Portal informacyjno-historyczny

Do szkół trafi książka o „Ince”… kradnącej wódkę na weselu. O książce ,,Szukając Inki”

w Recenzje
Zachęcamy do obserwowania strony na Twitterze

(16461)

Na Facebookowej grupie Wszyscy jesteśmy Kresowiakami został opublikowany głos Piotra Szubarczyka na temat książki Luizy Łuniewskiej „Szukając Inki”. Opublikowaliśmy ją na naszym portalu – poniżej również oświadczenie Wydawnictwa, które polemizuje z autorem.

http://niezlomni.com/odpowiedz-krytyczna-ksiazke-o-ince-ktora-trafi-szkol-moge-sie-zgodzic-obrzydliwe-manipulacje-ktorych-dopuszcza-sie-recenzujac-moja-ksiazke/

Rozpoczyna się w Gdyni VIII Festiwal Niepokorni – Niezłomni – Wyklęci. To największy przegląd polskich filmów dokumentalnych, poświęconych historii dominium sowieckiego w Polsce (1944-89).

Do tego liczne, wartościowe spotkania towarzyszące pokazom. Wielkie, coroczne święto ludzi, którzy pokochali żołnierzy „wyklętych” i w Gdyni spotkają się z podobnymi sobie, szlachetnymi pasjonatami. Umawiane są spotkania, nawiązuje się kontakty, sprzedaje się książki.
Z całostronicowej reklamy w najnowszym numerze tygodnika „Wprost” dowiadujemy się, że już pierwszego dnia festiwalu będzie reklamowana – na konferencji prasowej – książka Luizy Łuniewskiej „Szukając Inki”. Wydana przez mało znane wydawnictwo The Facto sp. z o.o. we wrześniu 2015. Największy polski bank PKO BP oraz spółka skarbu państwa PGNiG zakupią 11 tysięcy egzemplarzy książki Łuniewskiej i podarują ją bezpłatnie wszystkim szkołom w Polsce!

To nie jest o „Ince”…

Książka nie miała zbyt wielu recenzji. Tytuł jednej z nich jest za to bardzo wymowny: „Gubiąc Inkę”. Tomasz Żak, animator Teatru Nie Teraz, wielce zasłużonego dla kultywowania pamięci o „wyklętych”, napisał:

„Dawno nie widziałem takiego stężenia złego smaku i kiczu, rodem wprost z półświatka książek sensacyjnych lub romansowych. A przecież to książka o kimś, kto, niczym diament odnaleziony w popiele, stał się tak potrzebnym nam wzorcem osobowym! […]. Zamiast o polskiej i katolickiej formacji bohaterki, czytelnik dowiaduje się o białoruskiej tożsamości rodzinnych stron Danusi. O patronie szkoły podstawowej w Narewce, Aleksandrze Wołkowyckim, który chciał być nauczycielem i został nim, i to od razu jako kierownik szkoły, a stało się to, gdy te ziemie w 1939 dostały się pod okupację sowiecką. Autorka opowiada o tym jako o zdarzeniu zupełnie obiektywnym, a przecież przywołuje postać stuprocentowego komunisty i najprawdopodobniej również konfidenta gestapo […]. Mamy opowieść o eksterminacji społeczności żydowskiej w Białostockiem z dość paskudną sugestią udziału w tym Polaków. Paskudną, bo jak inaczej odebrać takie zdanie

W Narewce do dziś szepcą, kto się na tej żydowskiej krzywdzie najbardziej wzbogacił

[…]. Autorka pisząc o walce podziemia niepodległościowego z komunistycznym okupantem, unika wartościowania. Albo inaczej – obie strony konfliktu traktuje w zasadzie podobnie, a nawet tę sowiecką jakby lepiej. O ile w stosunku do formacji wyklętych niejednokrotnie w książce pojawi się określenie bandyci, to ich przeciwnik tak pejoratywnym słowem nigdy nie jest nazwany. Nie ma okupantów, nie ma zdrajców. Mamy wojsko, mamy siły bezpieczeństwa, mamy KBW […]. A gdzie Danusia Siedzikówna?

Na 78 stronie odnajdujemy ją w zareklamowanym przez autorkę blogu niejakiego Tomasza Sulimy, radnego miasta Bielsk Podlaski. Blogu dedykowanym niewinnym ofiarom żołnierzy wyklętych!? Inka ma tam osobny wpis, w którym jest przedstawiona jako złodziejka wódki z białoruskiego wesela! Na stronie 160 pojawia się w obszernym cytacie z peerelowskiej książeczki:

Twarz Inki wykrzywiła się w sadystycznym uśmiechu, w ręku błysnęła czarna, oksydowana stal rewolweru. Padły strzały – jeden, drugi, trzeci…[…].

Oczywiście, wybieram celowo takie kawałki, ale to dlatego, że nie mogę pojąć, w jakim celu te informacje mamy poznać, gdy innych jest jak na lekarstwo […]. Gdzieś, w połowie swego popkulturowego dziełka, autorka rozpoczyna kolejny rozdział od zdania:

Zgubiłam moją bohaterkę. To prawda. Myślę nawet, że pani Luiza Łuniewska nigdy Danusi nie znalazła. Była tu, była tam. Rozmawiała z wieloma ludźmi, ale jej książka nie jest historią tej dziewczyny, która zginęła za Polskę, zamordowana przez komunistów nim ukończyła 18 lat”.

Świadomie cytuję tak obszerny fragment recenzji Tomasza Żaka, ponieważ jestem znany jako autor licznych artykułów, kilku broszur i książki o „Ince”, także jako konsultant znanego spektaklu TVP „Inka 1946”. Nie chciałbym stwarzać wrażenia, że rywalizuję z panią Łuniewską jako autor. Wręcz przeciwnie. Był taki czas, że tylko ja pisałem o „Ince”. Teraz z radością witam każdego nowego autora. Ale nie autora takiej książki! Pani Łuniewska, była dziennikarka „Newsweeka”, chwali się znajomością z Katarzyną Bondą z Narewki, autorką książek, w których powojenni polscy partyzanci nazywani są bandytami. Pani Bonda wypowiada „złotą myśl”, która może być mottem do całej książki: „Każdy ma swoją prawdę”. Swoją prawdę mają ci, co walczyli do końca za Polskę i ci, co ich mordowali? I z takim przesłaniem idziemy do szkół w nakładzie 11 tysięcy egzemplarzy?!

Atak na szkolne sztandary

Skandaliczne są ostatnie rozdziały książki Łuniewskiej. Kwestionuje w nich gryps „Inki” z gdańskiego więzienia, ze znanymi dziś całej Polsce słowami: „Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”! Jakie ma ku temu podstawy? Żadne. Powołuje się na byłego zastępcę naczelnika więzienia w Gdańsku, który jej powiedział, że w 1946 „nie było zwyczaju latać po Gdańsku z grypsami”! Pisze, że panie Mikołajewskie (nigdy ich nie spotkała!) dopiero z gazet dowiedziały się o treści grypsu i dla świętego spokoju potwierdziły jego treść! Jak to traktować? Chyba jako prowokację. Komuś się wyraźnie przesłanie „Inki” i jego wpływ na polską młodzież nie podoba…

Słowa z grypsu „Inki” wyszyte są na każdym sztandarze szkół jej imienia. Po akcji PKO i PGNiG nie pozostanie nic innego jak je wypruć, choć są prawdziwe. 11 tysięcy to mocne uderzenie…

Zagubiona Łuniewska

Autorka pisze, że Piotr Szubarczyk uznaje tylko motywacje patriotyczne czynu „Inki”. Tymczasem według niej trzeba traktować to życie jako „splot przypadków”. „Inka” według Łuniewskiej była „zagubiona”.

Nie lubię amatorskiej psychoanalizy, wolę fakty. A fakty są takie, że Danka mogła zostać na całe lata w bezpiecznym Miłomłynie, ale wybrała służbę w szwadronie, który nie miał sanitariuszki. Mogła prosić o łaskę i podpisać się pod pismem, w którym jej kolegów nazwano „bandytami”, byle ratować życie. Nie podpisała się. Zamiast tego w momencie śmierci krzyczała „Niech żyje Polska!”. Tak nie zachowują się ludzie „zagubieni”.

Skandal

Popatrzmy na akcję „Inka w szkołach” (tak się oficjalnie nazywa sponsorowanie książki Łuniewskiej przez PKO BP i PGNiG) na chłodno. Mamy oto dwa wielkie podmioty gospodarcze, mamy skarb państwa. Chcą zafundować szkołom książkę. Piękna idea. Książka dotyczy historii. Dlaczego więc nie pytają wyspecjalizowanej instytucji państwowej (IPN) o wartość tej książki? Sprawdziłem, nie pytali. Dlaczego nie pytają fachowców z Ministerstwa Edukacji Narodowej, czy się kwalifikuje na lekturę dla gimnazjalisty (na pewno nienawistne brednie Sulimy o Danusi kradnącej wódkę na weselu zrobią na gimnazjalistach wrażenie…). Na gdyńskim festiwalu będą przedstawiciele zarówno IPN, jak i MEN. Mam nadzieję, że nie będą uczestniczyć we wprowadzaniu tej książki do szkół?!

szukajac-inkiMój kolega powiedział, że akcja z książką Łuniewskiej to jest „skok na kasę”. Ja jestem innego zdania. To prowokacja. Nie udało się z KOD-em pod katedrą, w dniu pogrzebu, więc spróbujmy z drugiej strony. Jeśli PKO BP i PGNiG mają jakieś szczególne powody, by dofinansować wydawnictwo The Facto, to nie jest to moja sprawa. Moją sprawą jest, by ta książka nie trafiła na półki bibliotek szkolnych. By nie rujnowała 15-letniego wysiłku wielu ludzi w Polsce, którzy przyczynili się do tego, aby nieznana przedtem „Inka” stała się natchnieniem dla naszej młodzieży.

Prawdziwa „Inka” istnieje…

Na koniec oddajmy jeszcze raz głos Tomaszowi Żakowi: „Prawdziwa Danusia istnieje i to jak najbardziej. Ma swoją, jak najbardziej polską biografię i jak najbardziej polskie motywacje do podejmowanych w jej kilkunastoletnim życiu decyzji. Ma prawdziwą mamę, którą zabili Niemcy i prawdziwego tatę, którego zesłali na Sybir Sowieci. Ma wspaniałego dowódcę, który tak jak i ona miał być ostatecznie unicestwiony na jakiejś Łączce. I ma w sobie to coś, co zobaczyć można na obrazach Grottgera albo na fotografiach tych dziewczyn, które w letnich sukienkach szły do Powstania. Tego wszystkiego nie ma w książce Szukając Inki”.

Piotr Szubarczyk

Chcesz podzielić się z Czytelnikami portalu swoim tekstem? Wyślij go nam lub dowiedz się, jak założyć bloga na stronie. Kontakt: niezlomni.com(at)gmail.com. W sierpniu czytało nas blisko milion osób!
Dołącz, porozmawiaj, wyraź swoją opinię. Grupa sympatyków strony Niezlomni.com

Zostaw swój komentarz

Redakcja serwisu Niezłomni.com nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach użytkowników. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Jednocześnie informujemy, że komentarze wulgarne oraz wyrażające groźby będą usuwane.
Loading Facebook Comments ...
Redakcja serwisu Niezłomni.com nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach użytkowników. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Jednocześnie informujemy, że komentarze wulgarne oraz wyrażające groźby będą usuwane.

1 komentarz

  1. Jest mi przykro, że czytam podobne artykuły na Waszym portalu. Tym bardziej nie wiem, co chciał osiągnąć autor recenzji, która jest zwyczajną, obrzydliwą propagandą. Portal, taki jak Wasz powinien wspierać solidną literaturę traktującą o Wyklętych, a nie opluwać ją. Akurat posiadam opisaną przez Was książkę, czytałam ją i również zweryfikowałam strony, które podajecie jako przykład. Na wspomnianej stronie 170 faktycznie jest taki cytat – autorka podaje, że to z PRLowskich „Tygrysów” i pokazuje jako przykład ohydnej propagandy. Strona 78 to kolejny tego typu cytat – ze źródło wskazanego przez Łuniewską jako szkalujące Wyklętych. Nie chce mi się czytać całej książki jeszcze raz, żeby upewnić się, czy faktycznie nie ma tam zamieszczonych słów, które Danusia kierowała do swojej Babci, ale na pewno jest opisane, że razem z Zagończykiem krzyknęła „Niech żyje Polska!” przed egzekucją. I w tej właśnie książce znalazłam sprostowanie o Łupaszce, że wcale nie brał udziału w akcji we wsi Dubinki, na którą to lewacy lubią się teraz powoływać, żeby móc nazywać Łupaszkę zbrodniarzy. Jestem ogromnie ciekawa, co chciał osiągnąć autor tej recenzji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*

Najnowsze z Recenzje

Idź na górę