,,Byłem świadkiem w procesie szesnastu”. Fragmenty z pokazowego procesu moskiewskiego polskich przywódców [WIDEO]

w II wojna światowa


Zachęcamy do obserwowania strony na Twitterze

W czerwcu 1945 roku w Moskwie przed sądem stanęli przywódcy Polskiego Państwa Podziemnego. W pokazowym tzw. procesie szesnastu zostali oni skazani za organizację podziemnych oddziałów zbrojnych Armii Krajowej, działalność terrorystyczno-dywersyjną oraz szpiegowską podziemnych oddziałów zbrojnych AK i NIE, a także przygotowania wystąpienia zbrojnego przeciwko ZSRS. Jednym ze świadków w tym procesie był Włodzimierz Mikuć.

DAREK SZCZECINA: – Był Pan jednym z najmłodszych partyzantów na Wileńszczyźnie. Ile Pan miał lat gdy trafił do lasu?
WŁODZIMIERZ MIKUĆ: – Poszedłem do lasu w listopadzie 1943 roku. Miałem wtedy 16 lat. Trafiłem do 1 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej „Juranda”. Naszym dowódcą był były oficer artylerii w Wilnie por. Czesław Grąbczewski. Brygada działała na północ od Wilna. Dowódcą mojej kompanii był Korab Żebryk, który po śmierci Juranda w czasie akcji „Ostra Brama” przejął dowództwo nad Brygadą.

Po wileńskiej operacji nastąpiło rozbrojenie i uwięzienie oddziałów AK.

– Jak Pan tego uniknął?
WŁODZIMIERZ MIKUĆ: – Początkowo była wersja taka, że z nas miała zostać utworzona dywizja piechoty i z Armią Czerwoną mieliśmy dalej wojować. Ale to był tylko podstęp. Tak. Komendant okręgu gen. „Wilk” – Aleksander Krzyżanowski został aresztowany z całym sztabem. W tym czasie partyzanci byli na koncentracji w miejscowości Miedniki Królewskie pod Wilnem. Gdy Rosjanie zaczęli nas rozbrajać podejmowano próby ucieczki. Jednak większość partyzantów została wywieziona do Kaługi i tam pracowali przy wyrębie lasu. Zostali zwolnieni w 1946 roku i mogli wrócić do domu.

– Jednak Panu udało się uniknąć tego losu.
WŁODZIMIERZ MIKUĆ: – Z partyzantów, którzy uciekli z miejsca koncentracji utworzono tzw. Oddziały Samoobrony Wileńskiej AK. Ja trafiłem do oddziału por. Serbiusza Kościałkowskiego „Fakira”, który wcześniej, u „Juranda”, był zastępcą dowódcy kawalerii. W oddziale było nas około 80 partyzantów. Ja dowodziłem dwudziestką kawalerzystów. Nasz oddział działał od sierpnia 1944 roku do 24 marca 1945 roku. 4 lutego, gdy po całodziennym boju z NKWD w miejscowości Raubiszki zginął „Fakir” przejąłem po nim dowództwo oddziału. Ostatni nasz bój miał miejsce w miejscowości Ławrze koło Ośmian. Walka trwała całą noc a wioska została praktycznie cała spacyfikowana. Partyzantów wyłapanych przez NKWD na miejscu rozstrzeliwano. Ja uratowałem się tylko dlatego, że byłem dowódcą oddziału.

– Był Pan więziony w Wilnie na Łukiszkach a potem w Moskwie.
WŁODZIMIERZ MIKUĆ: – W Wilnie byliśmy „białyje bandyty”. Po przewiezieniu do Moskwy zmieniło się nastawienie do nas. Byliśmy już żołnierzami Armii Krajowej. Przygotowywano nas do procesu. Mieliśmy występować w roli świadków, jako ci, co walczyli na zapleczu Armii Czerwonej.

– Jak was tam traktowano?
WŁODZIMIERZ MIKUĆ: – Od momentu przyjazdu do Moskwy na Łubiance siedzieliśmy w pojedynczych celach. Warunki nie były złe. Sale były w miarę duże, około czterech metrów kwadratowych, normalne łóżko, śniadanie, obiad i kolacja. Niezbyt smaczne ale zawsze coś. Co kilka dni odwiedzała mnie pielęgniarka. Bibliotekarka przynosiła książki. Wtedy nauczyłem się rosyjskiego. Natomiast męczące były przesłuchania, które odbywały się tylko w nocy. A w dzień spać nie było wolno. Cały czas w celi paliło się światło, nie można było wkładać rąk pod koc. Przesłuchania odbywały się na zasadzie pytanie – odpowiedź. Nie było bicia i maltretowania. Ale zdarzało się, że prowadzono na przesłuchanie o 23, wchodził oficer z sąsiedniego pokoju i ze śledczym grał w szachy. A człowiek całą noc siedział na stołku i kimał. W dzień wypuszczano nas na spacer, na dachu. Ale każdy miał osobny boks. Przez cały pobyt na Łubiance nie widziałem nikogo z wyjątkiem śledczych i personelu. Nawet gdy prowadzono na przesłuchanie unikano spotkania z innymi osadzonymi.

– Czy pamięta Pan sam proces przywódców Polskiego Państwa Podziemnego?
WŁODZIMIERZ MIKUĆ: – Na salę rozpraw zostałem wprowadzony dwa razy. Nie rozeznawałem się kto z nich jest sędzią, kto prokuratorem, a kto obrońcą. Raz spytano mnie o nazwisko, pseudonim, funkcję w AK i na jakim terenie działałem. Drugi raz tylko pokazano moją osobę. Żadnych pytań nie zadawano.

Wojskowy Sąd Najwyższy ZSRS skazał dowódcę Armii Krajowej na 10 lat więzienia, a wicepremiera Rządu RP Jana Jankowskiego na 8 lat. Pan też był sądzony. Ile Panu dołożyli i z jakiego tytułu?
– Ja otrzymałem 8 lat tzw. „uzdrowicielski łagier” z paragrafu 58, 1a11, to jest za zdradę ojczyzny z bronią w ręku. Trafiłem na Północny Ural, gdzie pracowałem przy wyrębie lasu razem z kryminalistami. W 1950 r. nas politycznych przewieziono do Karagandy.

– Dlaczego po zakończeniu wyroku nie powrócił Pan do kraju?
WŁODZIMIERZ MIKUĆ: – Nie było takiej możliwości. W marcu 1953 r. trafiłem do Akmeńska na zsyłkę. Musieliśmy meldować się na posterunku milicji. Dopiero w listopadzie powiadomiono nas, że Polacy będą odsyłani do kraju. Wróciłem pierwszym transportem. Przyjechałem na Wybrzeże, gdzie już była moja matka.

wywiad został opublikowany na stronie wiadomosci24.pl

(544)


Dołącz, porozmawiaj, wyraź swoją opinię. Grupa sympatyków strony Niezlomni.com

Redakcja serwisu Niezłomni.com nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach użytkowników. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Jednocześnie informujemy, że komentarze wulgarne oraz wyrażające groźby będą usuwane.
Ładowanie komentarzy Facebooka ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*

Korzystając z formularza, zgadzam się z polityką prywatności portalu

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.