Amerykanie zbombardowali polski statek. Zginęli marynarze. Waszyngton szybko przekonał władze PRL, by odpuściły

w Polska Ludowa


Zachęcamy do obserwowania strony na Twitterze

Rejs do Wietnamu okazał się ostatnim dla polskiego drobnicowca „MS Józef Conrad”. Statek nie wrócił na morze po tym, jak w 1972 roku został uszkodzony podczas amerykańskiego bombardowania portu Hajfong. W trakcie ataku 4 marynarzy polskiego statku zostało rannych, a 4 innych zginęło.

20 grudnia 1972 Amerykanie postanowili zbombardować port, w którym od maja uwięzione były różne statki. Siły USA zaminowały bowiem wyjście z Hajfong i żaden statek nie mógł wypłynąć w morze. W porcie tkwiły m.in. trzy polskie statki: „MS Józef Conrad”, „Kiliński” i „Moniuszko”. Polska protestowała, ale Amerykanie z rozbrajającą szczerością odpisali, że nie mogą w danym momencie podjąć żadnego działania, które umożliwi statkom opuszczenie Hajfong. Władze w PRL nie chciały zaogniać konfliktu, bowiem wkrótce do Warszawy miał przyjechać prezydent USA Richard Nixon. Postanowiono więc przeczekać. Mijały tygodnie, miesiące aż naszedł wspomniany 20 grudnia.

Amerykanie doskonale wiedzieli, podejmując atak, że w porcie stoją m.in. polskie jednostki, a jednak zdecydowali się na bombardowanie o świcie. Na „MS Józef Conrad” spadły w krótkim odstępie czasu dwie bomby, a na pokładzie wybuchł pożar. Pierwszy z pomocą Polakom ruszył stojący obok sowiecki statek „Dwinogorsk”.

W efekcie bombardowania śmierć na miejscu poniosło trzech marynarzy: III oficer Stanisław Maliszewski (lat 41), III mechanik Adam Kaczorowski (lat 28) i steward Kazimierz Giertler (lat 27). Czwarty, starszy marynarz Roman Dudek (38 lat), przegrał walkę o życie 7 dni później w szpitalu. Rannych poważnie zostało czterech kolejnych marynarzy: elektryk Jan Chrościcki, st. marynarz Marian Fudala, motorzysta Ryszard Rusinek i lekarz Jerzy Turek.

Polskie władze na bombardowanie zareagowały stanowczo.

Zbombardowanie polskiego statku jest aktem pozostającym w jaskrawej sprzeczności z przyjętymi normami prawa międzynarodowego i obecnym stanem stosunków polsko-amerykańskich

– to m.in. znalazło się w nocie protestacyjnej, którą jeszcze 20 grudnia wręczono w polskim MSZ chargé d’affaires ambasady USA w Warszawie. Strona polska domagała się wyjaśnień i zapowiedziała starania o odszkodowanie.

Amerykanie nie mieli wątpliwości, że w czasie ataku uszkodzili polski statek oraz dwa sowieckie, ale z odpowiedzią na polską notę zwlekali 10 dni. Najpierw poinformowali Warszawę o przyznaniu Polsce nowej linii kredytowej wysokości 35 mln dolarów (27 grudnia) oraz podpisano porozumienie o odroczeniu o kilka lat terminu spłaty części polskiego zadłużenia wobec USA (30 grudnia).

Przypadkowa szkoda pozostaje niefortunną możliwością wszędzie, gdzie prowadzone są działania wojenne i należy zakładać, że statki zawijające do Północnego Wietnamu w czasie takich działań przyjęły ryzyko takiej szkody. Stany Zjednoczone nie mają obowiązku wypłacania odszkodowania za straty doznane w związku z legalnym prowadzaniem działań militarnych

– tak Amerykanie odpowiedzieli na protest Polaków. Kolejny polski protest niewiele już mógł zmienić. W Warszawie postanowiono odpuścić. Tym bardziej, że statek był ubezpieczony.

Półtora roku po ataku, w kwietniu 1974 roku, Ministerstwo Spraw zagranicznych wydało kolejną ocenę sytuacji.

W obecnej sytuacji i atmosferze stosunków PRL–USA oraz ze względu na fakt, że otrzymaliśmy odszkodowanie od towarzystw asekuracyjnych, uważamy, że nie należy występować do USA o konkretne odszkodowania. Jak wiadomo, strona amerykańska stanowczo odrzuciła wszelkie roszczenia i podnoszenie tej sprawy w czasie, gdy otrzymujemy od USA korzystne kredyty – byłoby taktycznie niesłuszne

– poinformowało MSZ, czym praktycznie zamknęło sprawę.

Kilka lat później Mieczysław F. Rakowski w swoich „Dziennikach” powrócił do sprawy.

Na tym właśnie polega polityczna zależność od Zachodu. Skoro nas karmi pożyczkami, to nie wolno nam podskakiwać. Z kolei takiego podskakiwania oczekują radzieccy. Jesteśmy zatem między młotem a kowadłem

– pisał członek Komitetu Centralnego PZPR i poseł na Sejm, a także premier w latach 1988-1989.

„MS Józef Conrad” po zakończeniu bombardowań portu został wyprowadzony z Hajfong. Po dokładnych oględzinach podjęto decyzję o zezłomowaniu jednostki. Dokonano tego na początku 1974 roku na Tajwanie.

(5904)


Dołącz, porozmawiaj, wyraź swoją opinię. Grupa sympatyków strony Niezlomni.com

Redakcja serwisu Niezłomni.com nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach użytkowników. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Jednocześnie informujemy, że komentarze wulgarne oraz wyrażające groźby będą usuwane.
Ładowanie komentarzy Facebooka ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*

Korzystając z formularza, zgadzam się z polityką prywatności portalu

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.