Portal informacyjno-historyczny

Polacy, którzy zmienili historię wojskowości. Kamizelka kuloodporna, wykrywacz min, skrzydło laminarne, walkie-talkie….

w Nauka


Zachęcamy do obserwowania strony na Twitterze
Kamizelka kuloodporna, wykrywacz min, skrzydło laminarne czy słynne walkie-talkie, to tylko jedne z wielu polskich wynalazków, które zrewolucjonizowały technikę wojskową. Warto przypomnieć wkład Polaków w ewolucje sprzętu wojskowego oraz wynalazki, z których regularnie korzystały największe armie świata.Wkład Polaków w udoskonalanie sprzętu wojskowego jest niemały, co było związane z licznymi wojnami, które przez stulecia prowadziło państwo polskie ze swoimi sąsiadami. Wiele osób z pewnością słyszało o genialnych polskich kryptologach, którzy złamali szyfry bolszewickie w 1920 roku, a w latach trzydziestych złamali kod legendarnej Enigmy, walnie przyczyniając się do zwycięstwa Sprzymierzonych nad hitlerowskimi Niemcami. Powszechne również jest uznanie dla polskiej szabli (tzw. „husarskiej”), którą niektórzy historycy ochrzcili mianem najlepszej kawaleryjskiej szabli świata. Mało kto jednak pamięta, że Polacy mają znacznie większe sukcesy w „zbrojeniówce” i jako pierwsi pokazali światu wynalazki, które znane są dzisiaj milionom ludzi na całym świecie.Kazimierz ŻegleńW październiku 1893 roku w Chicago zastrzelony został burmistrz Carter Harrison. Zamachowiec wszedł do jego biura i z zimną krwią oddał śmiertelne strzały w kierunku swojej ofiary. Takich zamachów pod koniec XIX wieku było wiele. Radykalne grupy anarchistów wielokrotnie podejmowały próby zamachów, których ofiarami padali najczęściej przedstawiciele lokalnej władzy, radni, burmistrzowie, często także policjanci. W tej sytuacji Kazimierz Żegleń – katolicki ksiądz polskiej parafii św. Stanisława Kostki w Chicago –rozpoczął pracę nad „pancerzem”, który mógłby ochronić tułów człowieka przed strzałem z broni palnej. Do skonstruowania tego „pancerza” Żegleń wykorzystał tkaniny jedwabiu, które układane warstwami miały zamortyzować pocisk wystrzelony z rewolweru. Swoje pierwsze prace Żegleń ukończył w 1897 roku, wtedy też opatentował swój wynalazek. Kamizelka Żeglenia składała się z kilku warstw gęsto tkanego jedwabiu, mocno zbitego o grubości ok. 1 cm, zaimpregnowanego specjalną substancją, której skład konstruktor utrzymywał w ścisłej tajemnicy. 16 marca 1897 roku Kazimierz Żegleń przeprowadził pierwszy test. Na pokazie obecni byli m.in. radni Chicago, zakonnicy Zgromadzenia Zmartwychwstańców, do którego należał,dziennikarze, obecny był także szef chicagowskiej policji. Na ułożoną na drewnianym parawanie kamizelkę oddano kilka strzałów z bliskiej odległości.

Za każdym razem kula odbijała się od jedwabnego pancerza i upadała na ziemie. Świadkowie tego eksperymentu byli w szoku, a Żegleń rozpoczął prace nad udoskonaleniem swojej kamizelki.

Początkowo kolejne warstwy jedwabiu Żegleń układał własnoręcznie. Chcąc zwiększyć skuteczność swojego wynalazku, polski zakonnik udał się do Europy w poszukiwaniu urządzeń, które zaczną mechaniczne tkanie jedwabnego pancerza. W Wiedniu Żegleń spotkał Jana Szczepanika – wybitnego wynalazcę, posiadacza setek patentów zwanego często „polskim Edisonem”. Szczepanik zawarł umowę z Żegleniem i wykonał nową kamizelkę na maszynach własnej fabryki. Polski zakonnik powrócił z nową kamizelką do Ameryki, gdzie brał udział w licznych pokazach swojego wynalazku. Najczęściej testował ją… na sobie. Ochotnicy oddawali strzały w kierunku ubranego we własną kamizelkę Żeglenia i czekali na dalszy rozwój wypadków. Wyniki tych eksperymentów były imponujące. Wszystkie próby Żegleń przeżył, a kamizelka za każdym razem amortyzowała siłę pocisku wystrzelonego z rewolweru.

Policja w Chicago była zachwycona i natychmiast złożyła zamówienie na 250 sztuk. Tym samym w 1899 roku policja chicagowska jako pierwsza na świecie posiadała kamizelki kuloodporne.

Niedługo potem wybuchł konflikt pomiędzy Żegleniem i Szczepanikiem. „Polskie Edison” zwrócił się do Żeglenia z propozycją sprzedaży swojego patentu. Żegleń odmówił, a Szczepanik rozpoczął swoje prace nad kamizelką kuloodporną.

Jan Szczepanik udoskonalił nieco wynalazek Żeglenia. Tkany jedwab uzupełnił cienkimi blachami stalowymi. Kamizelkę Szczepanika testowano w obecności policji i wojska m.in. w Wiedniu (rok 1901) i w Krakowie (rok 1902). Kamizelka ważyła 90 dkg i była odporna na strzał z rewolweru 9mm z odległości dwóch metrów oraz ciosy bronią sieczną i kolną. Tkaninę Szczepanika zakupił król Hiszpanii Alfons XIII Burbon. W 1906 roku na króla dokonano zamachu w dniu jego ślubu w Madrycie. Zamach nie powiódł się, ponieważ strzały zostały zatrzymane przez tkaniny Szczepanika, którymi wyłożone od wewnątrz były ściany karety hiszpańskiego monarchy. Jan Szczepanik i jego kamizelka zyskały sławę i uznanie w całej Europie, a król Alfons XIII odznaczył polskiego konstruktora najwyższym odznaczeniem hiszpańskim – Orderem Izabeli Katolickiej. Po tym wydarzeniu na kamizelkę Szczepanika spływały zamówienia z całej Europy. Również car Mikołaj II zakupił tkaninę kuloodporną. Zachwycony rezultatami testów wykonanych na kamizelce, car postanowił udekorować polskiego konstruktora rosyjskim Orderem św. Anny, jednak Szczepanik odmówił przyjęcia odznaczenia od zaborcy. Wobec tego car przesłał mu złoty zegarek wysadzany brylantami. W przededniu I wojny światowej technika poszła znacznie do przodu i kamizelki Żeglenia i Szczepanika nie były już w stanie zatrzymać pocisków z nowszej broni palnej. Przełom nastąpił dopiero w 1965 roku, kiedy Amerykanie na potrzeby wojny wietnamskiej opracowali włókno syntetyczne kevlar i mocno udoskonalili to, co Kazimierz Żegleń stworzył 70 lat wcześniej w Chicago. Pomimo tak wspaniałego osiągnięcia, nazwisko Żeglenia pozostaje dziś zapomniane zarówno w Polsce, jak i na świecie.

Kilkanaście lat temu amerykański magnat telewizyjny, przedsiębiorca i twórca m.in. stacji CNN Ted Turner „zaprezentował” swojej publiczności, jak wygląda polski wykrywacz min. Przyłożył swoje ręce do uszu i kilkukrotnie uderzył stopą o podłogę. Amerykanin nie zdawał sobie sprawy, że wykrywacze min używane m.in. w armii Stanów Zjednoczonych zostały wynalezione przez Polaków.

Józef Kosacki
Józef Kosacki, źródło: wirtualnelapy.pl

Historia polskiego wykrywacza min sięga czasów międzywojennych, kiedy to kpt. inż. Tadeusz Lisicki z Biura Badań Technicznych Wojsk Łączności opracował prototyp  takiego urządzenia. Niestety klęska w wojnie obronnej 1939 roku zatrzymała pracę nad tą konstrukcją, a polskiemu inżynierowi nie udało się przedostać do Francji, by kontynuować pracę nad nowym wynalazkiem. Drugi rozdział tej historii zaczął pisać por. inż. Józef Kosacki, który na własne oczy zobaczył śmiertelny wypadek polskich saperów patrolujących w 1941 roku szkockie wybrzeże. Sięgając pamięcią do przedwojennych konstrukcji, rozpoczął wraz z plutonowym Andrzejem Garbosiem pracę nad pierwszym na świecie nowoczesnym wykrywaczem min. Porucznik Kosacki na co dzień szkolił żołnierzy z podstaw radiotelegrafii, a po godzinach razem z plutonowym Garbosiem w zaledwie trzy miesiące skonstruował pierwszy na świecie wykrywacz min. Jego konstrukcja nie była wcale skomplikowana. Składała się ze słuchawek, skrzynki metalowej z generatorem fal, plecaka, drzewca bambusowego, skrzynki wykrywającej – talerza z cewkami oraz skrzyni regulacyjnej. Zasada działania urządzenia oparta była na wykorzystaniu mostka elektrycznego, którego równowaga jest zakłócana, gdy urządzenie zbliżane jest do metalowego przedmiotu. Gdy żołnierz zbliżył talerz do metalowego przedmiotu nastąpiło zakłócenie równowagi pola magnetycznego cewek i w słuchawkach pojawił się sygnał akustyczny. W tym samym czasie w Wielkiej Brytanii rozpisano konkurs na min urządzenie wykrywające miny przeciwpiechotne.

Spośród siedmiu konstrukcji zwycięski okazał się wynalazek por. Kosackiego. Wykrywacz nie został opatentowany – nieodpłatnie przekazano go Brytyjczykom. Józef Kosacki zrzekł się wynagrodzenia i usatysfakcjonował się jedynie listem od króla Jerzego VI.

Natychmiast podjęto decyzję o skierowaniu polskiego wykrywacza do seryjnej produkcji pod nazwą: Mine Detektor Polish Mark 1. Pierwsze 500 sztuk nowego polskiego wykrywacza min zostało wysłanych do Afryki Północnej, gdzie zadebiutowały w 1942 roku w czasie bitwy pod El Alamein. Dzięki użyciu  polskiego urządzenia wojska brytyjskie błyskawicznie wykonały przejścia w niemieckich polach minowych i obeszły pozycję przeciwnika. Bitwa została wygrana i była jednym z przełomowych momentów wojny w Afryce Północnej. Do końca wojny wyprodukowano 100 tysięcy polskich wykrywaczy min, które były wówczas na wyposażeniu wszystkich armii walczących w koalicji antyhitlerowskiej. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że wynalazek polskiego konstruktora ocalił życie tysięcy żołnierzy alianckich w czasie II wojny światowej i walnie przyczynił się do ostatecznego triumfu nad hitlerowskim totalitaryzmem. Polskiego wykrywacza min armie wielu państw na świecie używały jeszcze długo po zakończeniu II wojny światowej. W wojsku brytyjskim wyszedł z użycia dopiero w 1995 roku, kiedy został zastąpiony przez nowszą, udoskonaloną konstrukcje. Po raz ostatni Mine detector (Polish) Mk. IIIzostał użyty w trakcie wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku.

Po repatriacji do powojennej Polski por. Kosacki powrócił do pracy w Państwowym Instytucie Telekomunikacji, w którym pracował do wybuchu wojny. Ostatecznie swoją karierę naukową zakończył z tytułem profesora nadzwyczajnego w Wojskowej Akademii Technicznej. Zmarł w 1990 roku i został pochowany z pełnymi honorami wojskowymi na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie.

Skrzydło laminarne to wynalazek, który z pewnością wielu osobom nie mówi kompletnie nic. Znacznie większą popularnością cieszy się konstrukcja polskiego średniego bombowca dwusilnikowego PZL.37 Łoś, zaprojektowanego przez Jerzego Dąbrowskiego. To właśnie w tym samolocie Jerzy Dąbrowski jako pierwszy na świecie zastosował wspominane skrzydło laminarne. Skrzydła te charakteryzowały się niskim oporem aerodynamicznym, były cieńsze niż skrzydła o klasycznym profilu, krawędź natarcia była bardziej zaostrzona, a górne i dolne powierzchnie skrzydeł były zazwyczaj symetryczne. Konstrukcja ta okazała się prawdziwym przełomem, a alianci masowo zaczęli wprowadzać ją do swoich samolotów. Pierwszym „zachodnim” myśliwcem wyposażonym w skrzydło laminarne był słynny amerykański  P-51 Mustang – do dziś uważany za jednego z najlepszych myśliwców II wojny światowej. Po wojnie Jerzy Dąbrowski pracował w Wielkiej Brytanii i w Stanach Zjednoczonych m.in. w fabryce samolotów Cessna oraz wytwórni firmy Boeing. Zajmował się tam konstrukcją kabiny statku kosmicznego w ramach programu „Gemini” – pierwszego amerykańskiego programu lotów kosmicznych, którego bezpośrednim następcą był słynny program „Apollo”. Jerzy Dąbrowski zmarł w 1967 roku w Stanach Zjednoczonych. Za konstrukcje „Łosia” został odznaczony Złotym Krzyżem Zasług.

Walkie-talkie kojarzone jest dzisiaj przede wszystkim z zabawką z dzieciństwa. Jak większość wynalazków, których możemy dzisiaj używać do pracy czy do rozrywki, walkie-talkie zostało stworzone na potrzeby wojska. Twórcą tego wspaniałego urządzenia był polski inżynier Henryk Magnuski.

Henryk Magnuski
Henryk Magnuski

Henryk Magnuski urodził się w 1909 roku. Szybka śmierć rodziców spowodowała, że od samego początku musiał się usamodzielnić. By zarobić na utrzymanie swoje i swojej siostry trudnił się naprawianiem wojskowych radiostacji. W 1934 roku ukończył studia na Politechnice Warszawskiej i rozpoczął pracę w Państwowych Zakładach Tele i Radiotechnicznych. W czerwcu 1939 roku firma wysłała go do Nowego Jorku, by przestudiował najnowsze amerykańskie projekty z dziedziny nadajników radiowych. Wybuch II wojny światowej uniemożliwił mu powrót do Polski. Magnuski pozostał w Stanach Zjednoczonych i chociaż spędził ten czas z dala od frontów II wojny światowej, to odegrał w niej niebagatelną rolę.

W 1940 roku Magnuski rozpoczął pracę w Galvin Manufacturing Corporation (GMC), dziś znanej jako Motorola, gdzie powierzono mu opracowanie nowoczesnej przenośnej radiostacji.

Bardzo szybko, bo już jesienią tego samego roku, Magnuski skonstruował mały jak na owe czasy radiotelefon (zwany przez niego handie-talkie), ważący ok. 2 kg o kodzie SCR 536. Jego zasięg wynosił od 1,6 do 4,8 km. Radiostacja umożliwiała łatwą i bezpieczną komunikacje na szczeblu plutonu i kompani. Była łatwa w obsłudze i odporna na trudne warunki pogodowe. Wytrzymywała nawet krótkie zanurzenia w wodzie. Wyprodukowano ok. 130 tysięcy sztuk tego urządzenia. W 1943 roku Magnuski stworzył nową radiostację. SCR 300 była pierwszą na świecie plecakową radiostacją z manualnie ustawianą częstotliwością FM. Urządzenie to było cięższe od poprzedniczki i ważyło 16 kg. Żołnierz nie mógł utrzymać go w jednej ręce tylko nosił go w specjalnym plecaku. Urządzenie to miało też znacznie większy zasięg (ok. 15 km) i umożliwiało swobodną komunikacje pomiędzy piechotą, artylerią i wojskami pancernymi. Dzisiaj szesnastokilogramowe radio w wielkości dużego plecaka nie robi wrażenia, ale kiedy uświadomimy sobie, że poprzednie radiostacje były niejednokrotnie tak duże, że nie mieściły się w czołgu, były wielkie problemy z ich transportowaniem, przez co często były narażone na ostrzał i zniszczenie, to wynalazek polskiego konstruktora należy uznać za wręcz rewolucyjny. Udało mu się stworzyć radiostacje, którą każdy żołnierz w pojedynkę jest w stanie wygodnie przenieść w każde niemal miejsce bez większego problemu. Z tej racji Magnuski nowemu urządzeniu nadał nazwę „walkie-talkie”. Do końca wojny GMC wyprodukowała 43 tysiące takich urządzeń. Alianci używali ich w trakcie największych operacji wojskowych II wojny światowej, m.in. w kampanii włoskiej, w trakcie wojny na Pacyfiku i podczas operacji „Overlord”. Opracowanie przenośnej radiostacji zmieniło oblicze II wojny światowej. Alianci uzyskali dzięki temu urządzeniu dużą przewagę, a polepszenie komunikacji zwiększyło efektywność prowadzonych działań wojennych przy jednoczesnym zmniejszeniu liczby ofiar. Wszystko to zawdzięczamy polskiemu inżynierowi, który jako nastolatek zarabiał na życie naprawiając radia, by 20 lat później zmienić oblicze radiotechniki i wpłynąć znacząco na losy II wojny światowej. Henryk Magnuski nie wrócił po wojnie do rządzonej przez komunistów Polski. Kontynuował pracę dla Motoroli, uzyskał 30 patentów związanych z technologiami Fal Ultrakrótkich. Wydał na ten temat szereg publikacji w języku angielskim. Zmarł na nowotwór w 1978 roku.

Do innych wielkich polskich wynalazków należy m.in. wyrzutnik bomb Świąteckiego. Wyrzutnik ten został szybko opatentowany przez polskiego konstruktora, a jego licencja była sprzedawana do wielu krajów europejskich (m.in. do Francji i do Włoch). Podczas II wojny światowej wyprodukowano w Wielkiej Brytanii ok. 165 tysięcy takich

wyrzutników, które na masową skalę były stosowane w alianckich samolotach. Ulepszony przez Jerzego Rudlickiego wyrzutnik był stosowany także w amerykańskich bombowcach Boeing B-17 (słynnych „latających fortecach”). Innym polskim wynalazkiem, który zmienił obraz pola walki był opracowany

przez polskiego inżyniera Rudolfa Gundlacha peryskop odwracalny, który umożliwiał obserwację w zakresie 360° bez odwracania głowy czy zmiany pozycji obserwatora.

Mało kto pamięta dzisiaj, że ten powszechnie stosowany w czołgach i łodziach podwodnych prosty wynalazek to również dzieło polskiej międzywojennej myśli technicznej.

Co więcej, po 1939 roku był on masowo kopiowany i stosowany zarówno przez Wehrmacht, jak i Armię Czerwoną, która implementowała polski peryskop do swoich T-34 i T-70. Innym wspaniałym polskim wynalazkiem było działko przeciwlotnicze Polsten. Była to uproszczona wersja szwajcarskiego działa Oerlikon i składała się zaledwie ze… 119 elementów. Nie obniżyło to w żadnym stopniu skuteczności tej broni, ale znacząco zmniejszyło koszty produkcji. O ile produkcja jednego działka Oerlikon kosztowała 350 funtów, to wersja polska kosztowała pomiędzy 60 a 70 funtów. W armii brytyjskiej działko służyło jeszcze w latach 50. XX wieku.

To oczywiście tylko przykłady polskich wynalazków, które znacząco wpłynęły na ewolucje techniki wojskowej na całym świecie. Święto Wojska Polskiego to wspaniała okazja, by pochylić się nie tylko nad poległymi w obronie ojczyzny żołnierzami, ale także, aby przypomnieć historie tych, którzy często z dala od wojennych frontów tworzyli nowe wynalazki zmieniające losy wielkich wojen. Nade wszystko historie te pokazują, że „Polak potrafi”, a polska myśl techniczna może osiągać wspaniałe wyniki również na skalę światową.

Tomasz Turejko, źródło: Jagiellonski24.pl j

(1047)

Chcesz podzielić się z Czytelnikami portalu swoim tekstem? Wyślij go nam lub dowiedz się, jak założyć bloga na stronie.
Kontakt: niezlomni.com(at)gmail.com. W sierpniu czytało nas blisko milion osób!
Dołącz, porozmawiaj, wyraź swoją opinię. Grupa sympatyków strony Niezlomni.com

Redakcja serwisu Niezłomni.com nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach użytkowników. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Jednocześnie informujemy, że komentarze wulgarne oraz wyrażające groźby będą usuwane.
Ładowanie komentarzy Facebooka ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*

Korzystając z formularza, zgadzam się z polityką prywatności portalu

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Idź na górę