, a w Nowym Jorku, w głównej siedzibie Organizacji Narodów Zjednoczonych stoi dziś pomnik Artura Rubinsteina.

https://youtu.be/QUoXKYT_rC8

źródło: Instytut Pamięci Narodowej

Artykuł Polski tam nie było, ale zagrano jej hymn. Dzięki niemu. ,,Ja tego nie mogę tolerować. Ja Wam zagram hymn Polski, proszę wstać!” [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/konferencja-zalozycielska-onz-1945-r-rozpoczela-sie-bez-polski-dzieki-arturowi-rubinsteinowi-zapomniano-o-niej-wideo/feed/ 4
Film o nieznanym schronieniu Sybiraków w czasie II Wojny Światowej. Wolność znaleźli w Meksyku. [WIDEO] https://niezlomni.com/to-film-o-nieznanym-schronieniu-sybirakow-w-czasie-ii-wojny-swiatowej-wolnosc-znalezli-w-meksyku/ Sat, 14 Oct 2017 13:35:42 +0000 http://niezlomni.com/?p=914

Film "Santa Rosa - Odyseja w rytmie mariachi" to historia kolonii polskich uchodźców wojennych w Meksyku, którzy po wywózce przez Sowietów na Syberię znaleźli schronienie na gościnnej meksykańskiej ziemi (ok. 1500 osób).

Ten praktycznie nieznany szerszej publiczności epizod II wojny światowej to opowieść o ludzkiej solidarności, tolerancji i bezinteresownej pomocy, która przemawia swoją uniwersalnością do każdego, niezależnie od kraju pochodzenia, wieku czy wykształcenia.

Film powstał w oparciu o nigdzie dotychczas nie publikowane materiały archiwalne i wywiady z żyjącymi jeszcze mieszkańcami hacjendy, którzy jako dzieci zostali skazani na piekło syberyjskiej tułaczki, a teraz po raz pierwszy mają szansę podzielić swoimi wspomnieniami przed kamerą.

 

Czesław Sawko – wynalazca, milioner, filantrop – jeden z bohaterów filmu:

[quote]Tego, co przeżyłem w wieku 10 lat, nigdy pewnie nie zapomnę. Pamiętam dokładnie, jak sowieci nas aresztowali, przejazd w bydlęcych wagonach do posiołka pod Archangielskiem, a potem długą walkę o przetrwanie … To wszystko jest bardzo bolesne. Ciężko o tym mówić czy nawet przyznać się, żeśmy żyli w tak strasznych warunkach, w takiej nędzy, w brudzie potwornym. Czasami wstydzę się opowiadać o tym Amerykanom, bo im trudno jest uwierzyć, że można coś takiego przeżyć i być „normalnym” człowiekiem.

(…)

Hacjenda Santa Rosa była dla mnie prawdziwym rajem. Po tym wszystkim, cośmy wcześniej przeszli, tak to był raj.[/quote]

[flagallery gid=15 skin=nivo_slider_js]

Polacy którzy przyjechali do Meksyku byli ludźmi ciężko doświadczonymi, bardzo nieufnymi wobec „obcych”. Trzy lata pobytu w Santa Rosa wystarczyły, aby odzyskać wiarę w drugiego człowieka i we własne możliwości. Na przykładzie bohaterów filmu można zaobserwować, jak człowiek, który w życiu stracił wszystko: dom, majątek, bliskich, ojczyznę, wolność, może swoje życie odbudować od nowa. Miejscowi, traktując Polaków z życzliwością, tolerancją, zrozumieniem dla innej kultury, pomogli odbudować im poczucie godności. Sposób, w jaki Meksykanie przyjęli „obcych”, może być wzorem humanitaryzmu dla całego świata.

JAK DOSZŁO DO NIECODZIENNEJ SYTUACJI?

Kiedy związek sowiecki został zaatakowany przez hitlerowskie Niemcy (czerwiec 1941 r.), 30 lipca 1941 został podpisany Układ Sikorski-Majski, który przywracał stosunki dyplomatyczne pomiędzy Polską i ZSRR. Układ przewidywał utworzenie armii polskiej (późniejsza Armia Andersa) oraz amnestię dla obywateli polskich: więźniów politycznych i zesłańców.

Z armią Andersa do Persji (Iranu) przedostało się ok. 56 tys. cywili. Wśród nich grupa kobiet z dziećmi i sierot.

W Persji nie mogli zostać. Armia zaczęła się ewakuować na zachód, w kierunku Palestyny, Afryki i dalej Włoch, ale nie wiadomo było, co zrobić z kobietami i dziećmi. Niespodziewanie pomoc zaoferował ambasador Meksyku w Londynie Alfonso Rozenzweig Diaz.

[quote]Namówił swój rząd do przyjęcia części polskich uchodźców. Amerykanie dali 3 mln dolarów pożyczki na ich utrzymanie. W ten sposób Meksyk stał się jedynym poza Wielką Brytanią i jej byłymi koloniami państwem oficjalnie przyjmującym Polaków podczas drugiej wojny światowej. Nigdy wcześniej ani później Meksyk nie przyjął też imigrantów spoza obszaru języka hiszpańskiego.[/quote]

Tymczasem dwa tysiące polskich kobiet i dzieci znalazło się w Karaczi, a stamtąd brytyjski statek „The Old City of London” zabrał ich do Bombaju, a następnie trafili do Los Angeles na pokładzie amerykańskiego statku transportowego USS „The Hermitage”.

Jak wspominają, wrażenie, jakie zrobiła na nich Ameryka, było negatywne. Wcale nie kojarzyła im się z wolnością: Polacy byli przewożeni wojskowymi ciężarówkami z uzbrojoną eskortą i traktowani niemal jak więźniowie. Wolność znaleźli w Meksyku – był listopad 1943 roku.

Artykuł Film o nieznanym schronieniu Sybiraków w czasie II Wojny Światowej. Wolność znaleźli w Meksyku. [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
Nie tylko pakt Ribbentrop – Mołotow? Litwini mieli dogadać się z Hitlerem w sprawie przyłączenia Wileńszczyzny https://niezlomni.com/nie-tylko-pakt-ribbentrop-molotow-litwini-mieli-dogadac-sie-z-hitlerem-w-sprawie-przylaczenia-wilenszczyzny/ Sun, 01 Oct 2017 06:24:05 +0000 http://niezlomni.com/?p=767

23 sierpnia 1939 w Moskwie zawarty został układ Ribbentrop-Mołotow. Do oficjalnej umowy dołączono tajny protokół przewidujący rozbiór Polski oraz podział strefy wpływów w Europie Wschodniej.

Punkt 1 tajnego protokołu stanowił: „Na wypadek przekształcenia terytorialno-politycznego obszaru należącego do państw bałtyckich (Finlandia, Estonia, Łotwa, Litwa), północna granica Litwy stanowiłaby zarazem granicę między strefą interesów Niemiec i ZSRR, przy czym obie strony uznają pretensje Litwy do terytorium wileńskiego”.

Przy lekturze cytowanego zapisu rodzi się pytanie:

[quote]Jak to się stało, że w supertajnej umowie dwaj bezwzględni grabieżcy, nieliczący się z nikim i z niczym, postanowili uczynić podarunek terytorialny małemu, niewiele znaczącemu państwu, które nie było stroną kontraktu? Czy istniała jakaś ukryta przyczyna powodująca taki stan rzeczy?[/quote]

Próbując odpowiedzieć na to pytanie, warto byłoby zajrzeć do dokumentów pewnego śledztwa, toczącego się w Polsce w latach 1948-1949. Otóż w lecie 1948 roku, w ramach skoordynowanej akcji policyjnej, aresztowano na terenie całego kraju kilka tysięcy byłych żołnierzy wileńskiej AK. Wśród zatrzymanych znaleźli się trzej byli oficerowie kontrwywiadu Okręgu Wileńskiego AK, działający w utworzonej w roku 1944 specjalnej komórce zajmującej się zwalczaniem wpływów komunistycznych na tym terenie. Komórka miała kryptonim organizacyjny „Cecylia”, pochodzący od pseudonimu jej szefa Mirosława Głębockiego.

[caption id="attachment_966" align="alignleft" width="150"]Sergiusz Piasecki Sergiusz Piasecki[/caption]

Jednym z trzech zatrzymanych oficerów „Cecylii” był 32-letni wówczas podporucznik Witold Milwid. Zanim został skierowany do „Cecylii” był członkiem Kedywu wileńskiej AK, gdzie posługiwał się pseudonimem „T-9”. To on razem z Sergiuszem Kościałkowskim ps. „Czaruś” dokonał w marcu 1943 skutecznego zamachu na redaktora wileńskiej gadzinówki Czesława Ancerewicza w kruchcie kościoła św. Katarzyny. Instruktorem członków Kedywu z ramienia Dowództwa Okręgu był znany pisarz o bujnej przeszłości Sergiusz Piasecki. Po latach na emigracji w Wielkiej Brytanii opisał akcje Kedywu wileńskiej AK w powieści „ Dla honoru organizacji”. Sportretował tam m. in. Milwida pod postacią chemika o pseudonimie „R-7”.

W dniu 1 listopada 1948 w ramach toczącego się śledztwa w sprawie działalności „Cecylii” Witold Milwid złożył do protokołu ciekawe zeznania na temat prawdopodobnego zawarcia w roku 1939 przez rządy Niemiec i Litwy tajnej umowy dotyczącej przyłączenia Wileńszczyzny do Republiki Litewskiej. Według zaprotokołowanej przez funkcjonariusza UB Adama Kujawę wersji Milwida, w roku 1942 lub 1943 dowiedział się on od Sergiusza Piaseckiego, że ówczesny administrator apostolski diecezji wileńskiej biskup Mečislovas Reinys, były minister spraw zagranicznych Litwy, przechowuje w kancelarii biskupiej albo w skarbcu katedry wileńskiej egzemplarz tajnej umowy pomiędzy Niemcami a Litwą, zawartej w okresie przejęcia Kłajpedy przez III Rzeszę, na mocy której rząd niemiecki obiecał w możliwie najbliższej przyszłości przyłączenie Wilna do Litwy w zamian za zainstalowanie na jej terytorium niemieckich baz wojskowych.

[caption id="attachment_967" align="alignleft" width="150"]Józef Mackiewicz Józef Mackiewicz[/caption]

Piasecki miał się dowiedzieć o tym od Józefa Mackiewicza, który w latach 1939-1940 wydawał koncesjonowaną przez władze „Gazetę Wileńską” i z tego względu utrzymywał dobre kontakty z wieloma prominentami litewskimi.

Mackiewicz w rozmowie z Piaseckim twierdził, że o istnieniu tajnej umowy dowiedział się od samego Reinysa. Członkowie wileńskiego Kedywu AK postanowili zdobyć ten dokument. W tym celu wysłali do kancelarii biskupiej zamieszkałą w Wilnie przy ulicy Wielkiej 22/11 łączniczkę AK o imieniu Lucyna, która pod pretekstem zasięgnięcia informacji na temat kościelnego unieważnienia małżeństwa miała rozejrzeć się po pomieszczeniach. Następnie Sergiusz Piasecki miał dokonać profesjonalnego włamania do sejfu z przechowywanym dokumentem.

Plan spalił na panewce, gdyż Lucyna nie potrafiła znaleźć pretekstu, by dostać się również do prywatnego mieszkania biskupa i w tej sytuacji Piasecki nie podjął się przedsięwzięcia dalszych kroków.

[caption id="attachment_968" align="alignleft" width="183"]Antanas Smetona Antanas Smetona[/caption]

Pokazowy proces członków grupy „Cecylia” odbywał się na przełomie sierpnia i września 1949 w Bydgoszczy. Wszyscy trzej podsądni zostali skazani na karę śmierci. Wyroki wykonano. Pomimo że proces był szeroko relacjonowany przez wszystkie gazety ogólnopolskie, żadna z nich nie zamieściła wzmianki na temat zeznań Milwida dotyczących paktu Hitler-Smetona. Ujawnienie ich treści z miejsca nasunęłoby skojarzenia z zapisami punktu 1 tajnego protokołu do paktu Ribbentrop-Mołotow.

Treść tego protokołu została upubliczniona na Zachodzie w roku 1946, jednakże Związek Sowiecki do roku 1989 konsekwentnie zaprzeczał jego istnieniu. Jedynie „Gazeta Pomorska”, organ KW PZPR w Bydgoszczy, z uwagi na to, że sprawa ta wypłynęła incydentalnie w czasie rozprawy sądowej, zamieściła w dniu 24 sierpnia 1949 pełen niedomówień i zafałszowań odredakcyjny komentarz następującej treści:

[quote]Siatka wywiadowcza ustaliła, że w skarbcu katedry wileńskiej biskup katolicki Wilna Reinys przechowuje »cenny« dokument, w którym Niemcy zaciągnęli szereg zobowiązań wobec litewskiego faszystowskiego rządu Smetony. Agenci »Cecylii« próbowali ten dokument wydobyć ze skarbca katedry. Jednak na rozkaz Piaseckiego »akcja« ta została przerwana.[/quote]

W dalszej części komentarza pada twierdzenie, że Piasecki jako agent polskiego kontrwywiadu wojskowego uczynił to na rozkaz przełożonych, którzy współpracowali z hitlerowcami i nie chcieli ich kompromitować. Do roku 1946 na temat istnienia tajnego protokołu do paktu Ribbentrop-Mołotow wiedziały tylko kręgi przywódcze Niemiec i ZSRR oraz przedstawiciele najwyższych władz kilku innych państw, które pozyskały informacje na drodze wywiadowczej.

Władze polskie pozostawały niestety w zupełnej nieświadomości. W związku z tym nieprawdopodobne jest, aby Milwid i inni konspiratorzy z wileńskiej AK znali w roku 1942 lub 1943 treść punktu 1 tegoż protokołu. Można oczywiście założyć, że Milwid wymyślił wszystko dopiero w roku 1948, gdy już znał te ustalenia. Taki krok z jego strony byłby jednakże wielce ryzykowny. Gdyby bowiem komuniści z jakichś przyczyn zdecydowali się na nagłośnienie tej sprawy, wówczas przebywający na Zachodzie Piasecki i Mackiewicz mogliby fantazje Milwida skutecznie zdezawuować.

Sergiusz Piasecki już w trakcie trwania procesu grupy „Cecylii” na łamach emigracyjnego „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” zabrał głos w sprawie innych zeznań Milwida przed bydgoskim sądem, opisywanych przez prasę ogólnopolską. Całkowicie niewiarygodne byłoby założenie, że treść omawianych zeznań podsunęli potwornie skądinąd torturowanemu Milwidowi sami funkcjonariusze UB. Gdyby to uczynili, komunistyczne media nagłośniłyby sprawę we wszystkich mediach.

[caption id="attachment_969" align="alignleft" width="155"]Juozas Urbšys Juozas Urbšys[/caption]

W sprawie tej warto prześledzić szczegółowo wydarzenia związane z przejęciem Kraju Kłajpedzkiego przez III Rzeszę w marcu 1939. W dniu 22 marca 1939 korespondent Polskiej Agencji Telegraficznej donosił z Kowna, że dzień wcześniej wrócił z Berlina minister spraw zagranicznych Litwy Juozas Urbšys i zdał sprawozdanie z toczonych tam rozmów w sprawie Kłajpedy. Zaraz po powrocie Urbšysa poseł niemiecki w Kownie dr Zechlin wręczył władzom litewskim notę z żądaniem przekazania Kraju Kłajpedzkiego Niemcom drogą legalnej uchwały Sejmu litewskiego.

Jeszcze tego samego dnia odbyła się zamknięta narada posłów na Sejm przy udziale członków rządu, a po jej zakończeniu zwołano posiedzenie rady ministrów pod przewodnictwem prezydenta Smetony. Bezpośrednio po zakończeniu tej narady odbyło się zamknięte posiedzenie Sejmu. Według uzyskanych przez dziennikarzy informacji Urbšys referował posłom, że jeśli zwrot Kłajpedy nastąpi w drodze porozumienia, Rzesza uwzględni w szerokim zakresie interesy gospodarcze Litwy. Postanowiono wysłać niezwłocznie do Berlina delegację rządową gwoli zawarcia stosownej umowy. Podpisana została już 22 marca 1939. Ze strony niemieckiej podpis złożył Joachim von Ribbentrop, natomiast w imieniu Litwy uczynili to Juozas Urbšys oraz poseł pełnomocny w Berlinie Kazys Škirpa.

Artykuł 4 umowy stanowił:

[quote]Dla wzmocnienia swej decyzji co do zapewnienia przyjaznego rozwoju stosunków między Niemcami a Litwą, obie strony zobowiązują się nie uciekać wzajemnie do stosowania przemocy ani nie popierać użycia przemocy, skierowanej przeciwko jednemu z kontrahentów przez stronę trzecią.[/quote]

Ostatecznie, w dniu 30 marca 1939 litewski Sejm na specjalnym posiedzeniu poświęconym wyłącznie tej sprawie, jednomyślnie ratyfikował umowę o przekazaniu Niemcom Kłajpedy. Posiedzenie Sejmu trwało, według różnych źródeł, od 5 do 15 minut.

W dniu 28 września 1939 nastąpiła korekta tajnej umowy pomiędzy Hitlerem a Stalinem. W zamian za Lubelszczyznę i wschodnie Mazowsze ZSRR przejął protektorat nad Litwą. 10 października 1939 zawarto w Moskwie oficjalną umowę, na mocy której Litwa miała przejąć władanie nad Wileńszczyzną oraz wyrażała zgodę na utworzenie na jej terytorium baz wojskowych Armii Czerwonej.

W roku 1973 ukazała się w Wilnie książka „Czerwiec 1940” pióra V. Kancevičiusa. Autor opierając się na źródłach sowieckich podawał, że pod koniec roku 1939 prezydent Smetona szukał możliwości zmiany protektora. W tym celu wysłał w poufnej misji do Berlina dyrektora departamentu bezpieczeństwa A. Povilaitisa.

Wysłannik Smetony spotkał się z szefem RSHA Heydrichem oraz z szefem Gestapo Müllerem. Przekazał Niemcom informacje na temat tajnych polskich organizacji działających na Wileńszczyźnie oraz na temat działalności komunistów na Litwie, popieranych przez ZSRR. Po powrocie Povilaitisa do Kowna zawarto utajnioną umowę litewsko-niemiecką o współpracy policyjnej.

W związku z tymi wydarzeniami nasuwa się pytanie, czy wymierzona w Polaków i w komunistów poufna oferta wymiany usług policyjnych nie była jedynie pretekstem do skierowania przez Litwę prośby o zmianę protektora ? Czy przy tej okazji Smetona nie przypomniał Hitlerowi o jakichś utajnionych zobowiązaniach Niemiec wobec Litwy, podjętych w niedalekiej przeszłości? Późniejsze wydarzenia dowiodły, że starania Smetony stanowiły już tylko przysłowiową musztardę po obiedzie.

Jeremi Sidorkiewicz, artykuł "Tajny pakt Hitler-Smetona?" ("Kurier Wileński")

Artykuł Nie tylko pakt Ribbentrop – Mołotow? Litwini mieli dogadać się z Hitlerem w sprawie przyłączenia Wileńszczyzny pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
Przez lata ukrywano ponurą prawdę o ludobójstwie Polaków. Teraz odnaleziono mogiły pomordowanych… [FOTO+18] https://niezlomni.com/odnaleziono-groby-ofiar-operacji-polskiej-lata-wladze-blokowaly-poznanie-prawdy/ https://niezlomni.com/odnaleziono-groby-ofiar-operacji-polskiej-lata-wladze-blokowaly-poznanie-prawdy/#respond Thu, 13 Apr 2017 09:29:35 +0000 http://niezlomni.com/?p=37250

Przez długie lata badania w tym miejscu były utrudniane, chociaż od dawna było wiadomo, że w miejscowości Chajsy pod Witebskiem NKWD dokonywało egzekucji. Teraz sprawa kolejnych ofiar stalinowskiego terroru ujrzała światło dzienne.

Grupa poszukiwaczy badające tereny w okolicach Chajsy natrafiła w lesie na kilkanaście dołów, w których znaleziono ludzkie szczątki i przedmioty. Odkrycie potwierdziło to, o czym mówiono od dawna - NKWD dokonywali egzekucji pod Witebskiem w latach 30. XX wieku. Odnalezione szczątki należą najprawdopodobniej do ofiar tzw. "operacji polskiej", czyli morderstw na Polakach, którzy trafili do więzienia w Witebsku.

Odnalezione w Chajsach czaszki ofiar mają charakterystyczny otwór w potylicy. W pobliżu znaleziono wiele łusek pocisków. Świadczy to o sposobie zabijania - dość charakterystycznym dla NKWD.

Jan Dzjarzaucau, twórca inicjatywy obywatelskiej „Chajsy”, twierdzi, że władze Białorusi przez długie lata utrudniały poznanie prawdy. Służby nie były zainteresowane poszukiwaniem zbiorowych grobów, a doszło nawet do tego, że część szczątków, które odkopali przypadkowi ludzie, pochowano we wspólnej mogile jako ofiary hitlerowców. Wszystko po to, by odsunąć podejrzenia od NKWD.

Operacja polska NKWD to wymierzona w Polaków operacja NKWD, wynikająca z Rozkazu Ludowego Komisarza Spraw Wewnętrznych ZSRR nr 00485 z dnia 11 sierpnia 1937, wydanego przez ówczesnego Ludowego Komisarza NKWD Nikołaja Jeżowa, przeprowadzona w latach 1937–1938. Według dokumentów NKWD skazano 139 835 osób, z tego zamordowano bezpośrednio 111 091 Polaków – obywateli ZSRR, a 28 744 skazano na pobyt w łagrach – struktury podległej Gułag. Wyroki były wykonywane natychmiast. Masowo deportowano Polaków zamieszkujących Ukraińską SRR i Białoruską SRR m.in. do Kazachstanu, na Syberię, w rejony Charkowa i Dniepropetrowska. Łączna liczba deportowanych Polaków wyniosła ponad 100 tysięcy.

źródło foto: Racyja.com

Artykuł Przez lata ukrywano ponurą prawdę o ludobójstwie Polaków. Teraz odnaleziono mogiły pomordowanych… [FOTO+18] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/odnaleziono-groby-ofiar-operacji-polskiej-lata-wladze-blokowaly-poznanie-prawdy/feed/ 0
9 kwietnia 1951: Polak zwrócił sowieckiemu żołnierzowi uwagę. Spotkała go śmierć. Zginęli też inni Polacy. Polska Ludowa chroniła mordercę, natomiast aresztowano 210 Polaków https://niezlomni.com/9-kwietnia-1951-polak-zwrocil-sowieckiemu-zolnierzowi-uwage-spotkala-go-smierc-zgineli-tez-inni-polacy-polska-ludowa-chronila-morderce-natomiast-aresztowano-210-polakow/ https://niezlomni.com/9-kwietnia-1951-polak-zwrocil-sowieckiemu-zolnierzowi-uwage-spotkala-go-smierc-zgineli-tez-inni-polacy-polska-ludowa-chronila-morderce-natomiast-aresztowano-210-polakow/#respond Mon, 10 Apr 2017 12:18:45 +0000 http://niezlomni.com/?p=37124

9 kwietnia 1951 roku minęła rocznica bestialskiego mordu, którego w Szczecinie dokonał na Polaku sowiecki żołnierz. Przy okazji zginęli inni Polacy. Wszystko przez to, że wojskowy został napomniany za swoje nieodpowiednie zachowanie.

28-letni robotnik budowlany Marian Szulc postanowił zwrócić uwagę Danile Nieczupejowi. Pijany w sztok sowiecki żołnierz załatwiał swoje potrzeby fizjologiczne w bramie. Polak zwrócił uwagę oddającemu mocz Rosjaninowi i zapłacił za to życiem. Nieczupej zastrzelił go, bo Szulc odważył się zareagować na naganne zachowanie sołdata.

Mieszkańcy Szczecina chcieli schwytać Nieczupeja, ale ten zdołał się wymknąć i uciekając, strzelał do goniących. Pijany żołnierz zabił w ten sposób kolejne osoby. Życie stracili wezwany do Szulca lekarz Zbigniew Koniewicz oraz sprzedawca Stanisław Wierzchowski. Kilka osób zostało rannych.

Nieczupeja w końcu dopadnięto. Tłum chciał go zlinczować, ale z opresji uratowali żołnierza milicjanci. Funkcjonariusze sami musieli odpierać ataki świadków zbrodni na Szulcu i w końcu udało się im zabarykadować w jednym ze sklepów. Tam przeczekali do pojawienia się posiłków. Nieczupeja przewieziono do aresztu Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego.

Sytuacja na ulicach się nie uspokoiła. W wielu miejscach Szczecina wybuchały zamieszki. Na pomoc wezwano żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Dopiero z ich pomocą udało się opanować sytuację. Aresztowano w sumie aż 210 osób. Większość została skazana za udział w "zaplanowanych i sprowokowanych przez wrogów władzy ludowej rozruchach", bo tak została przedstawiona cała sytuacja, która rozpoczęła się od morderstwa Szulca. Spisku jednak nie wykryto

Paweł Miedziński z IPN zwraca uwagę w rozmowie z Wirtualną Polską, że podczas śledztwa nie zajmowano się w ogóle sprawą zabójstw dokonanych przez sowieckiego oficera.

Przesłuchiwani musieli podpisać zobowiązanie, że nie ujawnią tajemnicy śledztwa pod groźbą kary śmierci.

Los Nieczupeja pozostał nieznany. Najprawdopodobniej został wysłany w głąb ZSRS i nie spotkała go żadna większa kara...

Artykuł 9 kwietnia 1951: Polak zwrócił sowieckiemu żołnierzowi uwagę. Spotkała go śmierć. Zginęli też inni Polacy. Polska Ludowa chroniła mordercę, natomiast aresztowano 210 Polaków pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/9-kwietnia-1951-polak-zwrocil-sowieckiemu-zolnierzowi-uwage-spotkala-go-smierc-zgineli-tez-inni-polacy-polska-ludowa-chronila-morderce-natomiast-aresztowano-210-polakow/feed/ 0
15 lutego 1951 r. Polska Ludowa ,,podarowała” Sowietom ziemie bogate w węgiel kamienny https://niezlomni.com/15-lutego-1951-r-polska-ludowa-podarowala-sowietom-ziemie-bogate-wegiel-kamienny/ https://niezlomni.com/15-lutego-1951-r-polska-ludowa-podarowala-sowietom-ziemie-bogate-wegiel-kamienny/#respond Wed, 15 Feb 2017 22:07:19 +0000 http://niezlomni.com/?p=35618

15 lutego 1951 r. władze komunistycznej Polski zawarły ze Związkiem Sowieckim umowę o wymianie obszarów przygranicznych. Do ZSRS przyłączono fragmenty województwa lubelskiego z miejscowościami Bełz, Uhnów, Krystynopol, Waręż i Chorobrów. Polska otrzymała w zamian fragmenty obwodu drohobyckiego z miejscowością Ustrzyki Dolne oraz wsiami Czarna, Lutowiska, Krościenko, Bandrów Narodowy, Bystre i Liskowate.

Oficjalnie z inicjatywą wymiany wystąpiła Polska, motywując to chęcią pozyskania wschodniego dorzecza górnego Sanu i wybudowania zbiornika zapobiegającego powodziom. Prawdziwym powodem było to, że na terenach Sokalszczyzny polscy geolodzy odkryli bogate złoża węgla kamiennego.

https://youtu.be/Xty9_lMmCGQ

[caption id="attachment_35620" align="aligncenter" width="960"]Tereny przyłączone do ZSRS w 1951 r. Tereny przyłączone do ZSRS w 1951 r.[/caption]

[caption id="attachment_35621" align="aligncenter" width="545"] Tereny przyłączone do Polski.[/caption]

[caption id="attachment_35622" align="aligncenter" width="960"]Bełz. Panorama miasta. Na pierwszym planie widoczny kościół i klasztor podominikański Bełz. Panorama miasta. Na pierwszym planie widoczny kościół i klasztor podominikański[/caption]

Artykuł 15 lutego 1951 r. Polska Ludowa ,,podarowała” Sowietom ziemie bogate w węgiel kamienny pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/15-lutego-1951-r-polska-ludowa-podarowala-sowietom-ziemie-bogate-wegiel-kamienny/feed/ 0
Historyk przypomina prawdziwą twarz Chóru Aleksandrowa. ,,Jan Paweł II nie byłby idiotą” https://niezlomni.com/historyk-przypomina-prawdziwa-twarz-choru-aleksandrowa-jan-pawel-ii-bylby-idiota/ https://niezlomni.com/historyk-przypomina-prawdziwa-twarz-choru-aleksandrowa-jan-pawel-ii-bylby-idiota/#respond Wed, 28 Dec 2016 12:47:48 +0000 http://niezlomni.com/?p=35020

Znany historyk Tadeusz Płużański na łamach Super Expressu pisze, czym naprawdę był Chór Aleksandrowa. - Szkoda ludzi i chyba nikt o zdrowych zmysłach - ani z lewicy, ani z prawicy, nie będzie się z tragedii cieszył - podkreśla, ale przypomina, czym był naprawdę chór.

Przypomina, że nie był to zwykły chór.

czymś niezwykłym są, przyznają państwo, występy na Krymie, propagujące aneksję półwyspu przez Rosję. W 2013 r. wystąpił w Moskwie pod ogromnym portretem: "Za Ojczyznę, za Stalina, za socjalizm!". Bo chór był nie tylko putinowski, ale stalinowski. Był taki za życia generalissimusa i pozostał stalinowski do końca. Bo wychwalał nie tylko okupacyjną wobec Krymu i Donbasu armię rosyjską, ale jej bezpośrednią poprzedniczkę - armię radziecką, która okupowała Polskę w latach 1939-1993

- pisze. Od 1937 roku zaczął wyjeżdżać za granicę. W tym samym czasie Sowieci wymordowali 200 tys. Polaków w ramach Operacji Polskiej NKWD.

Chór Aleksandrowa wystąpił również przed Janem Pawłem II. Według Płużańskiego, wykonanie ,,Czerwonych Maków" nie spowodowało nadmiernego wzruszenia, ale wywołało zdenerwowanie prowokacją u Papieża.

Karol Wojtyła nie tylko świetnie znał historię Polski, ale aktywnie w niej uczestniczył. Wątpię również, aby JPII był poruszony muzycznym zamiennikiem "Czerwonych maków", czyli "Oką". Wiedział przecież, że to komunistyczna pieśń, napisana w lipcu 1943 r. w obozie 1. Dywizji im. Tadeusza Kościuszki w Sielcach nad Oką przez czerwonego poetę Leona Pasternaka, wielokrotnie skazywanego w II RP za działalność antypolską. [...] dziś, gdyby żył, JPII zapewne zapłakałby nad śmiercią ludzi - członków Chóru Aleksandrowa, ale nie byłby idiotą, który wychwala rosyjskich i sowieckich okupantów.

więcej w Super Expressie

Artykuł Historyk przypomina prawdziwą twarz Chóru Aleksandrowa. ,,Jan Paweł II nie byłby idiotą” pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/historyk-przypomina-prawdziwa-twarz-choru-aleksandrowa-jan-pawel-ii-bylby-idiota/feed/ 0
Naród rozstrzelany – o strasznej zbrodni, o której PRL i III RR nie wspominały https://niezlomni.com/narod-rozstrzelany-o-strasznej-zbrodni-o-ktorej-prl-iii-rr-wspominaly/ https://niezlomni.com/narod-rozstrzelany-o-strasznej-zbrodni-o-ktorej-prl-iii-rr-wspominaly/#respond Mon, 26 Dec 2016 10:06:00 +0000 http://niezlomni.com/?p=34954

Mordowano ich masowo – najpierw na podstawie list zatwierdzanych w Moskwie, potem brano ofiary jak popadło, byle ich nazwiska brzmiały z polska. Aby zaspokoić oczekiwania moskiewskiej centrali, NKWD wyszukiwał Polaków nawet w książkach telefonicznych.

W morzu krwi Wielkiego Terroru, w tragedii zorganizowanego przez Stalina planowo głodu na Ukrainie, w dramacie przymusowej kolektywizacji zaginęła gdzieś historia Operacji Polskiej NKWD – zaplanowanego i przeprowadzonego systematycznie w latach 1937–38 ludobójstwa. Nadchodzący rok 2017 ma być, jak planuje większość parlamentarna, rokiem upamiętnienia Operacji Polskiej.

W listopadzie IPN podjął decyzję o wszczęciu czynności sprawdzających w tej sprawie i zapowiada, że na początku 2017 roku rozpocznie postępowanie karne – jedno z najważniejszych, jakie do tej pory prowadziła prokuratura Instytutu. Szacuje się, że w wyniku tej zbrodni zamordowano co najmniej 111 tys. osób, a co najmniej drugie tyle wywieziono w tym czasie na tereny Kazachstanu i Syberii. W ocenie niektórych historyków, NKWD zamordował od 140 tys. do nawet 200 tys. osób narodowości polskiej. Pion śledczy Instytutu może prowadzić postępowanie w sprawie Operacji Polskiej za sprawą tegorocznej nowelizacji ustawy o IPN, która przesunęła zakres podejmowanych przez niego badań i śledztw z roku 1939 na 1917. Pamięć o sowieckiej zbrodni długo przebijała się do powszechnej świadomości – a i tak o mordzie tym wielu Polaków nie słyszało.

Jak Sowiety długie i szerokie

Żaden Polak na terytorium ZSRS nie mógł w latach 1937–38 spać spokojnie. Więźniarki przyjeżdżały zawsze nocą, enkawudziści wyrywali ludzi ze snu i w pośpiechu zaganiali do samochodów. Pojmanych wywożono do obwodowych komend NKWD i tam natychmiast zabijano. Na mieszkańców dalekich Kresów padł wielki strach – ziemie wcielone zgodnie z traktatem ryskim, kończącym w 1921 roku wojnę z bolszewikami, do ukraińskiej oraz białoruskiej republiki sowieckiej, stały się sceną straszliwej zbrodni. Na mocy rozkazu numer 00485 z 11 sierpnia 1937 roku, wydanego przez komisarza spraw wewnętrznych Nikołaja Jeżowa i zatwierdzonego przez Stalina oraz Biuro Polityczne WKP(b) rozpoczęła się starannie zaplanowana eksterminacja, która objęła również Moskwę i obwód moskiewski, Leningrad, Kraj Dniepropietrowski, Krasnojarsk i całą Syberię. Gdziekolwiek żyli Polacy, trwała bezwzględna wojna przeciwko nim – jeńców nie brano. Strzelano w tył głowy – jak później, w 1940 roku, do oficerów w Katyniu, Charkowie, Smoleńsku i Kalininie (dzisiejszy Twer).

Pod pretekstem przynależności do nieistniejącej szpiegowskiej struktury z centralą w Warszawie, ochrzczonej na Łubiance mianem Polskiej Organizacji Wojskowej, mordowano między innymi działaczy polskich, nauczycieli, urzędników, księży, zamożniejszych – a później wszystkich – rolników, pracowników służby leśnej i rzemieślników. POW, na którą powoływały się organy bezpieczeństwa, została w rzeczywistości założona w 1915 roku przez Józefa Piłsudskiego i rozwiązana w 1921 roku w niepodległej II Rzeczypospolitej.

„Wyczarowaną podczas klęski głodu w 1933 roku »Polską Organizację Wojskową« podtrzymywano na sowieckiej Ukrainie jako czysto biurokratyczną fantazję, po czym zaadaptowano do potrzeb usprawiedliwienia terroru narodowego wobec Polaków w całym Związku Sowieckim” – pisze Timothy Snyder w książce „Skrwawione ziemie. Europa między Hitlerem a Stalinem” z 2010 roku. – Polacy stali się najważniejszymi ofiarami spośród narodowości mieszkających na terenie ZSRS. Powody wynaleziono już podczas klęski głodu w 1933 roku, by posłużyć się nimi w latach 1937–38”.

Represje nie ominęły nawet polskich komunistów – zdrajców, którzy w Sowietach służyli hołubionej przez Stalina idei likwidacji państwa polskiego.

Wszystko przed nami ucieknie…

Zanim bolszewicy zdecydowali się na ostateczne uderzenie w Polaków, wiązali z nimi pewne nadzieje. Marzyło im się – po klęsce w 1920 roku pod Warszawą – utworzenie małej sowieckiej Polski na własnym terytorium. Zamierzali wychować kadry, które wezmą udział w agresji na II Rzeczpospolitą i będą rządzić w przyszłej czerwonej republice nad Wisłą. Utworzono zatem dwa Rejony Narodowe: tzw. Marchlewszczyznę na Ukrainie w 1925 i Dzierżyńszczyznę na Białorusi w 1932 roku. Pomysł podsunęli komuniści mieszkający w pierwszym państwie robotników i chłopów: Julian Marchlewski, Feliks Kon, Feliks Dzierżyński i jego żona Zofia. Równocześnie propaganda odmalowywała przerażający obraz II Rzeczpospolitej, „kraju szubienic, głodu i nędzy”, gdzie „ludzie podobni są do szkieletów, dzieci giną z głodu”, a „bezrobotni mieszkają w podziemnych norach”.

Okoliczności sprzyjały temu przedsięwzięciu, ponieważ właśnie trwała zadekretowana przez Stalina korienizacja – „powrót do korzeni narodów uciskanych przez carat”. Dołbysz na Ukrainie i Kojdanów w pobliżu Mińska, wyznaczone na stolice Rejonów Narodowych, zmieniły nazwy: pierwszy – na Marchlewsk, drugi – na Dzierżyńsk. Głównym ośrodkiem wychowania agentów i wykuwania „nowego człowieka” miała być „Marchlewszczyzna”. Sprowadzono tam nawet komunistów polskiego pochodzenia, usiłując uformować w tym chłopskim rejonie inteligenckie elity. Bruno Jasieński, który zasłynął w Warszawie jako współautor futurystycznego manifestu Nuż w bżuhu. Jednodńuwka futurystów, a od 1929 roku mieszkał w ZSSR, wezwał do przeprowadzenia w obu rejonach „rewolucji językowej”. „Burżuazyjną” ortografię należało, jego zdaniem, zastąpić fonetycznym zapisem, ponieważ ta pierwsza sprawiała trudność proletariackim dzieciom. Hasło uproszczenia pisowni propagowano też w Dzierżyńszczyźnie, gdzie jeden z inspektorów do spraw polskich, niejaki Magdal, snuł wywody: „Nie jestem uczonym i może ja czegoś podstawowego nie rozumiem, bo mi mój chłopski rozum dyktuje, że jak robić reformę, to po bolszewicku, zupełną i natychmiastową. […] Może pojedziemy do Polski urzędować i nie znając tych starych prawideł, będziemy się czuli analfabetami? Nic podobnego, bo kiedy pojedziemy tam urzędować, to wszystko stare przed nami ucieknie do gramatyki włącznie”.

Zbrodniczy rozkaz Jeżowa

„Eksperyment narodowy” zakończył się niepowodzeniem, bo mieszkańcy obu okręgów czuli się związani z własną tradycją narodową i katolicyzmem. Próby zakładania kołchozów uświadomiły bolszewikom, że ich zamiary chybiły. W 1930 roku na Podolu wybuchło zbrojne powstanie przeciw kolektywizacji, stłumione po trzech dniach przez wojsko. W dwóch Rejonach Narodowych chłopi witali aktywistów siekierami i kosami.

W połowie lat trzydziestych zmienił się stosunek Moskwy do ludności polskiej: do niedawna traktowano ją jako materiał na przyszłą sowiecką jaczejkę w II RP – w 1936 roku ogłoszono decyzję o rozwiązaniu Marchlewszczyzny, a na podstawie uchwały Rady Komisarzy Ludowych ZSRR z 28 kwietnia 1936 roku rozpoczęto masowe wywózki mieszkańców na Syberię i do Kazachstanu. Zgodnie z końcowymi sprawozdaniami NKWD, należy przyjąć, że objęły one wówczas około 50 tys. Polaków.

Ostateczne rozwiązanie kwestii polskiej rozpoczęło się na przełomie lata i jesieni 1937 roku. Wspomnianym już rozkazem nr 00485 Jeżowa z 11 sierpnia 1937 roku uznano Polaków – obywateli sowieckich – za szpiegów na usługach warszawskiego wywiadu. Ruszyła wielka akcja „oczyszczania pasa przygranicznego z elementu niepewnego” i „całkowitej likwidacji […] podstawowych zasobów ludzkich polskiego wywiadu w ZSRS”.

Jeżow, cieszący się ponurą sławą „krwawego karła” z powodu okrucieństwa i uderzająco niskiego wzrostu, wprowadził podział aresztowanych na grupy. „Wszyscy aresztowani w miarę ujawnienia stopnia ich przewinienia w procesie śledztwa podlegają podziałowi na dwie kategorie: Pierwsza kategoria, do której należą wszystkie szpiegowskie, dywersyjne, szkodnicze i powstańcze kadry wywiadu, podlega rozstrzelaniu; druga kategoria, mniej aktywna od nich, podlega osądzeniu w więzieniach i łagrach z wyrokiem od 5 do 10 lat” – zarządził.

Mord taśmowy

Do obwodowych komend NKWD trafiały listy skazanych, przygotowane w ogromnym pośpiechu przez instancje lokalne. Rodzaj przewinienia określano zwięźle: „polski kontrrewolucjonista”, „wróg Związku Sowieckiego”, „polski kułak”, „piłsudczyk”, „aktywny działacz katolicki” czy „członek polskiej kontrrewolucyjnej organizacji POW”. Nie dbano o pozory, nie fabrykowano dowodów.

Zanim spisy aresztowanych skierowano z obwodów do Moskwy, podwyższano zazwyczaj wyroki. W stolicy były one ostatecznie akceptowane przez Jeżowa i głównego prokuratora Andrieja Wyszyńskiego, po czym centrala zawiadamiała placówki NKWD, w których więziono Polaków, o zatwierdzeniu kary.

Stalin dał NKWD zbyt mało czasu na wymordowanie tysięcy ludzi, więc nazwiska ofiar zatwierdzano w stolicy po pobieżnym przeglądzie dokumentacji – bywało, że po dwa tysiące dziennie. Po pierwszych dwudziestu dniach operacji Jeżow doniósł Stalinowi, że dokonano już ponad 23 tys. aresztowań. „Bardzo dobrze! Wykopujcie dalej i usuwajcie ten polski brud” – odpowiedział generalissimus. Działania NKWD nabrały takiego tempa, że do Moskwy docierały listy z nazwiskami ludzi już rozstrzelanych, więc od września 1937 roku decyzje podejmowały lokalne komendy NKWD. Tylko w ciągu sześciu tygodni na śmierć posłano około 72 tysięcy osób.

Zwłoki pomordowanych wywożono w okoliczne lasy, gdzie w dobrze ukrytych miejscach wrzucano je do głębokich dołów i zasypywano. Spoczywają obok jeńców katyńskich w Bykowni i Kuropatach, a także w Moskwie-Butowie, Lewaszowie pod Petersburgiem, Smoleńsku, Charkowie, Winnicy…

„Każdy z oprawców był przesiąknięty zapachem krwi ludzkiej tak, że nawet pies uciekał i dopiero z pewnej odległości zaczynał nerwowo szczekać na oprawcę” – pisał Mieczysław Łoziński w książce „Operacja Polska” z 2008 roku. – Dlatego w miejscu kaźni stały dwa wiadra: jedno z wodą, drugie z wodą kolońską”. Autor, urodzony w połowie lat dwudziestych XX wieku w okolicach Żytomierza na Ukrainie, był jako nastolatek świadkiem tragicznych wydarzeń. Zamordowano wtedy dwóch braci jego ojca oraz brata matki. Ojciec i dziadek nie wrócili z łagrów w Kazachstanie.

Rodziny ofiar zostały rozkazem 00486 deportowane do Kazachstanu i na Syberię. Deportacje ze zlikwidowanej dopiero w 1938 roku Dzierżyńszczyzny dotknęły prawdopodobnie około 20 tys. osób.

Wielkie milczenie

W PRL terror lat trzydziestych XX wieku zapisał się jako „okres stalinowskich wypaczeń”, których ofiarami padli przede wszystkim członkowie Komunistycznej Partii Polski; w pamięci Zachodu, za sprawą propagandy uprawianej po śmierci Stalina przez jego następcę Nikitę Chruszczowa, wielki terror utożsamiany jest do dzisiaj jedynie z pokazowymi procesami czołowych bolszewików.

Wielkie milczenie rozpostarło się nad 111 tysiącami wymordowanych Polaków, bowiem ich los zadaje kłam teoriom o „wypaczeniu komunizmu” przez Stalina, zmuszając do uznania całego systemu sowieckiego za „wypaczony” w samym jego rdzeniu.

O Operacji Polskiej zapomniano jeszcze w okresie międzywojennym. Pisze o tym w swoich wspomnieniach Maria Czapska, współtwórczyni Kultury Paryskiej: „Przepoławiając Białoruś, traktat ryski skazał na straszną niewolę sowiecką i stopniowe wyniszczenie ponad milion ludności, jak najbardziej polskiej, tak miejskiej, jak wiejskiej, ludności polskich zaścianków, związanych z Polską tradycjami, wyznaniem, krwią powstańczą, carskimi rugami, Sybirem… […] Profesor Marian Zdziechowski, mińszczanin, nazwał traktat »zbrodnią… popełnioną z lekkim sercem«. Biskup miński, Zygmunt Łoziński, podobnie z tą ziemią związany i czujny pasterz najdalszych nadberezyńskich parafii swojej diecezji, określił traktat jako zdradę i domagał się sądu nad nim. W Sejmie padło słowo »Kain«, a Michał K. Pawlikowski piętnował obojętność całego polskiego społeczeństwa. […] »I kiedy ludność tego kraju niewinnego – pisał – za wiarę i słowo była mordowana, więziona, zsyłana do obozów lub masowo wysiedlana, milczał Sejm, milczała prasa, milczeli pisarze«”.

Michał K. Pawlikowski, pisarz i przyjaciel Józefa Mackiewicza jeszcze z czasów wileńskich, pisał te słowa na emigracji w Londynie w 1947 roku. Do kraju dotrzeć wówczas nie mogły. Skoro przed wojną wszyscy milczeli o tragedii Polaków, która rozgrywała się niedaleko, po drugiej stronie wschodniej granicy, to trudno dziwić się, że nie przetrwała w pamięci kolejnych pokoleń…

Kres zbiorowej amnezji

III Rzeczpospolita przez 27 lat nie wspominała o Operacji Polskiej i nie formułowała zarzutu ludobójstwa pod adresem prawnej spadkobierczyni ZSRS – Federacji Rosyjskiej. Rządzący krajem układ dawnych funkcjonariuszy aparatu partyjno-bezpieczniackiego oraz tzw. konstruktywnej opozycji solidarnościowej jak ognia bał się wspominania sowieckich zbrodni na Polakach. W obiegu naukowym pojawiały się wprawdzie pozycje poświęcone ofiarom lat 1937 i 1938, ale tematu nie popularyzowały media, w przygniatającej większości zmonopolizowane przez władze. Niezauważona przeszła zatem książka Mikołaja Iwanowa „Pierwszy naród ukarany: Polacy w Związku Radzieckim w latach 1921–1939” z 1991 roku. Rosyjski historyk, badający historię diaspory polskiej w ZSRS, od 1984 roku mieszka w Polsce. Wprowadzony przez żonę w struktury Solidarności Walczącej, był redaktorem „Biuletynu Dolnośląskiego”.

Równie nikłe zainteresowanie towarzyszyło ukazaniu się w 1999 roku pracy zbiorowej „Czarna Księga Komunizmu”, zawierającej informację o zamordowaniu 111 091 Polaków, chociaż Andrzej Paczkowski przytoczył w niej numer i treść rozkazu Jeżowa. W 2010 roku Tomasz Sommer opublikował moskiewskie źródła dotyczące operacji polskiej „Rozstrzelać Polaków. Ludobójstwo Polaków w Związku Sowieckim w latach 1937–1938”; w tym samym roku ukazał się opracowany przez IPN i historyków ukraińskich dwujęzyczny, polsko-ukraiński, zbiór dokumentów „Wielki Terror: Operacja Polska 1937–1938”. Kto jednak – poza historykami – wczytuje się w zbiory dokumentów? Dopiero „Dzieci Operacji Polskiej mówią” – relacje świadków zbrodni, opracowane przez Sommera z 2013 roku – i kolejne dwie książki z 2014 roku, „Zapomniane ludobójstwo” Iwanowa oraz „Operacja antypolska NKWD 1937–1938” Sommera, przyniosły pierwsze oznaki przełomu, lecz do społecznej świadomości wiedza o sowieckim ludobójstwie przebija się mozolnie.

Zagłada Polaków w Sowietach wciąż nie zajmuje należnego jej miejsca w pamięci zbiorowej – obok Zbrodni Katyńskiej, ukraińskich rzezi Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej czy tragedii Powstania Warszawskiego. Dziś, na fali powszechnego zainteresowania historią, Operacja Polska NKWD powraca. Dyspozycyjni historycy Kremla mogą próbować udowadniać, że Rzeczpospolita dąży do zadrażnienia stosunków z Moskwą, że był to czas Wielkiego Terroru, a sprawa polska była tylko jedną z wielu jego cząstek składowych.

Tymczasem w przypadku Polaków stosowano kryterium przynależności narodowej, a być Polakiem w Związku Sowieckim oznaczało w tamtym strasznym czasie to samo, co być Żydem w III Rzeszy – przecież Mikołaj Iwanow obliczył, że Polak w 1937 roku stawał 36 razy częściej przed plutonem egzekucyjnym niż sowiecki obywatel innej narodowości.

Anna Zechenter (IPN Kraków), „Nasz Dziennik”, 17–18 XII 2016

Artykuł Naród rozstrzelany – o strasznej zbrodni, o której PRL i III RR nie wspominały pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/narod-rozstrzelany-o-strasznej-zbrodni-o-ktorej-prl-iii-rr-wspominaly/feed/ 0
Gorzkie podsumowanie polskiego wysiłku podczas II wojny światowej. Czy słuszne? https://niezlomni.com/gorzkie-podsumowanie-polskiego-wysilku-podczas-ii-wojny-swiatowej-czy-sluszne/ https://niezlomni.com/gorzkie-podsumowanie-polskiego-wysilku-podczas-ii-wojny-swiatowej-czy-sluszne/#respond Tue, 01 Jul 2014 07:05:02 +0000 http://niezlomni.com/?p=186

Ignacy_MatuszewskiPoniżaliśmy się w oczach Francuzów, a następnie pozwoliliśmy się zepchnąć do roli narzędzia polityki angielskiej. W umowach i deklaracjach polsko-rosyjskich nie mieliśmy siły i odwagi na zdecydowaną obronę całości naszego terytorium i samodzielnego bytu państwowego. Bezmyślnie czy lekkomyślnie pozwoliliśmy kwestionować nasz stan posiadania od wschodu.

Ignacy Matuszewski (1945 r.)

Artykuł Gorzkie podsumowanie polskiego wysiłku podczas II wojny światowej. Czy słuszne? pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/gorzkie-podsumowanie-polskiego-wysilku-podczas-ii-wojny-swiatowej-czy-sluszne/feed/ 0
Jak walczono z Kościołem i z niepodległością 60 lat temu. W akcji brały też udział obecne autorytety https://niezlomni.com/jak-walczono-z-kosciolem-i-z-niepodlegloscia-60-lat-temu-w-akcji-braly-tez-udzial-obecne-autorytety/ Mon, 28 Oct 2013 10:09:32 +0000 http://niezlomni.com/?p=840

[caption id="attachment_841" align="alignleft" width="300"]Biskup Kaczmarek podczas procesu Biskup Kaczmarek podczas procesu[/caption]

Gdy biskup kielecki Czesław Kaczmarek stanął 14 września 1953 roku przed sądem, miał za sobą dwa lata i osiem miesięcy pobytu w więzieniu.

Izolowany od świata, głodzony, poddawany psychicznemu terrorowi, traktowany środkami farmakologicznymi wywołującymi otępienie i zmiany osobowości, był strzępem człowieka. Przeszedł – jak obliczyli historycy – 223 przesłuchania, trwające po kilkadziesiąt godzin, podczas których przekonywano go, że duchowni i wierni nie chcą już znać ordynariusza, „niemieckiego kolaboranta”, że nikt na niego w diecezji nie czeka, że nie ma dla niego innej drogi niż przyznanie się do „winy”.

Przed pokazowym procesem biskup Kaczmarek został poddany intensywnej kuracji medycznej dla zatarcia śladów nieludzkiego traktowania. Razem z nim na ławie oskarżonych zasiedli księża:

Jan Danilewicz – były skarbnik kurii kieleckiej

Józef Dąbrowski – były kapelan biskupa Kaczmarka

Władysław Widłak – były prokurator seminarium duchownego w Kielcach

zakonnica Waleria Niklewska

– wszyscy „winni działalności szpiegowskiej” na rzecz imperialnych ośrodków. Władzom zależało na nadaniu sprawie jak największego rozgłosu.

ROZSADZIĆ OD ŚRODKA

[quote]Prześladowania Kościoła rozpoczęły się już w Polsce Lubelskiej. Księża ginęli od kul MO i UB, jak rozstrzelany w lesie pod Rzeszowem 8 grudnia 1944 roku ks. Michał Pilipiec, który w kazaniach występował przeciwko sowieckiej przemocy, czy skrytobójczo zamordowany 10 marca 1945 roku ks. Stanisław Zieliński – obrońca kraśnickich parafian przed czerwonym terrorem. 12 maja 1946 roku zginął ks. Michał Rapacz – zawleczony z plebanii w Płokach na sznurze do lasu pod Trzebinią i tam zamordowany za otwarte głoszenie niezgody na komunizm.[/quote]

[caption id="attachment_844" align="alignleft" width="214"]ksiądz Michał Rapacz ksiądz Michał Rapacz[/caption]

Władze nadały rozgłos pokazowemu procesowi ks. Władysława Gurgacza, skazanego w 1949 roku w Krakowie na śmierć i rozstrzelanego za roztoczenie opieki duszpasterskiej nad oddziałem partyzanckim Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowców w Nowosądeckiem (14 września 1949 r.). „Herszta w sutannie” – jak pisała prasa – fotografowano w celach propagandowych z plikami dolarów i z pistoletem wis na kolanach.

„Pokazówkę” urządzono w Nowym Sączu ks. Józefowi Dryi, aresztowanemu w 1951 roku za kazanie, w którym przestrzegał: „Nie idźcie za gwiazdą ze Wschodu”. Zaciekły atak na Kościół rozpoczął się pod koniec lat 40., gdy władze komunistyczne rozprawiły się ze zbrojnym podziemiem niepodległościowym i z PSL opozycją polityczną. Do 1955 roku w więzieniach znalazły się setki duchownych. Funkcjonariusze UB torturowali ich, dręczyli psychicznie, przesłuchiwali bez końca, przedłużali im tymczasowe areszty.

Równolegle do prześladowań prowadzono politykę rozsadzania Kościoła od wewnątrz przez zorganizowany na przełomie lat 40. i 50. ruch „księży patriotów”, popierający – wbrew Prymasowi Kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu – władzę „ludową”, a także za pośrednictwem Stowarzyszenia PAX, katolickiej organizacji świeckich, która otrzymała prawo wydawania własnej prasy. Zamiast niszczyć Kościół brutalnymi metodami na wzór sowiecki, co mogło wzmocnić w polskim społeczeństwie antykomunistyczne nastroje, władze podjęły przemyślaną akcję skompromitowania go w oczach wiernych.

BISKUP "KOLABORANT"

Biskup kielecki był osobą nadającą się znakomicie – z punktu widzenia komunistów – do obnażenia przed wiernymi „prawdziwego” oblicza Kościoła. Trzy listy pasterskie z lat 1939 i 1940, w których nawoływał do zachowania spokoju społecznego, potraktowano jako dowód na jego „kolaboracyjną” przeszłość. – Niemcy byli silni, a przelewanie krwi, zdaniem biskupa, było bezsensowne – wyjaśnia ks. prof. Jan Śledzianowski, autor opracowania „Czesław Kaczmarek. Biskup Kielecki 1895–1963”. – Ordynariusz wyraźnie wskazywał, na czym się skupiać: na pracy dobroczynnej, charytatywnej, pomocowej. Taką postawę uważał w tym czasie za wskazaną. Potem, gdy wybuchła wojna niemiecko-rosyjska i pojawiła się szansa na skuteczną walkę, biskup wspierał ruch oporu, patronował kapelanom Armii Krajowej, którzy byli powoływani za jego zgodą, od początku wojny pomagał Żydom – zaznacza ks. prof. Śledzianowski.

[quote]Przykładem zastosowanej przez propagandę manipulacji niech będzie zmiana słowa „godność” na „gościnność” w jego liście z 9 października 1939 roku, który w oryginalnej wersji brzmiał: „Dlatego wzywam Was, żebyście, nasamprzód wierni świętym przykazaniom Boga i Kościoła, okazali się posłusznymi względem władz administracyjnych we wszystkim, co nie sprzeciwia się sumieniu katolickiemu i naszej polskiej godności”.[/quote]

Co zdecydowało, że właśnie biskupowi Kaczmarkowi postanowiono urządzić pokazowy proces z nagonką prasową o niezwykłym nawet jak na lata 50. natężeniu? Historycy wymieniają zdecydowanie antykomunistyczną postawę ordynariusza po wojnie, jego krytyczny stosunek do projektu umowy między Kościołem a państwem z 1950 roku, a także bezkompromisowe stanowisko wobec ruchu „księży patriotów”. Wspominają też jego bliskie kontakty z ambasadorem USA w Polsce Arthurem Bliss Lanem, którego znał ze studiów we Francji i któremu po lipcowym pogromie kieleckim w 1946 roku przekazał raport powołanego przez siebie zespołu – dokument wskazujący bezpiekę jako inspiratora zbrodni oraz podkreślający kontekst polityczny tragedii.

Kierowana odgórnie prasa mściła się, obciążając ordynariusza w latach 40. winą za kielecki dramat. Zastanawiające jest jednak to, dlaczego podczas procesu w 1953 roku prokuratura nie wytoczyła przeciwko niemu żadnego zarzutu związanego z tą sprawą.

MOSKIEWSKI ŚLAD

[caption id="attachment_845" align="alignleft" width="215"]Ksiądz Piotr Oborski Ksiądz Piotr Oborski[/caption]

Bezpośrednim pretekstem aresztowania był fakt, że biskup Kaczmarek odmówił wszczęcia postępowania kanonicznego wobec dwóch księży z Wolbromia: Piotra Oborskiego i Zbigniewa Gadomskiego, aresztowanych 19 kwietnia 1950 roku za współpracę z partyzantką antykomunistyczną. Władze utrzymywały, że złamał umowę między Kościołem a państwem, zobowiązującą Kościół do karania duchownych zaangażowanych w działalność podziemną.

Każda z tych okoliczności i wszystkie razem uzasadniają zatrzymanie księdza, nie wyjaśniają jednak, zdaniem wielu historyków, dlaczego władze postanowiły złamać i zniszczyć publicznie przedstawiciela Episkopatu Polski. Pojawiają się w związku z tym sugestie, że jego proces miał stanowić przygotowanie do ostatecznej rozprawy z Kościołem: procesu Prymasa Wyszyńskiego. Przecież „ostateczna decyzja o wytoczeniu rządcy diecezji kieleckiej pokazowego procesu niewątpliwie została zaopiniowana przez kierownictwo ZSRS” – na co zwraca uwagę Tomasz Domański w publikacji „Wokół procesu biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka”, przypominając, że „w maju 1953 roku podczas wizyty w Moskwie Bierut pytał o celowość przeprowadzania otwartego procesu i najprawdopodobniej takie potwierdzenie uzyskał, bowiem bez tego do procesu by nie doszło”.

Być może na Łubiance zrodził się przewrotny plan, według którego „sprawę kielecką” traktowano jako przymiarkę do pełnej kompromitacji polskiego Kościoła.

OSKARŻENI "PRZYZNAJĄ SIĘ" DO WINY

Ordynariusz kielecki został aresztowany w styczniu 1950 roku przez ekipę UB z płk. Józefem Światło, wicedyrektorem X Departamentu MBP na czele, co świadczy o znaczeniu, jakie władze przywiązywały do sprawy. Równocześnie zatrzymano wikariusza generalnego ks. Jana Jaroszewicza, a do września 1952 roku kilkunastu następnych duchownych, spośród których czworo zasiadło obok biskupa Kaczmarka w procesie pokazowym.

[quote]Bezpieka przygotowała się do rozprawy z biskupem: torturom fizycznym w śledztwie towarzyszyły moralne – wykorzystano słynny „zielony zeszyt” ks. Leonarda Świderskiego, sekretarza biskupa, a zarazem jego osobistego wroga, w którym zarejestrowany w 1950 roku jako agent UB „Iwa” ksiądz opisywał nieobyczajne rzekomo życie biskupa. W rękach UB znalazł się więc pierwszorzędny materiał do szantażu.[/quote]

Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie kilkakrotnie przedłużał biskupowi areszt tymczasowy, zatrzymując wciąż kolejnych duchownych i świeckich – sprawę najwyraźniej traktowano jako „rozwojową”. Jej ciąg dalszy przewidział Prymas Stefan Wyszyński, który 14 stycznia 1952 roku zanotował w swoich zapiskach:

[quote]Kielce mogą być poligonem w sprawach kościelnych […]. Nowe aresztowania wskazują na to, że przygotowywany jest proces bpa Kaczmarka. Aresztowania są kompletowaniem przyszłych świadków. […] taktyka tu wprowadzona jest polem doświadczalnym dla rozkładu od wewnątrz Kościoła.[/quote]

Zadbano o głośną medialną oprawę procesu, który rozpoczął się 14 września 1953 roku przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie. Dzienniki ogólnopolskie oraz radio wzięły udział w kreowaniu obrazu biskupa „zdrajcy” i „kolaboranta”. Transmisje z sali sądowej odbywały się na żywo, organizowano wiece piętnujące zmaltretowanych śledztwem duchownych, a bezpieka zbierała codziennie doniesienia informatorów o nastrojach społecznych.

[caption id="attachment_846" align="alignleft" width="224"]Stanisław Zarako-Zarakowski Stanisław Zarako-Zarakowski[/caption]

Akt oskarżenia przygotowywali funkcjonariusze z samych szczytów władzy, m.in. Józef Różański, dyrektor Departamentu Śledczego MBP, i płk Stanisław Zarako-Zarakowski, naczelny prokurator wojskowy. Znalazły się w nim takie zarzuty, jak: „popieranie faszystowskich ugrupowań”, „współdziałanie z niemiecką władzą okupacyjną”, „nawoływanie wiernych do uległości i współpracy z okupantem”, „usiłowania obalenia przemocą władzy robotniczo-chłopskiej i ludowo-demokratycznego ustroju Polski”, „prowadzenie akcji przeciwko odbudowie kraju i planowej gospodarce”, „organizowania i kierowania akcją wywiadowczą na terenie Polski w interesie imperializmu amerykańskiego i Watykanu”, „przyjmowanie od zagranicznych ośrodków dywersyjnych i szpiegowskich pieniędzy w walucie obcej”.

Biskup Kaczmarek „przyznał się”, odczytując notatki przygotowane wcześniej przez Różańskiego, podobnie uczynili pozostali oskarżeni. 22 września ordynariusza skazano na 12 lat więzienia, ks. Danilewicza na 10, ks. Dąbrowskiego na 9, ks. Widłaka na 6, a siostrę Niklewską na 5 lat w zawieszeniu.

"ODCINAMY SIĘ..."

Kilka dni później, gdy skazani trafili za kraty, władze wykorzystały do ich szkalowania Stowarzyszenie PAX.

[quote]Na rozprawie sądowej zanalizowana została przestępcza działalność oskarżonych, jak i jej skutki” – pisał w adresowanym do inteligenckiego odbiorcy „Wrocławskim Tygodniku Katolików” Tadeusz Mazowiecki. „[…] atmosfera środowiska społecznego rozniecająca lub choćby tylko podtrzymująca bezwzględną wrogość wobec osiągnięć społecznych Polski Ludowej, wpływy polityczne przychodzące z zewnątrz i wyrosła na tym wszystkim błędna postawa polityczna ks. biskupa Kaczmarka, która doprowadziła go do kolizji z prawem, oto sumarycznie ujęte przyczyny działalności przestępczej oskarżonych. […] Doprowadziły ks. biskupa Kaczmarka do działalności wrogiej wobec interesu narodowego i postępu społecznego […]. Doprowadziły w szczególności nie tylko do postawy przeciwnej nowej rzeczywistości naszego kraju, nie tylko do podrywania zaufania w trwałość władzy ludowej i naszych stosunków społecznych w Polsce, ale i do uwikłania się we współpracę z ośrodkami wywiadu amerykańskiego. […] Dlatego więc nie tylko bolejemy, ale i odcinamy się od błędnych poglądów ks. biskupa Kaczmarka, które doprowadziły go do akcji dywersyjnej wobec Polski Ludowej […][/quote].

[caption id="attachment_847" align="alignleft" width="300"]Tadeusz Mazowiecki (po prawo) Tadeusz Mazowiecki (po prawo)[/caption]

Cztery dni po procesie biskupa Kaczmarka, jeszcze przed publikacją we „WTK”, został aresztowany Prymas Stefan Wyszyński, zaś we wrześniu 1953 roku jego współpracownik biskup Antoni Baraniak (W nocy z 25 na 26 września - przyp. red.), którego nazwisko padało podczas „procesu kieleckiego” w kontekście sporządzania przez Prymasa „szpiegowskich raportów” dla Watykanu.

Biskup Baraniak milczał jednak przez ponad dwa lata w więzieniu przy Rakowieckiej, w celi z niemieckimi mordercami, milczał trzymany nago dniami i nocami w pomieszczeniu, gdzie po ścianach spływała nieustannie woda, milczał torturowany. Nie wydobyto od niego zeznań, które – jak przypuszczają badacze – miały posłużyć do pokazowego procesu Prymasa, więc zwolniono go w 1955 roku – wyniszczonego i skrajnie wyczerpanego.

Po pięciu latach więzienia, 8 lutego 1955 roku, władze zgodziły się wypuścić biskupa Kaczmarka na rok ze względu na stan jego zdrowia. Ostatecznie został zwolniony w maju 1956 roku. W tym czasie Prymas

[caption id="attachment_848" align="alignleft" width="150"]Anna Zechenter Anna Zechenter[/caption]

Wyszyński przebywał izolowany pod strażą w klasztorze w Komańczy. Do Warszawy powrócił na fali październikowych zmian – tak kończył się pierwszy etap walki z Kościołem, która miała trwać aż do 1989 roku, a w nowej odsłonie kontynuowana jest do dzisiaj.

Anna Zechenter, "Skompromitować Kościół" ("Nasz Dziennik", 26 sierpnia 2013 r.)

Artykuł Jak walczono z Kościołem i z niepodległością 60 lat temu. W akcji brały też udział obecne autorytety pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>