Halina Wołłowicz

To ona cudem uratowała życie Rajmunda Kaczyńskiego, ojca Lecha i Jarosława. „Dokładnie tam, gdzie chwilę wcześniej siedzieliśmy, padł pocisk. Wszyscy zginęli”

w Bohaterowie


Zachęcamy do obserwowania strony na Twitterze
Halina Wołłowicz
Halina Wołłowicz

Tak opisywał Rajmunda Kaczyńskiego syn – Lech, prezydent RP, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem: – Mój świętej pamięci ojciec walczył na Mokotowie. Już w pierwszym dniu Powstania, podczas szturmu na Tor Wyścigów Konnych na Służewcu, został poważnie ranny w rękę. Kontynuował jednak walkę – najpierw był dowódcą drużyny, potem plutonu. Został odznaczony krzyżem orderu Virtuti Militari.

Już choćby przez to, przez jego losy, tradycja Powstania była w moim rodzinnym domu szczególnie pielęgnowana. W dzieciństwie w naszym domu wiele mówiło się o Armii Krajowej i o Powstaniu Warszawskim – zarówno wojna, jak i Powstanie były dla mnie oczywistym elementem najnowszej historii Polski. Jak pamiętam, zupełnie inaczej przedstawiano okupację i Powstanie w szkole. W tamtych czasach, czasach „głębokiego PRL-u”, gloryfikowano Gwardię Ludową i Armię Ludową, szkalowano AK, natomiast samo Powstanie Warszawskie prezentowano jako tragiczny błąd, inicjatywę służącą niskim celom polityków rządu londyńskiego – mówił w rozmowie z dziennikiem „Fakt”.

Rannego Rajmunda Kaczyńskiego zapamiętała także sanitariuszka Halina Wołłowicz. – Moim pierwszym rannym był kolega z konspiracji Rajmund Kaczyński „Irka”. To były pierwsze godziny powstania. Był ciężko ranny w rękę. Miał urwany kciuk, trzymał się tylko na jednej żyłce. Nie wiedziałam co robić, bo kazał mi obciąć ten palec. Nie zrobiłam tego. Po opatrzeniu rany, wysłałam go do punktu sanitarnego

wspomina w rozmowie z „Wirtualną Polską”.

Przypomina, że to ona uratowała mu życie:

Zdjęcie wykonane pomiędzy wrześniem 1943 r. a lipcem 1944 r. na tajnych kompletach Wydziału Chemii UW. Rajmund siedzi trzeci z prawej (profilem). Pierwsza z lewej siedzi Alina Surmacka (Szcześniak), córka płk. Władysława Surmackiego, współzałożyciela Związku Organizacji Wojskowej w KL Auschwitz, pierwszego jej komendanta i wykonawcy tajnych map obozu, rozstrzelanego w 1942 r. w Magdalence.
Zdjęcie wykonane pomiędzy wrześniem 1943 r. a lipcem 1944 r. na tajnych kompletach Wydziału Chemii UW. Rajmund siedzi trzeci z prawej (profilem). Pierwsza z lewej siedzi Alina Surmacka (Szcześniak), córka płk. Władysława Surmackiego, współzałożyciela Związku Organizacji Wojskowej w KL Auschwitz, pierwszego jej komendanta i wykonawcy tajnych map obozu, rozstrzelanego w 1942 r. w Magdalence.

To była już całkiem inna sytuacja. Po naszej klęsce, pierwszego dnia powstania, wycofaliśmy się do Chojnowa. Rajmund, jako ranny, nie został zabrany. Podobnie jak inni ranni, którzy musieli pozostać w Warszawie. Wielu z nich spotkał straszliwy los. Po dwóch tygodniach partyzantki gen. Tadeusz Bór-Komorowski wydał rozkaz, żeby wszystkie oddziały, które się wycofały, obowiązkowo wróciły do Warszawy. Przed wymarszem wzięliśmy jeszcze udział w uroczystej mszy, licznie przystępując do komunii. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że wielu tego powrotu nie przeżyje. Warszawa była wtedy otoczona przez Niemców tzw. pierścieniem śmierci.

– Za pierwszym razem rozbito nas potwornie. Mieliśmy zły wywiad. Myśleliśmy, że tam są małe jednostki niemieckie. Okazało się, że to były znakomicie uzbrojone oddziały z artylerią. Rozbili nas pod Wolicą. Podczas drugiego podejścia dotarliśmy niemal do pozycji niemieckich. Słyszałam, jak wydawali rozkazy po niemiecku: „Feuer!” To była nasza kolejna klęska. Wielu zabitych i rannych. Za trzecim razem dostaliśmy się bez jednego wystrzału do Warszawy. Pomogli nam węgierscy żołnierze, których napotkaliśmy po drodze. Doradzili, jak przecisnąć się niezauważenie przez niemieckie posterunki.

Kiedy byliśmy w Chojnowie i patrzyliśmy w stronę Warszawy, widzieliśmy czerwoną łunę nad miastem. Wiedzieliśmy dokąd i do czego wracamy. Warszawa wtedy walczyła. Nie była jeszcze zrujnowana, bo minęły zaledwie dwa tygodnie od rozpoczęcia powstania. To była Warszawa walcząca i Warszawa płonąca. I myśmy już do końca powstania w tej Warszawie byli. Dużo nas zginęło, wielu było rannych, niektórzy zrezygnowali. Pierwszego dnia powstania było nas około 320 osób. Ostatniego dnia – dwudziestu.

Rajmund i Jadwiga Kaczyńscy z synami, Sopot 1954. fot. Archiwum rodzinne
Rajmund i Jadwiga Kaczyńscy z synami, Sopot 1954. fot. Archiwum rodzinne

Po powrocie dostaliśmy się do naszej kwatery na ul. Puławskiej 132. Kiedy Rajmund Kaczyński dowiedział się, że wróciliśmy i że ja także jestem, przyszedł nas odwiedzić. Byliśmy wyczerpani po przeprawie i po nieudanych pierwszych powrotach do Warszawy. Siedzieliśmy w pokoju na podłodze przy oknie. W pewnym momencie poczułam, że muszę jak najszybciej stamtąd wyjść. Trudno mi to dzisiaj wytłumaczyć. Zaproponowałam Rajmundowi, by poszedł ze mną na grób naszego kolegi. Pamiętam, że Rajmund się bardzo obruszył i powiedział, że on tu przyszedł, żeby porozmawiać, a ja już chcę gdzieś iść. Wtedy powiedziałam mu, że bardzo go proszę, żeby ze mną wyszedł. Zeszliśmy na dół, pokonaliśmy jakieś 50 metrów i dokładnie w tym miejscu, gdzie wcześniej siedzieliśmy, padł pocisk. Wszyscy, którzy tam byli, zginęli. W ten sposób jemu i sobie uratowałam życie.

Zdjęcie ślubne Rajmunda Kaczyńskiego z Jadwigą Kaczyńską z Jasiewiczów.
Zdjęcie ślubne Rajmunda Kaczyńskiego z Jadwigą Kaczyńską z Jasiewiczów.

Biogram powstańczy Rajmunda Kaczyńskiego:
W konspiracji od 1941 roku, żołnierz Związku Walki Zbrojnej, następnie Armii Krajowej. W 1943 r. ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Piechoty uzyskując stopień plutonowego podchorążego. Przydział w lipcu 1944 r. – Komenda Główna Armii Krajowej – pułk „Baszta” – batalion „Karpaty” – kompania K-1 – II pluton – dowódca drużyny

Oddział:
Komenda Główna Armii Krajowej – pułk „Baszta” – batalion „Karpaty” – kompania K-1 – II pluton

Odznaczenia:
Krzyż Virtuti Militari V klasy (rozkaz Dowódcy AK nr. 512 z 2.10.1944), Krzyż Walecznych.

(1362)


Dołącz, porozmawiaj, wyraź swoją opinię. Grupa sympatyków strony Niezlomni.com

Redakcja serwisu Niezłomni.com nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach użytkowników. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Jednocześnie informujemy, że komentarze wulgarne oraz wyrażające groźby będą usuwane.
Ładowanie komentarzy Facebooka ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*

Korzystając z formularza, zgadzam się z polityką prywatności portalu

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.