GW: lepiej świętować klęski niż triumfy. W rocznicę Hołdu Ruskiego zastanawiamy się, czy jest się czego wstydzić

w Wydarzenia


Zachęcamy do obserwowania strony na Twitterze

hold-ruskiLepiej już obchodzić klęski poniesione w słusznej sprawie, niż świętować triumfy będące symbolem upokorzenia innych narodów.

(…) Upowszechnia w społeczeństwie skłonności do triumfalizmu czy nacjonalistycznej egzaltacji, obce zasadom chrześcijaństwa i tradycyjnym wartościom polskiej kultury narodowej.

(…) Cała tzw. interwencja polska w Moskwie na początku XVII w. (…) była jednym z najbardziej niechlubnych epizodów naszej historii.

(…) Warto też pamiętać, że w całej Europie Wschodniej, nie tylko w Rosji, Polacy są postrzegani jako naród z tendencjami imperialistycznymi.

Adamski Łukasz („Gazeta Wyborcza”, 28.09.2012)

Jan Żaryn
Jan Żaryn

Co na to profesor Jan Żaryn?

Zwycięstwo Żółkiewskiego pod Kłuszynem było wielkim orężnym triumfem, wpisanym w dwa bardzo ważne konteksty. Jeden kontekst natury gospodarczej, polegający na ochronie polskich interesów związanych z walką o dostęp do Morza Bałtyckiego i możliwość korzystania z handlu międzynarodowego. W tę rywalizację włączały się i inne państwa bałtyckie, w tym od czasu cara Iwana IV Groźnego również Rosja, czy Moskwa.

A drugi aspekt – natury cywilizacyjnej – również szalenie istotny – a mianowicie przenoszenia chrześcijaństwa w zachodnim wydaniu, co mogło spowodować bardzo daleko idące zmiany w tej części kontynentu. Zanim więc potępimy tę naszą ówczesną politykę, Zygmunta III Wazy, warto się zastanowić, w jakiej mierze Europa w tej wschodniej części mogła mieć inną historię.

Niewątpliwie zarówno epoka Iwana IV Groźnego pokazywała, w jaki sposób władza moskiewska traktuje swoich własnych poddanych, dokonując mordów skrytych i jawnych ale także czas późniejszy carskiej Rosji, szczególnie dla nas istotny od końca XVIII w. To nie było pasmo przyjacielskich relacji z Polską i Polakami, tylko to był reżim, który niszczył cywilizację chrześcijaństwa zachodniego, w tym m.in. rozwiązania ustrojowe Polski, niszcząc państwo polskie i dokonując rozbiorów Polski.

Co więcej, bardzo wiele elementów Rosji carskiej, w tym np. tradycja funkcjonowania policji politycznej, zostało zaadaptowane na potrzeby późniejszego reżimu totalitarnego, jakim była z kolei Rosja bolszewicka.

Zanim więc odrzucimy ten nasz wielki tryumf z 1610 r. i jego konsekwencje, to warto zastanowić się, czym w projekcie Zygmunta III Wazy była ta wyprawa i osób, które się w nią zaangażowały.

[quote]Oczywiście istnieje jeszcze jedne problem – mianowicie w PRL-u „hołd ruski” oczywiście nie istniał jako wydarzenie w podręcznikach szkolnych czy w powszechnym przekazie – było to spowodowane faktem, że PRL realizował sowiecką politykę historyczną. Dzisiaj z kolei niewątpliwie klimat jest również niesprzyjający, bo istnieje taka bardzo wyraźna atmosfera nacisków, niekoniecznie pochodząca z Moskwy i od prezydenta Putina, że nie należy wchodzić w rywalizację o pamięć historyczną, tak, jakby Rosjanie nie wykorzystywali roku 1612 do prezentowania swojej wewnętrznej drogi procesu unaradawiania się społeczności rosyjskiej czy wielonarodowościowej de facto struktury państwa carskiego, imperialnego. Ta data 1612 też nie jest przez przypadek wprowadzona do obiegu w polityce historycznej dzisiejszej Rosji, i nie ma powodu, żebyśmy w tym procesie rywalizacji o pamięć historyczną nie uczestniczyli, tylko od razu oddawali pola.[/quote]

Myślę, że akurat to środowisko [„Gazeta Wyborcza” – przyp. red.] jest raczej zainteresowane dezintegracją, a nie tworzeniem jakiegoś pozytywnego, nowego sposobu myślenia, ważnego dla tożsamości narodowej. Ja raczej widzę bardzo przemyślaną metodę atomizowania – rozbijania a nie budowania.

Prawdę mówiąc, mnie mało interesuje, jakie są intencje tego środowiska. Istotne jest natomiast to, że my sami musimy się uczyć poprzez własną przeszłość tego, co dzieje się w szeroko pojętej polityce, nie tylko wewnętrznej ale i międzynarodowej.

[quote]Byliśmy tej nauki jako społeczeństwo przez długie dziesięciolecia pozbawieni, ponieważ nie mieliśmy suwerennego państwa, nie mieliśmy też kontaktu z suwerennymi politykami polskimi, którzy pozostali na emigracji po 1945 r. i obecnie wydaje mi się, że to rozpoznawanie historii, w tym naszych porażek i zwycięstw powinno prowadzić do weryfikacji różnego typu schematów, w których byliśmy wychowywani.[/quote]

Zgadzam się w jednym – błędem jest postrzeganie naszej historii tylko przez czynnik martyrologiczny. Mamy w swojej historii bardzo wiele momentów przejmowania – na drodze atrakcyjności – olbrzymiego obszaru Europy Środkowo-Wschodniej, mówiąc w dużym skrócie. To nie jest megalomania, to jest prawda. Ta atrakcyjność była dominującym narzędziem, tak jak nieatrakcyjność, a raczej osiłkowatość była dominującym, ale też nie jedynym narzędziem w polityce np. Zakonu Krzyżackiego.

Jan Żaryn (wPolityce.pl, 28 września 2012 r.)

(20)


Dołącz, porozmawiaj, wyraź swoją opinię. Grupa sympatyków strony Niezlomni.com