Portal informacyjno-historyczny

Dążenie do nieznanej wiedzy stała się argumentem podczas rozprawy z Zakonem. O najbardziej tajemniczym z katolickich zakonów

w Historia do 1918 r./Zakazana historia

Zachęcamy do obserwowania strony na Twitterze

Dziewięciu francuskich rycerzy: Hugo de Payns, Gotfryd de Saint-Omer, Galfryd Bisol, Andrew de Montbarry, Archambault de Saint-Amand-les-Eaux, Payen de Montdidier, Gotfryd de Eygorande, Boral i Roland, oddani Bogu, pobożni i bogobojni, złożyło w 1119 r. śluby ubóstwa, czystości i posłuszeństwa przed patriarchą Jerozolimy, a w zamian za odpuszczenie im dotychczasowych grzechów wyrazili gotowość strzec, ile im tylko sił wystarczy, dróg i gościńców od zasadzek rabusiów i napastników, z baczeniem na bezpieczeństwo pątników. Już wcześniej król Jerozolimy Baldwin II oddał im na miejsce stałego pobytu część pałacu zbudowanego na miejscu świątyni Heroda, a dawnej świątyni Salomona, o co zresztą sami usilnie zabiegali. Przyległa do nich nazwa templariusze lub Zakon Świątyni, choć oficjalnie nazwali się Ubogimi Rycerzami Chrystusa i Świątyni Salomona (Fraters Militiae Templi Pauperes Commilitones Christi, Templique Salomonis).

W ten sposób narodziła się najbardziej tajemnicza, okryta dobrą i złą sławą, konfraternia rycerzy-zakonników, która przez prawie 200 lat wpływała na polityczny i gospodarczy rozwój Europy. W 1120 r. przyłączył się do tej dziewiątki Fulko z Angres. Po sześciu latach dołączył kolejny rycerz – Hugo hrabia Szampanii. Nie spieszyli się początkowo do powiększania swoich szeregów. Dlaczego? To jeszcze jedna z wielu zagadek, jakich nie zabraknie w całej historii Zakonu Świątyni.

Wkrótce w miejsce obowiązującej reguły augustiańskiej przyjęto nową regułę Zakonu opracowaną przez św. Bernarda, opata z Clairvaux, którego wuj Andrew de Montbarry należał przecież do jerozolimskiej dziewiątki, z jego też rodziny pochodził późniejszy templariusz Hugo hrabia Szampanii, a wcześniej fundator opactwa w Clairvaux. Warto tu zapamiętać postać opata, gdyż odegrał on zdecydowanie najważniejszą rolę w dziejach Zakonu Świątyni. Jeśli do tego dodać, iż sam Wielki Mistrz Zakonu, Hugo de Payns, był wasalem hrabiego Szampanii, to zaczyna się jawić pewna prawidłowość, iż mamy do czynienia z przedsięwzięciem znacznie wcześniej ukartowanym we Francji.

22-23-Skarb kopia

 Najważniejsza jednak była bulla papieża Innocentego II Omne datum optimum zawierająca główne przywileje templariuszy: podległość tylko papieżowi, z zakazem składania hołdu lub przysięgi na wierność jakiemukolwiek władcy, samostanowienie prawa zakonnego, mianowanie własnych kapelanów zakonnych, czym całkowicie uniezależniali się od biskupów, oraz prawo do budowania własnych kościołów i kaplic. Dziewięciu, a potem dziesięciu czy jedenastu rycerzy nie stanowiło żadnej siły militarnej zdolnej zapewnić bezpieczeństwo pielgrzymom czy kupcom na tak wielkim obszarze, pełnym pielgrzymkowych celów, jakim była Ziemia Święta. Poza tym grupa, której przewodził Hugo de Payns, była początkowo bardzo uboga. Jeden koń przypadał na dwóch rycerzy, żywili się bardzo skromnie, chodzili w szatach otrzymywanych od innych w darze, podobnie skromnie musiało wyglądać ich uzbrojenie, skoro za jego utratę groziły, zawarowane skrupulatnie w zakonnej regule, bardzo surowe kary.

Można zatem spokojnie przyjąć, że w pierwszych latach byli rzeczywiście jedynie strażnikami Świątyni Salomona. Nie brali oficjalnie udziału w żadnej kampanii wojennej, nie kwapili się do eskortowania pątników, nie zwiększali też swego stanu osobowego w Ziemi Świętej. Pierwszym odnotowanym w kronikach czynem zbrojnym templariuszy było odbicie z rąk muzułmanów miasteczka Tekoa. Miało to jednak miejsce dopiero w roku 1138.

Wiadomo, że przede wszystkim prowadzili prace wykopaliskowe w podziemiach resztek Świątyni Salomona. Dlaczego to robili? Czego szukali? Co znaleźli? Wszystkie tropy prowadzą do archiwów watykańskich i tam się niestety dla badaczy kończą.

Współcześni historycy uważają, że znaleźli w niej dokładnie to, czego szukali. Były to bogactwa ukryte przed laty w podziemiach świątyni, a także droższe od materialnych skarbów – święte księgi i zapisy o dziejach Izraela, historii jego sukcesów i upadków, teksty pozwalające im inaczej odczytywać Biblię, a zwłaszcza cztery ewangelie i Nowy Testament. Znaleźli też źródła wiedzy, która stała się inspiratorką działań służących późniejszej świetności Zakonu. Choć zapewne nie wszystko, co tam było ukryte, potrafili odnaleźć.

Obecnie w podziemiach Świątyni Salomona, dzisiaj meczetu Al-Aksa, intensywne prace wykopaliskowe prowadzą Palestyńczycy. Czego szukają? Co jeszcze znaleźli? Dotychczas poza mury Wzgórza Świątynnego nie przeniknęła, mimo protestów uczonych z całego świata, żadna konkretna informacja.

Templariusze szukali nie tylko skarbów i świętych ksiąg. W porównaniu z innymi krzyżowcami byli bardzo ciekawi świata, w którym nagle się znaleźli. Czas pobytu na Ziemi Świętej – czym różnili się od innych zakonów – wykorzystali również na poszukiwanie, gromadzenie i praktyczne wykorzystywanie wiedzy o otaczającym ich świecie, wiedzy matematycznej, fizycznej, rolniczej i finansowej. Inspiratorami i przewodnikami w tych poszukiwaniach byli kapelani Zakonu, w zdecydowanej większości cystersi, przybysze z opactwa w Clairvaux. Ta dążność do nieznanej wiedzy stała się także argumentem przeciwko nim, kiedy nadszedł czas rozprawy z Zakonem.

24-25-Skarb kopia
Surowa reguła Zakonu, skromne wyżywienie, skromna odzież, zakaz noszenia jakichkolwiek ozdób, zakaz gromadzenia na własny użytek przedmiotów zbytku, obowiązkowe zrzeczenie się na rzecz Zakonu posiadanych dotychczas dóbr doczesnych, nieruchomości i majątku ruchomego – wszystko to sprawiało, że koszty utrzymania komandorii stanowiły zaledwie ułamek procenta bogactwa Zakonu.
Warto też pamiętać, że przez dwa wieki działania Zakonu wstąpiło w jego szeregi ponad 200 tysięcy nowicjuszy. Każdy z nich przekazał Zakonowi wszystkie przypadające na niego dobra doczesne. Templariuszom poza dotarciem do skarbów Świątyni Salomona przypisuje się także odnalezienie skarbu Wizygotów ukrytego w Langwedocji – złota i klejnotów zrabowanych w Rzymie przez króla Alaryka.

Na co więc szły te bogactwa, zdobyte łupiestwem zajętych miast, wojennymi zdobyczami, okupami za jeńców, ale też darowiznami i nadaniami oraz zręcznym gospodarowaniem posiadanym już majątkiem? Odpowiedzi szukać należy w słynnym: Non nobis Domine, non nobis, sed nomini tuo da gloriam (Nie dla nas Panie, nie dla nas, lecz dla chwały Twego imienia).

W jerozolimskim okresie Zakonu, poza kosztami utrzymania sprawności bojowej, część zgromadzonych bogactw przeznaczana była na budowę lub kupno zamków i twierdz oraz na wykupywanie jeńców z muzułmańskiej niewoli (z tego powodu zarzucono później templariuszom, podczas ich procesów, utrzymywanie kontaktów z Saracenami), tudzież uczestniczenie w kosztownych przecież operacjach wojennych, co mieściło się również w trosce o chwałę Pańskiego imienia.

[quote]Od początku swego istnienia Zakon myślał jednak o swoim miejscu w Europie. Przecież jego twórcy wyszli z kontynentu europejskiego i stamtąd stale przybywali nowi rycerze wstępujący w szeregi Zakonu. Wygodniej było, gdy przybywał rycerz-templariusz przygotowany już do służby, przestrzegający reguły, sprawdzony dokładnie przez innych braci. Dlatego zakładano komandorie w Europie. Było ich ok. 9 tysięcy. Pozostały po nich zamki i kościoły, po innych tylko resztki ruin, jeszcze inne przetrwały jedynie w postaci zachowanych po dzień dzisiejszy nazw, takich jak: Temple, Tempel, Templin, Templowo, Tempelburg, Tempeldorf, Tempelhof…[/quote]

Dla władców i Kościoła templariusze zbyt szybko rośli w siłę, zbyt wielkim cieszyli się poważaniem. W dodatku fundowali i budowali w Europie okazałe gotyckie katedry, wzbudzając niekłamany zachwyt wiernych. Przy budowie ich stosowano nieznane wówczas na kontynencie prawa fizyki, pozwalające na nowatorskie rozwiązania konstrukcyjne.

Mieli niepodważalne zasługi w rozwoju osadnictwa rolnego. Karczowali lasy i zakładali pola uprawne, zagospodarowywali nieużytki, wprowadzali nowe gatunki zbóż i warzyw, wspólnie z cystersami upowszechniali trójpolówkę, dzięki której udawało się zwielokrotnić plony. Tam, gdzie działali templariusze, nie było zazwyczaj wewnętrznych wojen, nie było głodu. Zakładali szpitale i hospicja. Posiadali własną flotę handlową i własne okręty do jej skutecznej ochrony. Początkowo służyła ona tylko do łączności komandorii europejskich z Ziemią Świętą. Potem pływała jako flota handlowa po wszystkich morzach. Bijącym własną monetę dostarczali srebra, które wówczas nie było powszechnie wydobywane w Europie. Gdzieś daleko wypływali po nie ze swojego największego wówczas portu we Francji – La Rochelle i z angielskiego Bristolu. Krążyły wieści, że trafiali na inny, nieznany dotąd, kontynent, później nazwany Ameryką. To z ich morskich map korzystał Krzysztof Kolumb, szukając zachodniej drogi do Indii.

26-27-Skarb kopia
Trzynaście tzw. prowincji europejskich Zakonu Świątyni: Francja, Prowansja, Normandia, Akwitania, Lombardia, Sycylia – Apulia, Aragonia – Katalonia, Portugalia – Kastylia, Anglia – Szkocja – Irlandia, Górne Niemcy, Dolne Niemcy, Austria – Czechy – Morawy oraz Polska dostarczały zboże i pasze, konie, owce (na mięso), kozy (na skóry), a także każdego roku po jednym rycerzu z dwoma giermkami oraz pełnym tzw. pocztem z każdej komandorii. Było to znaczne obciążenie nawet dla bogatych placówek, choć roczne dochody Zakonu w Europie szacowano wtedy na 54 mln ówczesnych franków, na owe czasy kwotę niewyobrażalną. Każdą komandorię obowiązywała zasada ewangelicznej przypowieści o panu, sługach i talentach, czyli obowiązek myślenia, jak szybko pomnożyć posiadany już majątek.

Upowszechnili i zdominowali system czeków podróżnych, a także wprowadzili coś na kształt dzisiejszych kart płatniczych, dzięki którym pielgrzymi i kupcy mogli w różnych europejskich komandoriach pobierać nawet w ratach kwotę zdeponowaną przed podróżą w najbliższej komandorii. Udzielali kredytów hipotecznych, prowadzili także rachunki na zlecenie, odpowiedniki dzisiejszych ROR. Tego wszystkiego nie wymyśliłby prymitywny przecież rycerz, średniowieczny rębajło, najczęściej w dodatku analfabeta.

Oficjalnie nie ustalono dotychczas, kto był tym głównym inspiratorem naukowych, finansowych i ekonomicznych poczynań templariuszy, choć bardzo dużo śladów prowadziło prosto do opactwa w Clairvaux. Tym bardziej że to, co współcześnie nazwalibyśmy ekspansją gospodarczą zakonu cystersów, przypadało również na czas wypraw krzyżowych, a templariusze udzielali im mocnego wsparcia.

[quote]Tworzył się wokół Zakonu nimb dobrych, pobożnych rycerzy i sprawnych, uczciwych gospodarzy. Mnożyły się zapisy i nadania. Pożyczali królom i zarządzali ich skarbcami. Posiadali prawo udzielania azylu. Zwolnieni byli z wszelkich podatków i dziesięcin, z świętopietrzem i podatkiem na rzecz wspierania walki w Ziemi Świętej. Na ich konta przelewano to, co dzisiaj nazywa się w terminologii sądowej nawiązką, czyli wszelkie finansowe dodatki do kościelnych i świeckich kar i wyroków.[/quote]

Stawali się za silni. W dodatku – za bogaci. Zakresem i mocą swoich wpływów na współczesną im Europę zaczęli dorównywać papieżowi. Stanowili niekwestionowaną potęgę militarną, ekonomiczną i finansową w Europie, w dodatku o stale rozszerzających się wpływach. Robili wszystko, aby mieć coraz więcej zawistnych przeciwników.

18 maja 1291 r. została zdobyta przez wojska muzułmańskie Akka, ostatni bastion krzyżowców w Ziemi Świętej. Upadek Akki stał się sygnałem do rozprawy z templariuszami. Dla wszystkich przeciwników Zakonu Świątyni jasne stało się, że wraz z utratą Ziemi Świętej templariusze stracili nie tylko najważniejsze pole działania, ale w ogóle rację bytu.

I kiedy Jakub de Molay, ostatni Wielki Mistrz Zakonu, wraz z towarzyszami przygotowywał plany kolejnej krucjaty w obronie Grobu Chrystusa, równolegle w Paryżu Filip IV Piękny, król Francji, planował własną krucjatę przeciwko templariuszom.

Uderzenie było bardzo starannie przygotowane i przez to druzgocące. Wytoczono przeciwko templariuszom zarzuty najgroźniejsze z możliwych – herezji, bałwochwalstwa, zaprzaństwa i bezczeszczenia symboli chrześcijańskich. Doszukano się tego nawet w regule Zakonu, napisanej przez św. Bernarda, opata z Clairvaux!

Znaleziono wygodne paragrafy, by uruchomić tortury i podpalić stosy, ale przede wszystkim, aby nareszcie przejąć ich cały majątek. Bo zgodnie z prawem obowiązującym we Francji i w kilku jeszcze innych krajach, cały majątek heretyków przypadał królowi. W wielu przypadkach nie próbowano silić się nawet na przeprowadzenie formalnego procesu sądowego, a tekst papieskiej kasacji Zakonu jest osobliwym dokumentem prawniczym.

Na dzień ostatecznego triumfu nad Zakonem w całej Europie wyznaczono 13 października 1307 roku. Pisma, ze stosownym wyprzedzeniem, starano się wysłać do wszystkich władców i biskupów. Datę wybrano nieprzypadkowo. Na przełomie października i listopada zwyczajowo następowały przecież wpłaty dziesięcin, podatków i wszystkich pozostałych świadczeń z dóbr templariuszy. Chodziło o to, by w całości trafiły one już do rąk innych właścicieli.

Nie wszędzie doszły te pisma w terminie lub nie wszędzie im się natychmiast podporządkowano. Odmówiono ścigania i tortur, a nawet później udzielono schronienia zbiegom z Francji w Niemczech, w Hiszpanii czy Portugalii. Nie podjęto początkowo żadnych działań na Cyprze, ale tam stacjonowały wtedy główne siły zbrojne Zakonu. W wielu innych krajach, w tym na ziemiach polskich, pod pozorem oczekiwania na bullę papieską nie próbowano nawet zadzierać z potężnym ciągle Zakonem Świątyni.

28-29-Skarb kopia
Uwięziono jednak i osądzono ponad 1500 templariuszy, przede wszystkim we Francji. Zapłonęły stosy. Ostatni Wielki Mistrz Zakonu Świątyni Jakub de Molay wraz z Geoffreyem de Charney, preceptorem Normandii, po kuriozalnym procesie, w którym oskarżeni odwołali wymuszone torturami zeznania, spłonęli w Paryżu na stosie w 1314 roku nie jako heretycy, ale jako ci, którzy złożyli pierwotnie… fałszywe zeznania i wprowadzili w błąd prokuratorów królewskich i kościelnych. Wcześniej, w 1311 roku, sobór w Vienne zarządził kasację Zakonu i przepadek jego mienia. Kres Zakonowi położyła ostatecznie bulla papieska Klemensa V, Vox Clamantis z 6 maja 1312 r. głosząca, że kasacja jest nieodwołalna, choć podjęta nie w imię litery kościelnego prawa, bo żadnej winy templariuszom nie udowodniono, lecz z woli i uprawnień papieża. Co jakiś czas Watykan przeprasza za błędy Kościoła i przywraca cześć niesłusznie potępionym. Do dziś Kościół nie zrehabilitował templariuszy. Czy dlatego, że stali się wzorcem w poszukiwaniu prawdy i wiedzy dla wolnomularzy?

Ci, którzy przyznali się do herezji i chcieli za nią odpokutować, oraz ci, którym nie można było jej w żaden sposób udowodnić, otrzymywali pensję, a niekiedy mieszkali nadal w placówkach Świątyni. Inni zostali wysłani do zakonów, przede wszystkim do cystersów lub augustianów. Na uznanych za niepoprawnych grzeszników czekały stosy i więzienia.

1295-896Jedynie na Półwyspie Iberyjskim tamtejsi królowie przekształcili templariuszy w nowe zakony rycerskie. Jakub II, król Aragonii, po usilnych staraniach uzyskał w 1317 roku zgodę papieską na utworzenie rycerskiego Zakonu Montesa przezornie wzorowanego na zakonie Calatrava, który wzorowany był z kolei na Zakonie Świątyni, a w 1319 r. król Portugalii Dionizy I powołał do życia Zakon Rycerzy Chrystusowych, w którym wprost już obowiązywała reguła templariuszy. Wielkimi Mistrzami tego Zakonu byli m.in. infant Henryk Żeglarz czy późniejszy król Portugalii – Jan II, a najbardziej znanym z zakonnych rycerzy był Vasco da Gama. Czerwone krzyże templariuszy długo widniały na żaglach statków portugalskich odkrywców.

Natomiast królewscy komisarze wysłani do La Rochelle po flotę Zakonu Świątyni, nie zastali tam ani jednego statku templariuszy. Nie zastano także żadnego statku Zakonu w Bristolu. Potężna flota Zakonu przepadła jak kamień w wodę, choć wiele jeszcze lat później spotykano na różnych morzach statki pod czarną banderą, z gołą czaszką i skrzyżowanymi piszczelami. Była ona od dawna znana jako bandera Zakonu Świątyni. Kilkaset lat później, jako „wesoły Roger”, stała się symbolem okrętów pirackich.

W komandoriach zastawano na ogół pustki. Jakieś zdezelowane sprzęty codziennego użytku, stare dziurawe naczynia kuchenne, podarte prześcieradła i koce, kontrastujące z doskonale utrzymanymi zabudowaniami i nadzwyczaj sprawnie zarządzanymi nieruchomościami. Ani śladu po tym, co tam być przecież musiało – po złotych i srebrnych monetach, niezbędnych chociażby do realizacji czeków podróżnych, ani śladu po klejnotach i depozytach, zastawionych kosztownościach. Nie było nawet naczyń liturgicznych. Nie odnaleziono także większości ksiąg rachunkowych, a skoro templariusze prowadzili usługi bankowe, musieli mieć jakąś sprawozdawczość, jakieś dokumenty kasowe.
W tym przypadku wszystko to, czego szukano, co spodziewano się znaleźć w skarbcach i zbrojowniach, gdzieś nagle przepadło. Czy były to tylko zbyt wielkie oczekiwania szukających? A może wcześniej wszystko, co tylko się dało, zostało wywiezione i ukryte? Jak to uczyniono? Kto ukrył i gdzie? Tropy w tej sprawie wiodą także do Polski, do polskich komandorii.

Roman Woźniak, Skarb Templariuszy, Rytm, Warszawa.

Książkę można zamówić TUTAJ

Kaplica w Chwarszczanach – część dawnej komandorii templariuszy, fot. wikipedia
Kaplica w Chwarszczanach – część dawnej komandorii templariuszy, fot. wikipedia

(166)

Dołącz, porozmawiaj, wyraź swoją opinię. Grupa sympatyków strony Niezlomni.com

Chcesz podzielić się z Czytelnikami portalu swoim tekstem? Wyślij go nam lub dowiedz się, jak założyć bloga na stronie. Kontakt: niezlomni.com(at)gmail.com. W sierpniu czytało nas blisko milion osób!
Redakcja serwisu Niezłomni.com nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach użytkowników. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Jednocześnie informujemy, że komentarze wulgarne oraz wyrażające groźby będą usuwane.
Ładowanie komentarzy Facebooka ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*

Najnowsze z Historia do 1918 r.

Idź na górę