O nigdy nienakręconym odcinku Czterech Pancernych, czyli jak urywano łeb reakcyjnej hydrze. Oraz o PRL-owskiej szkole filmowej na przykładzie Andrzeja Wajdy

w Kultura


Zachęcamy do obserwowania strony na Twitterze

czterej-pancerniKto z wychowanych w PRL-u nie zna serialu Czterej pancerni i pies? Tylko wyjątki. Trzeba przyznać, że zarówno pułkownik Ludowego Wojska Polskiego Janusz Przymanowski – twórca postaci Janka Kosa i jego towarzyszy broni, jak i Konrad Nałęcki – reżyser serialu, spisali się znakomicie. Obaj panowie wykonali kawał dobrej, propagandowej roboty. Tak dobrej, że w „podziwie” dla niej, o serialu Czterej pancerni i pies będę pisał dalej z odpowiednią dystynkcją, używając w wyrazie serial dużej litery „S”.

Przez długie lata kolejne pokolenia Polaków zastygały przed odbiornikami telewizorów, śledząc w napięciu losy załogi czołgu „Rudy”. Wśród nich i ja. Ba, dużo młodsi ode mnie – ci, którzy z racji wieku zasiedli przed telewizorami już po upadku rządów partii komunistycznej, także nie uniknęli kontaktu z Serialem. Stacje telewizyjne cały czas dbają, aby gościł on na ekranach telewizorów, czyli w naszych domach, nie rzadziej niż dwa – trzy razy w roku. Wspólna to troska nie tylko kanałów komercyjnych. Także TVP, realizując misję właściwą telewizji publicznej, przez cały czas pozostaje w awangardzie ambasadorów Serialu. Zdaje się, że tylko w czasie prezesury Pana Bronisława Wildsteina obowiązywał na Woronicza zapis na „Pancernych”. Na szczęście jednak dla tego dzieła i jego wiernych fanów, ponury ten czas nie trwał zbyt długo, i wielki skarb filmoteki narodowej, jakim bez wątpienia jest Serial, został zdjęty z półki, na którą niezasłużenie, z powodów czysto politycznych, trafił. Aktualnie jest on emitowany w stacji prywatnej, ale wakacje już niedaleko i zapewne gdzieś około sierpnia będziemy mogli usłyszeć ponownie w TVP, jak Edmund Fetting uroczym głosem pięknie wyśpiewuje strofy znanej, chwytającej za serce piosenki z Serialu.

O poczuciu zubożenia i dwóch filmach Andrzeja Wajdy

Dzieło to ma jednak pewien feler. Jest bowiem niedokończone. Koniec filmowej epopei „Pancernych” następuje za szybko, nie pozwala poznać całej ich historii (…). A przecież chodzi o sprawę ważną. O dobro kultury narodowej. Na Serialu wychowały się wszak miliony rodaków. Sądzę, że nie można pozwolić, aby taki stan rzeczy trwał nadal. Bo przezeń wszyscy jesteśmy jakby zubożeni. Zanim jednak rozwinę ten wątek, muszę odreagować takie właśnie odczucie – zubożenia, które towarzyszyło mi, gdy niedawno czytałem na wPolityce felieton Pana Krzysztofa Kłopotowskiego pt. Orzeł Biały dla Wajdy. Autor, uznany krytyk filmowy, dokonał w swym tekście krótkiej retrospekcji twórczości filmowej Andrzeja Wajdy, wykazując niezbicie, że Order Orła Białego należy się Mistrzowi jak mało komu. Co racja, to racja, ale nie w tym rzecz. Felieton, jak już zaznaczyłem, zawiera krótkie omówienie najważniejszych dokonań reżysera. Przy wspomnieniu niektórych obrazów filmowych Mistrza powstałych w okresie PRL-u autor poczynił godne uwagi zastrzeżenie.

Napisał mianowicie, że: Nawet jeśli były to filmy zakłamane wobec faktów historycznych, to przecież nie tylko pożyteczne, ale także piękne. Jednocześnie dziwnym trafem pominął w swym tekście, co wywołało u mnie wspomniane poczucie zubożenia, pierwsze bodaj pełnometrażowe dzieło filmowe Mistrza, czyli Pokolenie, z Tadeuszem Janczarem i Tadeuszem Łomnickim w rolach głównych. Film, wyprodukowany w roku 1954, opowiada o bojowcach PPR-u i Gwardii Ludowej, czyli członkach organizacji dyspozycyjnych wobec centrali partii komunistycznej w Moskwie, dążących, niestety skutecznie, do skomunizowania Polski. Czyżby Pan Kłopotowski uznał, że ten obraz Mistrza wykracza jednak poza ramy pożyteczności i piękna?

Wybaczcie Państwo dygresję, ale warto zauważyć, że weryfikacji przez kryterium prawda/fałsz podlega w zacytowanym zdaniu z tekstu Pana Kłopotowskiego tylko teza opuszczająca zakłamanie niektórych filmów Andrzeja Wajdy wobec faktów historycznych. I trudno z nią polemizować. Natomiast twierdzenie, że coś jest pożyteczne lub piękne jest w istocie jedynie oceną, o tyle dowolną, że nie weryfikowalną za pomocą kryterium prawdziwości. Ujmując rzecz innymi słowy, wyrażony przez Pana Kłopotowskiego pogląd na temat pożyteczności oraz piękna filmów Andrzeja Wajdy, także tych, które niekoniecznie zachowały lojalność wobec faktów historycznych, oddaje jedynie emocje autora tekstu wobec komentowanych przez niego dzieł filmowych Mistrza, natomiast nie mówi nic obiektywnego na ich temat.

Dodam, że jeżeli Pan Kłopotowski pominął film Pokolenie powodowany względami wobec piękna lub pożyteczności, to, w moim odczuciu, postąpił zupełnie niesłusznie. Uważam, że scena, w której bojowiec Gwardii Ludowej, grany przez Tadeusza Janczara, zostaje osaczony przez niemieckich żandarmów i po wystrzeleniu amunicji rzuca się na w dół klatki schodowej z czwartego bodaj piętra kamienicy jest warsztatowo znakomita, a przy tym piękna obrazowo (zastrzegam, że nie dlatego jest piękna, jak niektórzy mogą w swej zaciekłości sądzić, że śmierć uzbrojonego komunisty po prostu cieszy oko ludzi poważnie traktujących idee wolnościowe, lecz z powodu świetnej dynamiki ujęć i poetyki obrazu w jej finałowych sekwencjach). Jest prawie tak samo piękna, jak scena z Popiołu i diamentu, w której podziurawiony jak sito kulami z pistoletu maszynowego Maćka Chełmickiego, bogu ducha winny robotnik umiera przed świętą figurą w przydrożnej kapliczce (dodajmy dla precyzji opisu- nie on był celem egzekucji, zginął wskutek pomyłki jej wykonawców), czy też jak finałowa sekwencja śmierci bohatera na gigantycznym śmietnisku. Zakładam też, że dla wielu miłośników kina wszystkie ww. sceny z obrazów Mistrza są nie tylko piękne, są również pożyteczne, bo dlaczego mają nie być?

Szkoła filmowa – polska czy peerelowska? (z dorobku Józefa Mackiewicza zaczerpnięte)

Jak na mój niewyrobiony gust, sceny te, tak jak filmy, z których pochodzą, są wręcz kultowe dla peerelowskiej szkoły filmowej. Nie polskiej, ale właśnie peerelowskiej. Tak jak dla peerelowskiej szkoły filmowej kultowy jest również Serial Czterej pancerni i pies. Oczywiście, nie śmiem porównywać ogromu walorów artystycznych Pokolenia, czy Popiołu i Diamentu do wartości artystycznych Serialu. Tu Mistrz bez wątpienia wygrywa na całej linii. I artyzmem, i pięknem. Tym bardziej, że Serial był obliczony na dotarcie do mas, a te zawsze są mierne (prosta zasada arytmetyki: im większy wspólny mianownik, tym mniejsza wartość ułamka), zaś Mistrz adresował swoje dzieła zawsze raczej do elit. Masa ładunku pożyteczności natomiast wydaje mi się być w przypadku tych trzech obrazów filmowych na zbliżonym poziomie, ale to, jak prawie każda ocena, kwestia smaku.

Temat wart jest jednak głębszej refleksji – polska czy peerelowska była to szkoła filmowa? Jest to zagadnienie zbyt poważne, abym pozwolił sobie na wynurzenia własne. Pozwolę sobie natomiast przypomnieć, że swego czasu – w 1967 r. – podobną kwestię podjął, w znakomitym artykule Droga Pani, Józef Mackiewicz. Artykuł jest wprawdzie poświęcony rozważaniom na temat literatury z okresu PRLu, ale gdyby zamienić w nim wyraz literatura na film (a zwroty adresowane przez Pisarza do pojęcia literatura zastąpić przystającymi do terminu film), to wydaje się on idealnie pasować do wywołanego przeze mnie tematu.

Mackiewicz napisał:

jestem osobiście jedynym bodaj wyjątkiem, który nie uważa literatury PRLu w jej całości, za literaturę, i w tradycyjnym, i w ścisłym znaczeniu: polską. Podobnie jak nikomu nie przyszłoby nawet do głowy przed wojną literaturę sowiecką – nawet tę z okresu leninowskiego NEPu, która cieszyła się o wiele większą swobodą, niż dzisiejsza „peerelowska” w komunistycznej Polsce – nazywać „rosyjską”. Termin byłby wówczas zgoła niezrozumiały. Literatura rosyjska, to była ta sprzed rewolucji bolszewickiej, plus jej kontynuatorka na emigracji. Pod Sowietami zaś powstała: sowiecka, jako całość; choćby poszczególne książki traktowały o dziecinnych zabawach, czy zawiedzionej miłości. I tak to cały świat rozumiał. Po ostatniej wojnie, od czasu „ewolucyjnego” konkursu rozpisanego w świecie zachodnim: kto niżej w pas pokłoni się komunistom(…), to już się dawno zmieniło. Osobiście jednak zachowałem przedrewolucyjny pogląd, i tak też patrzę na całość literatury peerelowskiej. Sprawdzianem każdej literatury jest, moim zdaniem, jej szczerość. Komunista piszący w wolnym świecie, jeżeli nie jest wyjątkowo funkcjonariuszem, lecz, załóżmy, szczerze wypowiada swe komunistyczne poglądy, należy niewątpliwie do całości literatury narodowej swego kraju. Natomiast nie tylko komunista, ale i nie- komunista piszący w państwach komunistycznych, tzn. podlegający i fizycznej, i psychicznej reglamentacji, ustanowionej przez ustrój komunistyczny, nie należy już do literatury swego kraju, lecz do literackiego typu temu krajowi narzuconego. (Mówię tu ciągle o całości literatury jako takiej, a nie o poszczególnych dziełach). Sprawdzianem tego typu przestaje być indywidualna szczerość twórcy, lecz nadrzędny postulat obowiązujący (stale, i w jakimś stopniu) każdą indywidualność literacką.

(Wiadomości 1967 nr 10, za: Józef Mackiewicz Barbara Toporska Droga Pani… Kontra. Londyn 1993 r.)

Mam nadzieje, że choć część z Państwa uzna, że to interesująca perspektywa spojrzenia na znakomitą większość dorobku literackiego, a też filmowego z okresu PRLu. Polecam również przyłożenie tej perspektywy do takich dzieł Mistrza jak właśnie pominięty przez Pana Kłopotowskiego, w jego tekście pt. Order Orła Białego dla Wajdy, film Pokolenie, czy chwalony przez niego Popiół i diament. I liczę na Państwa opinie w tej sprawie.

„Do domu wrócimy, w piecu napalimy, nakarmimy psa”

Wróćmy jednak do Serialu. Wspomniałem, że ma on pewien defekt. Tak jak tekst Pana Kłopotowskiego poświęcony twórczości Andrzeja Wajdy pomija Pokolenie, pozostawiając czytelnika w błędzie poznawczym jeśli chodzi o całokształt twórczości Mistrza, tak i wielbiciele Serialu pozbawieni są obrazu końcowych akordów działalności jego zbiorowego bohatera, czyli 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte. To trochę niesprawiedliwe. Człowiek się utożsamia, otwiera swą wrażliwość, a czegoś, nie ze swojej winy, zostaje pozbawiony. Czegoś ważnego dla całokształtu zjawiska, któremu poświęcił swą uwagę i oddał część emocji.

Przypomnijmy sobie, że ostatni strzał, który pada w Serialu, zostaje oddany przez niemieckiego wyrostka i przecina życie sowieckiego oficera. Serial, jeśli dobrze pamiętam, kończy się scenami weselnymi. Jego główni bohaterowie biorą za żony piękne i uczciwe dziewczyny- żołnierki. Wszystko to dzieje się w maju 1945 r. Wspomniany Edmund Fetting śpiewa, i to jak (łza się w oku kręci):

do domu wrócimy/ w piecu napalimy/ nakarmimy psa (słowa: Agnieszka Osiecka).

Serial nie pokazuje powrotu „Pancernych” do domu; ostatnie kadry – te z wesela – zapowiadają jednak to, co przed nimi, a co, głosem Fettinga, solennie obiecali nam w piosence- dom ogrzany ciepłem rozpalonego pieca, nakarmiony pies. Wyobraźnia dopowiada resztę, czyli obraz powojennej sielanki. Tymczasem „Pancerni” po powrocie na polskie ziemie do domu powrócili nie tak od razu. Tu bowiem łeb wysoko trzymała jeszcze reakcyjna Hydra. I należało jej ten łeb urwać.

„Pancerni” w natarciu. Podlasie, lipiec 1945 r

Niektóre tereny, np. Podlasie, były wręcz opanowane przez bandy reakcyjnego podziemia. Dlatego też partia komunistyczna wysłała tam najlepsze, najbardziej sprawdzone siły, w tym zaprawione w bojach z hitlerowcami jednostki frontowe: 1 Dywizję Piechoty im. Tadeusza Kościuszki i właśnie 1 Brygadę Pancerną im. Bohaterów Westerplatte. „Pancerni” i tym razem nie zawiedli – wnieśli realny wkład w przechylenie szali zwycięstwa na froncie wewnętrznym na stronę partii komunistycznej. Tak więc to nie sukcesy wojenne w Berlinie w maju 1945 r., lecz oczyszczenie terenu Podlasia z szeregu band reakcyjnych było ostatnim wyczynem bojowym „Pancernych”, nie wiedzieć czemu pominiętym w Serialu. I to na Podlasiu właśnie, nie w Berlinie, zakończyli oni szlak bojowy. Spójrzmy przez chwilę na dokumentację ostatniego sukcesu „Pancernych”, wytworzoną przez dowództwo 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte (zachowałem oryginalną pisownię):

Zgodnie z rozkazem Dowódcy 1 Dywizji Piechoty 1 polska Brygada Pancerna dnia 23 VII 1945 r. przeprowadzała operację w celu likwidacji band „Tura” i „Młota” pod kierownictwem „Szumnego”. Dnia 24 VII 1945 r. Brygada Pancerna zajęła podstawowe pozycje wyjściowe w celu rozwinięcia natarcia wyłącznie na Sokołów Podlaski, Zaniecyn Bielany, Kowiesy, Podnieśno włącznie Suchożebry(…) W ukazanym kierunku posuwał się Baon Zmotoryzowanych Fizylierów i 1 Batalion Czołgów (…) 25 VII 1945 r. resztki bandy wykryto w m. Korczew, które próbowały jeszcze się utrzymać prowadząc ogień, gdzie w końcu zostały wzięte z bronią i amunicją. Przedłużając wykonanie zadania kompania przeciwczołgowa spotkała się z bandą „Szumnego” w rejonie półn.- zach. skraj Drożniew. W wyniku zawiązanego boju został zabity komendant okręgu „Szumny”, bandyta „Jesion” (nazwisko nieznane), ranny adiutant „Szumnego” „Zdzisiek” (Jabłoński), bandyta „Deoniza” ( Cykjan) uczestnik bandy(…).W dalszym ciągu przedłużając wykonanie zadania, dnia 26 VII 1945 r. zatrzymano 53 osoby podejrzane, z których 18 po ściśle dokonanym zbadaniu ich dokumentów okazało się jawnymi członkami bandy AK. Za okres operacji Brygada Pancerna wzięła: 70 bandytów AK z bandy „Tura” i „Szumnego” oraz „Młota”, 67 osób podejrzanych, których po dokładnym przejrzeniu dokumentów puszczono.

Tyle meldunek specjalny nr 05 Sztabu 1 Polskiej Warszawskiej Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte z dnia 28 VII 1945 r., pod którym swój podpis złożył m.in. Dowódca 1 Brygady Pancernej – pułkownik, o czysto polskim nazwisku, Malutin.

Dodam jeszcze, że w nie było to pierwsze wystąpienie „Pancernych” na froncie walki z rodzimą reakcją. Tylko podczas przeprowadzonych przez tę jednostkę w dniu 8 VII 1945 r. działań w rejonie Latowicza (nieopodal Stoczka Łukowskiego) zatrzymano 185 osób zakwalifikowanych przez „Pancernych” jako podejrzane, z których 68 przekazano do dalszego śledztwa.

W tej sytuacji akcja ostatniego, nienakręconego do dziś odcinka Serialu chyba powinna ogniskować się wokół przeprowadzonego w końcu lipca 1945 r. natarcia jednostek 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte w kierunku na Sokołów Podlaski, Bielany, Kowiesy i kilka jeszcze innych podlaskich wsi, a ostatnimi akordami Serialu powinny być sceny, w których od kul „Pancernych” ginie „Szumny” i jego trzech podkomendnych. A może powinny być nimi sekwencje, w których rodziny „Szumnego” „Pirata” , „Jesiona” i czwartego z wówczas poległych partyzantów rozpaczliwie poszukują ciał swoich bliskich?

Bez grobu. Czy z naszą pamięcią?

Miałem zaszczyt znać syna „Szumnego”, Pana Bogdana Śmiałowskiego. Do końca swych dni (zmarł w 2007 roku) wierzył, że odnajdzie miejsce pogrzebania swego ojca – ppor. Teodora Śmiałowskiego, uczestnika wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r., komendanta ośrodka Drohiczyn – Siemiatycze w Obwodzie AK – AKO Bielsk Podlaski, dowódcy oddziału partyzanckiego, odznaczonego dwukrotnie Krzyżem Walecznych. Niestety. Tak się nie stało. Miejsce pogrzebania zwłok „Szumnego” pozostaje do dziś nieznane. W ostatnich latach życia Pan Bogdan Śmiałowski, wskutek choroby, był mocno ograniczony ruchowo. Z tego powodu nie mógł wziąć udziału w uroczystości odsłonięcia pomnika poświęconego Jego ojcu i poległym 25 VII 1945 r. podkomendnym „Szumnego”, który wysiłkiem Fundacji „Pamiętamy” stanął w 2005 r. na cmentarzu w Drohiczynie ( patrz: www. fundacjapamietamy.pl, zakładka pomniki, a w niej Drohiczyn). Po ceremonii, bardzo podniosłej, na której byli obecni jego bliscy, zadzwonił do mnie, znając już z ich relacji jej przebieg. Łamiącym się ze wzruszenia głosem wyraził swą wielką radość z faktu, że pomnik ten, będący wyrazem naszej pamięci m.in. o Jego ojcu, został wzniesiony. Nie wspominam tego zdarzenia, aby się przed Państwem chwalić, wspominam je dla uświadomienia niektórym jak wielka jest przepaść między „wrażliwością” historyczną tłumów ukształtowaną m.in. na Serialu, a doświadczeniem rodziny „Szumnego”, rodziny „Pirata” i innych żołnierzy sprawy polskiej wolności, którzy padli ofiarą działań 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte z lata 1945 r. I nieśmiało apeluję: ilekroć natkniemy się na tym czy innym kanale telewizyjnym na odcinek Serialu , a natkniemy się jeszcze wielokrotnie, to, niestety, pewne, wspomnijmy „Szumnego” i Jego żołnierzy zabitych przez „Pancernych”. Jeżeli mamy aspiracje utrzymania więzów wspólnotowych na poziomie narodowym, to nie powinniśmy zapomnieć o Ich ofierze. A może ten odruch pamięci skłoni nas do skorzystania z prawa wyłączenia telewizora?

Grzegorz Wąsowski, artykuł ukazał się na portalu wPolityce.pl

(335)

Chcesz podzielić się z Czytelnikami portalu swoim tekstem? Wyślij go nam lub dowiedz się, jak założyć bloga na stronie.
Kontakt: niezlomni.com(at)gmail.com. W sierpniu czytało nas blisko milion osób!
Dołącz, porozmawiaj, wyraź swoją opinię. Grupa sympatyków strony Niezlomni.com

Redakcja serwisu Niezłomni.com nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach użytkowników. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Jednocześnie informujemy, że komentarze wulgarne oraz wyrażające groźby będą usuwane.
Ładowanie komentarzy Facebooka ...

8 komentarzy

  1. Panie Grzegorzu serial serialem szkoda że dorabia pan do tego ciąg dalszy..
    jestem zniesmaczony…zapomniał pan dodać o służbie Gustlika w wemahcie.janka że pracowała na komunistów a Olgierd to juz naprawde wredny typ..rusek..co z tego że rodzice zesłańcy….jako dziecko ogladałem ten film jako fajna przygodę i nic więcej.Szkoda że robi pan z siebie małego Wildsztajna….

  2. Słowami mojego historyka z LO: Najważniejsze dla dziecka oglądającego przygody Pancernych i Psa było to, że pies szczeka, jest czołg, a Janek kocha Marusię, a nie to, że zwracają się do siebie per „towarzyszu pułkowniku”; takie dorabianie teorii jest po prostu głupią stratą czasu, bo oczywistym jest, że Serial jest, był i będzie przede wszystkim rozpatrywany w kategoriach świetnego kina przygodowego, a nie propagandy, której dziecko nie rozumie, a normalny dorosły człowiek ma w dupie.

    • Tak, oglądając ten serial po raz pierwszy nie zagłębiałem się we wszystkie dziwne dla mnie fakty jak np. co Janek robił na Syberii i dla czego jechał stamtąd do Polskiego Wojska. Później gdy się dowiedziałem byłem wkurwiony że wała ze mnie zrobiono.
      I też nasuwa mi się druga refleksja związana już z innym serialem też ‚słynnym’ Kapitan Kloss. Byłem już starszy i nie mogłem zrozumieć jak Niemcy będąc takimi idiotami tak długo tę wojnę prowadzili(całe pięć lat). A z bohaterów polubiłem Brunera a nie Klossa. Ten pierwszy był bardziej treściwy niż drugi.

  3. https://www.youtube.com/watch?v=bVbbP7zBP3E mnie zawsze, nawet jako młodą panienkę, jak już doszłam do jakiej takiej świadomości w jakim systemie żyję (lata70-80) nurtowało jedno: JAK to możliwe, że pan Wajda nakręcił Człowieka z marmuru, Człowieka z żelaza? pamiętam, że nie potrafiłam tego posklejać. Powoli z roku na rok poznawałam to środowisko, zresztą samo się obnażało, ubrane w poczucie własnej wyższości na reszta narodu… Cudowne ozdrowienie i oświecenie nastąpiło po 10.04.2010. A obecnie kolejne maski spadają, dzięki Bogu. Czego wcale nie żałuję. Wobec kwestii: wybitna reżyseria, niesamowity talent aktorski – a prawda, to wybór jest oczywisty. Przerażający jest oportunizm choćby krytyków (Kłopotowski w tym wywiadzie) – cel uświęca środki, artysta „ma prawo” się zeszmacić – bo jest lepszy… Makabra.

  4. Bajdy pana Wajdy

    – w jęz.ros. W=B i tu jest „prawda” peerelowskiej szkoły filmu!

    – „gdzie 100 jada tam 5 naje się” – motywacja do ZMS, ZMW, SZSP itd.

    – NRD, WRL, CSRS tworzono w oparciu o przejęte struktury po NSDAP, zaś PRL musieli tworzyć koszerni KORUPCUSZE z braku lewaków!

    • KORUPCJUSZE – kasta „młodych historycznie” mieszkańców ziem polskich delegowana do sprawowania nikczemnej władzy nad Polakami. Zawołaniem ich jest „wybierzmy przyszłość”, lub „patriotyzm to antysemityzm wyssany z mlekiem matki” oraz polskość to nienormalność – zależnie od jaczejek tworzących konkurujące ze sobą kasty KORUPCJUSZY….

  5. Pamietamy takze ulana atakujacego szabla niemiecki czolg. W filmie „Lotna” Taak pan Wajda to bardzo dobry rezyser, mistrz i lajdak w jednej osobie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*

Korzystając z formularza, zgadzam się z polityką prywatności portalu

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.