Portal informacyjno-historyczny

8 lutego 1951 r. władze komunistyczne zamordowały Zygmunta Szendzielarza ,,Łupaszkę” po pokazowym procesie

w Żołnierze Wyklęci/Żołnierze Wyklęci - rocznice


Zachęcamy do obserwowania strony na Twitterze

Spośród licznych dowódców powojennej partyzantki antykomunistycznej jego postać stała się niemal symbolem tej nierównej i od początku przegranej walki o Polskę „wolną i czystą jak łza”. Byli tacy, którzy mieli więcej podkomendnych i walczyli dłużej niż on, a jednak to przed nim „wiał czerwony cham” i na dźwięk jego imienia drżały „ubeckie mordy”. To jemu urządzono pokazowy proces w Warszawie transmitowany przez radio na całą Polskę i to on wraz ze swymi żołnierzami był przez lata przedmiotem szczególnie zapiekłej kampanii nienawiści i kłamstw. Stosunek komunistów do majora był szczególną mieszanką wrogości, a zarazem ledwie skrywanego lęku i respektu.

Zygmunt Szendzielarz urodził się 12 marca 1910 r. w Stryju, urokliwym mieście kresowym położonym nad dopływem Dniestru w województwie stanisławowskim. Kolejarska wielodzietna rodzina Karola i Eufrozyny z Osieckich miała korzenie śląskie, o czym świadczy jej nazwisko, jednak w pokoleniu Zygmunta byli to już w pełni świadomi „obrońcy nadkresowych stanic”. Jego starsi bracia walczyli w roku 1919 w obronie Lwowa. Rudolf w tej walce poległ, Marian zasłużył na Virtuti Militari i to właśnie ich czyny były dla młodego Zygmunta podstawą niepowtarzalnej formacji duchowej, w której sprawy rodzinne splatały się nierozerwalnie ze sprawami Ojczyzny i z imperatywem walki o Świętą Sprawę, czyli zachowanie dopiero co wywalczonej niepodległości. Wojskowa droga brata Mariana, rotmistrza kawalerii, a podczas wojny oficera 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka, była dla Zygmunta ważnym punktem odniesienia. Po ukończeniu gimnazjum odbył kurs Szkoły Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej, a potem tak jak jego brat trafił do grudziądzkiego Centrum Wyszkolenia Kawalerii, skąd wyszedł w roku 1934 jako podporucznik z przydziałem do słynnego 4. Pułku Ułanów Zaniemeńskich w Wilnie. Jako dowódca plutonu reprezentował pułk w licznych zawodach sportowych, gdyż był doskonałym jeźdźcem, podobnie jak inny słynny partyzant – Henryk Dobrzański „Hubal”. Dobrzańskiego i Szendzielarza łączyła postać wybitnego dowódcy polowego, bohatera Samoobrony Wileńskiej z czasów wojny z bolszewikami – płk. Jerzego Dąmbrowskiego zamordowanego w 1940 r. przez NKWD. Po Dąmbrowskim porucznik Szendzielarz przyjmie konspiracyjny pseudonim „Łupaszka”. Dla „Hubala” pułkownik – jako dowódca 110. Rezerwowego Pułku Ułanów – był bezpośrednim przełożonym. Kiedy kończyła się wojna wrześniowa, Dąmbrowski ruszył do sowieckiej zony okupacyjnej, by tam organizować partyzantkę niepodległościową, a „Hubal”, jego zastępca, został dowódcą Oddziału Wydzielonego Kawalerii Wojsk Polskich – pierwszego tak silnego oddziału partyzantki polskiej pod okupacją niemiecką. Dobrzański poległ pod Anielinem 30 kwietnia 1940 r., ale była to przynajmniej śmierć żołnierska. Wielu jego kolegów umierało w tych dniach w dołach Katynia i w piwnicach Tweru oraz Charkowa. W Charkowie zamordowano też dowódcę Wileńskiej Brygady Kawalerii płk. Konstantego Druckiego-Lubeckiego, pod którego rozkazami walczył porucznik Szendzielarz.

W ZWZ-AK

Podobnie jak „Hubal” Zygmunt Szendzielarz uniknął losu jeńców obozów specjalnych NKWD, choć od początku okupacji poruszał się po niebezpiecznym terenie infiltrowanym przez NKWD. Szukał przydziału w konspiracji. Wyróżnił się w wojnie wrześniowej jako dowódca szwadronu podczas przeprawy przez Wisłę pod Kozienicami oraz pod komendą gen. Władysława Andersa, w jego grupie kawaleryjskiej. Zasłużył na Virtuti Militari. Po ucieczce z niewoli sowieckiej pojawił się na krótko we Lwowie, a potem w Wilnie – dokładnie w dniu urodzin córeczki Barbary, jego jedynego dziecka. Od stycznia 1939 r. żonaty był z Anną Swolkieniówną. Wywieziona przez Niemców na roboty przymusowe do Francji Anna zginęła podczas bombardowania Cherbourga. Barbara żyje, mieszka w Warszawie. O trudnym życiu córki „bandyty” można by napisać książkę.
Już jako oficer ZWZ-AK por. Szendzielarz przebywał na Litwie Kowieńskiej, wykonując tam zadania wywiadowcze. Momentem przełomowym w jego życiu stanie się przydział na dowódcę pierwszego oddziału partyzanckiego AK na Wileńszczyźnie. Było to w lecie 1943 roku. Oddziałem dowodził oficer rezerwy, w cywilu nauczyciel, Antoni Burzyński „Kmicic”. Dowództwo Okręgu Wileńskiego AK chciało tam mieć doświadczonego oficera zawodowego. Kiedy „Łupaszka” zdążał z przewodnikiem do oddziału, dotarła do niego wiadomość o wymordowaniu części oddziału „Kmicica” przez sowieckich partyzantów z grupy Fiodora Markowa, z którą „Kmicic” dotychczas współpracował w akcjach przeciwko Niemcom! Rozkaz zdrady i zbrodni przyszedł z sowieckiego sztabu partyzanckiego. Sowieccy partyzanci na terenie okupowanych Kresów nie życzyli sobie polskiej partyzantki niepodległościowej. Z resztek oddziału „Kmicica” utworzyli oddział partyzantki „ludowej” im. Bartosza Głowackiego pod dowództwem sowieckiego komandira. Już wtedy ćwiczyli scenariusze Polski lubelskiej! Oddział ten się rozpadł, a rtm. Zygmunt Szendzielarz zbudował z ocalonych partyzantów „Kmicica” 5. Wileńską Brygadę AK. Stanie się ona znana jako „Brygada Śmierci” doświadczona śmiertelnie przez Sowietów. Po wojnie nienawistna propaganda ubecka będzie to tłumaczyła na swój sposób…

A przed nim wiał czerwony cham”…

Brygada „Łupaszki” toczyła boje zarówno z Niemcami i ich litewskimi kolaborantami, jak i z „partyzantami”, czyli dywersantami sowieckimi. Najbardziej spektakularną, zwycięską bitwą z Niemcami było rozbicie silnej ekspedycji przeciwpartyzanckiej Wehrmachtu pod Worzianami 31 stycznia 1944 roku. „Łupaszka” był wówczas ranny. Dowodzona przez niego brygada stawała się z dnia na dzień legendą partyzantki niepodległościowej na Kresach, a to w dużej mierze dzięki charyzmie dowódcy.

Brygada „Łupaszki” nie uczestniczyła w operacji „Ostra Brama”, czyli w wyzwoleniu Wilna od Niemców – we współpracy z Sowietami. Było to uzgodnione z dowódcą wileńskiej AK ppłk. Aleksandrem Krzyżanowskim „Wilkiem”. Chodziło o to, że 5. Brygada miała na koncie liczne potyczki z Sowietami i w żywej pamięci zachowywała tragiczne losy oddziału „Kmicica”. Do „braterstwa broni” z Sowietami, nawet udawanego, zupełnie się nie nadawała… Sam mjr „Łupaszka” miał powiedzieć, że nie będzie „defilować przed Ruskimi w Wilnie”, co jest wielce prawdopodobne, zważywszy na jego wojenne doświadczenia. Miał też powiedzieć, że nie chce, by jego żołnierze byli wieszani na murach i bramach Wilna… Niewiele się pomylił. Po wypędzeniu Niemców z Wilna nastąpiło kilka dni „braterstwa” i wspólnych polsko-sowieckich patroli, po których rozpoczęła się nagonka na polskich żołnierzy, rozbrajanie, zwożenie do obozu przejściowego w Miednikach Królewskich, wreszcie wywózka sybirskim szlakiem do Kaługi.

„Nie jesteśmy żadną bandą”…

Brygada „Łupaszki” przedostała się w rozproszeniu na zachód, przedzierając się przez silny kordon sowiecki. Major odtworzył swój oddział na Podlasiu w ramach Białostockiego Okręgu AK. Jego żołnierze podejmą walkę z formacjami NKWD-UB i KBW, przy czym będą to raczej akcje propagandowe niż zbrojne. Taki był sens rozbrajania posterunków MO czy likwidowania placówek UB. Chodziło o pokazanie Polakom, że jest wojsko polskie niezależne od Sowietów, dowodzone przez polskich, a nie sowieckich oficerów; że toczy się walka o Świętą Sprawę – niepodległość kraju zagrożoną umową jałtańską. „Łupaszka”, tak jak wielu dowódców partyzantki niepodległościowej, pokładał jeszcze pewne nadzieje w zapowiedzianych na styczeń 1947 r. wyborach do Sejmu. Najbardziej spektakularna pomorska kampania 5. Brygady rozegrała się od wiosny do jesieni 1946 r., czyli w czasie poprzedzającym „referendum ludowe” i wybory do Sejmu. Propagandowy, konsolidacyjny charakter tej kampanii odzwierciedlają ulotki podpisane przez „Łupaszkę” i rozklejane na murach Gdańska. Pisał w nich prawdę o organizującym się sowieckim dominium w Polsce:

„Rodacy! Naród Polski wypowiedział walkę swym wrogom, by ofiarą krwi i życia swego wywalczyć wymarzoną, wolną, niepodległą i niezależną Polskę. Wojna się skończyła! Polska na podstawie krymskiej konferencji miała być wielka, silna i niezależna. Ale nasz wschodni sąsiad był przezorniejszy w swych nikczemnych zamiarach. Już w 1945 r. wyznaczył nam rząd ze swych sługusów w postaci Bieruta, Osóbki-Morawskiego, „Roli” Żymierskiego i wielu innych komunistów. Są to ludzie, którzy jeszcze przed 1939 r. zaprzedali nasz Kraj i Naród Związkowi Sowieckiemu (…). Polska nie jest samodzielna i demokratyczna. My, którzy ponieśliśmy tyle ofiar, nie możemy pozwolić na to, by w naszym Państwie panoszyli się Azjaci i narzucali nam swe prawa przez swych pachołków. My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych Sprawie i wybranych przez cały Naród (…). Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć i życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich mordują najlepszych Polaków, domagających się wolności i sprawiedliwości (…). Nie jesteśmy żadną bandą, jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej Ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. My walczymy za Świętą Sprawę, za wolną, niezależną, sprawiedliwą i prawdziwie demokratyczną Polskę! (…). Nie mamy ani prasy własnej, ani wolności słowa, ani wolności zebrań, ani prawa wiązania się w stronnictwa polityczne. Jesteśmy pozbawieni wszystkich dobrodziejstw demokracji! Jednopartyjne rządy komunistyczne biorą myśl w obcęgi, pozbawiają człowieka woli, przywiązań, umiłowań tych najistotniejszych cech człowieczeństwa i czynią z niego pozbawionego ducha i serca robota. Gdy chodzi o Naród – ten wtedy zatraca własne oblicze i przestaje istnieć! Mamyż milczeć?! Mamyż poddać się gwałtowi, zadawanemu obcą, zbrodniczą ręką?! Mamyż pod groźbą obcych bagnetów wyrzec się prawa stanowienia o sobie?! Mamyż wyrzec się ducha, serca i zaprzeć się wiary?!”.

Jeśli szukamy odpowiedzi na pytanie, skąd się brała nienawiść komunistycznej władzy do „Łupaszki”, to warto brać pod uwagę nie tylko to, co robił, nie tylko wykonane wyroki na kolaborantach i donosicielach, utrwalaczach władzy sowieckiej w Polsce, ale i to, co mówił i pisał. W tych słowach była prawda o Polsce. Prawda, która bolała kolaborantów racjonalizujących swoje zaprzaństwo i wysługiwanie się Sowietom budową „demokracji ludowej” czy „realiami politycznymi”.

Zapytał mnie niedawno redaktor pewnego portalu, jak to możliwe, że Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” w powszechnej świadomości Polaków nie kojarzy się jednoznacznie z bohaterem, który swe życie poświęcił dla Ojczyzny. Dlaczego używa się ciągle starej frazy „banda ‚Łupaszki'”? Czy PRL-owska propaganda była tak skuteczna, że działa do dziś? Dlaczego o „Łupaszce” mówi się, że był „kontrowersyjny”?

Słowo „kontrowersyjny” pełni w Polsce rolę narzędzia walki ideologicznej, za pomocą którego deprecjonuje się różne osoby niepasujące do rytu postępowego inteligenta, widzącego sprawy „w całej ich złożoności”. Ta „złożoność” wymaga od nas, byśmy się pochylili nad ubekiem, kolaborantem, donosicielem, nad „skomplikowaną” sytuacją powojenną i nad „tragedią” różnych KPP- i PPR-żulików. „Łupaszka” jest „kontrowersyjny”, bo kazał edukować kapusiów za pomocą wyciorów karabinowych, na goły tyłek, a w skrajnych przypadkach – gdy stanowili zagrożenie dla innych – kazał ich likwidować. O stosunku do „Łupaszki” decyduje nie tyle propaganda peerelowska, ile ta postpeerelowska. Na uniwersytetach są ludzie, którzy zdobywali szlify magistrów, doktorów i profesorów dzięki pracom o „utrwalaniu władzy ludowej”. To specjaliści od „złożoności”, nauczyciele naszej młodzieży. Więc nie szukajmy prawdy o majorze „Łupaszce” na uniwersytetach, przynajmniej na razie. Szukajmy jej w historii jego życia, dopowiadając ją w swoich sercach.

Piotr Szubarczyk, źródło: wolnapolska.pl

(891)

Chcesz podzielić się z Czytelnikami portalu swoim tekstem? Wyślij go nam lub dowiedz się, jak założyć bloga na stronie.
Kontakt: niezlomni.com(at)gmail.com. W sierpniu czytało nas blisko milion osób!
Dołącz, porozmawiaj, wyraź swoją opinię. Grupa sympatyków strony Niezlomni.com

Redakcja serwisu Niezłomni.com nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach użytkowników. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Jednocześnie informujemy, że komentarze wulgarne oraz wyrażające groźby będą usuwane.
Ładowanie komentarzy Facebooka ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*

Idź na górę