Gen. Władysław Sikorski jest w Polsce postacią kompletnie zmitologizowaną.Wynika to z braku wiedzy historycznej i niechęci do poznawania faktów oraz mylenia ich z własnymi ocenami, sympatiami i sentymentami. Radosław Golec w swojej najnowszej książce - przy okazji gorąco polecam też jego wcześniejsze publikacje - pisze o wydarzeniach, o których wielu historyków i publicystów milczy, bo nie chce przełamywać tabu.
Radosław Golec w "Generale i diuku" pisze o wydarzeniach praktycznie nieznanych, jak o tym, że polscy oficerowie chcieli przeprowadzić zamach na zastępcę Adolfa Hitlera na Wyspach Brytyjskich, ale uniemożliwiły to służby angielskie. Wyciąga na światło dzienne sprawy owiane mgłą tajemnicy, jak obozy dla żołnierzy polskich w Wielkiej Brytanii, uznanych przez gen. Sikorskiego za jego przeciwników. To tylko nieliczne nieznane albo mało znane fakty, które w sposób interesujący opisuje autor.
Radosław Golec, Generał i Diuk. Tajemnice rządu Sikorskiego i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Tajemnice rządu RP na uchodźctwie, sekrety naczelnego wodza i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Z przedmową Piotra Zychowicza, Wyd. Fronda, Warszawa 2020. Książkę można nabyć na stronie Wydawnictwa Fronda.
Premier polskiego rządu na uchodźstwie nie wątpił, że Polska znajdzie się w gronie państw zwycięskich i usiłował wzmocnić sytuację geopolityczną Polski w ramach nowego, powojennego rozdania. Rozpoczął tworzenie federacji państw środkowo-europejskich z Rzeczpospolitą jako ośrodkiem wiodącym. Gwarantem trwałości nowego tworu politycznego miała być Wielka Brytania. W tym celu Sikorski snuł plany unii personalnej Zjednoczonego Królestwa i odrodzonego królestwa polskiego. Na tronie federacji środkowo-europejskiej miał zasiąść Jerzy Windsor a plan postawienia na jej czele księcia Kentu stanowił, jak zapisał sekretarz Sikorskiego, Karol Estreicher, największą polityczną tajemnicę Jenerała.
Radosław Golec w swojej pracy stawia i odpowiada na ważne pytania dotyczące postaci Wodza Naczelnego.
Czy w latach trzydziestych Władysław Sikorski próbował siłą obalić władze
sanacyjne, a we wrześniu 1939 roku dokonał zamachu stanu?
Dlaczego polski rząd tworzył obozy koncentracyjne na terenie Wysp Brytyjskich
dla przeciwników politycznych? Czym była „Wyspa Węży” i ośrodek w Shinafoot?
Czy w najbliższym otoczeniu premiera znajdowali się agenci obcych mocarstw?
Dlaczego ogromna część żydowskich żołnierzy dezerterowała z polskiej armii?
Czy Sikorski prowadził tajne negocjacje z Niemcami i Sowietami?
Jaką rolę odegrali Polacy w brytyjskiej misji Rudolfa Hessa i dlaczego próbowali go zabić?
Jak wyglądały kilkukrotnie powtarzane próby zamachu na premiera RP?
Dlaczego powołanie unii polsko-czechosłowackiej, które było jednym z centralnych
punktów programu polskiego rządu, nie doszło do skutku?
Tajemnica zamachu w Gibraltarze – jak zginął naczelny wódz?
Co kryją jeszcze brytyjskie archiwa, skoro Home Office przesunął klauzulę tajności wielu dokumentów dotyczących Sikorskiego na kolejne dziesięciolecia?
Czy kiedykolwiek poznamy dokumenty skrywane w moskiewskich archiwach?
Bo przecież rękopisy nie płoną…
Artykuł Kim naprawdę był gen. Władysław Sikorski? Świetna książka Radosława Golca. [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.
]]>‘Ndrangheta (‘ndrángheta) jest organizacją mafijną charakteryzującą się wyjątkową umiejętnością kamuflażu. Niezauważalnie przenika przez społeczeństwo i instytucje, nie zwracając na siebie uwagi. Od wielu lat umiejętnie chroni to, co osiągnęła na całym świecie, unikając bezpośredniego ataku na instytucje, działając w tak zwanym półzanurzeniu, aby móc przez nie przenikać i żyć z nimi w „symbiozie”.
Stroni od medialnego rozgłosu. Sięgając do korzeni, można zauważyć, że bazuje na bardzo silnych, nierozerwalnych więzach rodzinnych, które umacniają hierarchię. Mafia kalabryjska czerpie również wiele z przeszłości, kiedy tak ważne były rytuały, język i symbolika. Mimo powrotu do korzeni potrafi być też bardzo współczesna i bezwzględna, z wielką determinacją zarządzać interesami oraz organizacjami rządowymi na swoim terenie - pisze Arcangelo Badolati w książce Kulisy ‘Ndranghety. Profil najgroźniejszej mafii na świecie.
https://twitter.com/GadowskiWitold/status/1034807939155091457
Każdy klan składa się z osób połączonych więzami krwi. Aby podtrzymać te więzy, rodziny są gotowe planować małżeństwa, wybierając kandydatów na żony lub mężów spośród innych ‘ndrine, a to dlatego, że celem każdego szanującego się padrino jest rozszerzenie strefy wpływów rodzinnego klanu dzięki sprawdzonej metodzie aranżowania małżeństw i układów przydatnych do tworzenia sojuszy opartych na więzi pokrewieństwa.
W ubiegłym stuleciu ‘ndrangheta miała inny charakter niż dzisiaj. Mamy wiele dowodów na to, że mafia ta nie działała na tak wielką skalę, zwłaszcza jeśli chodzi o terytorium – skupiała uwagę głównie na obszarach wiejskich i peryferiach. Ze źródeł wynika, że stosowała bardzo okrutne metody uprowadzania osób w celu żądania okupu, kreując tym samym mit o mężczyznach zdolnych do bezlitosnej zemsty, takich jak: Giuseppe Musolino, Santo Stefano z Aspromonte, Angelo Macrì z Delianuova, Domenico Maisano z Drosi, Giuseppe Barca z Oppido Mamertina. Współczesna ‘ndrangheta – mafia trzeciego milenium – obrała inną taktykę postępowania, która polega na przenikaniu do spółek i wtapianiu się w ich strukturę oraz inwestowaniu przy tym w towary i usługi na całym świecie. Rodziny mafii dbają o odpowiednie wykształcenie dzieci, przygotowując je do przewidzianej dla nich roli, czyniąc z nich ekspertów w zawodach medycznych, prawnych i w inżynierii. Dzisiejsi bossowie to elegancko ubrani mężczyźni posługujący się czystą mową bez naleciałości, często poligloci, o dobrych manierach i nieskazitelnej aparycji, używający iPoda i blackberry, szukający możliwości zarobkowych nie tylko na rynku włoskim, lecz na całym świecie.
Nie ma firmy w Piemoncie, Ligurii, Toskanii, Lacjum, Emilii-Romanii czy Veneto, która nie miałaby do czynienia z diabolicznymi umiejętnościami bossów kalabryjskich, którzy opanowując rynki i zwalczając wolną konkurencję, zagarniają kapitały przedsiębiorstw znajdujących się w trudnej sytuacji ekonomicznej. Obsadzają swoimi ludźmi stanowiska w bankach i innych instytucjach kredytowych, a utrzymując bliskie kontakty z ludźmi na wysokich szczeblach władzy, przenikają w sfery polityczne.
Po spustoszeniu terytorium Włoch, ziemi, która z czasem przestała oferować wielkie zyski, koterie rozpoczęły kolonizację Europy, inwestując w nieruchomości i działalność gospodarczą w Europie Wschodniej, ale także Holandii, Belgii i Hiszpanii, kontynuując działania zainicjowane już w latach siedemdziesiątych na terytorium Niemiec, południu Francji, Australii i Kanadzie. Operacje z drugiej połowy XX wieku opierały się głównie na ekspansji – wykorzystaniu zjawiska emigracji. Dzisiaj wykorzystuje się do tego celu współczesną technologię. Wystarczy kilka kliknięć na komputerze, aby skontaktować się z potencjalnymi partnerami biznesowymi, uzgodnić warunki finansowe i rozpocząć inwestycje, które później miałyby być doglądane przez fikcyjne firmy, zakładane ad hoc w tak zwanych rajach finansowych, zatrudniające niczego niepodejrzewających menedżerów gotowych bez wahania wykonywać rozkazy.
Film Witolda Gadowskiego Diabeł zatrzymał się w Kalabrii - Łowca smoków:
W Duisburgu w 2007 roku doszło do wendety, gdyż członkowie pewnego gangu z miasteczka San Luca chcieli wyrównać porachunki. Akcja rozegrała się przed pizzerią, w której dokonywano obrzędu przyjmowania nowego członka. W wyniku tego krwawego nalotu zginęło aż sześć osób. Po tym zdarzeniu większość picciotti3 opuściła terytorium Locride oraz tereny równiny Gioia Tauro, zarówno prowincje Vibo Valentia, Crotone, Cetraro, jak i obszar Sibari. Wendeta jest zjawiskiem bardzo często obserwowanym w tego typu organizacjach przestępczych, gdyż pozwala na prywatne porachunki poza światłem prawa. Uczony Corrado Alvaro posługuje się w swoich opisach frazą, że ma „siłę tysiącletnią, która kpi z wszelkich innych mocy prawnych”. Takim też sformułowaniem zapełniły się pierwsze strony gazet na całym świecie. Społeczność międzynarodowa, żyjąc w strachu po tym zdarzeniu, zdała sobie w końcu sprawę z istnienia organizacji przestępczej, która za pośrednictwem rozproszonych komórek działa na najbogatszych terenach całego świata i jest tak osobliwą jednostką, że nawet grupy specjalne szkolone do zwalczania terroryzmu islamskiego nie były w stanie jej rozszyfrować, co przychodzi im z trudem do dnia dzisiejszego. Bo ‘ndrangheta w rzeczy samej nie daje się rozpoznać – jej członkowie nie są już bandytami w kaszkietach z luparami. Zastąpili ich młodzi, uroczy, dobrze wyglądający, wyszkoleni, bogaci, inteligentni poligloci, którzy rankiem posługują się językiem włoskim i francuskim, a wieczorami wracają do dialektu swojej ziemi.
Mimo współczesnej aury nowi bossowie nadal odnoszą się do symboliki hiszpańskiej Garduñy, zatwierdzonej przez ‘ndranghetę, określającej hierarchię i role członków klanów. W sposób przedmiotowy posługują się religią katolicką, demonstrując pobożność na oczach społeczeństwa, by później jako przykładni obywatele zdobyć autorytet i móc wyznaczać prawo, nakładając kary na tych, którzy się do niego nie stosują. Wszystko to między innymi po to, żeby mogła powstać bacinella5 i aby jasno określić zasady rekrutacji dla chcących zostać członkami i sprawować kontrolę na obszarach wiejskich, tak jak to czynili ich przodkowie pod koniec XIX wieku.
Aby sprostać poważniejszym interesom związanym z obrotem kokainą, monitorowaniem wielkich inwestycji czy pracami publicznymi (takimi jak modernizacja autostrady Salerno-Reggio Calabria, realizacja Expo 2015, rekonstrukcja L’Aquili po trzęsieniu ziemi czy przebudowa w Emilii-Romanii), organizacja musiała stworzyć światowy holding. Dzięki takiemu rozwiązaniu była w stanie „flirtować’ z polityką, prać sterty brudnych pieniędzy oraz dopinać umowy z organizacjami przestępczymi z Ameryki Południowej, Rosji, Bałkanów czy Azji. Z tego też powodu rząd Stanów Zjednoczonych wprowadził ‘ndranghetę na tak zwaną czarną listę (Black list), na której znajdują się najniebezpieczniejsze organizacje przestępcze na świecie zajmujące się handlem narkotykami. Kanadyjska RCMP, amerykańskie FBI i DEA, australijskie AFP, kolumbijska Policja Federalna, niemieckie Bundes-kriminalmant, rosyjskie FSB, hiszpańska Guardia Civil jednoznacznie uznały mafię kalabryjską za „ciche” zagrożenie. Wynika to z umiejętności ‘ndranghety do doskonałego kamuflowania się, działania pod osłoną międzynarodowych korporacji znajdujących się w różnych państwach i na różnych kontynentach oraz możliwości zwrócenia się w razie potrzeby o wsparcie nawet do organizacji terrorystycznych.
Z badań przeprowadzonych w ostatnich latach wiadomo, że organizacja ma arsenały wyposażone w broń przeciwpancerną (bazooki i wyrzutnie rakietowe), materiały wybuchowe w formie bomb i T4, karabiny maszynowe najnowszej generacji i pistolety, które są zazwyczaj dostarczane jednostkom wojskowym w najbardziej rozwiniętych krajach.
Należy zadać sobie pytanie, kiedy organizacja przeszła transformację i przekształciła się z organizacji działającej lokalnie w organizację międzynarodową. Przyjmuje się, że ‘ndrangheta zmieniła swoje oblicze w 1975 roku, kiedy to w mieście Siderno w Reggio di Calabria zamordowano Antonia Macríego, zwanego bossem dwóch światów. Stało się tak, ponieważ on i jego kompan, Mico Tripodo (zamordowany kilka miesięcy później w zakładzie karnym Poggioreale w Neapolu przez dwóch ludzi wynajętych przez szefa Nowej Camorry – Raffaela Cutola), blokowali proces modernizacji ‘ndrin i locale6. Po wygranych przetargach i otrzymaniu pieniędzy na takie inwestycje jak budowa autostrady A3, rozbudowa trasy kolejowej na wybrzeżu tyrreńskim, realizacja „pakietu Colombo” gwarantującego utworzenie piątego centrum metalurgicznego w Gioia Tauro (a przeznaczonego na restrukturyzację portu) i Liquichimica di Saline Ioniche (zakłady chemiczne), modernizacji domagali się: Paolo de Stefano z Reggio, Antonio Pelle z San Luca, Natale Iamomonte z Melito di Porto Salvo, Giuseppe Marabito z Africo i Girolamo Piromalli z Gioia Tauro.
Czasy Domenica Maisana, Angela Macriego i Giuseppe Barki – bezwzględnych, ale i romantycznych, prawdziwych ikon starej ‘ndranghety – przeminęły. Po złamaniu postanowień Szczytu w Montalto, któremu przewodniczył Peppe Zappoa z San Martino z okręgu Taurianova, koterie zaczęły realizować niebezpieczne scenariusze. Na wypadek rewolucji w Reggio di Calabria sprzymierzyły się z wywrotową prawicą, gwarantując pomoc w sile 1500 mężczyzn gotowych wziąć udział w zamachu stanu zainicjowanym w grudniu 1970 roku przez księcia Junia Valeria Borghesego w celu obalenia porządku demokratycznego we Włoszech. Koterie liczyły, że dzięki sojuszowi dostaną od nowego reżimu prawne przywileje i nowe możliwości działania. Kiedy represje po zamachu przeminęły, zakończyły się zamieszki na wybrzeżu Cieśniny Mesyńskiej, najbystrzejsi z ojców chrzestnych postanowili pogodzić się z partią rządzącą, która w tym wypadku jako jedyna mogła połączyć świat władzy z siłą mafii, co dało początek bractwu massoneria deviata.
Główni capibastone9 utworzyli nowy stopień w hierarchii organizacji – la Santa. Upoważniał on wybranych do członkostwa w masonerii, dzięki czemu mogli oni działać w tzw. przebraniu, czyniąc pozory w świetle prawa, nie wymachując już pistoletami. Ci, którzy nie umieli grać na dwa fronty, od razu zostali wyeliminowani w sposób, jakiego zwykła używać mafia, czyli za pomocą ołowiu. Tak stało się z Macrím i Tripodem. Zachłanność w dążeniu do władzy ekonomicznej i politycznej zdawała się nie mieć końca. Kapitał zgromadzony z okupów za uprowadzenia (porwanie Paula Getty’ego juniora, Cesare Casellego, Carla Celadona i Roberty Ghidini) oraz płynący z wyłudzeń na wielką skalę został zainwestowany w handel narkotykami, pozwalając organizacji w ciągu kilku lat stać się władcą światowego rynku obrotu kokainą. W tym samym czasie mafia zyskiwała coraz większe możliwości działania w zakresie podwykonawstwa robót publicznych realizowanych zarówno na południu, jak i na północy Włoch. Dużo pieniędzy zainwestowano w Lacjum, Rzymie, Latinie i Fondi – mafia weszła tam w posiadanie ogromnych nieruchomości i luksusowych lokali, stając się między innymi właścicielem „Caffe de Paris”, znajdującego się w samym sercu Rzymu na ulicy Veneto, oraz „Cafe Chigi”, miejsca, w którym gromadziła się polityczna i parlamentarna elita z całej Italii. Taktyką organizacji było działanie w tzw. półzanurzeniu, trudne do szybkiego zidentyfikowania, przez co dające możliwość poszerzania wpływów aż do ziem sycylijskich Bernarda Provenzana.
Kalabryjczycy nigdy bezpośrednio nie zaatakowali państwa, odrzucili więc propozycję rodziny Corleone na szczycie w Nicotera (Vibo Valentia) w 1992 roku. Zawsze stronili od atakowania ważnych osobistości. Wiadomo, że z ręki organizacji zginęło dwóch przedstawicieli palestry z Kalabrii: Francesco Ferlaino, adwokat z urzędu z Catanzaro, zabity w lipcu 1975 roku w Lamezia Terme, i Nino Scopelliti, zastępca prokuratora generalnego sądu apelacyjnego, zamordowany niedaleko miejscowości Villa San Giovanni w sierpniu 1991 roku (sprawców tych zabójstw nie ujęto). W czerwcu 1983 roku w Piemoncie zginął także prokurator z Turynu, Bruno Caccia, gdyż zagrażał interesom kalabryjskich mafiosów.
Ofiarami ‘ndranghety padło również dwóch polityków, którzy za bardzo zwracali na siebie uwagę. Vico Ligato, były potężny demokratyczno-chrześcijański prezes kolei państwowych, został zamordowany w 1989 roku w Bocale (Reggio di Calabria). Francesco Fortugno, wiceprezes Rady Regionalnej Południowej Kalabrii, pożegnał się ze światem w październiku 2005 roku w Locri. Powodem śmierci Ligata było nadmierne zainteresowanie biznesami prowadzonymi przez mafię w Reggio. Fortugno zapłacił życiem za przeszkadzanie w dążeniu do celów, jakie wyznaczyła sobie pewna frakcja przestępcza z Locri zainteresowana przede wszystkim wyłudzaniem państwowych pieniędzy.
Między latami dziewięćdziesiątymi a trzecim tysiącleciem, które charakteryzowały się rozkwitem i dobrym zarządzaniem, nie brakowało sporów między klanami ‘ndranghety, charakteryzujących się brutalnością i przemocą ze strony bossów i picciotti chcących dominować na swoich ziemiach.
Międzynarodową opinią publiczną wstrząsnęły trzy krwawe zdarzenia, i nie chodzi tu o incydent z Duisburga. Pierwsze miało miejsce w 1991 roku, kiedy w Taurianova, chcąc pomścić śmierć lokalnego mammasantissima – Rocca Zagariego – doszło do zamordowania przed supermarketem dwóch handlowców. W morderczej wściekłości, pastwiąc się nad ciałami, sprawcy odcięli ofiarom głowy i kopali je niczym piłki, strzelając równocześnie z pistoletów. Podczas drugiego zdarzenia, z 2011 roku, w San Lorenzo del Vallo dwóm kobietom, matce i córce, w ich własnym domu przyłożono strzelbę do głowy, a następnie zmasakrowano ciała karabinem maszynowym. Córce ostatkiem sił udało się dotrzeć na balkon, gdzie policja zastała ją martwą, przewieszoną przez balustradę, ze wzrokiem otępiałym z przerażenia. Jedynym, który cudem ocalał z tej rzezi, był 20-letni chłopak zraniony przez atakujących i udający martwego, który rok później zdecydował się współpracować z prokuratorem z Catanzaro i który rozpoznał i wskazał sprawców zabójstwa matki i siostry. Ta makabryczna akcja okazała się odwetem za zabicie Domenica Presty, syna bossa Franca, zamordowanego miesiąc wcześniej przez krewnego dwóch nieżyjących kobiet. Trzecim wydarzeniem było zabójstwo 16 stycznia 2014 roku w Cassano 3-letniego dziecka, Cocò Campolongo, podpalonego następnie wraz z dziadkiem, Giuseppe Iannicellim, i jego ciemnoskórą znajomą. Incydent ten sprowokował do reakcji samego papieża Franciszka, który tydzień po wydarzeniu, podczas modlitwy „Anioł Pański” na placu Świętego Piotra w Rzymie, nie tylko zdecydowanie potępił akt przemocy, lecz także zdecydował się odwiedzić diecezję w Cassano. W czerwcu 2014 roku, w mieście, w którym zginęło dziecko, papież po raz pierwszy w historii Kościoła katolickiego ekskomunikował ‘ndranghetę. Giuseppe Milto, biskup diecezji w Kalabrii, solidaryzując się ze stanowiskiem papieża Franciszka, wstrzymał na dwa lata obrządek religijny, jakim jest procesja ku czci Matki Boskiej, podczas której zatrzymywano się przed domami wielkich bossów, takich jak Oppido Mamertina czy Giuseppe Mazzagatti, co miało podkreślić ich status społeczny. Biskupi z regionu zdecydowali ostatecznie o zakazie składania ofiar pieniężnych podczas procesji i innych obrządków poświęconych świętym i Madonnie oraz nakazali, aby posągi świętych były niesione przez osoby praworządne, bez kryminalnej przeszłości.
Choć ‘ndrangheta sięga do antycznych korzeni, jednocześnie potrafi być nowoczesna, zdolna do wielkich spekulacji i przeprowadzania dużych transakcji, przybierając przy tym wizerunek dzikiej i bezwzględnej bestii, spragnionej krwi i pieniędzy. Dzisiaj wszyscy Włosi wiedzą, czym jest mafia – cały kraj uznał ją za organ władzy równorzędny z rządem, zdolny do świadczenia usług instytucjonalnych, oferujący grupy wsparcia i kapitał. Świadczą o tym śledztwa przeprowadzone w ostatnich latach przez DDA z Turynu i Mediolanu. W Piemoncie bossowie z Kalabrii zostali przyłapani na zatajaniu biznesów z przedsiębiorcami i politykami. Ich współpraca rozwinęła się do tego stopnia, że byli w stanie ustawiać wybory lokalne i krajowe. Jeden z bossów próbował nawet interweniować w prawybory partii centrolewicowej, które zakończyły się nominowaniem Turina Piera Fassina i jego wyborem na burmistrza. Z kolei w urzędzie w Leini, prowadzonym przez byłego burmistrza Nevia Corala z centroprawicy, picciotti tak daleko sięgnęli po władzę, że ostatecznie wprowadzono zmiany w postępowaniach administracyjnych i ograniczono możliwość ingerowania w działalność mafijną. Kilka miesięcy później podobna sytuacja spotkała Rivarola Canavesego.
Sekretarz miasta został oskarżony o układy z pewnym biznesmenem, który miał zagwarantować mu poparcie w wyborach w 2009 roku, ustawiając wyniki wyborów, za co Canavese miał mu dać dwadzieścia tysięcy euro.
W Lombardii sytuacja wyglądała jeszcze gorzej. Prokuratura doszła do tego, że klany ‘ndranghety wyłudziły od Domenica Zambettiego, kandydata w wyborach regionalnych, około dwustu tysięcy euro w zamian za cztery tysiące głosów. Najmniejszy szczegół tych negocjacji był monitorowany przez służby, które dzięki zainstalowaniu pluskiew przechwytywały rozmowy telefoniczne. Polityk, który wygrał wybory, został mianowany radnym w komitecie prowadzonym przez Roberta Formigoniego. Zambetti, jak i jego przedstawiciele w ‘ndranghecie: Eugenio Costantino z Cosenzy i Pino D’Agostino z Rende, skończyli w kajdankach i ostatecznie zostali skazani. Inne dochodzenie pozwoliło ustalić, że mafia kalabryjska oferuje usługi ochroniarskie dziesięciu mediolańskim klubom i „uspokaja” przedsiębiorców, którzy żądają zwrotu zaległych kredytów. Zafałszowany obraz tego, co dzieje się na północy państwa, został wyraźnie pokazany na pewnym bardzo ważnym z punktu widzenia śledztwa nagraniu, zarejestrowanym przez karabinierów w klubie rekreacyjnym w Paderno Dugnano. Widnieją na nim wszyscy przedstawiciele klanów mafijnych działających w Lombardii, którzy spotykają się przy stole, przygotowując się do wyboru capo dei capi, czyli szefa wszystkich szefów. Scena wygląda niczym z filmu Francisa Forda Coppoli lub Martina Scorsese, ale jest to niestety rzeczy-
wistość.
W trzecim tysiącleciu ‘ndrangheta została uznana za organizację przestępczą podlegającą strukturze odgórnej, określanej jako La Provincia, w skład której wchodzą szefowie większych klanów. Struktura ta jednoczy się wokół jednego capo crimine i ma symboliczną siedzibę w małym górskim miasteczku na południu Kalabrii zwanym San Luca, w którym znajduje się słynne sanktuarium Madonny di Polsi, szczególnie czczonej przez mafiosów. Natomiast baza logistyczno-operacyjna capo crimine dla centralnej i północnej części regionu od kilku lat zlokalizowana jest prawdopodobnie w miejscowości Cutro (wcześniej w Cirò w prowincji Crotone). Capo crimine rozstrzygają spory między grupami, które podlegają ich jurysdykcji, oraz decydują o tworzeniu nowych komórek kryminalnych – ‘ndrine
lub locale, nazywanych w zależności od ich wielkości i zakresu działania. ‘Ndrangheta ma ogromną władzę i duże wpływy w polityce i gospodarce przede wszystkim dzięki parasolowi ochronnemu, jaki roztaczają nad nią członkowie masonerii. Należą oni do świata polityki lub są specjalistami w różnych dziedzinach. To oni w dużym stopniu ingerują w różne obszary życia publicznego i instytucjonalnego.
W 2017 roku korupcja i uwarunkowania polityczne powstałe dzięki działaniom loży masońskiej skłoniły parlamentarną Komisję Śledczą ds. Mafii, której przewodniczyła Rosa Bindi, do przygotowania listy członków włoskiego stowarzyszenia masońskiego. Inicjatywa ta zirytowała bossów, którzy byli zmuszeni przekazać straży finansowej (odpowiednik izby administracji skarbowej) listy zawierające szczegółowe dane dotyczące ich współbraci z masonerii. W ciągu ostatnich dwudziestu lat z powodu utrzymywania tajnych układów z mafią rozwiązanych zostało większość rad miasta w rejonie Kalabrii, między innymi w Reggio di Calabria, Lamezia Terme, Rosarno, Gioia Tauro, Corigliano, Taurianova i Scalea. Z tego samego powodu procedury sprawdzające wprowadzono też w niektórych zakładach opieki zdrowotnej.
Wielu burmistrzów i regionalnych radnych zostało oskarżonych i skazanych za związki z klanami ‘ndranghety. Dochodzenia prowadzone na międzynarodową skalę pokazały, że bossowie posiadają umiejętność infiltracji w najrozmaitsze sfery biznesowo-gospodarcze – od oferowania usług gastronomicznych i hotelarskich (przejmując hotele i restauracje w wielu włoskich miastach) do dystrybucji na wielką skalę produktów spożywczych (głównie oliwy i owoców cytrusowych) na rynki włoski i amerykański. Mafiosi kalabryjscy nie tylko rządzą światowym handlem kokainy we współpracy z kartelami z Ameryki Południowej i Meksyku, lecz także nadzorują ważne porty, jak ten w Gioia Tauro, i zarządzają importem różnego rodzaju produktów z Chin. Mało tego, śledczy odkryli, że piorą pieniądze, kupując nieruchomości i otwierając bary i restauracje w krajach byłego Układu Warszawskiego (Polska, Węgry, Bułgaria i Rumunia) i Europy Środkowej. Podobno w San Marino próbowali nabyć także bank – Credito Industriale Sanmarinense. Mafia potrafi zarobić nawet na imigrantach. W gminie Isola di Capo Rizzuto mafiosi zarządzali CARA – ośrodkiem dla uchodźców, czerpiąc korzyści majątkowe i wykorzystując do tego, przy cichym przyzwoleniu księdza, katolickie stowarzyszenie pomocy i wolontariatu La Misericordia.
Fragment książki Arcangelo Badolati KULISY ‘NDRANGHETY. Profil najgroźniejszej mafii na świecie, Wyd. Replika, Zakrzewo 2018. Książkę można nabyć TUTAJ.
Kulisy ‘Ndranghety. Profil najgroźniejszej mafii na świecie to historia cudzoziemek w klanach ‘Ndranghety, najpotężniejszej mafii na świecie.
Oto, jak wygląda życie towarzyszek bossów i picciotti, kobiet, które dorastały i wychowały się w świecie, w którym “‘Ndrangheta nigdy nie zapuściła korzeni”, a którym potem przyszło pełnić funkcję szefów i lojalnych „zastępczyni” w klanie, stosując w Kalabrii wymuszenia, zastraszania i trzymając w ryzach handel kokainą.
W niniejszej książce przeplatają się historie kobiet, które odegrały niezwykle ważną rolę w przestępczych klanach. Mowa tu między innymi o Edycie Kopaczyńskiej, małżonce wielkiego bossa Michela Bruni, jedynej Polce, która została skazana przez włoski sąd prawomocnym wyrokiem za przynależność do organizacji mafijnej. A także o Słowaczce Lucii Bariovej, konkubinie Vincenza Forastefano, ojca chrzestnego z Cassano. Pojawia się także historia Ukrainki, Oksany Verman, kochanki Salvatore Pititto, handlarza narkotykowego dbającego o interesy z narkotykowym rynkiem kolumbijskim.
W książce znajdują się również informacje poświęcone obecności mafii kalabryjskiej w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Australii, mamy tu też doskonały pogląd na to, jak bossowie i picciotti przy współpracy z historycznymi rodzinami Cosa Nostry, Bonnano i Gambino opanowują i poszerzają rynek narkotykowy. Na koniec, aby zrozumieć moc ‘Ndranghety na światowej szachownicy handlu narkotykami, zawarte zostały informacje na temat największych, znanych brokerów narkotykowych takich jak: Nicola Assisi, Pasquale Marando, Roberto Pannunzi, Domenico Trimboli i Salvatore Mancuso.
Artykuł Od historycznych bossów do współczesnych biznesmenów. Kulisy ‘Ndranghety i polskie wątki w najgroźniejszej mafii na świecie pochodzi z serwisu Niezłomni.com.
]]>Najwybitniejszy w Polsce badacz wolnomularstwa, prof. Ludwik Hass, podaje: „W pierwszej połowie 1921 r., powstała w formalnie znajdującym się poza granicami państwa polskiego Wilnie loża »Tomasz Zan«, pomyślana jako loża prowincjonalna dla terenów Litwy Środkowej, czy też w ogóle ziem litewsko-białoruskich”.
Skupiała ona - informuje z kolei świadek tamtych czasów, Kazimierz Okulicz: „[...] miejscowe inteligenckie elementy demokratyczne spod znaku PPS, ludowców i demokratów, czyli krajowców, ze znaczną przewagą ideologicznych wpływów tych ostatnich”.
Wkrótce po erygowaniu, właśnie członkiem wspomnianej loży zostaje dowódca tamtejszej 19. Dywizji Piechoty, płk Michał Karaszewicz-Tokarzewski.
[caption id="attachment_21049" align="aligncenter" width="601"] Michał Karaszewicz-Tokarzewski, wikipedia.pl[/caption]
Loża wileńska, poprzez swego Patrona, nawiązywała, oczywiście, do mickiewiczowskich tradycji. Nie od rzeczy więc będzie może przypomnienie, iż niczym innym jak para-masońskimi związkami były kiedyś koła filomatów, filaretów i promienistych, a Mickiewiczowska Oda do młodości to -jakby nie zaprzeczać- manifest par excellence wolnomularski. Znany nam z Dziadów prokurator, Hieronim Botwinko (Senator: „Hej, posłać po Botwinkę! zatrzymać tu klechę -") uzyskał w 1822 roku od przesłuchiwanego Mistrza loży „Gorliwy Litwin" wyznanie, iż „[...] główna tajemnica masonerii jest wolność i równość, czyli zaprowadzenie między wszystkimi klasami ludów wolności i równości, a zniesienie wszelkiego despotyzmu [...]”; toteż nie dziwi nas, że sądzony dwa lata później Tomasz Zan skazany zostanie za swą „wywrotową" działalność na rok twierdzy, Jan Czeczot i Adam Suzin otrzymują po pół roku, a już los Mickiewicza powszechnie wszystkim jest znany.
Symboliczne ma tedy chyba znamię fakt, iż nowo erygowana po I wojnie światowej loża wileńska sprawowała będzie z czasem swoje obrzędy w murach pobazyliańskich, unieśmiertelnionych procesem filaretów i przemiana Gustawa w Konrada.
[quote]Tokarzewski, wstępując w grono „synów Światła", poddaje się skomplikowanemu rytuałowi inicjacyjnemu, w czasie którego uroczyście przysięga „[...] prowadzić się i zachowywać uczciwie, być chętnym i godnym obywatelem, szanującym Prawa Państwa, wiernym przyjacielem, dobrym członkiem rodziny i Wolnym Mularzem, zwalczającym nałogi i szerzącym cnoty".[/quote]
Pod przewodnictwem, czyli - wedle wolnomularskiej terminologii - „pod młotkiem" Witolda Abramowicza (prezydenta miasta Wilna i posła na Sejm Wileński, a z czasem senatora Rzeczypospolitej) działa on w loży wraz z bratem Marszałka, mecenasem Janem Piłsudskim, a także wespół z piłsudczykami: płk. Józefem Kordianem Zamorskim, Stefanem Kirtiklisem (wojewodą - kolejno - wileńskim, pomorskim i białostockim), z Marianem Zyndramem-Kościałkowskim (również wojewodą białostockim, a następnie - po Maju - ministrem spraw wewnętrznych i premierem, zaś przed samym wybuchem wojny - ministrem opieki społecznej) oraz - być może - między innymi z późniejszym prezydentem RP na Uchodźstwie, Władysławem Raczkiewiczem.
Jak bowiem stwierdza inny historyk masonerii, Leon Chajn: „[... ] najliczniej reprezentowaną grupą w zakonie [wolnomularskim] byli piłsudczycy różnych odcieni, z legionową tradycją, peowiacką lub strzelecką - często mający przeszłość socjalistyczną, przeważnie we Frakcji Rewolucyjnej, radykalno-chłopską - działacze stronnictw zrzeszających postępowo -demokratyczną inteligencję".
Według wyliczeń tegoż Badacza, ponad 60 polskich wolnomularzy służyło niegdyś w Legionach, około 80 w POW i „Strzelcu", kilkunastu było w Drużynach Strzeleckich, około 90 należało do PPS, a 50 związało się uprzednio z ruchem ludowym.
Również i Ludwik Hass podaje: „Wstąpiło też do lóż sporo cywilnych i wojskowych piłsudczyków, w tym niektórzy z najwyższego szczebla ich elity, jak B. Miedziński, W. Sławek, A. Skwarczyński, A. Koc, czy znany bon vivant B. Wieniawa-Długoszowski [Choć ten ostatni - zauważa prof. Hass -należał zapewne do stosunkowo licznej grupy adeptów, która tylko »masońsko się bałamuciła«]".
Czego wszakże szukali ludzie Marszałka pośród „dzieci Wdowy" (jak się w swym własnym kręgu określają masoni)? Odpowiedzi udzielił nam niespodzianie, wspomniany tu przed chwilą, Kordian Zamorski. W nie wydanym do tej pory Dzienniku pisze bowiem: „Komendant sam [do masonerii] nie należał, ale uważając, że trzeba wiedzieć co się tam dzieje i pozatem licząc się że przynależność Polski do światowej masonerji może nam dać poparcie w rokowaniach pokojowych polecił nam [do niej] wstąpić.
Po 1926 r. polecił [jednak] szczególniej wojskowym wystąpić, a lożom dać się uśpić uważając, że już jesteśmy dość silny [sic!], by nie podlegać wpływom międzynarodowym. Większość lóż, zwłaszcza wojskowych, uśpiła się [wtedy]".
Czyli - jasno z tego wynika - zarówno Piłsudski, jak i jego zwolennicy traktowali wolnomularstwo całkiem instrumentalnie. I stąd śmieszyć ich musiał pewnie skomplikowany
ceremoniał masoński, zaś do szczytnych ideałów tej organizacji odnosili się chyba, w większości, z
przymrużeniem oka.
Owóż - w przeciwieństwie do wielu „bałamucących się wolnomularsko" piłsudczyków -
Tokarzewski udział swój w pracach Zakonu potraktował bardzo serio. J stąd przeżył wnet – wolno sądzić - głęboki konflikt duchowy. Nieobce musiały mu wszak być enuncjacje papieskie. Choćby ta z encykliki Mirari vos Grzegorza XVI z roku 1832, głosząca, iż: „Tajne organizacje są rynsztokiem, do którego spłynęły i w którym się zmieszały razem wszystkie krzywoprzysięstwa, nieuczciwość i bluźnierstwo, jakie się zawierały we wszystkich najohydniejszych herezjach".
(…)
Historyk podaje dalej: ...W 1913 r. nawiązali teozofowie współpracę z ruchem niepodległościowym" ; my zaś z innych źródeł wiemy, że Lutosławski podejmował jeszcze wcześniej od Królewiaków starania wokół organizacji polskiej siły zbrojnej; i mamy też w pamięci, że w okopach nad Styrem zetknął się był Tokarzewski z żołnierzem o legionowym pseudonimie „Teozofowicz”. Tak że - jak widać - „chmura" teozofii już przed pierwszą wojną światową wisiała nad Polską w powietrzu.
Teraz zaś, po odzyskaniu niepodległości, twórca „Eleuterii" podejmuje obie swe dawne misje: z
jednej strony - wydaje szereg antybolszewickich broszur, a z drugiej - kontynuuje rozważania,
utrwalone poprzednio w pracy pt. Rozwój potęgi woli przez psychofizyczne ćwiczenia, po którą-
choćby tylko z profesjonalnego zainteresowania - sięgnął pewnie Dowódca 19. Dywizji Piechoty.
Równocześnie, powołane na nowo do życia Polskie Towarzystwo Teozoficzne, wybiera na swym I Zjeździe - w lutym 1921 roku - prezesem organizacji Wandę Dynowską „[...] osobę mającą dostęp do J. Piłsudskiego", a w skład Zarządu Głównego wchodzą, w przeważającej liczbie, zwolennicy Pierwszego Marszałka.
W tym właśnie czasie w szeregi teozofów wstępuje także płk Tokarzewski, by z miejsca stać się
wśród nich postacią sztandarową, wiodącą; niewątpliwie - najwybitniejszym członkiem
Towarzystwa.
Prowadzone dotychczas z inspiracji masońskich studia ezoteryczne uzupełnia obecnie Pułkownik
o lektury - przetłumaczonych akurat na język polski - utworów poetyckich Rabindranatha Tagore,
jak również fragmentów Wed i Upaniszad oraz innych świętych ksiąg Jndii; rozczytuje się
zwłaszcza w przepięknym wytworze hinduskiego mistycyzmu - w słynnej Bhagawadgicie. J, jak wiemy z kierowanej doń korespondencji, wkrótce całe partie tego poematu potrafił będzie recytować z pamięci.
Poznanie Bhagawadgity to fakt niezwykle ważny w jego duchowym rozwoju. Sygnalizowaliśmy już wcześniej, że okrucieństwa wojny, że bezwzględny przymus zabijania przeciwników kłóciły się w umyśle niejednego legionisty z przeświadczeniem o świętości życia. Eliminowanie wrogów wywoływało ich moralne rozterki; zwłaszcza po krwawej masakrze kostiuchnowskiej.
[caption id="attachment_21053" align="aligncenter" width="717"] Wanda Dynowska, bhagavadgita.eu[/caption]
(...)
Dla kszatriji, jakim się czuł bez wątpienia Tokarzewski, oznaczało to, że prawo dharmy (czyli moralny obowiązek wypełniania powinności nakazanych przez stanową kondycję) urastało do rangi prawa Natury, któremu musi się podporządkować nie tylko on, dowódca Wielkiej Jednostki, ale także każdy jego podkomendny, i to niezależnie od tego, czy tego chce, czy nie. J stąd każdy też żołnierz - zgodnie z tym, do czego został powołany - musi, w razie potrzeby, wypełnić nałożony nań rozkaz zabijania.
(…)
Dotykamy tu po drodze innego podstawowego terminu hinduistycznego, a mianowicie - karmy. Pojęcie to interpretowała Bławatska, jako prawo przyczyny i skutku, lub - jak to też formułowała -„przyczynowości etycznej" .
[quote]Mówiąc jaśniej (ale też i nieuchronnie przy tym trywializując), Bławatska - w ślad za naukami Orientu - uważała, iż człowiek realizuje w życiu zadania, nałożone nań jeszcze w poprzednich wcieleniach, albo - mówiąc jeszcze inaczej - twierdziła, że ludzkie czyny są, przynajmniej po części, zdeterminowane wolą kosmicznego Prawa i nawet po śmierci indywiduum przechodzą - w celu ich kontynuowania - do dalszych inkarnacji. Nie jesteśmy więc - według niej - tak do końca kowalami własnego losu.[/quote]
[caption id="attachment_21054" align="alignleft" width="250"] Symbol Towarzystwa Teozoficznego założonego przez H. Bławatską.[/caption]
Że poglądy owe przyjął Tokarzewski za własne, poświadcza dobry dziesiątek świadectw:
Jeśli wierzyć, na przykład, gen. Marianowi Kukielowi, to podczas dramatycznych sporów między Piłsudskim a Sikorskim na temat organizacji najwyższych władz wojskowych "[...] pułkownik Michał Tokarzewski-Karaszewicz, na perswazje, by nie rozwalać wojska i nie burzyć uczciwej w nim roboty, miał jako odpowiedź fatalistyczne »Kiszmet«”.
Podobnie w pierwszych miesiącach hitlerowskiej okupacji, gdy Dowódca Główny Służby Zwycięstwu Polski ukrywał się w mieszkaniu ówczesnej żony mjr. Aleksandra Krzyżanowskiego(słynnego później z Wileńszczyzny „Generała Wilka"), to prowadził z nią „[...] bardzo często rozmowy podtrzymujące na duchu, wytyczające drogę nadziei".
Doktor Janina Makowska, ps. „Josek" - bo o niej tu mowa - w biesiadzie z autorem tej książki, podkreśliwszy wpierw, iż wszyscy wtedy przybici byli wojennymi wypadkami, oświadczyła: „Mówił także [Tokarzewski] wiele ze mną o sensie życia. Zapamiętałam dokładnie słowa, które stały mi się dewizą na cały czas okupacji: »Pamiętaj, Josek, nic się więcej nie stanie, niż się stać musi«". A więc - czystej wody determinizm, iście godny bramina!
(...)
Kiedy Wanda Dynowska dokona po drugiej wojnie światowej własnego przekładu Bhagawadgity, to jeden z egzemplarzy dzieła Tokarzewski i Antonina Płońska ofiarują - jak głosi, wpisana ręką Generała, dedykacja - współmieszkance ich domu na londyńskim Ansonie, por. Jadwidze Baranowskiej. Otóż w zachowanej książce, pośród licznych podkreśleń, znajdą się dwa - wyróżnione ołówkiem - akapity, pochodzące z „Objaśnień terminów sanskryckich", sporządzonych przez samą Tłumaczkę.
Nauki Wschodu to jednakże tylko jedno ze źródeł, z których czerpał natchnienie ruch neoteozoficzny. Historyczną zasługą Bławatskiej wydaje się nam również to, że próbowała (udolnie czy nie, to inna kwestia) zbudować system, łączący okcydentalne intuicje filozoficzne z mistyczną wiedzą Orientu. Stąd w nauce jej, prócz hinduistycznych i buddyjskich inspiracji, wiele było odniesień do eleuzyńsko-orfickiego nurtu myśli greckiej i do tradycji pitagorejsko-platońskiej, rozwijanej później przez tzw. filozofów aleksandryjskich, a zarazem - do tajemnej wiedzy chaldejskich magów i kapłanów staroegipskich.
Ten ostatni nurt będzie niezmiernie ważny w biografii Tokarzewskiego. Albowiem - jak wskazują odkryte przez nas dokumenty - został on pod koniec lat dwudziestych wprowadzony w tajniki starożytnych misteriów egipskich oraz przyjęto go do ekskluzywnego - otoczonego nawet wśród teozofów aurą sekretności - bractwa pod nazwą The Egyptian Rite of the Ancient Mysteries, a w latach pięćdziesiątych, w Londynie, powołany będzie nawet do jego dziewięcioosobowego ciała kierowniczego - The Sovereign Sanctuary, czyli do „Najwyższej Świątyni”.
Jeszcze innym źródłem filozoficznej inspiracji była dla uczniów i naśladowców Bławatskiej chrześcijańska mistyka średniowieczna, uosabiana w takich zwłaszcza postaciach, jak dominikańscy „gwałtownicy Boży" - błogosławiony Henryk Suzo, jak mistrz Jan Eckhart, głoszący „konieczność totalnego (psychologicznego i moralnego) ogołocenia się w celu zjednoczenia się z Bogiem" i w związku z tym oskarżony o herezję, czy też jak Jan Tauler, „teolog głębi woli".
[quote]Kolejny rezerwuar, z którego czerpali inspiracje teozofowie, to działalność ideowa templariuszy i katarów oraz (po części apokryficzne) „obrazoburcze" poczynania różokrzyżowców, a wreszcie - doświadczenia duchowe Jakuba Boehme, Emanuela Swedenborga, Angelusa Silesiusa (spolszczonego przez Mickiewicza na Anioła Ślązaka) i Ludwika Klaudiusza de Saint-Martina, którego parę myśli przyswoił nam także Pierwszy Wieszcz. Ci ostatni ezoterycy, szerzej spopularyzowani w Polsce dopiero przez Czesława Miłosza w Ziemi Ulro, studiowani bywali przez rodzimych naszych teozofów już w połowie międzywojennego dwudziestolecia, co niewątpliwie należy na dobro kręgowi temu zapisać.[/quote]
(…)
I nie zaskoczy nas też wiadomość, iż przechowywał on pieczołowicie w biurku horoskopy, sporządzane mu przez profesora paryskiej Sorbony Jeana Marcaulta, oraz że - wierząc w siłę astralnych koniunkcji - zwracał zawsze uwagę na dokładny czas narodzin bliskich swoich i krewnych (Stąd - mówiąc nawiasem - ze skrupulatnych jego zapisków wiemy, iż, między innymi, Córka urodziła mu się o godz. 19.15, a stryjeczny wnuk, Michał Tokarzewski, przyszedł na świat 15 minut po północy).
[caption id="attachment_21061" align="aligncenter" width="800"] Dworek w Mężeninie[/caption]
Poza tym dysponujemy świadectwem, że przekonany on był o istnieniu „kosmicznych fluidów" (czy może tylko tzw. sił magnetycznych, lub, po prostu, promieniowania jonizującego?), albowiem Aleksandra Piłsudska twierdzi, iż pewnego dnia, pod nieobecność w willi w Sulejówku jej Gospodarza, ani też kogokolwiek z mieszkańców, „[...] wpadł do domu gen. Tokarzewski, podobno z jakąś panią /później dowiedziałam się - wyjaśnia Marszałkowa - że była to pani Meklińska/. Gen. Tokarzewski przeszedł całe mieszkanie, jakoby dla stwierdzenia, czy i jaką stwarzam atmosferę w domu. Pani ta podobno stwierdziła, że fluidy są dobre i dodatnie dla męża".
[quote]Na koniec wreszcie, głoszona i uprawiana przez teozofów gliptomancja przejawiała się u Tokarzewskiego w tym, że stale nosił na palcu pierścień z pokaźnych rozmiarów ametystem, „namagnesowanym" ponoć przez następczynię Bławatskiej i Przewodniczącą Międzynarodowego Towarzystwa Teozoficznego, Annę Besant. Ów kamień magiczny stał się zresztą wkrótce źródłem komicznego nieporozumienia, aby potem przez lat jeszcze wiele przysparzać Generałowi podejrzanej sławy, „promieniującej" nawet po śmierci Właściciela pierścienia.[/quote]
Kiedy bowiem autor tych słów przeprowadzał kwerendę w Londynie, to rozmowy o MTK - prowadzone z osobami spoza kręgu „wtajemniczonych" - rozpoczynały się zazwyczaj od pytania: „A czy pan wie, że był On biskupem teozofów?"
Tak zaczął, w każdym razie, rozmowę z nami ś.p. prezydent RP na Uchodźstwie, Kazimierz Sabbat, tak premier jego rządu in Exile, prof. Edward Szczepanik, i takie też pytanie wtrącił w dyskurs ówczesny minister do spraw Kraju, a następnie ostatni prezydent II Rzeczypospolitej, Ryszard Kaczorowski.
Mało tego, nieżyjący już dziś emigracyjny dziennikarz, Wiesław Wohnout, napomykając również o owym mniemanym biskupstwie, wspomniał, iż w latach dwudziestych był przypadkowym świadkiem pożegnania Tokarzewskiego na dworcu w Poznaniu przez grono - jak je nazwał - „wielbicielek".
„I niech pan sobie wyobrazi - mówił do magnetofonowego mikrofonu Wohnout - On stał na stopniach wagonu, a te wszystkie baby obcałowywały go po rękach!".
Oczywiście, nie - „po rękach" i nie „obcałowywały". Bo nie były to zwykłe „wielbicielki" (których, zresztą miał MTK zawsze na kopy), lecz z całą pewnością teozofki, oddające cześć magicznemu kamieniowi Anny Besant, nie zaś przystojnemu „biskupowi" w generalskim mundurze, a tym bardziej - nie jego „biskupiemu" pierścieniowi.
Ponieważ jednak podobne scenki będą się jeszcze nieraz pojawiać w różnych wspomnieniach, śpieszymy już teraz z zapewnieniem, iż Polskie Towarzystwo Teozoficzne nie miało episkopalnej struktury i - ma się rozumieć - z tego choćby powodu Tokarzewski nie mógł w nim być „biskupem". A chociaż, faktycznie, został z czasem wyświęcony na kapłana, to przecież nie było to „u teozofów". Ale o tym już wkrótce, z zachowaniem chronologicznego rzeczy porządku.
[caption id="attachment_21062" align="aligncenter" width="536"] Stopnie masońskie w rycie szkockim[/caption]
Wcześniej musimy bowiem opowiedzieć o kolejnej inicjatywie Tokarzewskiego na polu ezoterii.
Ludwik Hass tak o niej pisze: „W 1924 r. sekretarz Towarzystwa Teozoficznego W. Dynowska wespół z jego niedawnej daty członkiem gen. M. Karaszewicz[em]-Tokarzewskim, wówczas adeptem obediencji polskiej, powzięli zamiar utworzenia w kraju wolnomularstwa mieszanego [zwanego też »zjednoczonym« {mix co-free masonry) - D.B.], o którym zapewne słyszeli, że na świecie skupia wiele czołowych osobistości ze środowisk teozoficznych".
[quote]Sama zaś Wanda Dynowska stwierdza w liście do znanego historyka Władysława Poboga-Malinowskiego: „Gdy gen. Tokarzewski wstąpił do T.[owarzystwa] T.[eozoficznego] i dowiedziałam się, że jest członkiem Zakonu Woln.[omularskiego Rytu] Szkockiego, gdzie był Strug i b. wielu wybitnych ludzi w Polsce, przyszło nam na myśl, że warto by i u nas założyć Zjednoczone [Wolnomularstwo] - I, rewelując dalej, czołowa polska Teozofka powiada: [...] Gdy uznaliśmy z generałem, że warto założyć Z.[akon] W.[olnomularstwa] Zj.[ednoczonego] w Polsce, zwróciłam się z tym do Komendanta, pytając o zdanie, radę, niemal »pozwolenie«". Piłsudski, będący podówczas „osobą prywatną", „samotnikiem z Sulejówka", wypytał wpierw ponoć Dynowską o szczegóły nieznanego mu dotąd obrządku, a upewniwszy się, iż jego obediencja angielska nie jest powiązana z żadnymi określonymi siłami politycznymi: „[...] zastanawia! się długo, wreszcie powiedział, iż widzi nasze motywy, zgadza się z nimi, »pozwala i zachęca«, bylebym go zawsze o rozwoju prac informowała”.[/quote]
[caption id="attachment_21063" align="alignleft" width="389"] Loża masońska[/caption]
Nieco odmiennie zrelacjonuje tę samą sprawę Małżonka Piłsudskiego (która jednakże - uprzedźmy z miejsca - nie uczestniczyła w najistotniejszych rozmowach, o jakich pisze po latach): „Było to w Sulejówku zdaje się w r. 1924. Bytność jego [tj. MTK] mam w pamięci z powodu długich jego wykładów o teozofach i ich charytatywnej działalności oraz, jak mi mówił Ziuk, narzekań na Peowiaczki. To mnie oczywiście niemal osobiście dotykało. Zarzucać im miał, że nie umieją trzymać języka za zębami i wiele spraw dekonspirują. Równocześnie zainteresował Piłsudskiego organizacją kobiecą, prowadzoną przez panią Dynowską, organizacją teozofów, której dobór personalny odpowiada wszelkim wymogom konspiracji. Uważał, że jeżeli zajdzie potrzeba, Piłsudski może się nią posłużyć bez obawy, gdyż p. Dynowską ręczy za solidność członkiń.
Pamiętam też - dodaje dawna Towarzyszka »Ola« - że Piłsudski rzeczywiście zainteresował się
wówczas działalnością teozoficzną tak Tokarzewskiego jak i Dynowskiej, która była doskonale zorjentowana, jak stwierdził Piłsudski w ustnych z nią rozmowach, w stosunkach polskich i w organizacjach społecznych.
[...] Ponieważ teozofowie byli odłamem masonerji angielskiej, o czem Ziuk wiedział, dlatego nalegał w rozmowach z Dynowską i Tokarzewskim na odłączenie się i stworzenie samodzielnej polskiej organizacji teozoficznej”.
Jak więc widzimy, miszmasz w relacji tej panuje całkiem spory. Francuska masoneria mieszana myli się bowiem Piłsudskiej wyraźnie z angielskim ruchem teozoficznym.
(…)
Do niej to właśnie, do Londynu - po uzyskaniu aprobaty Piłsudskiego - udała się w 1924 r. Wanda Dynowska, i wkrótce przyjęto ją tam - wraz z Tadeuszem Bibrą, przywódcą krakowskiego ogniska teozoficznego - do loży o rytuale mieszanym.
„Po jego [tj. Bibry] powrocie do kraju - pisze Ludwik Hass - utworzono w maju 1925 r. w Warszawie pierwsze w Polsce kółko obrządku mieszanego. Na jego otwarcie przyjechał do stolicy Polski wybitny działacz teozoficzny, zarazem piastujący odpowiedzialne stanowisko w Federacji Brytyjskiej »Droit Humain« /ofic. nazwa: Universal Co-Masonry in Great Britain and the British Dependenciesl, George Sydney Arundale”.
Wraz z Arundalem przybyła do Warszawy jego zjawiskowo piękna żona, tancerka i choreografka Shrimati Rukmini Devi. Oboje zostają z miejsca oczarowani nie tylko naszą ojczyzną, ale także i... osobą Tokarzewskiego. Jerzy Sydney Arundale, który był bojownikiem o wolność Indii i nawet z tego powodu, wraz z Następczynią Bławatskiej, parę lat I wojny spędził w brytyjskim więzieniu, fascynuje się krajem, potrafiącym po 123 latach niewoli „wybić się na niepodległość" ; odwiedza Piułsudzkiego i staje się, wedle słów samej Rukmini: „[...] najgorętszym orędownikiem Polski".
Zaś miłość do Tokarzewskiego (bo takim słowem należy chyba określić uczucie, żywione do Generała przez tę egzotyczną parę) trwać będzie w sercach Arundale'ów aż po grób.
Po „zapaleniu świateł" w warszawskiej loży rytu „Le Droit Humain", udają się Arundale'owie wraz z Tokarzewskim do Krakowa. W roku 1964, na prośbę Rukmini Devi, napisze nasz Generał wspomnienie ojej Mężu. Przeczytamy tam: „Po drodze do Krakowa zatrzymaliśmy się w Częstochowie, gdzie w jasnogórskim klasztorze znajduje się słynny obraz Madonny [...] Arunda-le'owie byli poruszeni [impressed]
[caption id="attachment_21066" align="aligncenter" width="938"] Cyrkiel i węgielnica. Masońskie symbole i przedmioty rytualne.[/caption]
(…)
„W parę miesięcy później [tj. po zainstalowaniu przez Arundale'ów obrządku mieszanego w Polsce - D.B.] - pisze L. Hass - ta pierwsza komórka organizacyjna została przekształcona w lożę-matkę »Orzeł Biały«. Przez oddzielenie się od niej grup członków powstały następnie kolejne warsztaty [tak w terminologii masońskiej nazywają się loże - D.B.]".
„Bratem Najczcigodniejszym", czyli przewodniczącą, loży-matki została Wanda Dynowska, przybrawszy imię zakonne „Doboszówna" . „W tymże roku albo na początku 1925 - twierdzi ona - pytałam [Piłsudskiego] czy nie będzie miał nic przeciwko temu, że do W.[olnomularstwa] Zj.[ednoczonego] będą wstępowali wojskowi, co przy członkostwie wówczas płk. Tokarzewskiego może być bardzo łatwe. Odpowiedź była: będę rad jeśli moralny i idealistyczny wpływ dosięgnie i oficerów, których poziom nie zawsze odpowiada moim życzeniom".
(…)
Daniel Bargiełowski, Po trzykroć pierwszy, Rytm, Warszawa 2000.
Artykuł „Stał na stopniach wagonu, a te wszystkie baby obcałowywały go po rękach!”. Mason, teozof, „kapłan”, wyznawca kamienia magicznego i miejsc mocy, Komendant Główny Służby Zwycięstwu Polsce pochodzi z serwisu Niezłomni.com.
]]>Polacy słusznie szczycą się Konstytucją 3 Maja - po amerykańskiej i szwedzkiej była trzecią na świecie i drugą w Europie. Niewiele jednak osób wie, że wprowadzenie pierwszej polskiej ustawy zasadniczej stało się możliwe dzięki spiskowi, w którym czołową rolę odegrał tajny związek - masoneria.
Prof. Władysław Konopczyński, jeden z najwybitniejszych znawców tej epoki, w „Dziejach Polski nowożytnej” pisał: „Choćby też wszyscy uczestnicy „spisku” 3 Maja okazali się członkami lóż wolnomularskich, ich wiekopomne dzieło było tworem polskiego oświeconego i niepodległego ducha, wielkim zwycięstwem nad swojską słabością, szczęśliwym rozwiązaniem tych ustrojowych zagadnień, które wszystkie narody lądowo-europejskie miały dopiero w XIX w. podjąć za przewodem Francji”.
Spotkania u marszałka
Przygotowania do uchwalenia konstytucji rozpoczęły się w grudniu 1790 r. w mieszkaniu marszałka Sejmu Stanisława Małachowskiego, gdzie, jak pisze prof. Władysław Konopczyński „Schodziło się w tajemnicy kilkunastu najświatlejszych patriotów, jeżeli nie wyłącznie, to prawie wyłącznie masonów: Potoccy, Kołłątaj, Tadeusz Matuszewicz, Niemcewicz, Sołtyk; radzono nad konstytucją, badając pilnie wzory francuskie, angielskie i amerykańskie”.
Król na czele państwa
Kiedy okazało się, że król, który również był masonem podzielał reformatorskie poglądy grupy, zebrania organizowano na zamku. Brało w nich udział nawet 60 osób. Do czołowych postaci należeli król, Piattoli, Potocki, Krasiński i Kołłątaj. W dyskusji na temat zasad ustrojowych, jakie miały być zawarte w konstytucji, pojawiały się różne rozwiązania. Ostatecznie reformatorzy uznali, że najlepszym wyjściem będzie pozostawienie na czele państwa króla. Spierano się również o to, czy monarcha ma być nadal wybierany przez szlachtę w elekcji czy zapisać w konstytucji dziedziczność tronu. Ostatecznie przychylono się do tego drugiego rozwiązania i w konstytucji znalazł się zapis, że tron przypada dynastii, która negatywnie zapisała się w polskiej historii, saskiej dynastii Wettynów.
W sekrecie i sprytem
Uchwalenie konstytucji nie byłoby też możliwe, gdyby reformatorzy otwarcie mówili o jej wprowadzeniu. Nie udałoby się to również z powodu silnej agentury rosyjskiej i pruskiej działającej w Polsce oraz niechęci części posłów do zmian. Dlatego, jak pisze przywołany już prof. W. Konopoczyński: „Sprawę poczętą z górnych natchnień postanowiono urzeczywistnić z wielkim sprytem. Utarło się, że na posiedzenia chodzi z ogólnej liczby 500 posłów i senatorów przeciętnie 100 lub stu kilkudziesięciu; regulamin przepisywał, że każdy projekt ma być przed decyzją odesłany do deputacji, po czym wydrukowany i rozdany posłom do zbadania na 3 dni przed dyskusją; wśród obecnych teraz w stolicy 182 członków zgromadzenia 110 było zjednanych zawczasu, 72 przeciwnych – więc powodzenie niepewne. Postanowiono tedy zaskoczyć różnorodnych przeciwników, stłumić ich zbytnią elokwencję, a w tym celu zmobilizować ulicę mieszczańską, obsadzić galerie swoimi ludźmi, samą zaś izbę zelektryzować wiązanką nie zmyślonych, ale odpowiednio dobranych depesz zagranicznych”. Głosowanie nad konstytucją miało odbyć się 5 maja, ale „król przedwcześnie wtajemniczył Jacka Małachowskiego, a ów ambasadę rosyjską, więc przyśpieszono termin na 3 maja, zanim się zjadą zwołani przez sekretarza Bułhakowa opozycjoniści”.
Ustawę zasadniczą uchwalono
2 maja zebrał się klub konstytucyjny i osoby z różnych stanów przychylne ustawie rządowej, spiskowcy podzieli role, które mieli nazajutrz wypełnić. Plan udało się wprowadzić w życie, 3 maja tłumy zebrały się na Placu Zamkowym, żeby wspierać króla i marszałka Sejmu. Ustawę rządową uchwalono, choć nie obyło się bez protestów. „Wśród ogromnego podniecenia, wśród ciżby demonstrantów przyjęto ustawę i wezwano króla, by ją zaprzysiągł. Nie obeszło się bez przypadków prawie wesołych, kiedy np. gest ręki króla, pragnącego przemawiać, wzięto za ślubowanie, albo kiedy Sapiehę niesiono na rękach w ślad za Małachowskim, niby w tryumfie, gdy naprawdę wynoszono go, aby nie oponował. Zakończyły uroczystość pochód przez Plac Zamkowy do katedry, przysięga i Te Deum. Nazajutrz kasztelan (przemyski) Antoni Czetwertyński i 27 posłów wniosło protestację do grodu warszawskiego, ale 5 maja na sesji nikt już nie protestował, bo malkontenci albo przystąpili do uchwały, albo rozjechali się na prowincję” – pisze prof. Konopczyński. I podkreśla: „Nowy ustrój nadany został krajowi, jak to zwykle bywa, przez świadomą celu mniejszość, z zachowaniem jednak prawa większości (stu kilkudziesięciu przeciw 28), po nieskrępowanej dyskusji, ale nie bez nacisku na głosujących i zaskoczenia”.
Nowy ustrój
Ustawa rządowa składała się z 11 artykułów, pierwszy mówił, że religią panującą w Polsce jest katolicyzm, innym wyznaniom przyznano tolerancję. Wprowadzono trójpodział władzy, prawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, zniesiono liberum veto i konfederacje. Rząd, czyli Straż miała rządzić krajem przez cztery komisje: Edukacji, Policji, Wojska i Skarbu, polityką zagraniczną miał kierować kanclerz wybrany przez króla. Twórcy ustawy rządowej korzystali z obcych wzorów, jednak co było i jest rzadkością w Polsce: „Z obcych wzorów zapożyczyli to, co się od dawna nadawało do przeszczepienia na grunt polski. Poświęcając wolność jednostek, starali się ugruntować wolność narodu, tj. niepodległość. Jeżeli dali rządowi oparcie w czynniku niezawisłym od sejmu, to jednak wzięli z Anglii taką formę odpowiedzialności rządu przed sejmem, jaka na pewno mniej była wadliwa niż dawne rwanie sejmów i rokosze, a kontrolę narodową nad rządem opisali z niezwykłą, może nawet przesadną starannością” – ocenia to dzieło prof. Konopczyński.
Było już za późno
Konstytucja była wielkim dziełem, ale przetrwać nie mogła, nie było dostatecznej armii, która była w stanie ją obronić. Upadła pod rosyjską przemocą, wezwaną przez targowiczan. Po raz kolejny potwierdziło się powiedzenie, że prawo nie poparte siłą, jest tylko pustym słowem. Część historyków twierdzi, że I Rzeczpospolita zaczęła się zbyt późno reformować, inni, że zbyt wcześnie, bez względu na to, którzy z nich mają rację, moment na reformy był zły. I naród polski jako jedyny z wielkich współczesnych narodów został dotknięty rozbiorami.
Tomasz Plaskota / Źródło: Życie Grójca
Artykuł Jak grupa spiskowców uchwaliła Konstytucję 3 Maja – kulisy mało znanej historii, o której rzadko się wspomina pochodzi z serwisu Niezłomni.com.
]]>20 marca zmarł David Rockefeller, miliarder i globalista, który walczył z religią i wzywał do zmniejszenia ludności świata.
O tym, kim był opowiadał zmarły finansista i jak oddziaływał na świat, opowiada dr Paweł Zyzak. Warto również obejrzeć drugi film, w którym David Rockefeller opowiada o planach stworzenia rządu światowego i o tym, jak powinien być ukształtowany świat.
https://www.youtube.com/watch?v=ZIwjxDAQWaA&feature=youtu.be
https://www.youtube.com/watch?v=n3tBrdCTBDw&feature=youtu.be
Artykuł Rockefeller opowiada, jak musi być sprawowana kontrola ludzkości. Wyjaśnia, jak powinien być ukształtowany świat [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.
]]>To jedno z najbardziej tajemniczych miejsc w Polsce, w zamku jest pełno tajnych korytarzy, korytarzyków, pomieszczeń i przejść, do dzisiaj nie wiadomo, czy wszystkie zostały odkryte.
Zwraca moją uwagę, że o życiu Gütschowa posiadamy bardzo mało informacji, szczególnie z lat 30. i okresu II wojny światowej.
W wielu miejscach w zamku Czocha zobaczymy herb Gütschowa. Składa się z czterech pól. W dwóch przeciwległych umieszczono gryfy, a w pozostałych po trzy sześcioramienne gwiazdy. Wokół niego na wstędze umieszczone jest zawołanie rodu – „Frangens non flectes” (złamiesz, a nie zegniesz). Sugeruje to, że Gütschow posiadał, kwestionowane przez wielu badaczy historii zamku, prawo do herbu. Niewątpliwie na początku XX wieku posługiwanie się nim bezpodstawnie było karane.
Być może Gütschow zdążył kupić herb, a wybuch I wojny światowej nie pozwolił mu dokończyć związanych z tym formalności, w tym wpisu do rejestru szlachty. Po zakończonych tej wojny tytuły szlacheckie zostały zaś w Niemczech skasowane. Dlatego zapewne nie znajdujemy jego nazwiska w spisie niemieckiej szlachty.
Z kronikarskiego obowiązku odnotuję jeszcze przekazaną mi informację, że Gütschow w 1946 roku miał z synem po kryjomu odwiedzić zamek oraz że zmarł podobno w 1947 roku, a więc rok później niż się podaje w publikacjach.
W polskiej prasie i publikacjach wielokrotnie pisano o Gütschowie. Szczególnie licznie pod koniec lat 40., w czasie procesu osób oskarżonych o kradzież zamkowych skarbów, o którym piszę dalej.
W niektórych artykułach przypisywano Gütschowowi tytuł barona lub hrabiego. Jednak w przedwojennych publikacjach pisano o nim – dyrektor generalny. Jego żonę Józefinę natomiast włączono do rodu Rockefellerów, co nie znajduje nigdzie potwierdzenia. Zapewne wynikało to ze spekulacji na temat pochodzenia majątku Gütschowa i jego związków ze Stanami Zjednoczonymi.
Zastanawia powtarzana w wielu wydawnictwach informacja o związkach ostatniego właściciela zamku z białą emigracją rosyjską. Być może wynika to z branżowych, służbowych kontaktów właściciela, o czym piszę powyżej. Nie można też wykluczyć, że prowadził inne nieznane nam dziś interesy z Rosjanami. Pośrednio potwierdza to także znaczna liczba publikacji pisanych cyrylicą w zamkowej bibliotece i duży zbiór ikon oraz kolekcja popiersi carów rosyjskich. Na to nakładają się niesprawdzone relacje podające, że w posiadaniu Gütschowa była carska biżuteria, być może później ukradziona i wywieziona potajemnie przez burmistrza Leśnej i komendanta policji w tym mieście, o czym piszę dalej.
Na temat Ernesta Gütschowa przeprowadziłem wiele rozmów. Próbowałem pozyskać nowe informacje i weryfikować posiadane. Jeden z moich rozmówców zwrócił mi uwagę, że prawdopodobnie prowadził działalność szpiegowską. Z tą informacją koresponduje kolejna o znalezieniu na zamku na początku XXI wieku kryształków z mikrokropkami, tj. zdjęciami zmniejszonymi do wielkości kropki maszynowej, stanowiącymi niewątpliwie produkty techniki szpiegowskiej, a także częste przypisywanie temu miejscu działalności szpiegowskiej i wywiadowczej. Uzasadniałoby to także duże możliwości finansowe Gütschowa oraz brak informacji o jego osobie.
Wspomniano mi także, że mógł pełnić ważną funkcję w loży masońskiej oraz że był ustosunkowany w sferach przemysłowych i zapewne gościł na zamku wiele znaczących postaci przedwojennych Niemiec. W tym kontekście zakup zamku Czocha zapewne także nie był przypadkowy. Była to okazała rezydencja na uboczu wszelkich tras komunikacyjnych. Pozwalało to na dyskretne spotkania.
Nie można także wykluczyć, że aureola tajemniczości, która roztacza się wokół Gütschowa, jest całkowicie bezpodstawna i że był normalnym niemieckim przedsiębiorcą. Można jednak stwierdzić, że prowadził na dużą skalę działalność i to zapewne międzynarodową. Uzyskiwał znaczne dochody i gromadził kolekcję dzieł sztuki. Niewątpliwie związane z tym musiało być tworzenie i gromadzenie dokumentów. Oprócz tego właściciel kolekcjonował zabytkowe archiwalia. Zamek był niewątpliwie doskonałym miejscem dla ich przechowywania. Moje podejrzenia potwierdza fakt nazwania jednego z pomieszczeń – „archiwum” w protokole sporządzonym 9.10.1945 roku przez Karola Orlicza. Natomiast w relacji Krzysztofa Kąkolewskiego i kilku innych podaje się, że wejście do pokoju pancernego ukryte było pod stosem leżących na podłodze papierów. Zapewne były to nieważne dokumenty pozostałe po ich segregacji. Prawdopodobnie obecne pokoje – zbrojownia i sąsiednie, z wejściem do pokoju pancernego, były wykorzystywane do przechowywania cennych zbiorów i dokumentów. Drzwi do tych pomieszczeń posiadają solidne, trudne do sforsowania drzwi, stylizowane na gotyckie, wykonane z grubej blachy, wzmocnionej kutymi elementami, co niewątpliwie utrudnia ich sforsowanie. Zwróciło moją uwagę, że na tej kondygnacji wszystkie drzwi są w ten sposób wykonane.
Spotkałem się także z informacją, że część dokumentów Gütschow spalił w styczniu 1945 roku. Pomagał mu w tym podobno syn, jako jedyny wtajemniczony w działalność ojca. Niestety nie wiemy, co zawierały gromadzone na zamku Czocha dokumenty.
Do powyższych rozważań skłania także niespotykana w żadnym innym zamku na terenie Polski ilość ukrytych przejść, pozwalająca właścicielowi niespostrzeżenie przemieszczać się po jego terenie. Stawał się dzięki nim niewidzialny dla służby i gości. Mógł np. z komnaty książęcej bez korzystania z korytarzy, przejść do pokoju pancernego. Na pewno pytanie – kim był dyrektor Ernest Gütschow i co robił? – zachowuje cały czas aktualność.
Zamek Czocha. Dzieje, tajemnice, legendy, Marek Dudziak, Replika, Poznań 2016. Książkę można nabyć TUTAJ.
Czocha jest jedną z najbardziej intrygujących budowli Dolnego Śląska. Wzniesiono ją w XIII wieku, by strzegła ówczesnych granic. Od tego czasu przeszła wiele przebudów i była świadkiem dziejowych burz. Jednak historia obeszła się z nią łaskawie. Dlatego do dziś zachowuje unikatowy charakter, a jej monumentalna bryła stała się symbolem Pogórza Izerskiego.
Zamek skrywa też wciąż wiele tajemnic. To właśnie o nich oraz o równie pasjonujących dziejach budowli pisze Marek Dudziak.
Przedstawia historię Czochy, opisuje jej wygląd ‒ wczoraj i dziś. Przybliża postaci najważniejszych i najbardziej intrygujących właścicieli.
Jest przewodnikiem po dostępnych dla turystów komnatach i pomieszczeniach. Pisze o legendach, skarbach, czasach II wojny światowej. Jako aktywny badacz sekretów zamku stawia wiele fascynujących pytań, które wciąż pozostają bez odpowiedzi.
Dopełnieniem bogatego w treść tekstu jest obszerna kolekcja ilustracji ukazujących zamek. Są to zarówno fotografie współczesne, jak i reprodukcje pocztówek oraz obrazów z przeszłości.
Pasjonująca lektura dla wszystkich chcących zamek Czocha poznać bliżej. Dla tych, którzy mieli już okazję go odwiedzić, ale również dla tych, którzy w jego gościnne i zagadkowe mury dopiero pragną zawitać.
Marek Dudziak, prawnik, wydawca, podróżnik oraz tropiciel tajemnic historii. Założyciel miesięcznika „Odkrywca”. Autor książek o niezwykłych i zagadkowych budowlach Dolnego Śląska.
Artykuł Jedno z najbardziej tajemniczych miejsc w Polsce. Do dziś nie odkryto wszystkich jego tajnych pomieszczeń pochodzi z serwisu Niezłomni.com.
]]>Jak określić relacje między Kościołem a wolnomularstwem? W dostępnej literaturze niekiedy bywają one charakteryzowane terminem „wrogość”, kiedy indziej jest mowa o „przeciwnikach” lub o „konkurentach” do rządu dusz. Mimo pewnej zbieżności znaczeniowej każde z tych słów posiada zupełnie inny ciężar. Niewątpliwie najmocniejszym z nich jest określenie „wróg”, które zgodnie ze „Słownikiem języka polskiego” odnosi się do „człowieka nieprzyjaźnie usposobionego wobec kogoś”, „człowieka zwalczającego coś” czy wreszcie do „czegoś, co szkodzi komuś lub czemuś”.
Dla wroga nie może być litości, bo jak podkreślał generał Sun Tzu, w tym przypadku podejście musi być zawsze bardzo radykalne: „Wroga należy ujarzmić, stawiając go w niekorzystnej sytuacji; nie dać mu odpocząć, zwabić go, by się udał tam, gdzie tego chcemy”. Z kolei „przeciwnik” to wprawdzie również „ten, kto występuje przeciw komuś lub czemuś”, ale równocześnie „ten, kto rywalizuje z kimś w walce sportowej”. Stosunkowo najłagodniejszym jest określenie „konkurent”, w przypadku którego nie ma nacechowania emocjonalnego stwierdzenie faktu — „osoba lub firma konkurująca z innymi”. Różnica jakościowa dzieląca „wroga” od „konkurenta” jest olbrzymia.
Aneks
Wybór dokumentów ilustrujących relacje między Kościołem a wolnomularstwem
Na aneks składa się 10 najważniejszych dokumentów ilustrujących relacje między Kościołem a wolnomularstwem na przestrzeni blisko 300 lat istnienia i działalności tego ostatniego. Wybór rozpoczyna Konstytucja Apostolska „In eminenti” papieża Klemensa XII, będąca pierwszą oficjalną wypowiedzią Stolicy Apostolskiej w sprawie masonerii, a kończy opublikowany anonimowo komentarz Josepha kard. Ratzingera „Riflessioni” z 1985 roku. W aneksie świadomie pominięto poświęconą w całości „Sekcie Masońskiej” Encyklikę papieża Leona XIII. Jest to niewątpliwie bardzo ważny dokument, jednakże w tym wyborze zrezygnowano z niego z uwagi na znaczną objętość oraz na fakt jego stosunkowo łatwej dostępności. Dokumenty zaprezentowane zostały tu w językach oryginalnych, tj. w takich, w których były one pierwotnie spisywane i ogłaszane (łacina, niemiecki i włoski).
Dokument nr 1
Konstytucja Apostolska IN EMINENTI APOSTOLATUS SPECULA papieża Klemensa XII, 28 kwietnia 1738 r.
Dokument nr 2
Konstytucja Apostolska PROVIDAS ROMANORUM PONTIFICUM papieża Benedykta XIV, 18 marca 1752 r.
Dokument nr 3
Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917
Dokument nr 4
Protokół tzw. konferencji akwizgrańskiej
Dokument nr 5
Deklaracja z Lichtenau, 5 lipca 1970 r.
Dokument nr 6
Oświadczenie Konferencji Biskupów Niemieckich podsumowujące wnioski zrozmów komisji pod przewodnictwem bpa Josefa Stimpfle zkomisją utworzoną przez Zjednoczone Wielkie Loże Niemiec, 28 kwietnia 1980 r.
Dokument nr 7
Deklaracja SACRA CONGREGATIO Kongregacji Nauki Wiary „O katolikach, którzy zapisują się do stowarzyszeń masońskich”, 17 luty 1981 r.
Dokument nr 8
Kanon 1374 Kodeksu Prawa Kanonicznego promulgowanego przez Jana Pawła II, 26 maja 1983 r.
Dokument nr 9
Deklaracja QUAESITUM EST Kongregacji Nauki Wiary, 26 listopada 1983 r.
Dokument nr 10
„RIFLESSIONI” — Refleksje Josepha kard. Ratzingera w rok po ogłoszeniu Deklaracji Kongregacji Nauki Wiary, 23 lutego 1985 r.
Norbert Wójtowicz, Wolnomularstwo a Kościół katolicki - Wrogowie, przeciwnicy czy konkurenci?, Ostoja, Kraków.
Książkę można nabyć TUTAJ.
Nota o autorze
Norbert Wójtowicz (ur. 1972) – historyk, teolog, pedagog i publicysta. Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego i Papieskiego Fakultetu Teologicznego we Wrocławiu, od 2003 doktor nauk humanistycznych. Pracownik kilku wyższych uczelni, od 2006 pracownik Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (obecnie OBEP IPN we Wrocławiu). Od 2008 członek Zarządu Światowej Rady Badań nad Polonią (The World Research Council on Poles Abroad). Autor i redaktor szeregu publikacji poświęconych historii i myśli wolnomularstwa, m.in. Masoneria. Mały słownik (2006), Wielki Architekt Wszechświata. Teologiczna krytyka masońskich wizji Boga (1999), Masoni w wielonarodowościowej II Rzeczypospolitej (2011), Rozmowy o masonerii (2005) i Antymasońska kampania 1938 (2005). Za swoją pracę i działalność społeczną odznaczony m.in. Brązowym Krzyżem Zasługi RP, Brązowym Medalem „Za zasługi dla obronności kraju”, Medalem Komisji Edukacji Narodowej, Odznaką honorową „Za Zasługi dla Turystyki”, Medalem „Pro Patria” i Medalem „Pro Memoria”, Srebrnym Medalem Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej oraz Brązowym Medalem Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”.
Artykuł Wolnomularstwo a Kościół katolicki. Wrogowie, przeciwnicy, konkurenci? pochodzi z serwisu Niezłomni.com.
]]>„Hasła walki z religią, z Kościołem, z wartościami nadprzyrodzonymi rozbrzmiewają dzisiaj wszędzie: w szkole, w biurach, w instytucjach publicznych, urzędach, przy warsztatach pracy, w klubach politycznych i w sejmie. Jest to rezultat wytężonej, od lat szeregu trwającej propagandy, ogarniającej stopniowo wszystkie dziedziny życia.
Źródła tej propagandy, której ośrodek główny leży poza Polską — są wprawdzie bardzo różnorodne, ale cele są te same. Propaganda ta zmierza do całkowitego spoganizowania Polski” – te słowa Mieczysław Skrudlik (1887-1941) napisał osiemdziesiąt lat temu, ale do dziś nie straciły na aktualności.
Znawca i badacz tajnych stowarzyszeń, jeden z twórców polskiej Policji w II RP, doktor teologii wskazuje, że najważniejszym ośrodkiem działalności antykatolickiej jest masoneria. Prezentuje jej cele, historie, organizacje krypto masońskie oraz wpływy wolnomularstwa w II RP.
Mieczysław Skrudlik, Masoneria w Polsce, Ostoja, Kraków.
Książkę można zamówić TUTAJ.
Wstęp do książki
Hasła walki z religią, z Kościołem, z wartościami nadprzyrodzonymi rozbrzmiewają dzisiaj wszędzie: W szkole, w biurach, w instytucjach publicznych, urzędach, przy warsztatach pracy, w klubach politycznych i w sejmie.
Jest to rezultat wytężonej, od lat szeregu trwającej propagandy, ogarniającej stopniowo wszystkie dziedziny życia.
Źródła tej propagandy, której ośrodek główny leży poza Polską — są wprawdzie bardzo różnorodne, ale cele są te same.
Propaganda ta zmierza do całkowitego spoganizowania Polski.
[quote]Głównym i najpotężniejszym ośrodkiem antykościelnej i antyreligijnej działalności na ziemiach naszych jest masoneria. Czterokrotnie udało się, dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, wejść w posiadanie autentycznych dokumentów masonerii. W r. 1785 Lanz, członek masońskiej sekty Iluminatów bawarskich, został w Ratyzbonie rażony piorunem w chwili przenoszenia tajnych dokumentów. Policja bawarska znalazła przy nim papiery tak dalece kompromitujące, że sądy bawarskie natychmiast wdały się w tę sprawę. Dokonano rewizji w lokalu loży i sprawa zakończyła się głośnym procesem, jednakże przywódca Iluminatów, Weishaupt, zdołał uciec.[/quote]
Wszystkie dowody dotyczące tego procesu znajdują się w archiwum monachijskim.
Drugi wypadek zdarzył się w roku 1845. Wówczas to Watykan zdołał wydostać papiery należące do archiwum „Wielkiej Wenty Rzymskiej”.
Dokumenty te opublikował Cretineau Jolu w pracy swej: „Kościół rzymski wobec rewolucji”.
W roku 1919 narodowy rząd węgierski, który obalił republikę Beli Kuna, znalazł w loży budapesztańskiej dokumenty świadczące o antypaństwowej i antyrządowej działalności lóż.
Wreszcie „Lidze Katolickiej” we Francji, działającej pod kierownictwem gen. Castelnau, udało się w ostatnich latach zdobyć szereg dokumentów masońskich, rzucających światło na akcję tej organizacji w dobie obecnej. Historia tej tajnej organizacji międzynarodowej do wieku XVIII przedstawia się dotąd niejasno i znana jest głównie z opracowań historyków związanych z tą organizacją.
Anglia była ojczyzną najstarszych związków masońskich, które, jak świadczą zachowane dokumenty, istniały tam już w wieku XIV i XV. „Duch tradycji żydowskich ciążył w tych związkach, i kto wie, czy one nie przygotowały reformacji” — pisze jeden z współczesnych historyków, a przypuszczenie to posiada uzasadnienie w dokumentach, przytoczonych w pracy S. Oppenheim „Żydzi a wolnomularstwo w Ameryce do roku 1810”.
Okazuje się na podstawie tych źródeł, że już w połowie XVII w. żydzi holenderscy zakładali w Ameryce Północnej pierwsze loże i utrzymywali ścisły kontakt z lożami angielskimi i z przywódcami tzw. reformacji angielskiej. Charakter rewolucji religijnej w Anglii, dogmatyczne i społeczne założenia sekt z czasów dyktatury Cromwella, streszczające się w podporządkowaniu Nowego Testamentu wytycznym Starego Zakonu, zdają się również potwierdzać przypuszczenia na temat udziału żydów w organizowaniu masonerii i ruchów antykatolickich w Anglii.
Na widownię życia publicznego wypłynęła masoneria w początkach XVIII stulecia. W roku 1717 cztery loże wolnomularskie w Londynie połączyły się w jedną „Wielką Lożę” i wybrały pierwszego wielkiego mistrza.
Poza Anglią, na kontynencie europejskim pierwsze loże powstały w latach 1725-1730.
Udział masonerii w przygotowaniu tzw. „wielkiej” rewolucji francuskiej nie ulega już dzisiaj żadnej kwestii.
Żądania i projekty zmian ustroju państwowego, które w przeddzień rewolucji napływały ze wszystkich zakątków Francji do Paryża, były opracowane w tajnych organizacjach masońskich.
W rewolucji francuskiej masoneria odegrała rolę czynnika kierującego, ona też wypracowała ideologię „wielkiej” rewolucji. Jej dziełem jest „przewrót umysłowy” XVIII wieku.
„Przewrót” ten polega na zerwaniu ostatecznym między rozumem ludzkim a religią. Filozofia encyklopedystów, promieniująca na całą ówczesną Europę, roznoszona po świecie przez mnożące się jak grzyby po deszczu organizacje masońskie, uderza z całą siłą w ówczesny ustrój kościelno-hierarchiczny.
Niedowiarstwo religijne ogarnia całą ówczesną elitę umysłową Europy. „Przewrót umysłowy” niesie z sobą „oświecenie”.
[quote] „Oświecenie” — to przede wszystkim walka z przesądami, czyli z tym wszystkim, co opierało się na dogmatach wiary i co trąciło tradycją. „Przesądem” był Bóg i religia, król i hierarchia państwowa, przywileje stanowe szlachty i duchowieństwa, patriarchalizm rodzinny. Przykład idzie z góry: Rousseau oddaje swe dzieci do domu podrzutków... Wszystko, co trwa w dawnych obyczajach, to „ciemnota i barbarzyństwo”. Wiedzę daje tylko poznanie zmysłowe, a rozum przenika treść i znaczenie poznanych prawd. Prawa natury, rządzące światem, formuje „filozofia naturalna”. Ona wskazuje człowiekowi jego „prawa naturalne”, wytycza mu „etykę naturalną”. Jeżeli istnieją jakieś siły, rządzące naturą, możniejsze od człowieka, to uznanie ich staje się treścią „religii naturalnej”. Siły te „przewrót umysłowy” określa mianem „Najwyższej Istoty” lub „Opatrzności”. Pojęcie to nie ma nic wspólnego z pojęciem Boga jakiejkolwiek religii. Jest to ów masoński „Wielki Budowniczy Świata”.[/quote]
„Przewrót umysłowy” XVIII wieku odzwierciadla się w etyce i obyczajach. Skoro rozum wskazuje prawa „etyki naturalnej”, to oczywiście aprobata etyczna każdego uczynku zależy od własnej oceny działającej jednostki. Toteż nie ma okresu, w którym by dyplomacja była bardziej cyniczna i bezczelna, jak w wieku XVIII”. W roku 1773 Wielka Loża Narodowa Francji zamieniła się na „Wielki Wschód”. Data ta jest ważną z tego względu, że wiąże się ona z tarciami pomiędzy masonerią angielską i francuską. Przemiana Wielkiej Loży na Wielki Wschód była właśnie wyrazem tych tarć i przejawem uniezależnienia się masonerii kontynentalnej od masonerii angielskiej. Tarcia te istnieją dotąd. Masoneria angielska posiada umiarkowany charakter, masoneria francuska (romańska) jest rewolucyjna; masoneria romańska jest zdecydowanie antyreligijna i antychrześcijańska, masoneria angielska jest deistyczna.
Główną powszechną cechą masonerii, jej celem jest walka z Kościołem katolickim i z ustrojami państwowymi, nie opartymi na ludowładztwie.
Masoneria zmierza do obalenia wszelkiego porządku historycznego i do zastąpienia go „prawem natury” i „prawami jednostki”.
W miejsce narodów, idei narodowej wprowadza masoneria „ludzkość”, a za instancję najwyższą, zdolną do opanowania wszystkiego, uznaje rozum ludzki.
Mieczysław Skrudlik
Spis treści
Wstęp
Rozdział I
Cele masonerii
Rozdział II
Zasłony dymne
Rozdział III
Z przeszłości masonerii w Polsce
Rozdział IV
Masoneria w dobie współczesnej
Rozdział V
Organizacje kryptomasońskie
Rozdział VI
Przenikanie wpływów i ideologii masonerii
Zakończenie
Artykuł O roli masonerii w polityce pochodzi z serwisu Niezłomni.com.
]]>Ks. Józef Warszawski, Zwięzły komentarz.
Książkę można nabyć TUTAJ.
O autorze
Ksiądz Józef Warszawski SJ Sodalis Marianus, doktor teologii, harcmistrz, pisarz, twórca filozofii uniwersalizmu chrześcijańskiego. Urodził się 9 marca 1903 r. w Hamburgu. W 1919 r. przyjechał wraz z rodziną do Ostrowia Wielkopolskiego, skąd rodzina została wysiedlona przez Prusaków. Tam ukończył gimnazjum. Studia filozoficzne odbył w Krakowie a teologiczne w Lublinie. Doktorat filozofii otrzymał w rzymskim Gregorianum. W 1924 r. wstąpił do zakonu jezuitów. Był natchnionym kaznodzieją. W czasie okupacji ukrywał się; wygłaszał „Rekolekcje narodowe”. Ściśle związany z ruchem narodowym, pisał w podziemnym piśmie „Sztuka i Naród”. W Powstaniu Warszawskim kapelan oddziałów zgrupowania Radosława, z którym przeszedł cały szlak bojowy od Woli poprzez Starówkę i Śródmieście do Czerniakowa. Odznaczony orderem Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych. Po upadku powstania dostał się do niewoli, którą spędził w obozie jenieckim. Przez cały ponad czterdziestoletni pobyt za granicą zaangażowany w duszpasterstwo Polonii i jako kierownik sekcji polskiej Radio Vaticana i jako autor znanych i cenionych dzieł o tematyce religijnej, filozoficznej i społecznej. Jego najważniejsze prace to: Zasady ustroju społecznego (1943), Myśl jest bronią (1947), Rapsodia Mariana (1952), Katolickość Mickiewicza (1956), La Chiesa eroica di Polonia (1959), Największy z międzynarodowych Polaków św. Stanisław Kostka (1961), Vocationem Liber Autobiographicum Poloniae Provinciae Proprius 1577–1580 (1966), Studia nad wyznaniowością religijną marszałka Józefa Piłsudskiego (1978), Modli się świat niekatolicki (1983). Wrócił do kraju w 1994 r., umarł 1 listopada 1997 r. Pochowany na Powązkach w Warszawie.
Artykuł Kim jest „Wielki Budowniczy Świata”, któremu hymny śpiewają masoni? pochodzi z serwisu Niezłomni.com.
]]>Artykuł Janusz Korwin-Mikke: Wszystkie podręczniki do nauki historii są tworzone przez Wielki Wschód Francji pochodzi z serwisu Niezłomni.com.
]]>