Portal informacyjno-historyczny

Nieznane fakty o ,,Ince” ujrzały światło dzienne. Zakazana lektura w PRL

w Żołnierze Wyklęci

Zachęcamy do obserwowania strony na Twitterze

Helena Tymińska: „Dobra, mądra, szlachetna, wartościowa i taka straszna śmierć w 17 lat!”

Byłem do niedawna przekonany, że wszystko w sprawie „Inki” już znam, zwłaszcza po długich rozmowach z jej siostrą, śp. Wiesławą Siedzik-Korzeniową, ze śp. ks. Marianem Prusakiem i z zastępcą naczelnika gdańskiego więzienia w roku 1946 Alojzym Nowickim. Wydawało mi się, że po pogrzebie pozostaje już tylko bronić pamięci „Inki” przed niemądrymi wypowiedziami wychodzącymi zwłaszcza ze środowiska prosowieckich Białorusinów w Polsce, niechętnych nie tylko „Ince”, ale Żołnierzom Wyklętym w ogóle.

I oto sensacja! Dowiaduję się, że w Ełku u rodziny Tymińskich przechowywany jest pamiętnik Heleny Tymińskiej (1885-1968), babci „Inki” po kądzieli. Pięć zeszytów 60-kartkowych, szósty gdzieś przepadł. Po śmierci Heleny te zeszyty trafiły do jej młodszego syna Brunona Tymińskiego. To był rok 1968, więc pan Brunon natychmiast zorientował się, że to jeszcze zakazana lektura i musi poczekać na lepsze czasy. Dożył lepszego czasu i przypomniał sobie, co leży na dnie szuflady. „Odkrycie” „Inki” przez całą Polskę, jej narastająca sława, sprawiały mu radość, sam w tych uroczystościach uczestniczył, choć podupadał na zdrowiu. Doszedł do przekonania, że Polacy mogą zrozumieć w pełni sens słów więziennego grypsu jego bohaterskiej siostrzenicy dopiero po zapoznaniu się z pamiętnikiem jego matki, babci „Inki” Heleny Tymińskiej. Depozytariuszem pamiętnika uczynił swego syna Dariusza Tymińskiego.

Już teraz

Przekonałem pana Dariusza, że już teraz warto udostępnić chociaż fragmenty pamiętnika „Biuletynowi IPN” i „Naszemu Dziennikowi”, którego zasługi dla pamięci o „Ince” są nieocenione. Uśmiechnął się, widząc mój zapał, i zgodził się.

Już nawet te fragmenty nadają sprawie „Inki” nowy wymiar. Historia „Inki” nie zaczyna się w dniu jej narodzin. „Inka” wyrasta z babci Heleny, ze swej dzielnej mamy Eugenii i z całej historii obu rodzin – Siedzików i Tymińskich. W roku 1946 nie była „zagubioną nastolatką” (taką opinię znajdujemy w książce „Szukając ’Inki’”), lecz w pełni świadomą swych obowiązków wobec Polski, hardą kresowianką. Była wiernym odbiciem babci!

Helena wychowała się w Rosji, ponieważ była córką… generała armii carskiej! Nazywał się Karol Rzepecki. Gdyby ktoś się zdziwił, przypomnijmy, że pułkownikiem armii carskiej, wykładowcą w Szkole Wojennej w Petersburgu, był Romuald Traugutt. Rzepeccy godzili służbę w armii rosyjskiej (brat Karola był pułkownikiem) z zaangażowaniem się w Powstanie Styczniowe. Rodzina mocno ucierpiała po powstaniu: kontrybucje, wywłaszczenia z majątków rodzinnych. Helena wychowała się na bezkresach Rosji; tam, gdzie był pułk ojca. Najstarsze wspomnienie z dzieciństwa, o którym pisze, to rok 1889. Wieczorem, przed snem, mama sprawdza, czy do pościeli nie zakradły się żmije. Śpią przecież w wojskowej jurcie. Później rodzice zadbają o wykształcenie zdolnej córki. Trafi do instytutu dla panien z dobrych domów w Tyflisie (Tbilisi). Stamtąd po raz pierwszy przyjedzie do Warszawy w roku 1902.

Piękna Helena

Urocze są te najstarsze wspomnienia, gdzieś z przełomu wieków, nasycone ówczesnymi realiami. Poznajemy perypetie „duszne” urodziwej Helenki: „Ja i siostra byłyśmy ładne, więc nie brakowało i kochania się… Duży wpływ w kształtowaniu się mojej świadomości miała miłość do mnie Kazimierza Wiłkomirskiego. Malarza, dla którego na świecie były tylko dwie rzeczy: ja i sztuka… Kochał jednakowo głęboko. Lecz czy ja, 14-letni podlotek, mogłam to zrozumieć?!”.

Ostatecznie pani Helena odrzuci późniejszego ojca Wandy Wiłkomirskiej i wyda się za Jana Tymińskiego. Był roztropny i potrafił zadbać o rodzinę. Architekt i budowniczy mostów bywał tu i tam na budowach, dla żony nie była to nowina. Osiedli w majątku Harasimowicze w gminie Dąbrowa Białostocka. Warto zauważyć, że w Harasimowiczach urodził się gen. Edward Godlewski „Garda”, dowódca 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich, później komendant Obszaru Białystok ZWZ-AK. Mama „Inki” pewnie go znała, byli w zbliżonym wieku. To pewnie za jego sprawą tak szybko trafiła do konspiracji.

Wojenna niedola

Po agresji sowieckiej rodzina Danuty Siedzikówny została wyrzucona z leśniczówki Olchówka, a jej ojca Wacława Sowieci wywieźli na Sybir. Eugenia Siedzikowa z córkami szukały schronienia w Narewce i cierpiały biedę. Babcia „Inki” wspominała:

„Otrzymuję wiadomość, że córka aresztowana i siedzi w więzieniu w Białymstoku. Przyczyną, jak ludzie mówili, było to, że pracowała w ruchu oporu. Żeby utrzymać rodzinę, założyła mały handel produktami. Jakoś klepali biedę. Musiała jeździć po towary do Białegostoku i mówili, że przewoziła oręż. Co i jak było na pewno, mnie nie wiadomo, dość, że była w więzieniu. U Niemców można było człowieka wykupić. Pieniędzy nie miałam, biżuteria moja była u córki. Lecz znajomy powiedział mi, że Niemcy, aresztując, zabrali biżuterię. To była nieprawda, ale myślałam, że wykupić jej nie ma czym. Robiłam, co trzeba, lecz byłam tak zmęczona troskami o kromkę chleba i nieokraszony krupniczek, że już nie miałam sił żyć […]. 16 września 1943 otrzymuję list, że córka rozstrzelana. Muszę jechać do Narewki zawiadomić teściową i dzieci. Radość z mojego przyjazdu trochę zmiękczyła boleść straty. Zresztą, oni już 10 miesięcy czekali tego wyroku.

Jakoś żyli. Starszą wnuczkę Wiesię odwojowali od wywozu do Niemiec, pracowała jako kucharka. Miała 15 lat. Danusia – 13 lat, jeździła po towar do Białegostoku. Teściowa przy domu miała duży ogród, więc miała kartofle i jarzyny. Trzeba ratować starszą wnuczkę Wiesię. Czas leci, jeszcze parę lat i na nauki będzie za późno. A była zdolna. Jadę z nią do Harasimowicz, lecz nasz dom jest tak zapchany, że nie ma gdzie spać. Sąsiadka bierze ją do siebie na noclegi, dzień spędza u mnie. Zaczęłyśmy naukę. Trudno skupić się, bo dużo nas w jednym pomieszczeniu, lecz jakoś to idzie”. W czas wojennej biedy, po śmierci córki, Helena martwi się o wykształcenie wnuczek!

Najszczęśliwszy dzień w życiu

Troska o wykształcenie Danusi skłoniła babcię, by ją zapisać do gimnazjum Ojców Salezjanów w Nierośnie koło Różanegostoku. „Danuta poszła w partyzantkę. Gdy Bruno był w Białymstoku, przyjechała do niego chora i on ją odwiózł do mnie, do Nierośna. Była żądna nauki. Zaczęła się przygotowywać do gimnazjum. Ciężka to była nauka. Za nauczycielkę byłam ja, lecz miałam i gospodarkę, i uczniów, i gimnazjum. Oprócz tego w matematyce byłam durak… A ona nic nie mogła przyjąć na słowo. Do tego nafty nie ma, łuczywa palimy. Ciężko. Jednak wytrwamy! Po Nowym Roku Danuta idzie do gimnazjum. Wychodząc z domu, mówi: ’Babciu, to najszczęśliwszy dzień mojego życia!’”. Jeśli się komuś wydaje, że „Inka” szukała w partyzantce przygody, to jest w błędzie. Jej marzeniem było uczyć się. Służba w oddziale wynikała z poczucia obowiązku. Córka sybiraka i konspiratorki zamordowanej przez Gestapo rozumiała, że „tak trzeba”.

W ukryciu

„Niedługo to szczęście trwało, bo tylko jeden tydzień” – pisze Helena. „Wiesia nie przyjechała ze Świąt. Byłam niespokojna. Nareszcie po tygodniu przyjeżdża. Jest zdenerwowana, roztrzęsiona. W Białymstoku spotkał ją szpicel UB z Narewki, kazał iść za sobą. Zaprowadził do więzienia. Tam ją trzymali cały tydzień, by powiedziała, gdzie Danuta. Nie powiedziała. Postraszyli, odpuścili.

Danusia zdecydowała od razu, że musi odejść. Nie chciałam, żeby odchodziła, ale lękałam się o nią. Nie mogłam wziąć na siebie odpowiedzialności, że wszystko będzie dobrze. A ona już miała swoje dossier. Po śmierci Matki była łączniczką z leśnymi partyzantami. Nie uciekła w lasy i aresztowali ją. Po kilku dniach partię aresztowanych prowadzili z Narewki do Hajnówki. Uprzedzili ją, że będą odbijać, i rzeczywiście partyzanci napadli na konwój. Wszyscy od razu do rowów. Ona zdecydowała w ułamku sekundy. Pobiegła do lasu. Strzelali do niej, sukienka była przebita kulami w kilku miejscach, lecz nie ranili. Las! Puszcza Białowieska!

Nie tak łatwo spotkać tam ludzi. Błądziła cały dzień i dopiero na wieczór spotkała oddział partyzancki. W jakim była stanie, trudno sobie wyobrazić. Dowódca kazał jej spać. Zasnęła i uspokoiła się. Została w oddziale, a na jesieni przyszła do Brunona, do Białegostoku. On ją odwiózł do mnie. Gdy namawiałam zostać, powiedziała: ’Czy my choć noc prześpimy spokojnie? Gdy kto przejeżdża, ja i ty nie śpimy. Lepiej skryć się’. Pojechała do Białegostoku, gdzie była znajoma rodzina, syn której był też w partyzantce. Z czego i gdzie żyć? Leśnictwo jest znane i bliskie. Idzie więc do Urzędu Lasów i tam dowiaduje się, że dyrektorem jest jej chrzestny ojciec i najbliższy przyjaciel ojca, Stefan Obuchowicz. Zwróciła się do niego. Wysłał ją do leśniczówki Miłomłyn koło Ostródy. Ja robiłam starania, żeby ona mogła się uczyć. Pawlik K., mój przyjaciel, urządził ją w Domu Dziecka w Sopotach i w liceum tamże. Bruno z rzeczami jedzie do tej leśniczówki. W drodze dowiaduje się, że przysłali po nią z lasu i jej już tam nie ma”.

Na urlopie z oddziału

„Nic o niej nie wiemy. Po paru miesiącach przyjeżdża do mnie na parę dni. Jest w partii w Lasach Tucholskich, dowódca bardzo dobry. Pytam: – Czy ty też zabijasz? – Nie, babciu. Nie mam przy sobie nawet oręża. Idę za oddziałem. Jeśli jest ranny, opatruję go. Jeśli gdzie zatrzymujemy się, gotuję, jak umiem, i opatruję chorych. Zostać u ciebie nie mogę. Poszła i już nie wróciła. Na jesieni była aresztowana i powieszona jak morderczyni. A ona nikogo nie zabiła! Ja temu wierzyłam, ona nigdy nie kłamała! Myślałam, że zwariuję! Dobra, mądra, szlachetna, wartościowa i taka straszna śmierć w 17 lat!”. To było pisane w roku 1966. Helena nie znała okoliczności śmierci Danusi tak dokładnie, jak my je dziś znamy. Te fragmenty przeczytałem niedawno grupie młodzieży. Podeszła do mnie dziewczynka lat może 16: „Wie pan, co mnie najbardziej rozwala? Wyjście z domu do szkoły to jest najszczęśliwszy dzień w jej życiu! A ja tak nie lubię mojej szkoły”. Pomyślałem sobie: dzięki Ci, Boże, za „Inkę”, bo dzięki niej może dziś młodzi Polacy zrozumieją, że wyjście do szkoły o poranku jest prawdziwym darem, który trzeba szanować.

Rodzina

Pamiętnik babci Heleny – choć poznałem go fragmentarycznie – uświadomił mi, że tacy ludzie jak „Inka” nie biorą się znikąd. Żeby zachować się tak jak ona, trzeba było wiedzieć, skąd się wyrasta. Trzeba było tej babcinej hardości. W moim dotychczasowym pisaniu o Danucie dostrzegam błąd wynikający z sugestii śp. Wiesławy, siostry Danuty. Uważałem, że więzienny gryps przeznaczony był dla babci Anieli Siedzikowej, matki ojca, z którą dziewczynki były zżyte i z nią mieszkały, która była ciepła, rodzinna. W świetle pamiętnika Heleny widać jednak, że to raczej ona była adresatką grypsu. Tylko dlaczego Helena nic o grypsie nie pisze? Ponieważ siostry Mikołajewskie z Gdańska nie miały szans, by ją powiadomić. Po aresztowaniu Danuty były pod obserwacją, potem trafiły do więzienia. Pewnie w latach 60. nie miały pojęcia, że babcia z grypsu „Inki” żyje w Grajewie!

”Kocha szkołę i młodzież”

Helena Tymińska – panna z dobrego domu, dobrze wydana za mąż – miała po wojnie ciężkie życie. Ukochany, pierworodny syn Aleks popełnił samobójstwo po tym, jak tramwaj w Warszawie obciął mu nogę. Córka Helusia umarła w roku 1963 na hemofilię. Eugenię, mamę „Inki”, zamordowało Gestapo. Ukochaną wnuczkę Danusię skazano na śmierć jak zbrodniarkę. Pani z dobrego domu, majątek w Harasimowiczach. Po wojnie musiała pracować 10 lat, by dorobić się marnej emerytury, która na nic nie starczała. Stara kobieta wchodzi do swej szkoły, Liceum Ogólnokształcącego w Grajewie. Jest zmęczona, ale prostuje się, bo tak trzeba. W zachowanym „arkuszu spostrzeżeń” z roku 1953 dyrektor napisał, że „nie umie utrzymać dyscypliny na lekcjach”, za mało konwersacji po rosyjsku. Zamiast tego zapoznaje uczniów z literaturą. Potem, jakby się zawstydził, dodaje: „Kocha szkołę i młodzież”. Helena wraca do domu, mija sklep papierniczy. Zawraca. Poproszę pięć… może sześć zeszytów 60-kartkowych. Wraca zmęczona do domu i zaczyna pisać. I znów żyje kaukaską jurtą, instytutem dla panien, Kaziem Wiłkomirskim i kochanym Janem. I jest jej lżej: „Przybliżając się do kresu życia, kiedy człowiek już nie dąży do niczego, wspomina się życie przeżyte i dlatego biorę się do wspomnień”. Nie można zrozumieć „Inki” bez babci Heleny! Czekamy na cały pamiętnik!

Piotr Szubarczyk, IPN GDAŃSK, źródło: Nasz Dziennik

(1561)

Dołącz, porozmawiaj, wyraź swoją opinię. Grupa sympatyków strony Niezlomni.com

Chcesz podzielić się z Czytelnikami portalu swoim tekstem? Wyślij go nam lub dowiedz się, jak założyć bloga na stronie. Kontakt: niezlomni.com(at)gmail.com. W sierpniu czytało nas blisko milion osób!
Redakcja serwisu Niezłomni.com nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach użytkowników. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Jednocześnie informujemy, że komentarze wulgarne oraz wyrażające groźby będą usuwane.
Ładowanie komentarzy Facebooka ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*

Najnowsze z Żołnierze Wyklęci

Idź na górę