Portal informacyjno-historyczny

Pułkownik wywiadu: ,,To co się stało w Polsce, nie byłoby to możliwe w żadnym innym kraju NATO”

w Wiadomości z Polski

Zachęcamy do obserwowania strony na Twitterze

Pomoc dla potrzebujących, uchodźców wojennych i wszystkich skrzywdzonych przez siły, na które wpływu nie mieli to rzecz godna najwyższej pochwały i szacunku – pisze były płk Agencji Wywiadu Piotr Wroński.

Musi to być jednak proces przemyślany, szczególnie gdy chodzi o państwo i jego bezpieczeństwo, a także gdy angażują się weń instytucje państwowe. Zanim przejdę do rzeczy wspomnę, iż będzie to historia z PWPW (Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych) w tle, spółką skarbu państwa, jedną z najważniejszych w Polsce o szczególnej wrażliwości kontrwywiadowczej, a która czasem korzysta z moich usług.

Wspominam o tym, gdyż dziennikarze dawnego mainstreamu już zaatakowali kierownictwo Wytwórni między innymi za wynajmowanie mojej skromnej osoby, by uderzyć w osoby pragnące rzeczywiście dobrych zmian i przywrócenia Polsce podmiotowości w kwestiach wyjątkowo ważnych dla jej bezpieczeństwa. Uspokoję wielu: moje honoraria są mniejsze od honorariów tzw. wywiadowni gospodarczych i bywam dużo bardziej skuteczniejszy od nich. Ten wstęp nie jest autoreklamą, a tylko wprowadzeniem w złożoność sytuacji oraz ukazaniem w jakich warunkach działają ludzie odpowiadający za nasze wspólne dobro.

PWPW prowadzi szeroko zakrojoną działalność charytatywną. Nie unika też pomocy potrzebującym. Nie będę tego opisywał, ponieważ każdy może zajrzeć do dwóch artykułów na ten temat. Pierwszy zamieścił „Wprost”, drugi „Do Rzeczy”. W obu pojawia się nazwisko państwa Znovenko, uchodźców z Ukrainy i o nich chciałbym napisać kilka słów. Część ich historii oraz to, co polski podatnik dla nich zrobił znajdziemy we wspomnianych publikacjach. Nie ma tam jednak całości, a przede wszystkim pytań, które jako były oficer kontrwywiadu zadać muszę.

Z moich ustaleń wynika, iż państwo Znovenko zostali skierowani do pracy w PWPW przez MSW rządzone jeszcze przez PO, przy czym nie jest wiadome, kto zmusił ówczesny zarząd Wytwórni do zatrudnienia pary Ukraińców. Czy poprzednie kierownictwo tego resortu nie wiedziało o roli Spółki w zabezpieczeniu kontrwywiadowczym państwa? Jeśli uznało, że państwo Znovenko nie stanowią zagrożenia, to dlaczego nie zatrudniło ich u siebie, albo nie znalazło pracy bardziej zgodnej z ich preferencjami zawodowymi i oczekiwaniami? I tu przechodzimy do następnego pytania.

U siebie, na Ukrainie, państwo Znovenko mieli dobrą pracę. Przynajmniej głowa rodziny. Pan Znovenko do marca 2015 roku był kierownikiem działu obsługi POS-terminali i bankomatów obwodu Ługańskiego. W swojej karierze zawodowej pracował m.in. w ukraińskim banku „Aval”, który jest ukraińską mutacją niemieckiego banku „Reiffeisen”. Zajmował stanowiska kierownicze, bezpośrednio związane z systemami komputerowymi, sieciami informatycznymi, bazami danych. Każdy kontrwywiad powinien założyć, że takiej pracy nie dostaje się „z ulicy”, a przynajmniej miejscowa służba specjalna nie pozostawi takich osób w spokoju, nie mówiąc już o oligarchicznej specyfice Ukrainy Janukowicza.

Pani Znovenko nie miała tak odpowiedzialnej pracy i do października 2014 roku prowadziła prace badawcze i kierowała „Działem Przyrodniczym” Muzeum Krajoznawczego w Ługańsku. Do Polski przyjechała pierwsza, po czym ściągnęła męża. Czy ABW, przyznając Karty stałego Pobytu wzięło pod uwagę możliwość, iż nasi uchodźcy, mogą nimi nie być, a tylko wykorzystali sytuację do uplasowania się w Polsce? Tego nie wiem. Nie mam dostępu do tajnych materiałów, ale bardzo chciałbym wiedzieć w jaki sposób owa para dostała się do Polski i dlaczego akurat nimi, spośród wielu tysięcy ludzi uciekających przed wojną, zainteresowały się polskie instytucje, których zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa, a nie narażanie polskich podmiotów na zagrożenia.

Tak! Zagrożenia, bo uważam, że zatrudnianie obcokrajowców w spółkach typu PWPW jest naruszeniem ochrony kontrwywiadowczej Polski. Nie byłoby to możliwe w żadnym innym kraju NATO. Czy ktoś z ówczesnych władz MSW i ABW pomyślał w ten sposób? Wątpię. Wątpię również, by zastanowił się, dlaczego wykształcone i doświadczone w konkretnych polach zawodowych osoby, godzą się na podjęcie pracy na stanowiskach robotniczych, z dostępem, co prawda, do spraw uznawanych w Spółce za poufne, ale bardzo odległych od tego, co robili dotychczas. Właśnie! Znów pytanie: czy jakaś służba specjalna kontrolowała ich poczynania w Polsce? Każdy kontrwywiad na świecie robiłby to wobec każdego uchodźcy tego typu. Przykro mi, ale bezpieczeństwo państwa, jego zapewnienie, nie może polegać li tylko na wierze, iż każdy mówi prawdę. Taka to praca i taka to służba. Idźmy dalej.

Państwo Znovenko skończyli okres próbny. Umowy z nimi nie przedłużono, co stało się dla niektórych środowisk kolejną okazją do rzucenia kamieniem w „okrutne” kierownictwo PWPW. Nikt jednak nie zadał sobie trudu, by sprawdzić, dlaczego ta umowa nie została przedłużona i na czyj wniosek tak się stało. Otóż, państwo Znovenko nie mieli dobrej opinii w pracy. Ich poszczególni kierownicy niezbyt chcieli mieć dalej takich pracowników. W dodatku, pan Znovenko usilnie i trochę nachalnie, wykorzystując w tym swoich politycznych „opiekunów”, starał się o przejście do wyjątkowo chronionego działu IT.

Nie chciał być już robotnikiem, ale wrócić na stanowisko kierownicze, podobne do tego, jakie piastował na Ukrainie. To pewnie nie ma znaczenie, lecz muszę w tym miejscu przytoczyć pewne zdarzenie sprzed kilku lat. Otóż, w Wytwórni pracował pewien „Polak”, urodzony w ZSRR, w rodzinie rosyjskiej, bez śladu polskich korzeni. Służył nawet w Armii Czerwonej. Pomińmy, jak przyjechał do Polski i został „Polakiem” (taką narodowość podawał wbrew świadectwom urodzenia). Ten pan pracował przy systemach IT i bazach danych. Pewnego dnia, kilka lat temu, udostępnił dość wrażliwe bazy „komuś z zewnątrz” oraz zablokował je uniemożliwiając na kilka dni niektóre transakcje. Nikt nie wie komu, ponieważ poprzedni zarząd Spółki rozwiązał z nim, po prostu, umowę o pracę, nie powiadamiając nikogo, ani prokuratury, ani jakiejkolwiek służby.

Nic więc dziwnego, że w tej sytuacji, przy negatywnych opiniach bezpośrednich przełożonych, kierownictwo PWPW nie przedłużyło umowy o pracę z państwem Znovenko. Tym bardziej, że nasi „uchodźcy” mieli już w Polsce niezłą i stabilną pozycję. Nie pozostawiło ich też w sytuacji beznadziejnej, ponieważ złożono im wiele propozycji, na przykład mieszkaniowych. Tu wyjaśnię, iż małżeństwo zamieszkało w lokalu Wytwórni, wyremontowanym specjalnie dla nich za pieniądze Spółki. Niestety, Ukraińcy odrzucili każdą ofertę. Interesowała ich wyłącznie praca w PWPW i pewnie na kierowniczych stanowiskach.

To jednak nie koniec historii. Państwo Znovenko postanowili zawalczyć, a raczej ktoś postanowił zawalczyć z nimi. Wykorzystano do tego dziennikarkę, panią Annę M. Pani Anna podała się za dziennikarza telewizji publicznej i jako taka dotarła, a właściwie wymusiła interwencję na szczeblu ministerialnym. Jak wiadomo, nasi politycy strasznie boją się prasy. Nie mają też czasu i nie sprawdzili, iż Anna M. już od jakiegoś czasu nie jest dziennikarką żadnej telewizji publicznej i posługuje się jedynie mailem prywatnym. To też ciekawa postać, ponieważ rzeczywiście kiedyś pracowała w TVP Info, lecz dość dawno. Poza tym jest absolwentką filologii rosyjskiej, co samo w sobie nie jest naganne oczywiście, oraz współpracowniczką portali związanych z naftą i gazem, które to portale są dość enigmatyczne i dokładnie nie wiadomo, kto jest ich właścicielem. „Dziennikarz” Anna M. to już inna historia i nie ja powinienem się zająć jej osobą, ponieważ wydaje mi się, że podszywanie się pod określone redakcje, kiedy nie jest się tychże redakcji pracownikiem oraz „straszenie” nimi polityków jest przestępstwem.

Na koniec ostatnie pytanie, chociaż proszę je potraktować jako spekulację. Państwo Znovenko zostali zainstalowani w PWPW poprzez MSW w momencie przegrywanych przez prezydenta Komorowskiego wyborów. Można już wtedy było przewidzieć dalszy bieg wydarzeń. Ówczesne kierownictwo państwa oraz Spółki dobrze wiedziało, że „nowi” będą musieli poradzić sobie z zastawionymi minami i pułapkami. Czyżby dlatego użyto biednych, w sumie, ludzi? Może chciano ich wykorzystać w innych celach, bo przecież ABW i AW musiało uczestniczyć w sprawdzaniu „uchodźców”? Pozostawię te pytania bez odpowiedzi.

Casus państwa Znovenko przypomina mi szereg spraw, z którymi miałem do czynienia w ZK UOP. Wielu „uciekinierów” z krajów ZSRR prezentowało postawy roszczeniowe i konsekwentnie dążyło do plasowania siebie w miejscach, umożliwiających dotarcie do instytucji wrażliwych kontrwywiadowczo. Nie twierdzę, że państwo Znovenko są takimi osobami. Wręcz przeciwnie! Uważam, że zostali wykorzystani i nadal są wykorzystywani w walce Polską sprywatyzowanej przeciwko Polsce państwowej. Oni sami nie rozumieją, że ich „sponsorzy” nie interesują się zupełnie ich losem. Dla tych „opiekunów” są tylko przedmiotami, którymi uderza się każdego, kto stanął na przeszkodzie prywatnym, nie polskim interesom i zyskom, o których my maluczcy możemy tylko pomarzyć.

Piotr Wroński wRealu24.pl

(5280)

Dołącz, porozmawiaj, wyraź swoją opinię. Grupa sympatyków strony Niezlomni.com

Chcesz podzielić się z Czytelnikami portalu swoim tekstem? Wyślij go nam lub dowiedz się, jak założyć bloga na stronie. Kontakt: niezlomni.com(at)gmail.com. W sierpniu czytało nas blisko milion osób!
Redakcja serwisu Niezłomni.com nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach użytkowników. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Jednocześnie informujemy, że komentarze wulgarne oraz wyrażające groźby będą usuwane.
Ładowanie komentarzy Facebooka ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*

Idź na górę