polskie Termopile – Niezłomni.com https://niezlomni.com Portal informacyjno-historyczny Sun, 03 Dec 2023 21:00:15 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=4.9.8 https://niezlomni.com/wp-content/uploads/2017/08/cropped-icon-260x260.png polskie Termopile – Niezłomni.com https://niezlomni.com 32 32 11 czerwca 1694 r. doszło do bitwy zwanej polskimi Termopilami. 400 kontra 40 tys. Tatarów! https://niezlomni.com/11-czerwca-1694-r-doszlo-do-bitwy-zwanej-polskimi-termopilami-400-kontra-40-tys-tatarow/ https://niezlomni.com/11-czerwca-1694-r-doszlo-do-bitwy-zwanej-polskimi-termopilami-400-kontra-40-tys-tatarow/#respond Tue, 12 Jun 2018 12:14:35 +0000 https://niezlomni.com/?p=48957

11 czerwca 1694 roku kilkuset polskich husarzy i pancernych skutecznie odparło atak nawet sto razy liczniejszej armii tatarskiej. Z powodu olbrzymiej dysproporcji sił bitwa pod Hodowem bywa nazywana polskimi czy też husarskimi Termopilami. Jak walczącym pieszo elitarnym polskim kawalerzystom udało się obronić przed przeważającymi liczebnie siłami wroga?

W obronie przed Turkami i Tatarami

[caption id="" align="alignright" width="300"]Hetman Stanisław Jabłonowski Hetman Stanisław Jabłonowski na obrazie Piotra Michałowskiego (domena publiczna).[/caption]

Od 1683 do 1699 roku Rzeczpospolita pozostawała w stanie wojny z Imperium Osmańskim. Konflikt, który kojarzony jest głównie z wiktorią wiedeńską po kolejnej nieudanej wyprawie do Mołdawii w roku 1691 przybrał nowy wymiar. Wyniszczona została armia koronna, a Jan III Sobieski stracił siłę, by wpływać na sprawy państwa. Kolejne niepowodzenia, pogarszający się stan zdrowia i wyczerpanie psychiczne nie spowodowały oczywiście zupełnego braku kontroli nad sprawami państwa, ale na polu polityki zagranicznej król oddał duże pole do popisu Marysieńce.

Dominujący wpływ na toczącą się wojnę mieli od tej pory hetmani koronni, wśród nich zwłaszcza Stanisław Jabłonowski. Konieczności odbudowy wojska przeszkadzały konflikty natury politycznej i parcie opinii szlachty ku zawarciu pokoju przy mediacji tatarskiej – taką propozycję przedstawił w 1692 poseł chana krymskiego, zachęcając jednocześnie do wojny z Rosją. Rola pośrednika nie przeszkodziła jednak Tatarom w najeździe na Wołyń.

Po odparciu tego najazdu przystąpiono do budowy szeregu fortyfikacji, które miały za zadanie chronić pas graniczny i jednocześnie pomagać w przerywaniu dostaw do zajętego przez Turków Kamieńca Podolskiego. Hetman Jabłonowski, który nakazał tworzenie tych umocnień wiedział, że wobec skromnych sił niemożliwym jest odbicie tej kresowej twierdzy siłą, ale realne jest późniejsze odzyskanie jej z rąk tureckich, o ile mahometanie nie umocnią się w niej na stałe.

W kwietniu 1694 pojawiły się wiadomości o gromadzeniu się zaopatrzenia dla Kamieńca Podolskiego, połączone z możliwością ataku ordy na Wołyń. Wiadomość okazała się wówczas fałszywa. Właściwy transport tzw. zachara ruszył dopiero w dwa miesiące później. Przez Dniestr ogromna dostawa potrzebnych odciętej twierdzy towarów miała przepłynąć na podczepionych do koni wielkich snopach sitowia. Był to znany tatarski sposób, stosowany także przy transporcie ludzi. Tatarzy pomyślnie dostali się do Kamieńca odpychając próbującego im przeszkodzić gen. Brandta. Stamtąd ruszyli na północ, wzdłuż rzeki Strypy i po kilku dniach rozbili obóz koło Złoczowa, który położony jest w odległości mniejszej niż 70 kilometrów od Lwowa.

Wojciech Kossak, „Chorągiew husarska”

Gdy we Lwowie – w którym wówczas przebywał król – bito w dzwony, małe oddziały kawalerii z południowych szańców zmierzały na północ w ślad za Tatarami. Rozpoznając koncentrację wojsk polskich, najeźdźcy odbili zwartymi siłami na południe w kierunku Pomorzan. Mimo dobrej organizacji strony polskiej, w bitwie przyszło walczyć tylko dwóm oddziałom dowodzonym przez Konstantego Zahorowskiego z Okopów Świętej Trójcy i Mikołaja Tyszkowskiego z Szańca Panny Maryi. Łącznie siedmiu chorągwiom, które musiały stawić czoła całemu najazdowi tatarskiemu.

Bitwa pod Hodowem

Oddziały Zahorowskiego i Tyszkowskiego zetknęły się ze strażą przednią liczącą około 500-600 jeźdźców, wówczas do niewoli miał trafić dowodzący jednym z oddziałów Tyszkowski. Orientując się w sytuacji Polacy cofnęli się do Hodowa, gdzie mogli liczyć na skuteczną obronę. Chłopi we wsi często odwiedzanej przez zagony tatarskie mieli przygotowane środki do obrony – kobylice, a oprócz tego użyto jako osłony płotów, dylów, stołów, drzwi czy nawet beczek z chłopskich chałup. Innym atutem Hodowa było to, że z jednej strony znajdował się staw, co ograniczało pole ruchu atakujących.

I Polacy, i Tatarzy zeszli z koni. Atakujący również kryli się za prowizorycznymi zasłonami z desek i koszy. W toku walki dała o sobie znać największa słabość Tatarów, czyli kompletny brak siły ogniowej. Jednak w końcu w broniącym się Hodowie zabrakło amunicji. Poradzono sobie z tym w bardzo prosty sposób – poprzez ładowanie broni grotami z tatarskich strzał, a tych było pod dostatkiem. Według przekazów zebrano ich po bitwie kilka wozów. W podobny do przedstawionego sposób postąpiono dwa lata wcześniej w oblężonym Martynowie, z tą różnicą, że tam użyto porąbanych mis cynowych.

Obustronny ostrzał trwał przez pięć lub sześć godzin. Wieczorem z atakującego obozu wysłano Lipków, czyli polskich Tatarów, którzy od czasu niesławnego buntu przeszli na stronę turecką. Wysłannicy zażądali poddania się oblężonych, ci jednak kategorycznie odmówili. Żołnierz, który napisał relację wspomniał, że Lipkowie powróciwszy do obozu powiedzieli, że oblężeni Polacy, to „ludzie niezwalczeni” i napastnicy „wprzód wyginą” nim dostaną ich w swoje ręce. Tylko skąd autor mógł wiedzieć, o czym mówiono w obozie wroga i jakich chwytów retorycznych przy tym używano? Tak czy inaczej Tatarzy ustąpili i skierowali się na Kamieniec, a potem na Budziak.

Podobno każdy z Polaków odniósł mniejsze lub większe rany. Dwa tygodnie później król obdarował żołnierzy nagrodami, końmi, które w większości wyginęły w czasie bitwy, i pieniędzmi na leczenie. Niestety nie żył już wtedy drugi z dowodzących, Konstanty Zahorowski.

Zwycięskie polskie Termopile – dlaczego się udało?

Przykład Hodowa miał pokazywać zderzenie szlachetnych obrońców ojczyzny z napastnikami nastawionymi nie na rację stanu własnego państwa, ale na grabież, gwałty i osobisty zysk. Przyjrzawszy mu się bliżej, odnajdujemy tutaj i inną dychotomię między dwiema stronami – co oczywiście nie świadczy o tym, że morale obu stron nie odegrało znaczącej roli. Tak się bowiem złożyło, że rok wcześniej z inicjatywy hetmana Jabłonowskiego zobowiązano kawalerzystów (husarzy i pancernych) mających nie dopuszczać do dostaw aprowizacji do Kamieńca – czyli właśnie oddziały z Okopów Trójcy Świętej i Szańca Panny Maryi – do wyposażenia w długą broń palną, co dało Polakom tak dużą przewagę ogniową. Byli to tzw. „towarzysze kommenderowani”, którzy oprócz lepszego uzbrojenia mieli wykazywać się także ponadprzeciętną wartością bojową. Dlatego całkiem słuszne jest skojarzenie z oddziałami specjalnymi.

Z kolei po stronie tatarskiej na pewno nie walczyły oddziały specjalne. Główne siły chana były w tym czasie zajęte walką z Austriakami w Serbii. Można śmiało założyć, że większość wśród nich stanowiła „tatarska czerń”. Tych biedaków tak opisywano kilka dekad wcześniej: „Orda licha, nieśmiała i niepozorna, w kożuchach i siermięgach, bez szabel, bez łuków, najwięcej z masłakami, to jest kość osadzona na gibkie drzewo, co jest gorsze niż szabla”. Ponadto autor relacji na początku stwierdza, że ci, którzy wtargnęli na Ukrainę, pochodzili z ordy nogajskiej, budziackiej i białogrodzkiej, czyli z terenów podległych chanowi, ale oddalonych od Rzeczpospolitej, przez co można przypuszczać, że nie znali oni tak dobrze terenu, który chcieli ograbić.

Inną istotna kwestia jest liczba uczestników bitwy. Przyjmuje się, że po stronie tatarskiej walczyło aż 40 tysięcy jeźdźców, którzy zostali pokonani przez 400 Polaków. Daje to nam symboliczny stosunek sił 1:100. Sprawa jednak nie jest tak oczywista. Na siedem chorągwi spod Hodowa mogło składać się od 400 do 600 jeźdźców. Niższą liczbę podał król w trakcie rozmowy, wyższą natomiast nieznany żołnierz uczestniczący w tych wydarzeniach i autor relacji z opisywanej operacji wojskowej. Jednak znacznie bardziej sporną pozostaje kwestia liczebności Tatarów. Zarówno w pamiętnikach Kazimierza Sarneckiego, jak i w relacji znajdziemy liczbę 40 tysięcy. Wydaje się ona jednak znacznie przesadzona. Na jesieni tego samego roku pod Kamieniec z dostawą zachary podeszło ich dwa razy mniej, wspartych jednak przez kilka tysięcy Turków. Niektórzy badacze, jak na przykład Marek Wagner, szacują siły tatarskie na 4 tysiące ordyńców, co i tak dawałoby znaczącą przewagę liczebną przeciwnikowi. Bardziej znaczący będzie jednak fakt, że w następnym roku 10 tysięcy Tatarów wystarczyło do spalenia przedmieść Lwowa. Nakłada się jednak na to problem poziomu wyszkolenia – pod Lwowem mieliśmy zapewne do czynienia ze znacznie lepiej uzbrojonymi i doświadczonymi wojownikami. Żołnierzami z prawdziwego zdarzenia.

Za liczbą 40 tys. opowiada się historyk Radosław Sikora.

Uważam, że Tatarów mogło być rzeczywiście około 40 tys. Trzeba jednak wiedzieć, że ówczesne armie składały się z wojowników/żołnierzy oraz znacznie liczniejszej części wspierającej ich. W XVII-wiecznej polskiej terminologii ten drugi komponent nazywano luźną czeladzią. Byli to ci, którzy zdobywali żywność, pomagali walczącym, podając broń, podprowadzając zapasowe konie. Stąd ta wielka liczba 40 tys. Tatarów. Wśród nich wojowników mogło być około 10–15 tys

- mówił w rozmowie z miesięcznikiem Historia Do Rzeczy.

[caption id="" align="alignright" width="600"] Juliusz Kossak, Taniec tatarski (domena publiczna).[/caption]

Na koniec warto wspomnieć o tym, że powracający spod Hodowa Tatarzy musieli cierpieć na spadek poczucia własnej wartości. Po drodze zaatakowali słabo ufortyfikowaną Jagielnicę, dowiedziawszy się, ze broni jej rzekomo nie więcej niż 15 (sic!) żołnierzy. Chłop, u którego zasięgnęli języka okazał się jednak niezbyt uczciwy. I tak spod „szczupłej forteczki” armie tatarską odparło „półtorasta z samopałami Kozaków i chłopstwa z strzelbami między nimi”.

Warto docenić bohaterstwo nie tylko bogatych wojowników ze skrzydłami, ale i zwykłych ludzi. Żaden z nas husarzem nie zostanie, ale być może kiedyś ktoś z nas będzie musiał wykazać się odwaga cywilną – tak jak jak wspomniany chłop wprowadzający w błąd cały tatarski czambuł.

Szymon Aleksander Grzegrzółka, źródło: Histmag.org

ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Artykuł 11 czerwca 1694 r. doszło do bitwy zwanej polskimi Termopilami. 400 kontra 40 tys. Tatarów! pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>
https://niezlomni.com/11-czerwca-1694-r-doszlo-do-bitwy-zwanej-polskimi-termopilami-400-kontra-40-tys-tatarow/feed/ 0
„Mały rycerz” z 720 żołnierzami kontra 40-tysięczny Korpus Pancerny Guderiana, czyli polskie Termopile. [WIDEO] https://niezlomni.com/maly-rycerz-z-720-zolnierzami-kontra-40-tysieczny-korpus-pancerny-guderiana-czyli-polskie-termopile-wideo/ Sat, 14 Oct 2017 11:26:02 +0000 http://niezlomni.com/?p=931

Ruiny małego betonowego bunkra w okolicach Wizny są grobem jego dowódcy, kapitana Władysława Raginisa i pomnikiem bitwy, która jako jedna z czterech w historii Polski znana jest jako polskie Termopile.

Dziewięciokilometrowy odcinek fortyfikacji był fragmentem linii obrony SGO – Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew”. Blokował strategicznie ważny kierunek uderzenia niemieckiego z Prus Wschodnich. Blokował jedynie małymi, żelbetonowymi bunkrami, wyposażonymi tylko w broń maszynową – bez jakiejkolwiek artylerii.

Załogę stanowiło 720 żołnierzy, których atakował ponad 40-tysięczny XIX Korpus Pancerny generała Heinza Guderiana. Dowódca polskiej obrony kapitan Władysław Raginis, oficer elitarnego KOP – Korpusu Ochrony Pogranicza – był jednym z tych, o których onegdaj pisał Stanisław Cat – Mackiewicz wskazując na wpływ Henryka Sienkiewicza na naszą mentalność:

„My wszyscy z niego”.

[caption id="attachment_934" align="alignleft" width="220"]wladyslaw-raginis Władysław Raginis[/caption]

Bez wątpienia „z niego” i jego ideału żołnierza bez skazy, pana Michała Wołodyjowskiego, był w ogromnej mierze także kapitan Władysław Raginis. Świadom beznadziejności sytuacji ślubował wraz z porucznikiem Brykalskim  – niczym „mały rycerz” – że żywy nie odda fortyfikacji.

W tej wojnie „na czas” maleńkie siły obrońców związały bojem potężną formację nieprzyjaciela. Ale otoczone, pozbawione amunicji, nie mogły dłużej walczyć. Kilkudziesięciu żołnierzy przedarło się przez niemieckie okrążenie. Kilkudziesięciu innym, którzy pozostali przy życiu, kazał dowódca oddać się do niewoli. Sam spełnił swą przysięgę, jakby żywcem wyjęta z kart Trylogii Henryka Sienkiewicza.

 


Wyświetl większą mapę

Gdy więc słyszę, że na łamach „Gazety Wyborczej” szkaluje się pamięć tego bohatera nad bohaterami, a ministrowie edukacji narodowej spod znaku Platformy zwanej dla niepoznaki „Obywatelską” wycofują z kanonu lektur szkolnych    powieści Sienkiewicza, to nie potrafię uniknąć refleksji, że deprecjonowanie bohaterów i odbieranie polskiej młodzieży najlepszych wzorców literackich są nie tyle efektem głupoty czy niewiedzy, co działaniami dobrze przemyślanami i realizowanymi metodycznie przez te właśnie środowiska. Jak długo jeszcze na to pozwolimy?

Wojciech Sumliński (za sumlinski.pl)

Artykuł „Mały rycerz” z 720 żołnierzami kontra 40-tysięczny Korpus Pancerny Guderiana, czyli polskie Termopile. [WIDEO] pochodzi z serwisu Niezłomni.com.

]]>